Polacy mają za dużo samochodów. Czy będziemy szrotem Europy?

W Polsce na 1000 mieszkańców przypada dwa razy więcej samochodów niż w Europie Zachodniej. Coraz bardziej proekologiczny Zachód wyzbywa się aut spalinowych, które my chętnie kupujemy – od 2004 roku sprowadziliśmy ponad 16 mln używanych samochodów. Czy staniemy się zadymionym przedmieściem Europy?

korek fot. shutterstock.com
Dzisiaj, 22 września, przypada Europejski Dzień Bez Samochodu. To dobra okazja, by zastanowić się nad naszymi przyzwyczajeniami zakupowymi i sposobem korzystania z samochodów. Jak podał Główny Urząd Statystyczny w ostatniej dekadzie przybyło w naszym kraju 9 mln pojazdów: w 2010 roku było ich 23 mln, a w 2019 już 31,989 mln. Oznacza to wzrost w stosunku do 2010 roku o blisko 40 procent. Generalnie od 2004 roku, czyli od otwarcia polskiego rynku na samochody używane sprowadzane z Europy, w naszym kraju zarejestrowano ponad 16 mln aut ze sporym przebiegiem na liczniku.

REKLAMA

Jak podaje Gazeta Wyborcza z 16 września, pod koniec 2020 roku na 1000 mieszkańców Warszawy przypadały 833 samochody, w Katowicach 854, we Wrocławiu 690, w Krakowie 685 (dane z Krakowa pochodzą końca 2019 roku). Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w miastach Europy Zachodniej, np. w Berlinie na 1000 mieszkańców zarejestrowano 324 samochody, a w Wiedniu – 372.

Skąd się bierze zamiłowanie Polaków do motoryzacji?

Jak twierdzą eksperci, przyczyn jest kilka. Po pierwsze, trend proekologiczny w Europie Zachodniej jest bardzo silny; tamtejsi kierowcy starają się dostosować do rygorystycznych norm emisji zanieczyszczeń i pozbywają się samochodów spalinowych. Te samochody, często po okazyjnych cenach, trafiają do nas. Po drugie, jesteśmy społeczeństwem na dorobku, więc samochód jest dla wielu z nas symbolem statusu społecznego; wolimy kupić egzemplarz starszy, ale bardziej prestiżowej marki. Nie dla nas nowe Dacie i Chevrolety, my wolimy kilkuletnie BMW, Audi i VW. Po trzecie, żyjemy w kraju, gdzie inwestuje się w drogi, ale nie w tabor kolejowy; do wielu miejsc w Polsce nie dojeżdża nawet autobus, a co dopiero pociąg. Na ekstrawagancję, jaką jest wynajem samochodu na godziny, mogą sobie pozwolić mieszkańcy dużych miast, ale nie Polska gminna czy powiatowa. Po czwarte, edukacja – w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej czy Skandynawii, w Polsce nie ma długoterminowych strategii redukcji zanieczyszczeń, o powszechnej edukacji dotyczącej ochrony środowiska i skutkach efektu cieplarnianego nie wspominając.

Czym to się dla nas skończy?

Jeżeli nie zmienimy naszych preferencji zakupowych – staniemy się zadymionym skansenem Europy, za który będziemy musieli słono płacić. Już za 15 lat w Unii Europejskiej zostanie wprowadzony zakaz rejestracji samochodów spalinowych. Czy to oznacza, że od 2036 po ulicach będą jeździć tylko auta elektryczne i na wodór? „Samochody benzynowe czy diesle nie znikną nagle” – uspokaja Roman Skąpski, redaktor magazynu motoryzacyjnego „auto motor i sport”, obserwator i analityk rynku samochodowego od początku lat 90. – „One spokojnie dożyją swoich dni, tyle że w ich miejsce nie będą pojawiać się nowe. Z rynku znikną również hybrydy, których głównym elementem zespołu napędowego jest jednostka spalinowa” – dodaje.
Miejmy nadzieję, że skutkiem zmian zachodzących w europejskiej motoryzacji nie będzie masowy import aut spalinowych do Polski. Unia Europejska chce do 2030 roku obniżyć emisję gazów cieplarnianych o 55% w stosunku do 1990 roku. Na auta benzynowe i diesle będą nakładane coraz większe podatki, na paliwa kopalne coraz większe akcyzy, w miastach będą obowiązywały strefy zakazu wjazdu dla aut spalinowych. Wczoraj, w przeddzień Europejskiego Dnia Bez Samochodu, Unia Metropolii Polskich oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych podpisały wraz z samorządami deklarację na rzecz rozwoju Stref Czystego Transportu. Oznacza to utworzenie w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców obszarów niskoemisyjnych wolnych od hałasu i spalin. Jednak najważniejsze jest to, że tak krótkowzroczne zakupowe decyzje przypłacimy zdrowiem własnym i naszych dzieci.

Elektryczna przyszłość motoryzacji

Świadomi czekających nas zagrożeń zadajemy proste pytanie: jak mamy się przesiąść na samochody elektryczne, skoro te są dużo droższe niż spalinowe, a ceny prądu rosną w zastraszającym tempie? „Żeby korzystać z auta nie trzeba być jego właścicielem” – przekonuje Roman Skąpski z „auto motor i sport" – „Powszechną formą stanie się abonament; za określoną miesięczną ratę będziemy korzystać z pakietu usług dostosowanych do naszych potrzeb. Już dzisiaj takie usługi abonamentowe wprowadziło Renault we Francji – tamtejsi kierowcy po mieście jeżdżą elektrycznym ZOE, ale gdy mają taką potrzebę, zamieniają go na znacznie większego Kadjara – na razie w wersji z dieslem. W przyszłości firmy motoryzacyjne będą konkurować nie cenami aut, a zakresem usług oferowanych w ramach abonamentu” – wyjaśnia nasz ekspert. Według niego ceny samochodów elektrycznych i spalinowych mogą wyrównać się za około 10 lat. „Wyższa cena elektryka będzie kompensowana niższym kosztem przejazdu 1 kilometra. Zakłada się, że energia w coraz większym stopniu będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych, a jej cena będzie maleć – tak w każdym razie stanie się w krajach Europy Zachodniej. Już dzisiaj wysyła się tam głośne postulaty pod adresem rządów, aby z energii elektrycznej zdjąć chociaż część obciążeń podatkowych. Z kolei paliwa kopalne będą coraz droższe” – dodaje Roman Skąpski. Wygląda na to, zmiana naszych przyzwyczajeń i sposobu korzystania z samochodów po prostu leży w naszym interesie. 

Zobacz również:
Fajnie jest móc przenosić duże ciężary. Fajnie jest przenosić ciężary szybko. A połączenie obu tych umiejętności? Bezcenne. Ten plan łączy w sobie ćwiczenia, które pozwolą Ci udźwignąć każdy ciężar, w każdej pozycji, w każdym wieku. Trenuj w systemie AMRAP (tyle rund, ile zdołasz) z timerem ustawionym na 15 minut.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA