Rowerzyści na czerwonym? Tylko w Paryżu

Od kilku lat w Paryżu rowerzyści mogą bezkarnie jeździć na czerwonym świetle, a liczba wypadków z ich udziałem wcale nie wzrosła. Myślę, że już czas wprowadzić takie rozwiązanie w Polsce.

Paryż, rowery, przepisy ruchu drogowego shutterstock.com
Od lat poruszam się po Wrocławiu rowerem, kiedy tylko pozwala na to pogoda, co oznacza, że rower zamiast samochodu albo komunikacji miejskiej wybieram nawet w środku zimy. Tak jest po prostu szybciej. Nie stoję w korkach, to raz. Po drugie, jestem w stanie dotrzeć niemal pod drzwi miejsca, do którego się udaję. I nie szukam, to po trzecie, miejsca parkingowego. Że za nie płacić nie muszę, dodawać nie będę. Od tych kilku lat obserwuję też, jak Wrocław staje się rowerzystom coraz bardziej przyjazny.

REKLAMA

ZOBACZ: Kupowanie roweru – na co zwrócić uwagę?

Miejsc do przypięcia roweru jest masa, na niemal każdym większym skrzyżowaniu znajdują się też parkingi dla rowerów miejskich, których wypożyczenie kosztuje grosze. Przy parkingach typu park&ride znajdują się z kolei zadaszone wiaty – bomba. A ścieżek, również tych wytyczonych na zwykłych jezdniach jest z każdym nawet tygodniem coraz więcej. Jadąc rowerem, jestem w stanie lepiej niż korzystając z innych środków transportu oszacować czas, w którym będę na miejscu. Nie wkurzam się na zepsuty tramwaj.

Nie wkurzam się na korki, bo te swobodnie omijam. Trasę z domu do redakcji pokonuję co prawda w takim samym czasie co autem, ale to tylko dlatego, że wybieram dłuższą drogę przez park. To zdecydowanie milsze niż kolejne zatłoczone skrzyżowanie. Brzmi idyllicznie, bo tak właśnie w największym skrócie sprawa się przedstawia. I polecam rower każdemu – zwłaszcza że taka regularna nietreningowa aktywność potrafi dać dodatkowego kopa w walce ze zbędnym balastem albo o wyższe VO2 max.

Do pełni szczęścia brakuje mi tylko jednego. Możliwości bezkarnego przekroczenia czerwonego światła na skrzyżowaniu. Jasne, wiem, że rowerzyści mają swoje za uszami, bo czasami jadą jakby pozbawieniu rozumu. Sam stoję na stanowisku, że wybierając rower, należy na drodze zachowywać się raczej konsekwentnie. To znaczy nie powinno się płynnie myśleć o sobie jak o prowadzącym pojazd, rowerzyście i pieszym. Jadąc ulicą, jedzie się ulicą, to proste, jak głupio by to nie brzmiało.

Nie można z ulicy wjeżdżać na chodnik, z chodnika z powrotem na ulicę, bo tak wygodniej można ominąć światła. To po pierwsze wkurza niesamowicie kierowców, a po drugie – co ważniejsze – jest po prostu niebezpieczne. I dla kierowców, i dla rowerzystów, i dla pieszych. Możliwość przejazdu na czerwonym świetle mogłaby takiej ulicznej gimnastyce zapobiec. Bo przecież nie ma sensu stać na skrzyżowaniu i wgapiać się w czerwone światło, kiedy nie ma na nim ani pieszych, ani aut. Albo są – tyle że daleko.

Dokładnie tak jest w właśnie w Paryżu – czerwone światło rowerzyści są zobowiązani traktować jak znak „ustąp pierwszeństwa”. Francuski eksperyment, rozpoczęty jeszcze w 2012 roku w X paryskiej dzielnicy, rozlał się w lipcu 2015 roku na całe miasto i dotyczy – wg mnie niestety – tylko określonych rodzajów skrzyżowań. Chciałbym, aby takie rozwiązanie pojawiło się również w formie testu w polskich miastach. Oraz żeby dotyczyło wszystkich możliwych skrzyżowań. Co Ty o tym myślisz?

Zobacz również:
Czy musimy pić 2 litry wody dziennie? Czy kawa odwadnia? Czy płukanie ust izotonikiem działa? Czyli wszystko, co chciałeś wiedzieć o nawadnianiu. I nawet nie musisz pytać.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA