Pierwszy podtatusiały superbohater Marvela

David Harbour grający w „Czarnej Wdowie” udowadnia, że nawet z brzuszkiem można ratować świat.

David Harbour CAP/RFS/Capital Pictures/East News
Alexei Shostakov, znany również jako Czerwony Strażnik, to niegdysiejszy superżołnierz i radziecka odpowiedź na Kapitana Amerykę. W najnowszym filmie Marvela widzimy go jednak na innym etapie życia – po rozczarowaniu Mateczki Rosji i zesłaniu na dwie dekady do gułagu może tylko wspominać czasy dawnej chwały. Lecz choć Czerwony Strażnik nie jest nawet drugoplanowym bohaterem „Czarnej Wdowy”, kiedy pojawia się na ekranie – kradnie całe show.
Kim jest Czerwony Strażnik w „Czarnej Wdowie”?

REKLAMA

ZOBACZ: Droga Chrisa Hemswortha do roli Thora

Natasha Romanoff, była rosyjska szpieg i niezawodna maszyna do zabijania, w ramach pokuty oferująca swoje umiejętności drużynie Avengers, musi raz na zawsze rozprawić się ze swoją przeszłością. Shostakov (w tej roli gwiazda „Stranger Things” - David Harbour), siedzący w rosyjskim więzieniu przybrany ojciec, jest jej do tego niezbędny. Okazuje się jednak, że dawny radziecki heros nie wygląda już na superbohatera. Wydaje się wręcz, że z każdym nabytym za kratami tatuażem przybrał też kilka kilogramów na wadze. A uwierzcie – tatuaży ma sporo. Dostajemy zatem komiczną wersję przywiędłego maczo, który jednak wciąż pozostaje w jakiś sposób imponujący. To w Marvelu nowość.

Odświeżający w przypadku hollywoodzkiej maszynki do robienia pieniędzy jest fakt, że pozwoliła, by ktokolwiek z bohaterskiej obsady pokazał w filmie ciało dalekie od atletycznego ideału. Marvel słynie z tego, że połyka i przeżuwa chłopców, a wypluwa mężczyzn – z hollywoodzko wyrzeźbionym sześciopakiem, mrukliwym głosem i nienaganną fryzurą. Jak dotąd nie było tu odstępstw od stereotypowo pojętej męskości.

Bez diety i morderczych treningów nie było marvelowego herosa. Od transformacji nie wymigał się żaden ze słynnych Chrisów (Hemsworth, Evans czy Pratt), Paul Rudd, Kumail Nanjiani, Robert Downey Jr. czy Anthony Mackie. W MCU oponka była jak dotąd nie do przyjęcia.
Harbour w „Czarnej Wdowie” stanowi absolutny precedens. Kiedy Romanoff i jej „siostra”, Jelena (Florence Pugh), uwalniają Shostakova z więzienia i zabierają w bezpieczne miejsce, ten gotów jest odkopać wreszcie swój kostium z czasów świetności Czerwonego Strażnika. Kostium, który był symbolem radzieckiej dumy, odpowiedzią Rosji na Kapitana Amerykę. Kostium dający nadzieję na ponowne ocalenie świata. Kostium, który okazuje się za mały…

Nieidealny superbohater

Wygląda na to, że temu facetowi wiatr zawsze wieje w oczy. Nigdy nie miał okazji zmierzyć się z bohaterem, do walki z którym został powołany. Jego przybrana „rodzina” bez mrugnięcia okiem została rozwiązana przez przełożonych po klęsce tajnej misji, z którą wysłano ich do Stanów Zjednoczonych. A gdy wreszcie ma okazję zawalczyć o swoją wielkość, najpierw musi zmierzyć się z zadyszką, która nieustannie łapie go w przyciasnym skórzanym kostiumie. Gdyby nie niezłomna wiara w siebie i odporność na każdą klęskę, jego zmagania mogłyby być dla widza żałosne. Jednak Strażnik w lustrze nie widzi swoich wad, a jedynie chwałę, która należy mu się za wszystkie bohaterskie lata. Dla widza to trochę dezorientująca perspektywa, ale i podnosząca na duchu. A przy tym naprawdę komiczna.

PRZECZYTAJ: Czy masz kompleks Adonisa?

Łatwiej jest śmiać się z występu Harboura, niż dostrzec, jak ważną rolę odegrał w całym uniwersum Marvela. To tata. I to nie jakiś tam nowoczesny, sexy, modny tata. O nie. On naprawdę przypomina naszych ojców – z oponkami, denerwującymi radami, przydługimi monologami i wspomnieniami o „lepszych latach”. Ale przy tym wszystkim Shostakov wciąż próbuje być lepszy. Lepszy w byciu: ojcem, Rosjaninem, bohaterem – jeśli nie dla świata, to przynajmniej dla swojej rodziny. I absolutnie nie przeszkadza mu w tym sylwetka odbiegająca od współczesnych standardów męskiego herosa.

Jego ciało nie jest wadą – przede wszystkim dlatego, że sam Shostakov nie postrzega go w ten sposób. I choć moment wkładania przyciasnego kostiumu musiał stać się pożywką dla kilku niewybrednych żartów, to twórcy filmu także nie mają zamiaru robić z Czerwonego Strażnika ofermy. Shostakov jest pełnoprawnym marvelowym superbohaterem. Szczupły, czy gruby – jest silny jak niedźwiedź i nadal ma w sobie jakiś zwierzęcy magnetyzm (może chodzi o tę owłosioną klatę). Wszak jego piękna przybrana żona Melina (Rachel Weisz) ledwo panuje nad żądzą, patrząc na niego podczas rodzinnej kolacji, czym odbiera „córkom” apetyt. I choć to nie pierwsza przesycona seksem scena w historii Marvela, to zdecydowanie jedna z najgorętszych. I tu kolejna rewolucja w filmie o superbohaterach – mężczyzna o wyglądzie Taty Misia może być nie tylko sprawny, ale także pożądany przez kobiety.

Męska ciałopozytywność w Marvelu

Marvel podjął wreszcie wysiłek, aby znormalizować tak zwane „Marvel bod” – ciało będące jak dotąd niedoścignionym ideałem. Rola Davida Harboura w „Czarnej Wdowie”, z jego ukrytym głęboko sześciopakiem, na pewno jest dobrym krokiem w kierunku złagodzenia standardu męskiego ciała. I nie chodzi o to, żeby je zapuszczać. Bo przecież Harbour, tak jak reszta bohaterskiej obsady, musiał trenować do filmu. Jednak jego ćwiczenia miały na celu zbudowanie sprawności i siły, nie wyrzeźbienie ABS-u. Aktor potrafi dać sobie w kość na siłowni, co potwierdził trener, pracujący z nim przy produkcji „Hellboy”. Obejrzyj film poniżej i doceń nowego bohatera MCU jeszcze bardziej.

Zobacz również:
Post przerywany to w ostatnich latach jedna z modniejszych diet, której przypisuje się niemal magiczne właściwości. Ma bowiem nie tylko odchudzać, ale i odmładzać. A co na to naukowcy? Sprawdźmy - właśnie ukazało się nowe badanie.  
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA