[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Salt Wave Festival - morze dobrej muzyki

W tym roku po raz pierwszy na festiwalowej mapie Polski pojawiła się impreza, która idealnie pełni funkcję gorącego pożegnania z sezonem muzycznym pod chmurką. Bo Salt Wave Festival to dobra muzyka, ciekawi ludzie i morze. I to ostatnie wcale nie jest najmniej ważne. 

Fot. Hubert Grygielewicz
Trochę już Polski i świata zwiedziłem, ale po Półwyspie Helskim jeszcze się nie kręciłem. Dlatego byłem przepełniony sporą ilością tej pozytywnej podskórnej energii, która towarzyszy człowiekowi, gdy wybiera się w nowe, dotąd nieodkryte miejsce. Znacie na pewno to uczucie. Pojawia się tuż przed wejściem do samoloty albo pociągu. A po opuszczeniu pokładu zmienia się w woń lasu, plaży albo miasta. I tak tez było w Jastarni, gdzie w dniach 23-24.08 odbyła się pierwsza edycja festiwalu muzycznego Salt Wave Festiwal. 

Na miejscu zastałem przyjemną turystyczną mieścinę, pełną leniwie przechadzających się turystów, świetną letnią pogodę i najpiękniejsze, zapatrzone w ciemny Bałtyk plaże. I muszę szczerze przyznać, że ten wąski kawał piachu otoczony morzem wywarł na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. A dlaczego o tym piszę? Bo, powiedzmy to sobie szczerze, w przypadku festiwali sceneria odgrywa równie ważną rolę, co sama muzyka. Miejsce się liczy. Tyle w temacie. 

REKLAMA

Fot. Dorota Szulc

W końcu rzadko kto przez cały czas trwania festiwalu nie puszcza barierki pod główną sceną, prawda? Trzeba gdzieś odpocząć, coś zjeść, oddalić się choć na chwilę od hałasu, by podzielić się wrażeniami ze znajomymi, czy strzelić fotkę i wrzucić na Insta.

No to za scenerię przyznaję 11/10 punktów. Salt Wave odbył się w odległości kilkudziesięciu metrów od brzegu morza, do którego zresztą prowadziła oddzielna bramka. Niby nic, ale cieszy jak cholera. Sam kilkukrotnie korzystałem z tego magicznego przejścia, by sceniczne wrzaski zamienić choć na chwilę na wrzaski mew. Właśnie takie detale decydują o odbiorze całości. 

Fot. Dorota Szulc

Cały festiwal promieniował zresztą wybitnie chilloutową aurą. Nie było w nim żadnej natarczywej krzykliwości. Brak rozwrzeszczanych tłumów, brak uczucia przytłoczenia. Wszystko toczyło się kameralnej atmosferze. Ja się tam nie tylko dobrze bawiłem - ja tam odpoczywałem. Może wynika to z faktu, że, jak określili to sami organizatorzy, był to festiwal butikowy? Jeśli skojarzyło Ci się z butikowym hotelem, to dzwoni w dobrym kościele. Bo Salt Wave właśnie taki był. To kameralność, spokój i brak pośpiechu.

A muzyka? Line up znajdziecie na stronie saltwave.pl. Ja od siebie mogę dodać, że na scenie miałem okazje zobaczyć m. in. The Cinematic Orchestra, Jacoba Banksa, PRO8L3M, WhoMadeWho, Fisz Emade Tworzywo, Kamp i wielu innych ciekawych artystów. Nie ma chyba sensu pisać, którzy z tych artystów wypadli dobrze, którzy świetnie. Sądząc po reakcji fanów, zdecydowana większość twórców trafiła do tej drugiej grupy.

Nie mam zresztą zamiaru rozwodzić się specjalnie nad stroną muzyczną. Przecież kupując bilet, każdy i tak zakreśli na czerwono inne nazwisko i na inny koncert będzie czekał z wypiekami na twarzy. W tym ja. Na jednych występach bawiłem się wybornie, na innych zaledwie tupnąłem kilka razy nogą, a jeszcze inne pominąłem. Nie jest to jednak tekst o mojej wrażliwości muzycznej, dlatego jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o artystach, po prostu odpalcie ich muzę. Czytanie o tym mija się z celem. 

Fot. Dorota Szulc

Na koniec warto wspomnieć o infrastrukturze. Nad brzuchami festiwalowiczów czuwała mała flotylla food trucków (również uwzględniających potrzeby niemięsożernej części społeczeństwa), zmęczonym nogom ulgę przynosiły porozstawiane tu i ówdzie leżaki - w końcu byliśmy nad morzem - a o festiwalowy prąd dbały stoiska zarówno ze słabszymi, jak i mocniejszymi alkoholami. Chętni mogli również zaopatrzyć się w sklepie z ciuchami. Czyli klasycznie. Moim oczom nie umknęła również dbałość o szczegóły wizualne - cały festiwalowy teren wyglądał po prostu... ładnie. 

Za rok znów zamierzam pojawić się wśród tych wszystkich leżaków, mew i artystów. Bo tam po prostu świetnie spędza się czas. Wam też to polecam.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij