[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.9

SAS - jak wygląda selekcja do brytyjskich sił specjalnych?

Żołnierze sił specjalnych każdego dnia swojej służby wznoszą się na wyżyny ludzkich możliwości. Ceną za bezpieczne ulice miast i Twój spokojny sen w nocy jest ich krew na frontach całego świata. MH zmierzył się z selekcją do SAS-u oraz faktami na temat brytyjskich komandosów. Czy elitarni wojownicy są dziś w stanie zwyciężać zawsze, nawet w starciu z wrogiem, który nie ma twarzy?

SAS, siły specjalne
Ból jest wszechobecny. Po prawdzie przestałem już rozróżniać, który jest prawdziwy, a który to twór zdewastowanego nadludzkim wysiłkiem umysłu. Ale nie zastanawia mnie to jakoś bardzo mocno. Wszystko traci na znaczeniu, gdy klęczy się przy świeżo wykopanym grobie w głębi ekwadorskiego lasu deszczowego. Dźwięk pocisku wprowadzanego do komory pistoletu nie brzmi ani trochę hollywoodzko.

Otrzeźwia, pozbawia złudzeń wszystkich liczących na filmowe zakończenie, w którym dobro zwycięża, a świat raz jeszcze cudem unika zagłady. Zimny wylot broni napiera lekko na tył mojej czaszki. Ponad 30-stopniowy upał potęguje chłodne wrażenie. Strach kurczy żołądek, a ja z trudem opanowuję przemożną chęć zwymiotowania.

Po chwili dotyk znika, a Ollie, nasz przewodnik podczas najcięższej wędrówki w życiu, gratuluje nam zdanego podejścia. Za nami nieoficjalny test w ramach selekcji do sił specjalnych. To chyba w tym miejscu powinniśmy z uśmiechem zbić piątkę, ciesząc się z sukcesu. Nie ma szans, żaden z nas nie jest nawet w stanie unieść ręki. Czuję, że efekty tej żołnierskiej przygody w dżungli będę z dumą znosił przez najbliższy tydzień.

Wreszcie chwila oddechu, tlen dociera do mózgu, a do nas zaś, czego właściwie doświadczyliśmy. Burpees z plecakiem obciążonym kamieniami w regularnych odstępach od 6 rano swoją drogą. Daliśmy z siebie absolutne sto procent, a mimo to ledwo nam się udało. Zaliczyliśmy brutalną przeprawę, która w porównaniu z prawdziwym sprawdzianem na komandosa jest – według wszystkich obiektywnych specjalistów – niedzielnym spacerkiem po mszy.

Proces selekcji do SAS- -u jest owiany legendą. Niekoniecznie ze względu na wojskowe procedury i obostrzenia. 13 lipca 2013 roku 24-letni Craig Roberts, żołnierz Brytyjskich Sił Zbrojnych, rozpoczął pierwszą fazę selekcji do SAS-u – tzw. Fan Dance: 25-kilometrowy marsz przez Pen y Fan, największą górę w Południowej Walii (pasmo Brecon Beacons). Do południa temperatura osiągnęła 30 stopni Celsjusza. Około 15:30 Roberts został znaleziony na zboczu trasy. Wymiotował i był skrajnie wyczerpany. Nie udało się go uratować. Dwóch innych rezerwistów – młodszy kapral Edward Maher i kapral James Dunsby – również stracili życie tego dnia.

Dziesięciu innych żołnierzy trafiło do szpitala z objawami hipertermii. Podczas dochodzenia 3% żołnierzy przechodzi selekcję. Kilkunastu faktycznie zasili szeregi SAS. koroner Louise Hunt orzekł, że trzej doświadczeni żołnierze zginęli tego feralnego dnia przez zaniedbania po stronie instruktorów. Hunt oświadczył, że to oni w porę nie zauważyli objawów przegrzania oraz nie zapewnili wystarczającej ilości wody w punktach kontrolnych.

W skrócie: nie zapewnili żołnierzom bezpieczeństwa podczas testu. W lipcu 2016 roku brytyjski rząd zanegował opinię, że Ministerstwo Obrony również powinno być ścigane, argumentując, że dobrowolne poddanie się trudom najcięższego systemu szkoleniowego wojska na świecie jest „z natury niebezpieczne”. Jak inaczej, zapytano, jesteśmy w stanie wybierać najlepszych żołnierzy, jeśli nie są oni najpierw popychani do granic fizycznych i psychicznych?

Ale można też spojrzeć na to trochę inaczej. Czy wymagając niezachwianej doskonałości w każdej sytuacji, sami nie popychamy rekruterów w siłach specjalnych do niebezpiecznych skrajności? Walka ewoluuje każdego dnia dzięki technologii, więc kolejne pytanie nasuwa się samo: czy elitarny żołnierz nie staje się powoli anachronizmem?

Niepewny teren

Fascynacja brytyjskimi specjalsami trwa nieprzerwanie od maja 1980 roku, gdy wiadomości po raz pierwszy pokazały zamaskowanych żołnierzy wpadających przez okna ambasady Iranu w Londynie. Sukces Operacji Nimrod sprawił, że o SAS-ie zrobiło się głośno. Działania jednostki podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej zaowocowały bestsellerem

„Kryptonim Bravo Two Zero” Andy’ego McNaba, a następnie udaną filmową adaptacją spisanych wspomnień o tytule „Rajd na tyły wroga”. W 2011 roku nawet De Niro i Statham zaciągnęli się do woja, przyjmując role oficerów SAS-u w „Elicie zabójców” – adaptacji powieści sir Ranulpha Fiennesa. Byli specjalsi Andy McNab i Chris Ryan regularnie okupują czołowe miejsca list bestsellerów ze swoimi inspirowanymi akcjami SAS-u thrillerami, które przyniosły im odpowiednio 30,4 miliona i 21 milionów funtów.

Istnieje bardzo duża szansa, że gdy piszę te słowa, gdzieś na świecie do akcji wkraczają właśnie operatorzy Special Air Service (SAS) lub Special Boat Service (SBS). Cały wic polega na tym, że jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nikt z nas w najbliższym czasie się o tym nie dowie. Ratowanie zakładników, porwania, antyterroryzm, walka z handlem narkotykami. Ot, pierwsze z brzegu. Dla tych facetów to kolejny dzień w biurze. „Lubię porównywać to do reprezentowania kraju na olimpiadzie. To podobny prestiż i wyzwanie” – mówi nam przez telefon „Lis”, były członek SBS. Na arenie międzynarodowej SAS i SBS od lat cieszą się opinią najlepszych z najlepszych.

Dla ciekawskich: Sto godzin samotności

„Nawet dla zawodowych żołnierzy dostanie się do sił specjalnych jest celem na ogół nieosiągalnym. To marzenie – opowiada Matthew Ollerton, weteran z SBS. – Ciągła i ogromna odpowiedzialność, obcowanie ze skrajnie różnymi ludźmi... To naprawdę przytłaczające”. Ollerton – lub też „Ollie”, którego poznaliuśmy podczas naszej ekspedycji – jest chodzącą reklamą swoich programów treningowych. Potężny Ollie jest już na emeryturze i aktualnie prowadzi ośrodek treningowy Break Point. Wszystko, oczywiście, inspirowane szkoleniami kandydatów na komandosów.

Ollie prowadzi nas przez gęstą dżunglę w dość wymagającym tempie. Z trudem łapiemy oddech. On jest raczej rozgadany. „Oczywiście, instruktorzy szukają u kandydatów wysokiego poziomu sprawności fi zycznej, ale koniec końców chodzi o coś więcej – wyjaśnia. – Szukamy ludzi z wolą, by iść naprzód, niezależnie od wszystkiego. Kogoś, kto mówi: »Jestem tu, aby to zrobić lub umrzeć, próbując«”.

Najcięższa bitwa

Minęły trzy lata, odkąd Kelvin Roberts dowiedział się o śmierci swojego syna Craiga. Krótka rozmowa telefoniczna pozwala powiedzieć, że chociaż ma ogromny szacunek dla SAS-u, to uważa, że śmierci jego syna można było uniknąć. „Główną ochroną, jakiej potrzebują ci mężczyźni, jest ochrona przed nimi samymi. Ta determinacja, zasada »zrób to lub zgiń« oznacza, że oni nie przestaną, nawet jeśli powinni”.

Aby wziąć udział w naborze do sił specjalnych w Wielkiej Brytanii, wymagana jest najpierw pięcioletnia służba wojskowa. Wtedy kandydat może rozpocząć intensywny półroczny proces, który, na dobry początek, obejmuje 28 dni w dżungli. Fizyczny wycisk to wierzchołek góry lodowej – największa walka toczy się w głowie.

„To środowisko jest klaustrofobiczne – mówi Ollie. – Każdego dnia odklejasz od siebie pijawki, skóra zaczyna gnić, a po przebudzeniu znów musisz włożyć ten sam brudny, mokry sprzęt na siebie. Najcięższa misja w dżungli? Nie zwariować”. Nieliczni, którzy wyjdą z dziczy zwycięsko, zostają następnie przeszkoleni w dziedzinie wyburzania, zjeżdżania po linie, komunikacji i przetrwania, zanim zostają porzuceni w walijskich górach Brecon Beacons.

Ich celem jest dotrzeć do wyznaczonego punktu końcowego, unikając helikopterów, psów tropiących i batalionu wyszkolonych żołnierzy. Jeśli jakimś cudem im się uda, trafi ają do razu do ciemnej sali na 36-godzinne przesłuchanie. W zimnie, bez jedzenia, wyczerpani i pełni nadziei, że umysł się nie podda i usta nie szepną ani słowa. Spośród setek osób, które wystartują, około 90% zrezygnuje w trakcie, a tuzin zostaje powitany w szeregach SAS-u.

Przez piekło

Śmierć podczas selekcji do sił specjalnych jest kwestią niecodzienną, ale zdecydowanie nie niespotykaną. Jeszcze w 2016 roku komisja brytyjskiego parlamentu opublikowała raport, w którym jasno nakreślono zasady dotyczące bezpieczeństwa kandydatów przy zachowaniu etosu selekcji SAS. „Kiedy wysyłamy nasze wojska na operację, jesteśmy świadomi, że ci ludzie są narażeni na niebezpieczeństwo – mówił wtedy członek komitetu i poseł Richard Benyon. – Tym bardziej nie ma sensu narażanie tych ludzi na niebezpieczeństwo podczas szkoleń lub testów sprawdzających”.

Proponowane przez raport środki obejmowały m.in. zadbanie o stuprocentową sprawność nadajników GPS przekazywanych żołnierzom. Dodatkowo zostały one zaprojektowane tak, aby ostrzegać selektorów o jakichkolwiek problemach. Faktycznie działają: w przeciwieństwie do rzekomo wadliwych, używanych w 2013 r. Zalecono również odwoływanie ćwiczeń przy złej pogodzie i zapewniono, że punkty kontrolne są obsługiwane przez personel medyczny.

„Żadna z tych rzeczy nie zmniejsza wymagań dotyczących sprawności fizycznej żołnierzy, ale może uratować im życie”. Mimo to większość osób związanych z siłami specjalnymi – od polityków po samych żołnierzy – jest nieugięta i twierdzi, że bariery wejścia na rynek SAS powinny pozostać tak rygorystyczne, jak były. „Ci faceci muszą umieć się przystosować” – mówi nam dr Sundeep Chohan, gdy spotykamy się w hotelu na skraju lasu deszczowego. Do niedawna Chohan był głównym oficerem medycznym ds. selekcji w Royal Navy, Marines i Air Force. „Dla przykładu Afganistan.

Teren taki, że moglibyście być na pustynnych równinach w ekstremalnym upale, a 10 minut później wyskakiwać z helikoptera przy minus 30”. Sprawa jest prosta: wymagania są skrojone tak, aby wytypować wyłącznie „elitarnych wojowników- -atletów”. Tak nazywa ich Chohan. „Chcemy nadludzkiej sprawności. Zawodowy piłkarz jest w stanie biec przez określony czas. Ale co się stanie, jeśli wrzucisz mu na plecy 70 kg i polecisz, aby wszedł z ciężarem na szczyt góry?

Jak zareaguje zwykły człowiek, gdy ujrzy najbardziej przerażające zbrodnie na naszej planecie? Byłem w miejscach, gdzie słabi kończyli obdarci ze skóry i pieczeni nad paleniskiem. Fakty są takie, że musimy pozbawiać się bezpieczeństwa. Odebrać regularne posiłki. Uniemożliwić spokojny sen. Dopiero wtedy dowiemy się, jak ci ludzie funkcjonują pod prawdziwą presją”.

Ołowiani żołnierze

Szacuje się, że ok. 5,5 mln funtów „zainwestowano” w każdy medal zdobyty przez drużynę Wielkiej Brytanii w Rio de Janeiro w 2016 roku. Dane liczbowe dotyczące sił specjalnych nie są publicznie dostępne, ale wtajemniczeni utrzymują, że kwota zainwestowana w szkolenie każdego specjalsa jest w stanie spokojnie przyćmić tę pierwszą.

Czy to ostateczny argument dla zwolenników zastąpienia elitarnych żołnierzy bezzałogowymi dronami? Czy w czasach regularnych i niemal zupełnie nieprzewidywalnych ataków terroru siły specjalne są faktycznie najlepszą obroną? „Dziś walczymy z wrogiem, który do końca pozostaje niewidzialny” – potwierdza „Lis”, były operator SBS. Zdaniem jego i jego kolegów SAS, a także wszystkie pozostałe jednostki sił specjalnych z różnych krajów będą odgrywały w nadchodzącej przyszłości kluczową rolę w działaniach bojowych na całym świecie. Nieważne, czy chodzi o akcje wymierzone w terrorystów z Somalii, czy handlarzy narkotyków w Południowej Afryce.

Przeczytaj też: Trening komandosów Navy SEALs

Specjalsi są zawsze gotowi, aby ścigać ludzi odpowiedzialnych za zło. Co może być receptą? Przyszłość sił specjalnych wydaje się opierać przede wszystkim o większą współpracę między jednostkami na ziemi i nowymi technologiami wsparcia. Drony, opancerzone pojazdy i nowoczesne samoloty nie powinny wypierać elitarnych wojowników, lecz dawać im przewagę na polu bitwy.

Wracając do cywilizacji po 12 godzinach zabawy w stylu SAS, zastanawiamy się nad dwoistością potrzeby powstania całkowicie nowoczesnej grupy w czasach, gdy defi nicja nowoczesności stale się zmienia. Nad ideą morderczego sprawdzania siły przyszłej elity armii, jednocześnie dbając o ich bezpieczeństwo. Zgadzamy się tylko co do jednego: „ludzki” koszt stworzenia żołnierza idealnego jest ogromnie wysoki, lecz w świecie bez sił specjalnych ofiary liczylibyśmy każdego dnia.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij