Chris Hemsworth: Najwięcej nauczyłem się w swoich najcięższych chwilach

Chris Hemsworth ściągnął Hollywood do Australii, i to na własnych warunkach. Mimo pandemii, jego kariera nigdy nie miała się lepiej. A praca z domu to dla niego spełnienie marzeń.

Chris Hemsworth w Men's Health fot. Leonardo Volcy
Chris Hemsworth siedzi na tarasie swojej położonej na wzgórzu Byron Bay posiadłości i patrzy na ocean. Po tygodniu ulewnych deszczów powietrze jest wilgotne, a trawa soczyście zielona. Ptaki ćwierkają jak oszalałe. „Uwielbiam energię i świeżość krajobrazu po deszczu – mówi aktor. – Popatrz, jak tu pięknie”.

REKLAMA

Rzeczywiście, można mu zazdrościć. Jest w niesamowitym miejscu – w życiu i na mapie. W końcu to gwiazda Hollywood, która na stałe mieszka w nadmorskim miasteczku rodzinnej Australii. Ojciec trójki dzieci, mąż pięknej i zdolnej kobiety. Ten facet ma wszystko. Udziela poważnego wywiadu MH, ale z miną ucznia na wagarach przyznaje: „Gdy skończymy, skoczę posurfować.

I, patrząc na niego, trzeba przyznać, że skurczybyk pewnie rzeczywiście posurfuje. Przecież to wcielenie przystojnego, wyluzowanego Australijczyka, który każdą wolną chwilę spędza na plaży. Ale ten piękniś o rejestrze głosu Lorda Vadera nie dostał wszystkiego na tacy. Sam zapracował na to, by żyć tak jak chce. I tam, gdzie chce. Precyzyjnie i konsekwentnie nawigował swoją karierą tak, żeby dotrzeć dokładnie w miejsce, w którym się teraz znajduje. Zawsze chciał pracować z domu, być blisko rodziny. Dla większości australijskich aktorów rozwijanie kariery oznacza przeniesienie się do USA. Ale on nie jest jak większość. On sprawił, że to Hollywood przyjechało do niego.

Właśnie skończył zdjęcia do nagrywanego w Gold Coast thrillera sci-fi „Escape from Spiderhead” (pod koniec tego roku na Netfliksie). W styczniu zaczął kręcić w Sydney kolejną część Thora. „Mieliśmy to robić w Atlancie albo gdzieś w Wielkiej Brytanii, ale tak długo męczyłem produkcję, aż w końcu powiedzieli: »Dobra, przenosimy zdjęcia do Australii«”.

Na takie kompromisy liczył 37-letni ojciec trójki dzieci, kiedy sześć lat temu wraz z żoną Elsą Pataky podjął odważną decyzję o przeprowadzce z Hollywood do Byron Bay. „Na początku w głowie wciąż huczały mi pytania: Jak poradzę sobie z ciągłymi wyjazdami? Czy nie ucierpi na tym moja kariera? Ale w głębi duszy coś mi mówiło, że będzie dobrze, więc postawiłem wszystko na jedną kartę”.

Globalna pandemia nie była częścią jego planu, jednak dość dobra sytuacja Australii w porównaniu do innych krajów właściwie pomogła aktorowi przekonać ludzi do pracy na jego podwórku. „Mieliśmy szczęście, że mogliśmy kręcić tutaj. Nie wiem, czy gdziekolwiek indziej udałoby się nam skończyć te projekty” – mówi Hemsworth.

Ale chociaż aktor ma szczęście pracować w czasie, gdy wiele produkcji na całym świecie stoi w miejscu, pandemia skłoniła do refleksji i jego. Przecież gdyby nie wydarzył się ten jeden przełomowy moment w jego karierze – rola Thora – do żadnego z jego kolejnych sukcesów mogłoby nie dojść. Nie da się tego kontrolować.

Spędziłem 15 lat, zastanawiając się nad swoją przyszłością, życiem, jakie chciałbym wieść – mówi Chris. – Aż dotarłem do przełomowego punktu, w którym musiałem po prostu szybko przystosować się do tego, co dzieje się tu i teraz. Możemy spędzić całe życie, próbując zmienić rzeczy, na które nie mamy wpływu, albo spróbować zrobić coś z tym, co dostaliśmy. Ja akurat dostałem wolny poranek, więc pójdę posurfować”.

Pan od robienia hitów

Kiedy ostatnio rozmawialiśmy przy okazji okładkowego tekstu, był rok 2019 i nikt nie spodziewał się tego, co wydarzy się za kilkanaście miesięcy. Hemsworth wracał akurat ze zdjęć do netfliksowego filmu akcji. Był zadowolony z projektu, choć ostatecznie to nie on był tematem naszej rozmowy. A być może powinien, bo po premierze w (ówczesnym) szczycie pandemii okazało się, że produkcja pozamiatała konkurencję. Serwis streamingowy oszacował, że film „Tyler Rake: Ocalenie” w ciągu pierwszych czterech tygodni odtworzono ponad 90 milionów razy. Oznacza to, że produkcja okazała się największą premierą filmową w historii platformy. Sukces był tak ogromny, że niemal od razu zaplanowano sequel, za który aktor zapewne będzie mógł postawić kolejny dom na australijskim wybrzeżu.

W swojej karierze robiłem naprawdę różne filmy: od kostiumowego »W samym sercu morza« po komediowy »Ghostbusters. Pogromcy duchów«. Jedne były bardziej udane, drugie mniej. Ale kolejne produkcje z uniwersum Marvela zawsze były pewniakami i zawsze się podobały. Jestem z tego bardzo dumny”.

Utrzymywanie się przez tyle lat na szczycie oglądalności jest w tym biznesie dużym osiągnięciem. „Tutaj jest zazwyczaj więcej porażek niż sukcesów. Taka robota” – mówi Hemsworth, którego filmy zarobiły od 25 mln („Haker”) do 4,6 mld dolarów („Avengers: Endgame”). „Wiadomo, że zależy ci na poruszeniu kogoś swoim filmem. Nie chcesz wypruwać sobie żył przez kilka lat, żeby później w czasie premierowego weekendu zgromadzić w kinie kilka osób albo dostać po d...e od krytyków. To bolesne, niezależnie od tego, jak grubą wychodowałeś sobie skórę”.

Sukces „Tylera Rake’a” wypuszczonego na platformie streamingowej odzwierciedla zmiany w całym przemyśle filmowym. Zmiany, które pandemia COVID-19 tylko przyspieszyła, czyli zwrot ku produkcjom kręconym od razu z myślą o małym ekranie. Chociaż Hemsworth ma nadzieję, że w postpandemicznej rzeczywistości znajdzie się też miejsce dla kinomanów, to korzysta z propozycji od platform VOD. O ile wpisują się w jego wymagania: w grę wchodzi film albo miniserial, najlepiej kręcony w Australii. I produkowany przynajmniej częściowo przez samego Hemswortha. Spełnij jego warunki, a pewnie będzie dla Ciebie pracował.

REKLAMA

REKLAMA

Chris Hemsworth w Men's Healthfot. Leonardo Volcy
REKLAMA

Młot w dłoń

W czasie powstawania tego tekstu Hemsworth szykuje się do ponownego chwycenia za młot. Wraca do roli Thora, która przed laty całkowicie odmieniła jego karierę. I sylwetkę. Nawet on nie zawsze wyglądał jak młody bóg Asgardu. I przyznaje, że na samą myśl o ponownym wyrzeźbieniu ciała Thora czuje zmęczenie. Wmuszanie w siebie kalorii, żeby zbudować masę, potem ostry trening... Po prostu sporo tego... Chociaż generalnie aktor lubi się ruszać. „Moje ciało zaczyna strajkować, kiedy nie ćwiczy – mówi. – Zaczynam się po prostu źle czuć. Kilka dni odpoczynku jest OK, ale po dłuższym czasie wszystko mnie boli: mięśnie, plecy... Nauczyłem się już, że jestem zdrowszy i szczęśliwszy, kiedy się ruszam”.

Mimo to, aktor przyznaje, że trudno byłoby mu utrzymać treningową dyscyplinę, gdyby nie ciągłe zmiany, dzięki którym sport wciąż daje mu fun. „Często słyszę od ludzi, że nie cierpią ćwiczyć. Wtedy pytam, czego próbowali. A oni na to: »Tylko biegania. Nie cierpię biegać«. Odpowiadam wtedy: »To nie biegaj, spróbuj czegoś innego!«. Ja ciągle miksuję elementy różnych treningów. Żeby polubić fitness, trzeba być go ciekawym, próbować wciąż czegoś nowego”.

W tym kontekście łatwiej zrozumieć, dlaczego Hemsworth zgodził się zostać królikiem doświadczalnym w nowym programie dokumentalnym National Geographic pod tytułem „Limitless”. Gwiazdor będzie testował na własnym ciele różnego typu przełomowe biotechnologiczne rozwiązania – wszystko to w towarzystwie poszukiwacza przygód Rossa Edgleya. „Ten facet to zwierzę – śmieje się aktor. – Nic nie jest mu straszne. Uśmiecha się, nawet gdy jest fizycznie i psychicznie maltretowany przez naukowców”.

W dodatku Edgley zdołał wnieść coś nowego do treningów fitnessowego wyjadacza Hemswortha. „Myślałem, że w siłowni widziałem już wszystko, ale gdy zacząłem ćwiczyć z Rossem, musiałem zweryfikować tę opinię”.

A wracając do filmu „Thor: Love and Thunder”, podczas treningów do kolejnej części hitu Hemsworth, Edgley i trener Luke Zocchi postanowili zwiększyć ich intensywność, tak jak jeszcze nigdy wcześniej. „Moje ciało było w szoku, że można je tak dręczyć” – śmieje się aktor.

Choć brzmi to strasznie, Hemsworth lubi docierać do granic swojej wytrzymałości – gdzie uszkadzają się włókna mięśniowe, organizmowi brakuje tlenu, a ciało wykuwa upragnioną siłę w pocie i łzach. Zresztą cały mijający rok dowodzi, że takie podejście sprawdza się także w życiu. „Najwięcej nauczyłem się w najcięższych chwilach – mówi Hemsworth. – Jeśli chcesz zbudować silny charakter, musisz zmierzyć się ze swoimi demonami. Skonfrontować się z tym, co odbiera ci spokój, i nauczyć się żyć w tej przestrzeni”. Aktor przerywa na chwilę. To, co powie za chwilę, dowodzi, że chociaż gra postać z niebios, wciąż zaskakująco twardo stąpa po ziemi. „Wiem, że to powtarzany frazes, i pewnie jutro o nim zapomnę. Ale mam nadzieję, że przypomnę sobie pojutrze. Jak to w życiu”.

Zobacz również:
Lata nudnej dominacji braci Kliczko w wadze ciężkiej bezpowrotnie minęły. Znów jest ciekawie, bo czołowa dziesiątka wszelkich rankingów to zawodnicy wybitni i świetni, w dodatku - co w świecie boksu wcale nie jest takie oczywiste - często ze sobą rywalizujący. Przed nami bardzo emocjonująca jesień.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA