[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.5

Pilsner Fest, czyli jedna z wielu atrakcji Pilzna

Na zaproszenie pilsen.eu pojawiliśmy się w stoicy kraju pilzneńskiego i zachodnioczeskiego - przepięknym Pilźnie - by wziąć udział w wielkim święcie pierwszego na świecie lagera, Pilsnera Urquela. Było warto.

Pilzno nocą. Fot. Ladislav Renner

Wiecie, jak to jest w redakcji MH. Na co dzień szperamy w ogromnym stosie badań, raportów naukowych i wypowiedzi mądrych głów o wpływie tego, tamtego i siamtego na męskie zdrowie. W większości są to informacje, że jarmuż to superwarzywo, trening siłowy zwalcza nowotwory i w ogóle fajnie mieć wielką klatę, ale czasem trafia się news, perełka, która wywołuje promienny uśmiech na twarzy każdego redaktora. 

Zdarzy się przeczytać badanie, które dowodzi, że piwo wcale nie tuczy i że każdy, kto używa terminu "mięsień piwny", powinien być oskarżony z urzędu o zniesławienie. W końcu piwo nie zawiera tłuszczu, ma bardzo mało cukru, zero cholesterolu, a wartość kaloryczna półlitrowego kufelka jest porównywalna ze zjedzeniem 1,5 jajka lub 50 g białego chleba. 

Innym razem uda się ustalić, że piwo nie tylko nie szkodzi, ale wręcz pomaga. W jednym z badań, naukowcy z Harvardu dowiedli, że ci, którzy spożywają piwo w umiarkowanych ilościach, są mniej narażeni na podwyższone ciśnienie krwi od tych, którzy wybierają wino lub inne trunki. 

Ale do brzegu. Po co ja o tym wszystkim piszę? Żeby uzmysłowić Wam, że piwo, choć to napój alkoholowy, wcale nie jest złem wcielonym. Pite z głową ma swoje prozdrowotne atuty, których nie sposób lekceważyć. I właśnie dlatego zdecydowałem się przyjąć zaproszenie na Pilsner Urquel Fest w Pilźnie. Nie dość, że była to wyprawa kuracyjna, to jeszcze nosiła wszelkie znamiona wycieczki edukacyjnej. Wszak Pilzno, oprócz słynnego na cały świat Pilsnera, ma do zaoferowania dużo, dużo więcej. 

REKLAMA

Browar w Pilźnie, piwnice. Fot. Libor Sváček

Jak dojechać?

Całkiem ławo. Szczególnie z Wrocławia, gdzie mieści się nasza redakcja. To zaledwie kilka godzin jazdy samochodem lub autobusem. Gdybyście wybrali tę drugą opcję, co wydaje się uzasadnione, zważywszy na mocno alkoholowy charakter wyprawy, znajdziecie dogodne połączenia do Pragi z każdego większego miasta w Polsce. W Pradze przesiadka z obowiązkową fotką na moście Karola i po godzinie jesteście na miejscu. Nie ma też większego problemu, by do naszych południowych sąsiadów dotrzeć pociągiem albo samolotem, szczególnie z Warszawy lub Krakowa. Żadna filozofia i nie trzeba być wytrawnym obieżyświatem, ani dysponować ogromnym budżetem.

I po co jechać?

Gdy będziecie na miejscu, Waszym oczom ukaże się schowane w kotlinie miasto, które z Polską ma wspólnego dużo więcej niż tylko zamiłowanie do piwa. Pilzno zostało bowiem założone w 1295 roku przez Wacława II z rodu Przemyślidów, czeskiego monarchę, który w latach 1300-1305 zasiadał również na polskim tronie. To właśnie jemu zawdzięczamy wprowadzenie w Polsce urzędu starosty, obowiązującego zresztą (choć oczywiście w znacznie zmienionej formie) do dzisiaj. 

Samo miasto liczy sobie prawie 170 tys. mieszkańców, w tym przynajmniej kilkanaście tysięcy studentów, kształcących się na trzech pilzneńskich uczelniach wyższych. Piszę to na wypadek, gdybyście się zastanawiali, czy Pilzno to jedno z tych miast, które w nocy zamiera. Zapewniam, nie zamiera. Jest wręcz przeciwnie. Bez problemu znajdziecie pękające w szwach bary, a liczba restauracji w przeliczeniu na głowę mieszkańca jest większa niż w Pradze. Jako że jesteście na stronie MEN'S Health, moim obowiązkiem jest zameldować, że po południowej stronie Sudetów płeć piękna w pełni zasługuje na tę nazwę. 

Wróćmy jednak do samego miasta. Pilzno słynie głównie z trzech rzeczy: Pilsnera Urquela, piłkarskiej drużyny Victoria Pilzno, która ostatnimi czasy grywała nawet w Lidze mistrzów, oraz szeroko pojętej oferty kulturalnej. Tymczasem, moim skromnym zdaniem, powinno słynąć z jeszcze co najmniej dwóch powodów: pięknych, okalających miasto, poprzecinanych licznymi szlakami turystycznymi terenów zielonych, i miłej dla oka starówki, na której znajdziecie m. in. powstały w latach 1606-1609 Dom Cesarski, wybudowany na polecenie Rudolfa II. Takich perełek architektonicznych jest tam zdecydowanie więcej, ale po kolei, zacznijmy od najważniejszego - piwa!

Techmania Science Center

Browar Pilsner Urquel

Historia warzenia piwa w Pilźnie trwa nieprzerwanie od czasów wspomnianego Wacława II, który przyznał prawo do wytwarzania złocistego trunku 260 browarnikom. No i wytwarzali to piwo przez kilkaset lat. Każdy inne, każdy według innej receptury. No i ludzie to pili. Do czasu. Dokładnie do 1838 roku, kiedy to mocno wkurzeni niską jakością miejscowego piwa mieszkańcy Pilzna wzięli sprawy w swoje ręce i na głównym rynku zniszczyli 36 beczek lokalnego piwa, a ich zawartość wylali na bruk. A z rozjuszonymi Czechami nie ma żartów. Jak w w 1618 roku zdenerwowali się na cesarskiego namiestnika, ten wyfrunął przez okno, a w Europie wybuchła wojna trzydziestolenia. Potwierdzone info.

Nic więc dziwnego, że protest poskutkował, bo niedługo po tym powstał komitet, który zdecydował, że odtąd w mieście będzie tylko jeden browar, ale za to dobry. Jak postanowiono, tak zrobiono i jeszcze w tym samym roku rozpoczęto budowę odpowiedniej infrastruktury. Misję opracowania receptury piwa, które nie wywoływałoby już zamieszek w mieście, powierzono bawarskiemu piwowarowi, Josefowi Grollowi.

No i trzeba przyznać, że facet znał się na swojej robocie jak mało kto. Z kombinacji chmielu, miękkiej pilzneńskiej wody i słodu o orzechowo-zbożowym aromacie wyczarował piwo, które w szybkim czasie podbiło nie tylko gusta wkurzonych mieszczan - podbiło cały świat. Było to pierwsze piwo dolnej fermentacji w historii.

Dzisiaj ten rodzaj rodzaj piw nazywa się lagerami i stanowią one ok. 70% wszystkich produkowanych gatunków piwa. W ujęciu globalnym. Ale to właśnie Pilsner Urquel był pierwszy - w październiku (niektóre źródła podają listopad) 1842 roku z budynków niedawno powstałego browaru wytoczono pierwsze beczki i to na pamiątkę tego wydarzenia Pilsner organizuje festiwal, na którym nie brakuje ani dobrego piwa, ani dobrej muzyki. W tym roku nie zabrakło też redakcji MH. 

W ramach ciekawostki dodam, że drożdże, które wykorzystuje się do produkcji Pilsnera są przechowywane w warunkach chłodniczych w specjalnych sejfach rozlokowanych w całej Europie. Jest to dokładnie ten sam rodzaj drożdży, które zastosował Josef Groll, pracując nad swoją unikatową recepturą.

Czesi bardzo pilnują, by ich produkt narodowy nie stracił nic ze swojej wyjątkowości. Przywiązanie do tradycji widać również po tym, że pilzneński browar jako jeden z nielicznych na świecie nadal zatrudnia na stałe zespół bednarzy, którzy trudem własnych rąk tworzą olbrzymie drewniane beczki, wykorzystywane w produkcji piwa. Będąc na wycieczce w pilzneńskim browarze można spróbować zimnego, niefiltrowanego i niepasteryzowanego browaru lanego prosto z takiej beczki. 

Byłem, widziałem, piłem i mogę zaświadczyć, że było to jedno z najlepszych piw, jakie miałem okazję w życiu smakować. Jeśli macie ochotę na taką degustację, droga stoi otworem. Przez browar rocznie przetaczają się tysiące pijanych szczęściem i nie tylko turystów. 

Oprócz degustacji w budynkach Pilsnera można zobaczyć interaktywne ekspozycje poświęcone wykorzystywanym do wytwarzania piwa surowcom, a także zabytkowe i współczesne rozlewnie. Jest co zwiedzać. Browar jest ulokowany w centrum miasta i jeśli komuś mało będzie piwa, w krótkim czasie można przenieść się do jednego z licznych barów i kontynuować degustację.

Na koniec wychwalania, całkiem zasłużonego zresztą, pilzneńskiego browaru, dodam, że jest to jedyne miejsce na całym świecie, gdzie produkuje się Pilsnera. Nie ma franczyz, nie ma licencji i innych form współpracy. Pilzner jest z Pilzna i koniec kropka. Takie podejście się chwali. 

REKLAMA

Pilzno Katedra św. Bartłomieja w Pilźnie, wnętrze. Fot. Ladislav Renner

Co oprócz piwa?

Rynek w Pilźnie - jeden z największych średniowiecznych rynków w całej Europie. Jeśli spodobały Ci się główne place Wrocławia, Krakowa czy Poznania, na pilzneńskim rynku będziesz czuł się jak ryba w wodzie. Za to jeśli nie podobały Ci się tłumy znane z ulic tychże miast, docenisz kameralną atmosferę panującą w Pilźnie. Wszędzie spokój, cisza, butikowa wręcz aura. Raj dla miłośników fotografii i sączenia małej czarnej w pięknie zlokalizowanych kawiarniach.

Kościół św. Bartłomieja - jeśli już na ten rynek trafisz, to nie sposób przeoczyć ogromnej gotyckiej katedry, która jest jego centralnym punktem. Do 1981 roku była to... najwyższa budowla w całych Czechach. Na taras widokowy prowadzi dokładnie 301 stopni. Wieża kościoła mierzy ponad 102 metry, a wejście na nią jest dostępne dla każdego. Z góry rozciąga się piękny widok na miejską panoramę i okoliczne tereny. 

Obrzeża miasta - które przypominają czeskie Shire. Pełno tu górek i pagórków, szlaków turystycznych i rozsianych po całym rejonie zabytków. Ogromne wrażenie wywarła na mnie unikatowa kopalnia glinki porcelanowej z XIX wieku w Nevřeň, działająca w latach 1870-1897. Zdecydowana większość korytarzy i wysokich na 18 metrów komnat zachowała się do dzisiaj i jest udostępniona zwiedzającym. Pozycja obowiązkowa. 

Techmania Science Center - dawna fabryka Skody, w której aktualnie mieści się fenomenalnie wyposażone centrum naukowo-rozrywkowe. Trudno to inaczej nazwać, bo przy każdym z setek stanowisk możemy przekonać się, jak proste i piękne są prawa fizyki. Tutaj zaciera się granica pomiędzy nauką i zabawą.  Idealne miejsce dla rodzin z dziećmi, choć na tripadvisorze przeczytałem zabawny komentarz, że świetnie odnajdą się tu dzieci w wieku 5-95 lat. Dość celne spostrzeżenie. Tylko sumiennie uprzedzam, że na zwiedzanie i zabawę musicie poświęcić przynajmniej pół dnia, a najlepiej cały.

Piwne spa - o tak, więcej piwa. W Pilźnie i okolicach bez problemu znajdziecie przybytki, które oferują kąpiele w gorącym bezalkoholowym piwie. I wiem, o czym piszę. Po 25-minutowym zanurzeniu w ambrozji o temperaturze 35-37 stopni Celsjusza, obsługa hotelu Purkmistr musiała mnie prawie siłą wyciągać z balii. Tym bardziej, że obok ustawiono beczkę, na niej kran, a w kranie piwo, tyle że już o pełnej mocy. Warto to przeżyć.

Festiwal - i jeszcze więcej piwa. Do tego dwie duże sceny muzyczne i kilkanaście mniejszych rozsianych w całym mieście, znani i lubiani artyści (choć głównie czescy) foodtracki, luźna atmosfera i... możliwość spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Tak, tak, naszym południowym sąsiadom do głowy by nie przyszło, żeby zabraniać sączenia zimnego piwka podczas spaceru ulicą. 

Adolf Loos - jak głosi wikipedia: austriacki (urodził się w Brnie w 1870 roku) architekt, prekursor modernizmu, teoretyk i publicysta. Ten facet wymyślił wiele stosowanych współcześnie w budownictwie i architekturze wnętrz rozwiązań. Przykład? Lustra na ścianie, które mają optycznie powiększyć pomieszczenie. To właśnie robota Adolfa Loosa. W Pilźnie zachowało się kilka apartamentów, w których można podziwiać jego prace. Dla miłośników historii.

Victoria Pilzno - wielki futbol w małych miastach to nie jest częsty widok. Tymczasem Pilzno może pochwalić się prężnie działającą drużyną piłkarską, która na przestrzeni ostatnich kilku lat regularnie meldowała się fazie grupowej Champions League. Polskie kluby mogą jedynie pomarzyć o takich sukcesach. Weekendową wyprawę do Pilzna można więc połączyć z oglądaniem futbolu na całkiem przyzwoitym poziomie. 

Jak widzicie, trochę tych atrakcji jest. Pilzno naprawdę ma czym kusić. Następnym razem podczas planowania kilkudniowej wycieczki, weźcie to pod uwagę. Szkoda latać w odległe zakątki Europy, kiedy pod nosem ma się taki skarb.

Więcej informacji znajdziecie na: visitpilsen.eu

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij