Pandemia a damsko-męski podział ról społecznych

Wirus zdefiniuje od nowa damsko-męski podział ról? Nie sądzę, ale co nieco  namiesza. I chyba dobrze.

pandemia, covid, feminizm, podział ról shutterstock.com
Globalne kryzysy zmieniają bieg świata. W Wielkiej Brytanii na przykład, gdy wybuchła II wojna światowa, mężczyźni w wieku produkcyjnym zostali objęci powszechną mobilizacją i zmuszeni do porzucenia swoich zajęć. Ich stanowiska pracy objęły z entuzjazmem kobiety, a gdy poczuły smak ekonomicznej wolności, za nic nie chciały po wojnie oddać facetom swojego nowego świata. I tak już pozostało do dziś: równouprawnienie i dostęp do wszystkich zawodów wraz ze ścieżką awansów są w Wielkiej  Brytanii oczywistą oczywistością.

REKLAMA

ZOBACZ: Obowiązki domowe - rady ekspertów od zarządzania

W Polsce było, rzecz jasna, inaczej, bo i nasza wojna była zupełnie inna niż aliancka, a tuż po niej wpadliśmy w łapy najlepszego z ustrojów (nie bez udziału Brytyjczyków zresztą) i mieliśmy przekichane na dziesięciolecia. Ten ustrój (niech mu ziemia ciężką będzie) też miał równouprawnienie na sztandarach, ale powszechny dostęp do zawodów nie oznaczał dostępu do stanowisk i pensji z nimi związanych.

Kobiety en masse mogły być traktorzystkami czy milicjantkami, ale już nie rektorami czy ministrami. Tzn. mogły nimi być, ale nikomu się to w głowie nie mieściło. Ten krótki historyczny wstępik wprowadza nas do właściwego tematu – czy wirus zmieni coś w tych naszych głowach, w których ciągle tłuką się stare poglądy i przyzwyczajenia?

PRZECZYTAJ: Koniec epoki macho?

Jakby to głupio nie brzmiało, pomóc może lockdown. Przymusowe zamknięcie w domach uczyniło z nas pełnoetatowych ojców, mężów, partnerów i gospodarzy. O ile zazwyczaj migamy się pod różnymi pretekstami od domowych obowiązków (badania pokazują, że kobiety poświęcają im 10 godzin tygodniowo więcej niż my),  to teraz odrabiamy z dzieciakami lekcje, stajemy przy garach i bez wstrętu włączamy pralkę. Ba, więcej: znam domy, które są od wielu miesięcy utrzymywane przez kobiety, bo ich faceci potracili robotę.

Dotychczas to oni przynosili do domu pieniądze (i to grubo większe niż ich żony), więc pewnie nowa sytuacja jest psychologicznie trudna do przełknięcia, prawda? Otóż nie do końca. Wkurzenie całą sytuacją z wirusem oczywiście jest, ale okazało się, że zdjęcie nogi z gazu i powrót do domowego mikroświata działają na facetów zbawiennie. Twierdzą (o ile nie łżą, dranie, robiąc dobrą minę  do złej gry), że są mniej zestresowani niż wcześniej, biegając w korporacyjnym, chomikowym kołowrotku.

Pewnie, że finansowo jest trochę gorzej, jednak domowy świat okazał się na tyle przyjazny, że może dużo rekompensować. Najważniejsza była zmiana nastawienia, bo człowiek przestaje być żywicielem, dostarczycielem dóbr czy łowczym, który co miesiąc przynosi łupy do domu, dbając o niego i swoją rodzinę.

Okazało się, że zapewnianie bezpieczeństwa bliskim, troska i opieka mogą mieć zupełnie inny wymiar niż tylko finansowy – taki właśnie, który jest nam na co dzień zapewniany przez kobiety. Co najlepsze, to właśnie lockdown ujawnił, że nie tylko potrafimy odnajdywać się w tzw. kobiecych domenach, ale że możemy w dodatku czerpać z nich satysfakcję. To może być najważniejsza rzecz, która z  nami zostanie, gdy skończy się wreszcie ten pandemiczny bajzel.

Zobacz również:
W lecie łatwiej pochwalić się bicepsem czy sześciopakiem, ale najpierw trzeba go mieć. Czy można się wyrzeźbić na słońcu?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA