REKLAMA

Śmierć Jona Snowa posłała Kita Haringotona na... terapię

Kilka słów o tym, że fikcja bardzo łatwo może przeobrazić się w rzeczywistość.

Kit Harington
Bardzo łatwo jest zachłysnąć się brutalnością świata Gry o Tron, siedząc w ciepłym fotelu i oglądając kolejne krwawe jatki na ekranie komputera. Bo to świetna rozrywka, choć krwawa. Okazuje się jednak, że to, co tak bardzo przyciągnęło przed ekrany miliony telewidzów, dla aktorów jest powodem do wcale nieudawanej traumy. 

Kit Harington ujawnił niedawno, że musiał szukać pomocy terapeutów, kiedy odgrywany przezeń Jon Snow został zadźgany wieloma ciosami nożem przez współbraci z Nocnej Straży. Aktor zdradził, że po tej scenie nie czuł się bezpiecznie również w realnym świecie, pozbawionym przecież zombie, smoków i pradawnych bractw strzegących magicznych granic. 

REKLAMA

"To nie był dobry czas w moim życiu" - opowiada Kit Haringoton. Gwiazdorowi serialu nie pomagali zapewne wszechobecni fani, którzy często pytali go, czy lubiany przez wszystkich Jon Snow rzeczywiście został uśmiercony. "Wówczas nie czułem się bezpiecznie i praktycznie z nikim nie rozmawiałem" - dodaje aktor. 

Przypomnijmy, że osmy i ostatni sezon Gry o Tron już 14 kwietnia zagości na małych ekranach. 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA