[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.3

Ojcem być - nie rozpieszczaj

Zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak, gdy podczas kinderbalu wręczano prezenty i wszystkie dzieci skakały pod sufit z radości. Wszystkie, oprócz Zosi. Mojej córki.

ojcostwo, dzieci Apelujemy w imieniu społeczeństwa - nie wypuszczaj w świat roszczeniowych potworków.
Żyjemy, jak wiadomo, w czasach oszalałej, rozbuchanej i nieokiełznanej konsumpcji. Statystyczny obywatel, słysząc znane skądinąd słowo „raj”, widzi natychmiast raj podatkowy, srebrnego Lexusa i drinka z parasolką, a przy równie znanym słowie „piekło” – puste półki w hipermarketach i wezwanie do skarbówki.

Jednak fakt, że coś jest powszechnie wiadome, niekoniecznie musi się przekładać na nasze osobiste doświadczenia życiowe. Powszechnie wiadomo, że jazda po alkoholu jest debilizmem pierwszej wody, mimo to kretynów za kółkiem nadal nie brakuje. To samo zresztą z papierosami i tysiącem innych rzeczy.

REKLAMA

PRZECZYTAJ: 10 mitów o posiadaniu dzieci

Można powiedzieć, że wiedza powszechna nijak się ma do jednostkowej; ta druga bowiem opiera się na zadufaniu i fałszywych wnioskach, czyli na czymś, co z wiedzą nie ma nic wspólnego. Zadufaniem jest przekonanie, że to tylko inni powodują wypadki po pijanemu i że to tylko inni umierają na raka od nikotyny, a fałszywą konkluzją – że palę i nic mi jakoś nie jest lub że jechałem po czterech piwach i jakoś nikogo nie zabiłem.

Wracajmy jednak do rozpasanej konsumpcji i, co będziemy daleko szukać, mojej skromnej osoby. Jestem ojcem 7-letniej córki, facetem dojrzałym i, we własnym mniemaniu, dość rozsądnym. Kocham swoje dziecko, to jasne, nieba bym mu przychylił, ale potrafię znaleźć cienką granicę między miłością, a rozpieszczaniem. Tak przynajmniej mi się wydawało. A drobne prezenty kupowane bez okazji, mimochodem przy powrocie do domu z pracy czy ze służbowego wyjazdu, nie są niczym nadzwyczajnym.

Ona tak potrafi się cieszyć! Opowieści mojej matki o tym, że miała jedną gałgankową lalkę i była bardzo szczęśliwa słuchałem z wrodzonej uprzejmości. Pewnego dnia, dzięki zmanipulowanemu przez moją żonę, niby demokratycznemu ciągnięciu zapałek wylosowałem dyżur na kinderbalu. Wrzask, pisk, bieganina – boleśnie doświadczeni wiedzą, o czym mówię. Nadszedł czas prezentów i znowu wrzask, pisk. Wszystkie dzieci pokazują sobie nawzajem, co dostały w paczkach, a moja Zosia ledwie zajrzała i wróciła do klocków.

Co jest? Czyżbym nie trafił z zakupem? Przecież zawsze lubiła Barbie! Nie powiem, poczułem się nieco dotknięty. Całą drogę powrotną próbowałem ustalić, co się wydarzyło. Dlaczego się nie cieszy? O co chodzi? Opowiedziałem w domu historię żonie, która wręczyła mi kartkę i długopis, wprowadziła do pokoju naszej córki i powiedziała: ja będę liczyć, a Ty zapisuj. Zapisuję.

MĘSKIE PROBLEMY: Kiedy ona ma dziecko...

18 lalek Barbie, 4 lalki Steffi, 5 Kenów (taki kumpel Barbie), 2 domki duże, karton po tv ubranek, bucików, biżuterii i kosmetyków, 4 Polly Packet z zamkami, 2 mówiące lalki, 1 sikająca, 2 szczekające psiaki, 3 komplety Lego Bellville, komplet 12 porcelanowych lalek, 62 kasety wideo z bajkami, 1 jacht Barbie, komplety kuchenne, łazienkowe i do salonu dla lalek, 126 pluszaków różnej maści i wielkości, 31 gier planszowych, wszystkie lalki Witch z akcesoriami, 6 segregatorów kolorowych karteczek na wymianę, 200-elementowa farma ze zwierzętami, prawdziwe akwarium, prawdziwy kotek. Wyszedłem.

Byliśmy w połowie wyliczanki. Kiedy to się stało?! Okazuje się, że przez parę ostatnich lat kupiłem wszystko to, co było reklamowane w telewizji! Żeby jeszcze moja Zosia namawiała mnie „Tato, tato, kup mi!”, wtedy miałbym jakieś wytłumaczenie. Ale nie, to ja sam, stary koń, dałem się wciągnąć w ten ogłupiający system. W dodatku wierząc, że to jest dobre dla nas i dla naszego dziecka.

Następnego dnia poważna rozmowa po lekcjach i pierwsza poważna, wspólna decyzja. Robimy w niedzielę selekcję zabawkowego wszechświata i te mniej lubiane i mniej używane pakujemy do kartonu. Wybierzemy, także wspólnie, jakiś dom dziecka i razem pojedziemy im to wręczyć. Umawiamy się też, że zamiast wydawać pieniądze na głupoty, zbieramy na komputer, który stanie u niej w pokoju. Boże, jakie ja mam mądre dziecko! To chyba po matce.  

Na swój użytek sformułowałem kilka prawd. Może przydadzą się też komuś innemu.

1. Niespodzianki są fajne, ale radziłbym trzymać się zasady – prezenty dziecko dostaje z jakiejś okazji. Tylko to sprawi, że święto będzie świętem.

2. Kupuj zabawki, które wymagają wspólnej zabawy, bo tylko takie cieszą dzieci i je rozwijają. Pamiętaj też, że jak już kupisz tę zabawkę, to nie osiadaj na laurach, tylko pobaw się z dzieckiem.

3. Małe dziecko nie ma świadomości pieniądza. Jemu jest wszystko jedno, czy zabawka kosztowała 15 złotych, czy 150. Nie myśl sobie, że jesteś gorszym ojcem, jeśli kupujesz tańszą.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij