Postępowcy chcą napisać historię na nowo [Felieton]

Niepokojące wieści dochodzą z najlepszych uczelni akademickich na świecie – walka o powszechną równość jest tam tak zaciekła, że jej ofiarą pada nauka.

historia, historia sztuki shutterstock.com
W Księdze Koheleta ze Starego Testamentu znajdujemy takie oto zdanie: „To, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie: nie ma nic nowego pod słońcem”. W XX wieku twórczo przerobił je Konstanty Ildefons Gałczyński na: „Wszystko już było, rzekł Ben Akiba, a gdy nie było, śniło się chyba”, i to może bardziej odpowiadać naszym czasom. Zwłaszcza że dzieją się rzeczy, które nikomu się nie śniły od kilkudziesięciu lat (no, może z wyjątkiem ideologicznych Chin czy Korei).

REKLAMA

Taki np. uniwersytet w Yale, którego dumą był kurs wprowadzający do historii sztuki, a jego absolwenci kierowali później najważniejszymi instytucjami kultury w USA, właśnie z niego zrezygnował, gdyż (tu cytat) „kładł zbyt duży nacisk na kulturę europejską”, a Michał Anioł i Leonardo da Vinci to (znowu cytat) „biali, martwi mężczyźni” i nie ma sensu poświęcać im tyle czasu, co dotychczas. Zamiast tego mamy kilka kursów: o gender w sztuce, sztuka  a zmiany klimatyczne, sztuka  a kapitalizm i tym podobne wynalazki.

Uniwersytety Oxford  i Cambridge nie mogły być gorsze w walce  o lepsze jutro. I tak ten pierwszy wycofał się na wydziale muzyki z nauki nut, ponieważ taka tradycyjna notacja muzyczna jest zbyt europocentryczna i może być powodem traumy u studentów z innych kręgów kulturowych. Natomiast w Cambridge jeden z najlepszych wydziałów filologii klasycznej na świecie wprowadził egzamin  o roli literatury klasycznej  w „utrzymywaniu imperialistycznych i rasistowskich struktur”. Łaciny i greki, jako europocentrycznych, jeszcze nie wycofano, ale idziemy w dobrym kierunku.

To nie jest oczywiście tak, że skretynienie dotknęło wyłącznie akademików – nie. To część ideologicznego programu, który przetacza się przez instytucje, niektóre parlamenty czy ulice w wielu krajach, demolując przy okazji filary naszej cywilizacji. W ramach walki z europocentryzmem, imperializmem, patriarchalizmem, rasizmem, kolonializmem i wykluczeniem wytacza się działa przeciwko nauce i sztuce tworzonych przez „białych, martwych mężczyzn”.

Żyjących zresztą też, bo na przykład gros ofert pracy dla artystów na Wyspach skierowana jest do niebiałych, nieheteroseksualnych, niemężczyzn lub niepełnosprawnych, tak że nad brakiem dyskryminacji trzeba jeszcze popracować. Cechą wspólną wszystkich postępowców jest przekonanie, że świat zaczął się od nich i na nich może się skończyć.

Tymczasem świat i Historia już wielokrotnie przerabiały podobne bitwy z nawiedzonymi radykałami i jeżeli – jak jest właśnie w tym przypadku – nie odbywało się to przy masowym, społecznym poparciu, to ich sprawa jest przegrana. Czego im serdecznie i z całego serca życzę. Czasy ideologicznych pałkarzy odejdą – jestem tego pewien. Świat wróci kiedyś do normalności i jedyne, czego naprawdę będzie szkoda, to zwalonych przez hunwejbinów historycznych pomników, zniszczonych książek i rozwoju nauki. Tej prawdziwej, opartej na wiedzy, nie na pseudonauce.

Zobacz również:
Trochę podciągania, trochę  unoszenia kolan i sporo pracy mięśni korpusu, czyli przepis  na wyrzeźbienie brzucha  godnego dłuta Michała Anioła.  
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA