[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.3

Suchy styczeń - miesiąc bez alkoholu [Testujemy na sobie]

W Nowy Rok to jedno postanowienie ściele się równie gęsto jak trupy wieczór wcześniej. Sprawdzamy, czy trudno jest na miesiąc zrezygnować z alko i czy ma to w ogóle sens.

suchy styczeń, alkohol Jeśli wytrwanie przez miesiąc bez alkoholu to dla Ciebie nie lada wyzwanie - możesz mieć problem.
Lubię wypić piwo, a najlepiej kilka. Po czerwonym winie zawsze boli mnie głowa, ale po drugim kieliszku jakoś o tym nie myślę. Często po pracy siadam wieczorem i wypijam drink, dwa, góra trzy... Tak dla relaksu. W weekendy dawki bywają ciut większe. Od czasu do czasu, przy specjalnych okazjach, zdarza mi się przesadzić. Jednocześnie lubię też potrenować. Kiedyś głównie kopałem piłkę i ze zmienną częstotliwością chodziłem na siłkę, ale odkąd zrobiłem sobie siłownię w domu, trenuję bardzo regularnie.

OKIEM KOBIET: Przepisy na drinki bez alkoholu [Woman's Health]

REKLAMA

Tego lata były takie upały, że piwo wchodziło jak złoto, tylko następnego dnia nie miałem odwagi zagłówkować, nawet jeśli bramka stała przede mną otworem. W skrócie: nie sądzę, żebym pił za dużo, ale nie można mnie też nazwać abstynentem. Zawsze kusiło mnie, żeby sprawdzić, jak taki miesiąc bez alkoholu może wyglądać. I jak duży może mieć wpływ na samopoczucie. Zakładałem, że spory, zwłaszcza że renomowani naukowcy w branżowych pismach ostrzegali mnie o złym wpływie alkoholu na sen, potreningową regenerację, skupienie, a nawet zabawy w łóżku. Dobra, dosyć gadania. Próbuję.

Dzień trzeci i dwunasty

Pierwszego dnia budzę się z lekkim kacem, bo przecież postanowiłem z kumplami pożegnać (na chwilę) poprzednią wersję siebie. Aż do wieczora czuję się średnio, zasypiam ciężko, rano budzę się raczej niewyspany. Za to mam ogromną ochotę na śniadanie – czuję postęp. Kolejny dzień to już normalne samopoczucie. Bez fajerwerków, ale i bez tragedii. Można powiedzieć, że nie czuję żadnej różnicy poza tą, że w końcu wiem, w której szafce trzymam herbatę – zrobiłem sobie do wieczornego serialu.

OKIEM NAUKI: Czy picie piwa rujnuje efekty treningu?

Przełom następuje dnia trzeciego, kiedy rano mam energię i czas na trening (wstałem wcześniej niż zwykle, totalnie wyspany, bez żadnego bólu głowy, bez piekących oczu czy śladu mdłości), a później w redakcji pracuję więcej, szybciej, lepiej. Jeszcze wstrzymuję się z wnioskiem o podwyżkę, ale czuję, że jak tak dalej pójdzie, będzie ona nieunikniona. Wieczorem kolejny trening. I porządna kolacja – w ogóle wzorowe odżywianie przez cały dzień, którego nie zakłóca syndrom tego poprzedniego, robi różnicę. Dwunastego dnia jestem po kilku treningach więcej, a na jeszcze więcej mam zwyczajnie ochotę. W końcu solidne sesje znów przynoszą spodziewany efekt: żegnaj, dreptanie w miejscu.

Koniec próby

Druga strona medalu jest taka, że po drodze bywało więcej niż ciężko – weekendowe spotkania ze znajomymi okazały się mniej barwne, anegdoty, które podczas nich padały, mniej soczyste, a o spektakularnych zwrotach akcji w ogóle nie mogło być mowy. Cóż, mówiłem sobie, jeszcze kilka dni. Tylko trzydziestego drugiego dnia nie miałem już ochoty na powrót do tradycji wieczornego jednego, bo tego dnia wypadał akurat trening, a ja przez miesiąc zrobiłem postępy większe niż przez pół roku. Bez alko forma rośnie szybciej – sprawdzone info. I człowiek po prostu czuje się lepiej, przy okazji modyfikując swoje dotychczasowe przyzwyczajenia. Zdecydowanie polecam spróbować.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij