Po prostu zrobię ten kolejny krok do pasa UFC - wywiad z Mateuszem Gamrotem

Mateusz Gamrot nie tylko doskonale wie, czego chce, ale przede wszystkim jak zamierza to osiągnąć. MH zdradza swój plan i tajniki treningu.

Mateusz Gamrot, Under Armour Fot. Dzięki uprzejmości Under Armour Polska

Men’s Health: Za chwilę (rozmawiamy w kwietniu 2022 roku) lecisz na Florydę na kolejny obóz przygotowawczy, ale jeszcze bez zakontraktowanej walki.

Mateusz Gamrot, zawodnik kategorii lekkiej federacji UFC, ambasador marki Under Armour w Polsce: Jestem zawodnikiem nie tylko Czerwonego Smoka Poznań, ale też American Top Team, czyli największego chyba klub MMA na świecie. Latam do Miami regularnie, nawet bez daty kolejnej walki, bo każdy taki obóz mocno mnie rozwija; sprawdzam też, co w światowym MMA piszczy. Jestem w gazie, a ostatnio walczyłem kilka miesięcy temu. Jadę więc, żeby przyspieszyć ogłoszenie mojej kolejnej walki. (W momencie druku tego wywiadu Mateusz ma już podpisany kontrakt na walkę z Armanem Tsarukyanem 25 czerwca – przyp. red).

MH: Jesteś w stanie wziąć dużą walkę z marszu?

MG: Tak. Ja trenuję cały czas, nie dzielę swojego czasu na okresy przygotowań i roztrenowania, tylko cały czas trenuję mądrze i ciężko. Po walce mija zaledwie kilka dni, zanim znów jestem na sali. Czasami jest tak, że w oktagonie jestem w sobotę, w weekend wracam do kraju, a już w poniedziałek, wtorek znów trenuję. Dlatego teraz wystarczyłyby mi teraz tylko 2-3 tygodnie treningu pod konkretnego przeciwnika, żeby móc zrobić ten kolejny krok w drodze po pas UFC.

MH: To plan na 2022 czy 2023 rok?

MG: To mój plan długofalowy. Bez znaczenia, czy walkę mistrzowską dostanę w tym roku, w przyszłym czy za kilka lat. Plan krótkofalowy zakłada wygrywanie kolejnych walk w bardzo dobrym stylu. To pozwoli mi osiągnąć cel główny.

MH: Czytaliśmy gdzieś, że w tym roku chcesz być trochę mniej aktywny.

MG: W zeszłym roku miałem trzy walki i to była naprawdę wysoka intensywność. Nie mogę być na najwyższych obrotach non stop. Muszę dać odpocząć swojemu ciału. Chciałbym w tym roku zrobić dwie mocne walki. Jestem wysoko w rankingu, więc każda kolejna walka będzie dla mnie coraz trudniejsza. To będą spore wyzwania i ogromny wydatek energetyczny zarówno dla ciała, jak i głowy, muszę więc dać sobie czas na odpoczynek i regenerację.

MH: Co robisz więc na co dzień, żeby wygrywać w oktagonie w sposób tak spektakularny, jak tego dokonałeś ostatnio trzy razy z rzędu?

MG: Daję z siebie wszystko. Ale też trzeba jasno powiedzieć, że ja na swoją obecną formę pracuję już ponad 20 lat. Na co dzień trenuję w klubie Czerwony Smok w Poznaniu oraz w Allstar Athletics. To jest trzon mojego przygotowania: trening techniki MMA oraz przygotowanie motoryczne. Do tego dochodzą pozostałe elementy. Staram się każdy taki element, składający się na trening profesjonalnego zawodnika MMA, wykonać dwa razy w tygodniu. Oznacza to, że jednostek treningowych w tygodniu jest nawet kilkanaście, bo oprócz zapasów, BJJ, stójki, przygotowania motorycznego są jeszcze fizjoterapia, streczing, odpoczynek i trening mentalny. Żeby to spiąć, doba powinna mieć z 36 godzin, a tydzień 10 dni.

Mateusz Gamrot, Under ArmourFot. Dzięki uprzejmości Under Armour Polska

MH: Jaką rolę odgrywa ten ostatni element w Twoich przygotowaniach?

MG: Z Mikołajem Koterskim współpracuję już od kilku lat i bardzo sobie tę współpracę cenię. Wykonujemy dużo ćwiczeń technicznych, ale sporo czasu spędzam też na medytacji i wizualizacji starć w oktagonie. To pozwala zachować chłodną głowę, gdy nie wypala plan A, a nawet plan B, i trzeba reagować na bieżące wydarzenia w klatce. Wchodząc do oktagonu, mam swoje założenia i cele, ale nie zawsze wszystko układa się tak, jak to sobie planowaliśmy. Wizualizacja pomaga te trudniejsze momenty oswoić i przetrwać, zmniejsza też poziom stresu przed walką. Ze stresem najłatwiej po prostu się pogodzić, pamiętając, że to nieodłączny element gry, więc przeciwnik też się stresuje. Trzeba stres odłożyć na bok i zająć się tym zadaniem, które przed nami się znajduje. Wizualizacje, medytacja bardzo w tym pomagają. To brzmi oczywiście łatwo i przyjemnie, ale żeby zadziałało w praktyce wymaga intensywnej pracy i sporo czasu.

MH: Czyli samą głową można wygrać walkę?

MG: Tak. Ale nie popadajmy w skrajność. Ktoś z mocnym mentalem, gdy trafi na kogoś dużo lepszego technicznie i fizycznie, nie ma szans, ale gdy naprzeciw siebie staje dwóch zawodników na podobnym poziomie, to ten, który wytrzyma ciśnienie i nie da się emocjom, wygra.

MH: Miałeś taką sytuację, że to nad Tobą zapanował stres?

MG: Lecąc na mistrzostwa świata w ADCC (elitarny turniej, w którym udział bierze szesnastu najlepszych zawodników na świecie - przyp. red.), byłem w świetnej formie, ale przez cały okres przygotowawczy powtarzałem sobie w głowie, że nie chcę trafić na Garry'ego Tonona, bo to on będzie najbardziej niebezpieczny z całej stawki. I oczywiście musiałem go przyciągnąć myślami, bo wylosowałem go już w pierwszej walce. To był ten moment, gdy moja psychika siadła, a ja przegrałem tak naprawdę sam ze sobą. Wyciągnąłem jednak z tej historii odpowiednie wnioski, co oznacza, że nigdy więcej się ona nie powtórzy.

MH: Dobra, to teraz klasyczny trening przygotowania motorycznego.

MG: Trenuję w Allstar Athletics w Poznaniu, jak już wspominałem, pod okiem Michała Jędrzejczyka i to on układa mi treningi. To o tyle komfortowe, że ja sam nad niczym nie muszę się zastanawiać: po prostu robię swoje, a to z kolei pozwala mi skupić się nie na niuansach, ale na całości.

MH: Sztab trenerski mocno ułatwia sprawę, ale nie tylko, prawda? Jesteś również ambasadorem marki Under Armour w Polsce, więc o treningowy sprzęt martwić się nie musisz?

MG: Oczywiście. Bardzo lubię tę markę, zwłaszcza że ma produkty najwyższej jakości i one naprawdę sprawdzają się podczas treningów. Jestem również ambasadorem marki DBX Bushido. O moją dietę dba Body Chief. Mam to szczęście, że mam wspaniałych partnerów i sponsorów, co daje mi komfort psychiczny podczas przygotowań do kolejnych starć. Do oktagonu wchodzę co prawda sam, ale na mój sukces wpływa bardzo wiele osób.

MH: To jak wygląda taki cykl przygotowań?

MG: Całość dzielimy na cykle 8-10-tygodniowe. W pierwszych 2-3 tygodniach robimy siłę i tlen. Kolejne 2 tygodnie to wytrzymałość, zmniejszamy więc obciążenia i trening dzielimy na stacje. Staramy się w różnym stopniu obciążać mięśnie w 5-minutowych rundach, również przy zamkniętej przeponie, całość jak najmocniej zbliżając do potencjalnych działań w oktagonie. Później przychodzi czas na dynamikę i moc, a na samym końcu na czas reakcji i łapanie świeżości.

MH: I to są dwie jednostki w tygodniu?

MG: Tak. Podczas treningu na szczęście to trener nad wszystkim panuje. To on trzyma czas, liczy serie, mówi, co mam robić, więc ja mogę po prostu w pełni skupić się na jak najlepszych wykonaniem każdego ćwiczenia.

MH: Z jakiego sprzętu korzystasz podczas treningów?

MG: W zasadzie ze wszystkiego. Choć ja sam jestem zwolennikiem wolnych ciężarów, lubię ćwiczenia ze sztangą, sanie, podciągać się na drążku. Prawdę mówiąc, nie jestem wielkim fanem siłowni i przygotowania motorycznego. Gdybym mógł wybierać, zawsze wybierałbym trening na macie. Ale wiem, że na tym najwyższym poziomie solidne przygotowanie motoryczne to element podstawowy i niezbędny. Wiem, że muszę iść na salę, bo to daje mi tę moc w oktagonie, komfort psychiczny, że walczę z przeciwnikiem, a nie o przetrwanie sam ze sobą.

MH: W takim razie takie znienawidzone ćwiczenie to?

MG: Przysiady z ciężką sztangą.

MH: A ulubione?

MG: Wszystko z saniami. Bardzo lubię rwanie, w ogóle dwubój olimpijski. Najlepsze są te ćwiczenia, które mocno przekładają się na to, co później dzieje się na macie. Jak myślę o przysiadach ze sztangą, to czasami aż chce mi się dosłownie rzygać. Ale jak mam przepchnąć sanie albo wskoczyć na linę i podciągnąć się do samej góry, to aż się uśmiecham.

MH: Przygotowanie motoryczne to jednak dopiero "początek".

MG: Tak. W Polsce pozostałe treningi odbywają się w klubie Czerwony Smok, gdzie szlifuję swoje umiejętności w każdej płaszczyźnie składającej się na to, czym finalnie są mieszane sztuki walki. Nad całością panuje head coach, ale mam też osobnego trenera od BJJ, osobnego od stójki, osobnego od zapasów. To wszystko wymaga czasu i to nie tylko tego, który zajmują pojedyncze treningi. Na sukces zawodnika wpływa liczba godzin, które poświęcił swojej dyscyplinie łącznie. Być zawodnikiem MMA oznacza wytrwałość i systematykę. Trzeba trenować lata każdy element, każdą płaszczyznę, by wznieść je na topowy poziom, bo ten czas nie jest z gumy.

Mateusz Gamrot, Under ArmourFot. Dzięki uprzejmości Under Armour Polska

MH: Gdy masz dwie jednostki treninogowe w ciągu dnia, to jak wygląda ich kolejność? Najpierw technika, później siłownia? Odwrotnie?

MG: Jest jeszcze inaczej i to się zmienia w czasie. Ostatnio w poniedziałki robię zapasy i boks, we wtorki BJJ, przygotowanie mentalne i wieczorem jeszcze motoryczne. W środę rano mam regenerację, a wieczorem sparingi, w czwartek BJJ i MMA, a wieczorem siłownię. Sobota to zapasy i kickboxing. Staram się mieszać płaszczyzny treningowe dzień po dniu, by nie wkradła się monotonia. Ale też wszystko staramy się ułożyć mądrze, z pomysłem, tak aby wszystkie jednostki treningowe łączyły się w spójną całość.

MH: Ten elastyczny plan jest jednak i tak rozciągnięty w czasie.

MG: Inaczej kładziemy akcenty w zależności od tego, jaki jest dystans czasowy do walki i z jakim przeciwnikiem mam się zmierzyć. Jeśli byłby to zawodnik słynący ze świetnego parteru, to oczywiście w naszych przygotowaniach na parter kładziemy większy nacisk. Analogicznie jest, gdy ktoś jest lepszy w stójce itd. Ale bardzo dużo pracy wkładam też w to, żeby szlifować swoje techniki, to, co ja chciałbym zaprezentować w oktagonie. Jasno precyzuję swoje cele i walkę wygrywam zawsze, gdy udaje mi się je w oktagonie osiągnąć.

MH: Jakie są różnice między treningami w Czerwonym Smoku a tymi w American Top Team?

MG: Jedyna tak naprawdę znacząca to taka, że w American Top Team są stale dostępni topowi sparingpartnerzy. Nie ma co ukrywać, w Stanach trenują najlepsi zawodnicy na świecie. Wyjeżdżając na Florydę, moim celem jest spotkać ich, potrenować, posparować, dowiedzieć się czegoś nowego. Ale to nie jest tak, że z takich wyjazdów tylko czerpię, bo za każdym razem sporo wnoszę od siebie, pokazując na przykład, czego nowego nauczyłem się ostatnio w Polsce. W ogóle metodyka treningowa, poziom samych trenerów, stojąca za tym wszystkim wiedza są bardzo zbliżone. Są oczywiście różnice w podejściu do samego treningu, ale to, powiedzmy, niuanse. Tymi niuansami w Stanach wszyscy się dzielimy.

MH: MMA w Polsce mocno rozwinęło się na przestrzeni ostatnich lat, prawda?

MG: Uważam, że MMA w Polsce stoi na bardzo wysokim, światowym wręcz poziomie. Jesteśmy jako kraj na pewno w pierwszej trójce.

MH: I tutaj też jest z kim posparować...

MG: Dokładnie. W Polsce również staram się maksymalnie każdego dnia rozwijać. W Stanach mam tych sparingpartnerów na najwyższym poziomie dostępnych od ręki, w kraju natomiast muszę trochę pojeździć. Ale to się da zrobić, bo zawodników najlepszych w swoich płaszczyznach mamy naprawdę sporo. Jadę więc do Wrocławia i tam spotykam się z Mateuszem Białasem, czyli jednym z najlepszych stójkowiczów w Polsce. Jadę do Koszalina, a tam są świetni zawodnicy BJJ. Jadę do Milicza, w którym przecież sam długo trenowałem, a tam spotykam topowych zapaśników.

MH: To zawsze Twoja inicjatywa?

MG: Chcę stale się rozwijać. Mam świadomość, że inni zawodnicy UFC też nie śpią i też każdego dnia się rozwijają, muszę więc ich gonić, a nawet wyprzedzać. Nikt mnie do tego zmuszać nie musi. Znam swoją wartość i wiem, co dokładnie muszę zrobić, żeby być najlepszym na świecie w wadze lekkiej. Szukam więc wyzwań, szukam tych najlepszych, od których mogę czegoś się nauczyć i których ja mogę czegoś nauczyć. Robię to właśnie nie po to, by się sprawdzać, ale żeby samemu się rozwijać i w sumie razem z innymi nawzajem ciągnąć z poziomem do góry.

MH: Skoro należymy do światowej elity, przeskok między KSW a UFC nie mógł być wielki, ale znaczący mimo wszystko tak.

MG: KSW to największa organizacja MMA w Europie, UFC - na świecie. Jest jeszcze oczywiście Bellator. Ci najlepsi w każdej z tych organizacji są raczej na wyrównanym poziomie. Gdy byłem mistrzem KSW w dwóch kategoriach wagowych, to myślę, że reprezentowałem zbliżony poziom do mistrzów pozostałych kategorii. Moje ostatnie trzy wygrane w UFC były dla mnie chyba nawet łatwiejsze niż niektóre potyczki z czasów w KSW. Ale też trzeba mieć świadomość, że moja pozycja w UFC z walki na walkę rośnie, a to oznacza, że za każdym razem mój przeciwnik będzie też coraz mocniejszy.

MH: A możesz opowiedzieć trochę o swojej diecie, suplementacji?

MG: Miałem kiedyś dietetyka, ale teraz sam już wiem, jak mam jeść, ile i kiedy. Nie stosuję żadnej diety, tylko po prostu jem zdrowo. W Polsce korzystam ze wsparcia kateringu dietetycznego, a przed samą walką tę role przejmuje już zespół UFC Performance.

MH: Ile kalorii dziennie liczy Twoja dieta?

MG: Jakieś 3-3,5 tysiąca kcal. Moja naturalna waga to 80 kg, ale nie mam problemu, żeby przed walką zejść do limitu 70,3 kg. To po pierwsze wcale nie jest dużo, każdy zawodnik na świecie robi wagę. Po drugie, przychodzi mi to łatwo, na zrobienie wagi potrzebuję około 2 tygodni. W samej końcówce wchodzi jeszcze odwodnienie i nie jest to nic przyjemnego. W oktagonie ważę zwykle 7-9 kg więcej niż podczas ceremonii.

MH: Masz jakiś ulubiony posiłek tuż przed walką?

MG: Korzystam ze słynnego sposobu Adama Małysza. Bułka z bananem i dżem. To działa, bo to prawdziwa bomba energetyczna.

MH: A suplementacja?

MG: Głównie zbilansowana dieta i odpowiednia regeneracja. Do tego jakieś witaminy, węgle, białko, ostatnio kreatyna. Jestem raczej zawodnikiem odlskulowym.

MH: Czyli nie korzystasz z tych wszystkich technologicznych bajerów, pulsometrów, czujników zliczających ciosy itd.?

MG: Nie, mnie bardziej odpowiada klimat z "Rocky'ego IV". Ciężka praca na macie, właściwe odżywianie i sen (10 godzin w nocy plus drzemka w ciągu dnia) robią robotę.

MH: I jeszcze pytanie na koniec, o rytuały przed walką. Masz jakieś?

MG: Czerwone majtki, które dostałem od babci na maturę. To szczęśliwe majtki. Zakładame je na każde zawody i tylko na zawody. Oczywiście też je piorę... Poza tym nie mam żadnych rytuałów, schematów działania przed samą walką, bo wystarczy, że taki schemat się zatnie, by powodować większy niepokój niż zapewniać komfort.