Salt Wave Festival – mały wielki festiwal

Półwysep Helski zawsze był szczególnym miejscem na mapie Polski. Piękne, piaszczyste plaże, idealne warunki do uprawiania sportów wodnych i poczucie odizolowania od reszty kraju wodami zatoki Puckiej sprawiają, że to miejsce wyjątkowe. Od kilku lat tę wyjątkowość podkreśla organizowany w Jastarni Salt Wave Festival. 

Salt Wave Festival Fot. Hubert Grygielewicz

Jak ocenić, czy dany festiwal muzyczny był dobry? Większość odpowie: po line-upie! No, tak, muzyką festiwale stoją. Polemizować z tym niełatwo, bo koncerty to jądro każdej tego typu imprezy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że na niektórych festiwalach ludzie bawiliby się doskonale, nawet gdyby artystyczny zaciąg nie składał się z gwiazd najjaśniejszych, najlepiej brzmiących. 

Istnieje bowiem coś tak nieuchwytnego jak aura miejsca, w którym festiwal się odbywa, którą tworzą wszyscy zgromadzeni festiwalowicze i, w końcu, którą ciężko byłoby przenieść w zupełnie inną scenerię, inne okoliczności. I do takich właśnie festiwali należy Salt Wave Festival. 

Salt Wave FestivalFot. Hubert Grygielewicz

 

Wrzucony w kalendarz w praktycznie ostatni weekend sierpniowego lata Salt Wave łączy w sobie radość czerpania z uroków wakacji oraz podskórny smutek nieuchronnego końca tej radości. Będąc wtedy na Helu czujemy, że każdy zachód słońca zbliża nas do czyhającej tuż za rogiem jesieni, dlatego jeszcze bardziej łapczywie łapiemy każdy ciepły promień, każdą falę, każdy kwadrans wylegiwania się na rozgrzanym piasku. Jest tu więc cała paleta emocji.

I te emocje słychać podczas długich dyskusji toczonych tuż nad brzegiem morza, bardzo niedaleko sceny. Teren festiwalu ulokowany został tak, by zmęczeni scenicznymi dźwiękami festiwalowicze mogli znaleźć ukojenie w cichym szumie fal. Nazwa Salt Wave naprawdę nie wzięła się znikąd. 

Zresztą to nie jedyny morski akcent. Bliskość plaż, możliwość zamieszkania w nadmorskich kwaterach (żegnaj namiocie!), a nawet te nieszczęsne krzyki mew – wszystko przypomina nam, że tutaj leniwe plażowanie idealnie uzupełnia się z nocnym szaleństwem pod sceną. Jeśli masz zatem rozterki, czy swój urlop rozdysponować pomiędzy festiwale, czy raczej pojechać wypoczywać nad morze, Salt Wave może pomóc Ci ten dylemat rozwiązać polubownie.

Salt Wave FestivalFot. Hubert Grygielewicz

 

Muzyka? Coś dla każdego

W tegorocznej, drugiej już odsłonie Salt Wave Festival bezapelacyjnie największą gwiazdą był austriacki DJ, Parov Stelar, a show, jakie wraz z zespołem zgotował publiczności pod sceną na długo zostanie w pamięci zgromadzonych. Zabawa była tak przednia i energiczna, że widzowie choć na chwilę zapomnieli o swoich smartfonach i przestali patrzeć na scenę przez ich czujne, rejestrujące wszystko oczy. Widok rzadki, ale wiele mówiący o muzycznej klasie występującego artysty.

Polscy muzycy, zarówno starszego, jak i młodszego pokolenia również dali radę, kolokwialnie rzecz ujmując. Z przyjemnością patrzyło się na sceniczną energię Moniki Brodki czy Artura Rojka. Ralph Kamiński aż kipiał autentycznością, a shafter czy trio OIO udowodnili, że mają kapitalny kontakt z publiką i potrafią rozkręcić świetną imprezę pod sceną.

Nie będę wymieniał każdego z występujących na Helu artystów, choć każdy z nich potrafił zaczarować i zasługuje na uznanie, ale chciałbym mocno podkreślić, że line-up festiwalu został ułożony w taki sposób, by naprawdę każdy znalazł w nim coś dla siebie. Było i kameralnie, i imprezowo. 

Coś nowego

Organizatorzy reklamują swój produkt jako pierwszy w Polsce butikowy festiwal, klimatyczną imprezę blisko morza i przyrody. Miejsce, w którym chce się być, a czas zwalnia. Butikowy, czyli zarezerwowany dla nielicznych, elitarny i kameralny. Bez tłumów, bez ścisku i gwaru. Za to z doskonałą oprawą muzyczną, zjadliwym zapleczem gastronomicznym (bo na głodniaka to i muzyka źle wchodzi) i ciekawymi partnerami. 

Czy reklama wytrzymuje starcie z rzeczywistością? Wytrzymuje, nie tylko stojąc mocno na dwóch nogach, ale i wesoło potupując w rytm muzyki. Czy jest butikowo? Jest! Na terenie festiwalu każdy znajdzie przestrzeń dla siebie. Nie ma tu poczucia, że gdziekolwiek człowiek się nie ruszy, tam towarzyszy mu gęsty tłum. Festiwal broni się w zasadzie w każdym elemencie: lokalizacją, muzyką, ofertą partnerów i... ludźmi. 

Bo ludzie, którzy zjechali na Hel z całej Polski (i nie tylko) stworzyli wyjątkowo kolorową mieszankę osobowości. To dzięki nim chciało się przebywać na miejscu, poznawać, dyskutować i bawić się. 

Salt Wave FestivalFot. Hubert Grygielewicz

 

I żeby ten artykuł nie był tylko i wyłącznie laurką, ostrzegam, że baza noclegowa na Półwyspie Helskim posiada mocno ograniczoną liczbę miejsc. Dlatego jeśli chcecie odwiedzić Salt Wave Festival w 2022 roku, zainteresujcie się kwaterami sporo wcześniej, przed wakacjami. Co prawda z pobliskich miejscowości można dojechać do Jastarni urokliwą trasą rowerową, ale nie zawsze wypada wsiadać na rower, prawda? Czasami muzyka szumi w uszach za mocno...

Czy zatem polecam sprawdzenie osobiście, jak to na Salt Wave jest? Zdecydowanie. To ciekawa muzycznie inicjatywa, ale przede wszystkim magiczne dwa dni spędzone w asyście powoli odchodzącego lata. Warto. To mały festiwal, ale wielkie przeżycie. 

Więcej informacji o festiwalu znajdziecie tutaj: https://saltwave.pl/

Zobacz również:
Porządny trening można wykonać bez wykorzystania sztangi i bez dwugodzinnego przesiadywania w siłowni. Oto dowody.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ