Putin nie jest psychopatą – to wygodna wymówka [Felieton]

Wszyscy znamy ten film: grupa ludzi ucieka przed nieuchronnym i ginie z powodu lekceważenia przepisów BHP przez siebie lub innych. Jak to się ma do Putina i wojny na Ukrainie? Analogia jest przewrotna, ale istnieje.

Putin, agresja Rosji, wojna na Ukrainie shutterstock.com

Przed ekranowym przeznaczeniem ciężko uciec i większości postaci się to nie udaje. A to jednemu głowę obetnie źle zabezpieczona piła, na kogoś zwali się rozchwiane rusztowanie, ktoś spłonie od niedopałka, itd., itd. – pamiętamy, nie? W realnym świecie sprawa ma się dokładnie odwrotnie: to nieprzestrzeganie podstawowych zasad BHP ściąga nieuchronne, które wcale nieuchronnym być nie musiało. Jasne, mam na myśli to bydlę z Kremla, a przez BHP rozumiem takie organizowanie rzeczywistości, w której jest więcej miejsca na wartości, na poczucie wspólnoty i odpowiedzialności niż na chciwość, chęć dominacji i pogardę dla sąsiadów. Już o elementarnym instynkcie samozachowawczym nie wspomnę.

REKLAMA

ZOBACZ: Cywil w strefie walki - jak przetrwać?

Że niby kto mógł spodziewać się, że gość, z którym robi się interesy, okaże się być bandytą i psychopatą? No, znam kilku takich z nazwiska, ale zostawmy – ważne jest to, że Putin wcale nie jest psychopatą. To wygodna wymówka tych wszystkich, których reflektory Historii przyłapały brzydko się bawiących w krzakach, z gaciami opuszczonymi do kolan. Kto mógł przewidzieć, każdy by się pomylił – taka jest teraz narracja.

Tymczasem przemoc jest immanentnie wpisana w istotę rosyjskiej państwowości i wcale nie Putin ją wymyślił. O czasach ZSRR już nie mówmy, ale to demokrata Jelcyn napadł w 1991 roku na Nadniestrze i Osetię Południową, w 1992 na Abchazję i w 1994 na Czeczenię. Putin, w którego oczach Barrack Obama też widział ukrytego demokratę, twórczo kontynuuje ten schemat, napadając w 1999 na Czeczenię, w 2001 na Abchazję, w 2008 na Gruzję i w 2014 na Ukrainę.
Teraz, w 2022, stawia tylko kropkę nad i.

Po drodze były jeszcze polityczne morderstwa, zabójstwa dziennikarzy, kolonie karne dla przeciwników, fałszerstwa wyborcze, gigantyczna korupcja i ostentacja nowej nomenklatury w wydawaniu ukradzionych Rosjanom pieniędzy. Ja to wiedziałem, wiedziała moja żona i córki, wiedzieli moi przyjaciele, a służby Niemiec, Francji czy USA nie? No, błagam! Każdy wiedział, nie powiedział.

Demoralizowanie przez Moskwę europejskich elit polityczno-biznesowych, korumpowanie ich mentalnie, umysłowo i finansowo trwa od dziesięcioleci i zapewne nieprędko się skończy. Wprawdzie sankcje (trochę wymuszone przez opinię publiczną i USA, ale jednak) udało się wprowadzić, lecz militarna pomoc Ukrainie nadal idzie opornie. Europejski biznes (ba, światowy) śle wieczorami modlitwy o klęskę Zełenskiego, albo jeszcze lepiej – o przewrót pałacowy na Kremlu.

PRZECZYTAJ: Medycyna pola walki - jak ratuje się życie na wojnie?

AFP, BBC i CNN szybko przedstawią nowego przywódcę jako gołębia i demokratę (w kontrze do poprzedniego – jastrzębia i tyrana) i już za chwilę wielkie korporacje na nowo otworzą swoje fabryki i wrócą na ulice Moskwy i Petersburga, jakby nic się nie stało. To jest najgorsze rozwiązanie dla Ukrainy, dla nas i dla całej Europy, bo oszukiwanie przeznaczenia po prostu wydłuży się w czasie. Ale go nie zmieni.

REKLAMA