[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Prasa kobieca - wróg czy przyjaciel mężczyzny?

Odkryliśmy ostatnio, że współczesna kobieta całą swoją wiedzę o tym, jak cię uwieść, zatrzymać i porzucić czerpie z kolorowej prasy. Zrobiliśmy mały przegląd tego, co ona czyta, abyś wiedział, czego się spodziewać z jej strony. 

prasa kobieca, magazyny dla kobiet Twoja kobieta z pewnością nie jest amatorką. Ceni fachowość i kompetencję. Jeżeli zaskakuje cię czymś w łóżku, nie jest to powód do niepokoju. Z pewnością wyczytała o tym w którejś ze swoich ulubionych gazet.
Kolorowa prasa dla pań ma wielki wpływ na wasze wzajemne stosunki. Nie wiedziałeś? W dzisiejszych czasach wiedza intuicyjna odchodzi do lamusa. Kobiety stawiają na fachowość i kompetencję. W mediach grasują rozmaici psycholodzy i seksuolodzy (głównie rodzaju żeńskiego, nawet jeśli występują pod męskim pseudonimem), którzy nawet z tak, zdawałoby się, nieskomplikowanej dziedziny uczynili poważną gałąź wiedzy. Dzięki temu mają stałe dochody oraz cieszą się społecznym poważaniem.

Mężczyzna

Prasa kobieca przedstawia nas w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Jesteśmy mianowicie gromadą mało spostrzegawczych osobników, naiwnych jak dzieci, którymi można łatwo manipulować. Nasze życie wewnętrzne regulowane jest poziomem testosteronu, wygraną bądź przegraną ulubionej drużyny sportowej oraz obecnością zimnego piwa w lodówce. Jesteśmy też podobno z reguły beznadziejnymi kochankami.

REKLAMA

To na kobiecie spoczywa misja edukacyjna. Tytuły artykułów mówią same za siebie: „Zrób niego lepszego kochanka", „Pokaż mu, jak ma cię pieścić" i tak dalej. My, proszę kolegów, podobno załatwilibyśmy sprawę w dwie minuty i następnie odwrócilibyśmy się plecami do ściany, chrapiąc głośno. Ale one nas nauczą.

Udany związek okiem kobiet: 8 prostych zasad

Od czego w końcu są fachowe porady. Mają wyrysowaną w swojej gazecie mapkę wszystkich miejsc erogennych, z którą nas zapoznają punkt po punkcie i pokażą, jak się odbywa gra wstępna. Nauce poruszania się po terytorium kobiecego ciała mają sprzyjać, według autorek tych tekstów, wypowiadane przez kobietę słowa: „Dobry chłopiec" - to wtedy, gdy coś nam się uda, lub polecenia: „O, trochę bardziej w lewo", „Nie tak mocno", „O, teraz dobrze".

Chcielibyśmy od razu zaznaczyć, że nie życzymy sobie być nazywani „dobrymi chłopcami". Jeżeli chodzi o okrzyki pań, mamy zgoła inne preferencje. Lubimy kobiety doświadczone, ale wymagamy odrobiny zaufania. Też w końcu potrafimy to i owo.

Sygnały

Magazyny poświęcają sporo miejsca sposobom, jak zwrócić twoją uwagę, jak rozmawiać i jak się poruszać, jak siadać i tak dalej. Po starannej analizie porad zrozumieliśmy tyle, że kiedy ona patrzy nam w oczy, przesuwa językiem po wargach, odgarnia ręką włosy, to znaczy, że się chce z nami kochać.

A kiedy jest odległa, nieobecna, bardzo zajęta i nie ma dla nas czasu, to znaczy, że się chce z nami kochać. Kiedy ona dzwoni do ciebie pierwsza, to znaczy, że się chce z tobą kochać, a kiedy nie dzwoni, to znaczy, że czeka na twój telefon, bo się chce z tobą kochać. I tak dalej. W sumie też tak podejrzewaliśmy, tylko nie rozumiemy, dlaczego trzeba aż tyle czasu tracić, żeby zakomunikować prostą rzecz.

To lubimy

W końcu znaleźliśmy coś, co nam się spodobało. Proszę bardzo: „Wstęp do oralnego raju", „Spraw, by oszalał" itd. Zestaw porad, jak one mają nas pieścić, żeby było dobrze. Na to czekaliśmy i bardzo prosimy o więcej takich materiałów. My, wbrew pozorom, też mamy swoje wymagania i wydaje nam się czasem, że panie nie wkładają w temat tyle serca, ile byśmy oczekiwali. A tu co mamy?

„Przesuwaj językiem po całej długości penisa, tak jakbyś lizała lizaka, a potem wsadź go sobie głęboko do ust. Pamiętaj, żeby nie pieścić go suchą ręką..." itd. Trochę zaniepokoiła nas informacja, że panie też są na tropie naszego punktu G. Znajduje się on według jednych autorów w odbycie(!), a według innych pomiędzy odbytem a moszną.

Należy go odnaleźć i odpowiednio uciskać w trakcie pieszczot oralnych, a gwarantuje to podobno eksplozję rozkoszy. Wizja partnerki w skupieniu opukującej nas w poszukiwaniu magicznego miejsca wydawała się niektórym z nas nieco deprymująca. W sumie wolimy seks z osobami bez naukowego zacięcia. Ale, oczywiście, jest to rzecz gustu.

Ekstaza

Naszą uwagę zwróciło również szczególne nazewnictwo stosowane przez autorki artykułów. Otóż seks powinien się kończyć, cytujemy: „Himalajami rozkoszy", „trzęsieniem ziemi", „wszechogarniającą eksplozją rozkoszy", „wystrzeleniem na orbitę", „erotycznym rajem". No, jeżeli one tego właśnie oczekują, to nic dziwnego, że zwykły tradycyjny orgazm, przyjemny skądinąd, ich nie zadowala. Podejrzewamy, że niektóre nawet nie wiedzą, że to właśnie to. Nie od dzisiaj wiadomo, że nadmiernie rozbudzone oczekiwania powodują rozczarowania. Stanowczo protestujemy! Rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Seks to seks, do cholery! Nic więcej, ale też nic mniej.

Niegrzeczna

Odważniejsze gazety namawiają panie do odrobiny rozpusty. Je- żeli nasza partnerka w miejscu publicznym ociera się o nas biustem, szepcze nam do ucha, że ma na nas ochotę, teraz, zaraz, natychmiast, to nie oznacza jeszcze, że mamy brać się do roboty. Najprawdopodobniej wyczytała właśnie, że faceci najbardziej lecą na kobiety, które potrafią im okazać pożądanie i są zawsze gotowe do zabawy.

Przeczytaj też: 6 przypadków facetów beznadziejnych

Temu ma służyć również zachęta do uprawiania seksu w dziwnych miejscach, na przykład w windzie, na pralce, w schowku na szczotki, w samochodzie, w biurze – wraz z dokładnym opisem technicznym, jak to robić fachowo. W sumie, czemu nie? Też kiedyś o tym rozmyślaliśmy sporo, ale nie mieliśmy pojęcia, że one też. Nawet jeżeli to ma być jakaś ich sztuczka, niewątpliwie stanowi krok w dobrym kierunku.

Wnioski

Po tej interesującej lekturze inaczej spojrzeliśmy na nasze panie. Okazuje się, że są znakomicie przygotowane teoretycznie. Ale chyba nie lepiej niż my. My w końcu też mamy swoją prasę, swoich ekspertów i swoje wiemy. To praktyka czyni mistrza, a nadmiar teorii może tylko zaszkodzić. Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. I nie myśleć za dużo w trakcie, tylko się tym cieszyć. Bo w końcu, o co innego w tym wszystkim chodzi?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij