[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

REKLAMA

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Sicario 2: Soldado [nasza recenzja]

Kontynuacja świetnego „Sicario” ma tylko jedną wadę – jest kontynuacją właśnie, co oznacza, że porównania są tu bardziej niż na miejscu. W tych „Soldado” wypada co najwyżej średnio. Jako samodzielny film broni się jednak wyśmienicie.

Sicario 2 fot. Dystrybutor filmu
Szefowie narkotykowych karteli, zajmujących się przerzutem prochów przez granicę meksykańsko-amerykańską, to cwane bestie, niemal biznesmeni-wizjonerzy. Bo jak inaczej spuentować ideę, według której z finansowego punktu widzenia sensowniej szmuglować jest ludzi niż dragi? Pieniądze kasuje się z góry, w razie wpadki nie traci się nic. Ludzkie życie ma tu tylko tę początkową wartość. Śmierć po drodze? Deportacja w razie wpadki na granicy? Kogo to obchodzi? Po drugiej stronie przecież i tak nie da się „tego” sprzedać. Kasujmy naiwnych i zobaczmy, jak wyjdzie. Proste i genialne.

Państwo kontra kartel

To z tą prostotą i genialnością przychodzi walczyć tej drugiej, amerykańskiej stronie. Żeby cała ta biurokratyczno-agenturalno-polityczna machina miała jednak jakiekolwiek szanse, narkotykowe kartele należy uznać za organizacje terrorystyczne. A z tymi – wiadomo – wszystkie chwyty dozwolone. CIA, FBI, DEA, wojsko – wszystkie ręce od brudnej roboty na pokład. I do dzieła.

Takie jest tło drugiego „Sicario”. Ludźmi od brudnej roboty raz jeszcze okazuje się ekipa kierowana przez Matta Gravera (Josh Brolin). Metody? Takie same jak poprzednio – siać zamęt (który to raz jeszcze ma ludzką twarz, na imię ma Alejandro, a gra go świetny Benicio del Toro) i czekać na błąd przeciwnika. Oczywiście nawet nie na granicy prawa, ta zostaje przekroczona już na starcie. Co historię, rzecz jasna, komplikuje – politycy zawsze kryją bowiem przede wszystkim siebie, szybko porzucając spalone tematy i ludzi.

REKLAMA

Sicario 2 fot. Dystrybutor filmu
Świat napędzany adrenaliną

I żeby nie było złudzeń – w tak zarysowanych okolicznościach przyrody nie ma miejsca na sentymenty, męską przyjaźń, która zwycięży wszystko czy choćby, trudne słowo, wiem, miłość. Ten męski świat pachnie spaloną ziemią i świeżą krwią, frustracją, testosteronem i adrenaliną. Poddani próbie bohaterowie niemal na pewno nie wyjdą z niej zwycięsko. Na meksykańsko-amerykańskim pograniczu jest miejsce tylko na porażkę.

Kiedy można sobie tak pogadać o kinie gatunkowym, o filmie akcji przecież, to znaczy, że ktoś zrobił dobrą robotę. „Sicario 2: Soldado” okazuje się wówczas filmem jeszcze lepszym. To rasowy thriller, z elementami strzelanki, którego fabułę, każdy kolejny moment, chłonie się z zapartym tchem. Historia nie zwalnia ani na chwilę, w dodatku podana jest w sposób więcej niż strawny. Reżyseria Stefano Sollimy jest solidna, zdjęcia Dariusza Wolskiego bardzo, muzyka Hildura Guðnadóttira niepokojąca. Wszystko jest tu na swoim miejscu, w dodatku przez dłuższą część seansu ma się wrażenie, że ten film zahacza o tzw. coś więcej, po wizycie w kinie można czuć więc satysfakcję. Tylko…

Sicario 2 fot. Dystrybutor filmu
Kontynuacja nie tak dobra jak pierwowzór

Co więc nie gra, że kręcę nosem? Ano to, że „Sicario 2” to dwójka właśnie. Gdyby dać temu filmowi inny tytuł, wymienić aktorów, zrezygnować z tego świetnego tematu muzycznego i kilku charakterystycznych kadrów, otrzymalibyśmy dzieło, którym zachwycano by się na lewo i prawo. A tak słychać głosy rozczarowania, fakt, że nieśmiałe, ale jednak.

Przy oryginalnym „Sicario” sequel wypada blado z kilku powodów. Po pierwsze, Denis Villeneuve poradził sobie z tematem po prostu lepiej. Ale to geniusz, bądźmy więc empatyczni wobec próby Sollimy, która i tak jest bardzo dobra.

Po drugie, jedynka miała do dyspozycji po prostu lepszą historię. Bardziej logiczną i trzymającą się kupy. W tamtym wypadku było widzowi łatwiej śledzić wydarzenia na ekranie, bo tak jak i on bohaterka grana przez Emily Blunt była nowicjuszką. Która niewiele rozumiała, przez co całość poddawała w wątpliwość. Efekt to nienachalne tłumaczenie, o co w tym wszystkim chodzi. W dwójce tego zwyczajnie zabrakło.

Po trzecie, tajemniczość bohaterów w pierwowzorze dodawała filmowi klimatu. W dwójce tych bohaterów (których było zresztą bardzo mało) już znaliśmy, więc ten sam powtórzony zabieg po prostu nie zdałby egzaminu. Zarysowany w kilku zdaniach background to jednak za mało, by mocno i szczerze kibicować wydarzeniom na ekranie albo zaufać konkretnym decyzjom. To dlatego część z nas rodzącej się na ekranie relacji między dwojgiem bohaterów po prostu nie kupuje.

No i, po czwarte, rzecz najważniejsza – pierwsze „Sicario” było po prostu ładniejsze, lepiej nakręcone. Wolski, widać, starał się jak mógł, żeby zrobić podobnie, a jednak cudzego stylu po prostu nie skopiować. Wyszło bardzo dobrze, ale jednak nie tak dobrze jak poprzednio.

Ale, ale. Nie narzekajmy. „Sicario 2: Soldado” wciąż jest kapitalnym filmem akcji. Mało takich dostajemy w ostatnich latach, dlatego szanujmy i czekajmy na więcej. Zarys historii kolejnej części w zasadzie podano nam na tacy. Teraz od kinowego wyniku zależy, czy kontynuacja w ogóle powstanie. Zapraszamy więc na kolejne seanse. To leży w naszym, fanowskim, interesie.

PS. Przed obejrzeniem „Sicario” i „Sicario 2: Soldado” polecam bardzo przeczytać „Ameksykę. Wojnę wzdłuż granicy” Eda Vulliamy’ego.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij