[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Control od Remedy Entertainment. Recenzja.

Control to gra, w którą wszyscy graliśmy wielokrotnie; to senny koszmar, który śniliśmy i po którym budziliśmy się zawsze pełni niepokoju, chcąc jednak za wszelką cenę do niego wrócić. Mamy ku temu świetną okazję, bo oto studio, które podarowało nam Maksa Payne'a oraz Alana Wake'a, tym razem wręcza nam historię Jesse Faden, nowej dyrektorki Federalnego Biura ds. Kontroli. Śnijcie na własną odpowiedzialność.

Control recenzja gry
Tak wygląda początek tego snu: wkraczasz do budynku, do którego wcale nie tak łatwo trafić; zwykły śmiertelnik nawet nie domyśla się jego istnienia, mijając go po drodze. To Federalne Biuro ds. Kontroli, amerykańska jednostka zajmująca się zjawiskami paranormalnymi. Biuro w Nowym Jorku jest tzw. Najstarszą Siedzibą – i już samo to nazewnictwo powinno odbiorcy dać do myślenia. Nic tu nie jest takie, jak się początkowo wydaje, budynek jest zaskakująco wielki, tak wysokich sklepień nie mają przecież nawet skarbowe urzędy; coś musi być na rzeczy.

Z każdą chwilą robi się jeszcze dziwniej – cieć jest przekonany, że przychodzisz w sprawie o pracę na stanowisku jego zastępcy, dyrektor placówki z dziwnej broni strzela sobie w łeb, a ty ją podnosisz i od tej chwili z miejsca stajesz się jego następcą. Może, będąc dokładniejszym, następczynią, bo nie zaznaczyłem jeszcze, że Jesse Faden to ona; ruda kobieta w średnim wieku, której nadrzędnym celem jest odnalezienie zaginionego lata temu brata. Coś tajemniczego, jakaś niewidzialna siła w jej głowie, pchnęła ją właśnie do stolicy świata, a następnie przed drzwi tego tajemniczego urzędu.

O czym jest gra Control – fabuła

Efekt jest taki, że jako nowy dyrektor – co za pewnik przyjmują od razu wszystkie napotkane osoby (jak we śnie, prawda?) – musisz posprzątać cały ten bałagan, który dotknął Biuro. A jest co sprzątać, bo cały budynek opanowała tajemnicza, mroczna i destrukcyjna siła, którą w początkowych scenach Jesse nazywa Sykiem. Trafnie i chwytliwie, trzeba przyznać, bo właśnie to słowo (w oryginale „hiss") najlepiej oddaje natrętne głosy dobiegające spod sufitu – zawieszeni jak lalki pracownicy biura, którzy w porze ataku nie mieli specjalnej tarczy ochronnej (tak, ten akurat element jest tak samo głupi, jak brzmi) mówią coś do siebie, a może do ciebie, cholera wie, niezidentyfikowane głosy zdają się dobiegać zewsząd, najczęściej jednak informują gracza, że podąża we właściwym kierunku.

Zgubić się w Federalnym Biurze Kontroli jest więcej niż łatwo. Budynek jest olbrzymi, mieści w sobie miejsca, które wyglądają klasycznie – ot, stołówka, sale konferencyjne, imponujących rozmiarów korytarze – ale pełen jest również pomieszczeń jak ze złego snu właśnie. Najstarsza Siedziba mieści w sobie na przykład również kopalnię, coś, co przypomina elektrownię, a także połączenia ze światem zewnętrznym i alternatywnym. Trzeba przyznać, że ta wizja jest oryginalna, jest też piękna graficznie głównie za sprawą cudownych lokacji. Widać, że wyżył się tutaj jakiś architekt i jest to projekt, który zarówno tłumaczy, jak i krytykuje współczesną architekturę biurową albo, nazwijmy ją, korporacyjno-urzędniczą. Aha, sam budynek zmienia też przez cały czas kształt. Jest jak labirynt. Jak połączenie wizji z Resident Evil 2 i platformowej Inside. To robi ogromne wrażenie – mówiłem już, że całość przypomina senny koszmar?

SPRAWDŹ TEŻ: Granie jest dobre dla zdrowia (co zyskujesz, grając)

Przy tym wszystkim Control nie jest horrorem. Jasne, odczuwa się niepokój, niektóre wydarzenia potrafią też solidnie przestraszyć, ale to tylko kolejne smaczki. Control jest przede wszystkim grą akcji TPP (z kamerą zza pleców postaci). Jesse korzysta z gnata znalezionego przy zmarłym dyrektorze z ogromną ochotą. To tzw. serwobroń, czyli pistolet zmieniający kształty, potrafiący być sekunda po sekundzie najpierw karabinkiem, a następnie strzelbą, w dodatku taki, który sam potrafi sobie organizować amunicję – wystarczy dać mu chwilkę. To w końcu giwera, która słucha tylko dyrektora i przynależy tylko dyrektorowi. Oprócz tego bohaterka potrafi ciskać przedmiotami i to w sposób bardziej wyrafinowany niż oldskulowe podniesienie kamyka i rzut kamykiem. Jesse potrafi unosić siłą woli ogromne przedmioty, wyrywać z podłogi fragmenty betonu, gdy to jest konieczne, aby cisnąć nimi we wrogów. Wrogów, czyli opanowane przez Syk istoty – nie tylko przypominające ludzi. Ten arsenał bardzo się przydaje, bo klienci pojawiają się gromadnie, materializując się na naszych oczach. Cóż, sen.

Nadrzędny cel Jesse to odnaleźć brata – o czym już wspominałem. Ten, jak ona uważa, został przez Biuro zabrany jakiś czas temu, gdy oboje byli świadkami uwolnienia czegoś, co w grze nazywa się Obiektem Mocy. To może być wszystko, jak na przykład czerwony telefon z tylko jednym guzikiem, łączący jedynie ze światem równoległym. Biuro ds. Kontroli takimi obiektami mocy się zajmuje, wyszukuje je w świecie, aby je zabezpieczyć – w rękach przypadkowych osób albo w rękach osób o nieprzypadkowych zamiarach mogłyby one narobić naprawdę wielu szkód.

Zanim jednak bohaterka brata odnajdzie, musi ogarnąć ten bajzel. Tym zajmuje się głównie w grze, odbijając kolejne sektory Najstarszej Siedziby z rąk Syku, czytając porzucone notatki, oglądając nagrania wideo, przyglądając się przedmiotom albo lądując w przedziwnym hotelu, znów jak ze snu. Wszystkie te aktywności nieobowiązkowe są naprawdę fajne i ciekawe – przybliżają graczowi świat wykreowany przez twórców, pomagając mu zrozumieć to dziwne miejsce, w którym w pomieszczeniu lewituje obrócona górą do dołu piramida.

ZOBACZ TEŻ: Jak zarabiać na graniu

REKLAMA

REKLAMA

Jak się gra w Control – mechanika

Biega się więc, strzela, ciska w agentów syku czym popadnie, poznając kolejne układanki tej skomplikowanej historii. Myli się jednak ten, że wszystkie puzzle wskakiwać będą po kolei na swoje miejsca. Niedomówień, niedopowiedzeń jest w Control sporo. To gra, która od gracza wymaga wiele skupienia i wiele zrozumienia. Pytanie, czy wszystkie te zabiegi są przez twórców celowe, pozostaje otwarte. Można odnieść wrażenie, że niektóre elementy tej gry są trochę przypadkowe, a ludzie odpowiedzialni za narrację prześcigali się w biurze z im dziwniejszymi pomysłami, tak jakby brali udział w jakimś konkursie.

Ostatecznie nie wszystko trzyma tu się kupy, historia toczy się trochę zbyt powoli i, gdy odsiać elementy fantastyczne, trąci trochę nudą, powtarzalnością, kalkami z popkultury. Tylko po co odsiewać? Grze Control należy albo od razu dać kredyt zaufania i kupić tę wizję w całości, albo odłożyć ją na półkę. Nie ma półśrodków.

A szansę warto dać jej głównie na bardziej niż przyjemny gejmplej. Naprawdę strzelanie, rzucanie, lewitowanie itd. to pierwszorzędna robota, która sprawia masę satysfakcji. Mogłoby być co prawda trochę trudniej, bo – trzeba przyznać – Rambo przy Jesse Faden to goguś. Kolejne poziomy są jednak przyjemne, no i piękne, bo podrywając z podłogi biurko, wywraca się od razu sąsiednie krzesła, strąca z niego całą zawartość – cud, miód. Który z drugiej strony potrafi przygrzać mocno nawet Xboksa w wersji X. Tak czy siak całość wygląda, podkreślmy jeszcze raz, fenomenalnie.

ZADAJEMY PYTANIE: Czy komputerowe strzelanki są naprawdę niebezpieczne?

Gra dobra, świetna czy taka sobie – Control

Dawno nie miałem takiego problemu z jednoznaczną oceną gry wideo. Control z jednej strony zachwyca, z drugiej wkurza (punkty kontrolne, panie i panowie...). Jest piękna, ma na siebie świetny pomysł, a jednak czegoś tu brakuje. Całość trochę się nie spina, niektóre pomysły są bardziej niż dyskusyjne. Gra się świetnie, klimat wylewa się z każdego zakątka, można jednak odnieść wrażenie, że potencjał historii (i nie tylko) został tu trochę zmarnowany. Irytują drobiazgi, jak na przykład problem z określeniem, dokąd, cholera, należy teraz pójść i co zrobić, upierdliwe drzewko umiejętności i fakt, że gra czasami tłumaczy trochę mniej, niż powinna. Tych pierdów jest odrobinę za dużo, by uznać Control za grę świetną. Jest po prostu dobrze, a może nawet bardzo dobrze.

Na nową grę twórców Maksa Payne'a w Polsce, zdaje się, mało kto czekał. Kolejne filmiki promujące produkcję raczej nie zachęcały, wiało z nich momentami nudą. Control to jednak ta gra, w którą dużo lepiej pyka się samemu niż ogląda się ją na YT. Polecamy.

Plusy

 minus  świetny klimat, cudownie zaprojektowane lokacje, duży poziom detalu
 minus  strzelanie, „moce" głównej bohaterki
 minus  pomysł na historię

Minusy

 minus  spore spadki płynności
 minus  zbyt rzadko ustawione punkty kontrolne
 minus  modele niektórych postaci
 minus  spora powtarzalność zadań
 minus  realizacja historii; rozwija się za wolno i momentami nie trzyma się kupy

Control

  • Platformy: PC, PS4, Xbox One
  • Gatunek: Gra akcji
  • Producent: Remedy Entertainment
  • Wydawca: 505 Games
  • Wydawca PL: CDP
  • Wersja językowa: angielska z polskimi tekstami
  • Premiera: 27.08.2019

Grę testowaliśmy na konsoli XBOX  ONE X

Egzemplarz recenzencki gry otrzymaliśmy nieodpłatnie od firmy CDP.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij