Obejrzeliśmy The Office PL. Nie jest tak źle, jak wszyscy podejrzewali

To, że coś nie jest takie złe, nie oznacza oczywiście, że jest dobre, ale w przypadku adaptacji kultowego serialu, jakim niewątpliwie jest The Office, poprzeczka była zawieszona naprawdę wysoko. Polskim twórcom nie udało się przebić oryginału. Dorównać mu też nie, ale mimo to czekam na więcej.

The Office PL mat. prasowe Canal+ / MPP
Końcówka października to dla polskich fanów The Office (Biuro) gorący okres. 23 października na Netfliksie pojawi się 9 sezonów amerykańskiego Biura, z kolei na platformie Canal+ od 22 października można obejrzeć polską adaptację tego kultowego serialu. The Office w pełni zasługuje na takie miano, bo choć od czasu premiery brytyjskiej produkcji minęło już 20, a od czasu premiery amerykańskiej – 15 lat, to obie wersje cieszą się niesłabnącą popularnością i wciąż śmieszą, momentami wręcz do łez.

Nie wnikając tu w rozważania, która wersja – brytyjska czy amerykańska – jest lepsza, warto zaznaczyć, że na sukces obu złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, fabuła pokazująca perypetie pracowników małego biura użerających się z szefem-idiotą, któremu wydaje się, że jest mistrzem komedii, playboyem i rekinem biznesu w jednym oraz absurdy typowe dla pracy biurowej wielu widzom wydają się znajome. W końcu kto z nas nie uśmiechał się na siłę, słysząc żenujące dowcipy przełożonego? Albo nie chciał utrzeć nosa firmowemu lizusowi?

Drugim czynnikiem, który przysłużył się do tak ogromnej popularności serialu jest jego nietypowa, jak na owe czasy, forma mockumentu, czyli produkcji udającej dokument. Akcja przeplatana jest więc wypowiedziami bohaterów komentującymi wprost do kamery dane wydarzenia. Dodatkowo twórcy The Office wyjątkowo dobrze zabawili się formą mockumentu, co widać w momentach, gdy nawet w trakcie akcji (gdy bohaterowie zapominają o śledzących ich kamerach), czasem rzucają w stronę kamery spojrzenie czy uśmiech, a gesty te podkreślają absurd i komizm danej sytuacji. Serial na tyle spopularyzował tę formę narracji, że dziś powszechnie używana jest w produkcji serialowej i filmowej (mockumentami są m.in. produkcje takie jak "Borat. podpatrzone w Ameryce" czy "Współczesna rodzina").

O tak ciepłym odbiorze The Office zadecydowało też zaprezentowane w serialu poczucie humoru, wybiegające daleko poza ugrzecznione dowcipy typowe dla wielu sitcomów. Główny bohater The Office w każdym odcinku bombarduje nas kolejnymi niepoprawnymi politycznie żartami dotyczącymi wyglądu, narodowości, płci, seksu, religii czy orientacji. Wydaje się wręcz niemożliwe, żeby w dzisiejszych, nadmiernie ugrzecznionych, czasach taki serial miał rację bytu. A jednak. Gagi i żarty, które zaserwowali nam twórcy potrafią rozbawić do łez, nawet oglądane kilkukrotnie (wiem, o czym mówię). Żarty sprzed 20 lat wcale się nie zestarzały i chyba w tym tkwi przede wszystkim moc Biura. Oczywiście, nie udałoby się osiągnąć takiego komizmu gdyby nie genialna gra aktorska odtwórców głównych ról Ricky’ego Gervaisa i Steva Carella oraz towarzyszących im aktorów drugoplanowych. Czy Polacy wypadli równie zabawnie?

REKLAMA

Z tęsknoty za biurem

W czerwcu, gdy do mediów przeciekły wiadomości o planach stacji Canal+ na zrealizowanie polskiej wersji kultowego The Office, zaciekawienie było ogromne, ale internauci raczej nie wróżyli przedsięwzięciu sukcesu. Twórcy zapewniali jednak, że pomysł adaptacji serialu sprzed 20 lat nie tylko nie jest ryzykownym posunięciem, ale idealnie wpisuje się w oczekiwania widzów. Jak to? Ano tak, że z powodu pandemii i związanej z nią pracy zdalnej wiele osób zatęskniło za pracą w biurze. Producentom trzeba przyznać rację, bo większości z nas rzeczywiście w pewnym momencie brakowało kolegów z pracy (nawet tych najbardziej irytujących) i powrotu do biurowych realiów.

Warto jednak wspomnieć, że Polacy nie są drugą ani nawet trzecią nacją, która wpadła na pomysł przeniesienie perypetii pracowników małego biura na lokalny grunt, bo The Office doczekał się już 10 adaptacji, w tym na rynek czeski, fiński czy indyjski. Sukces polskiej wersji ma zagwarantować m.in. współpraca z oryginalnymi twórcami z BBC Studios. Jak zapewniają przedstawiciele Canal +: "Wszystkie scenariusze, kreatywne koncepty i obsada są na bieżąco konsultowane i akceptowane z BBC. Scenarzyści czerpali inspirację z aktualnych nastrojów społecznych, konfliktów światopoglądowych, a kontrowersyjne poczucie humoru nawiązujące do krzywdzących stereotypów będzie testem na dystans Polaków do samych siebie".

Jednocześnie twórcy zastrzegają, że nie zrobili polskiej kopii, a jedynie zaczerpnęli ogólną koncepcję serialu obudowując ją jednak lokalnym kolorytem, uwspółcześniając i dodając oryginalne wątki. "Pierwszą rzeczą, nad którą zaczęliśmy się zastanawiać, to jak zaadaptować serial, który ma już 20 lat. Dosyć szybko doszliśmy do wniosku, że musimy go zaktualizować, by odpowiedzieć na oczekiwania współczesnego widza. Napisaliśmy swoje własne scenariusze, inspirowane pierwowzorem. Mamy więc tych samych bohaterów, relacje między nimi, formę. Aczkolwiek uznaliśmy, że mamy na tyle dużo polskości dookoła, plus minęło dwadzieścia lat, że dodawanie «smaczków» do oryginalnych scenariuszy to nie będzie to. Dlatego napisaliśmy wszystko na nowo" – mówi o pracy nad The Office PL head writer, Łukasz Sychowicz.

Polski koloryt

I tak akcja The Office PL rozgrywa się w biurze producenta wody Kropliczanki w Siedlcach, którym dowodzi Michał (w tej roli Piotr Polak). Wątkiem dodanym przez Polaków jest postać Patrycji (granej przez Vanessę Aleksander), która wspólnie z Michałem stara się zarządzać firmą. Twórcy twierdzą, że w oryginale brakowało silnej postaci kobiecej, jednak chyba zapomnieli o tym, że już w wersji amerykańskiej silnych postaci kobiecych nie brakowało.

The Office PLmat. prasowe Canal+ / MPP

W obsadzie oprócz Piotra Polaka i Vanessy Aleksander zobaczymy Adama Woronowicza, Kornelię Strzelecką, Mikołaja Matczaka i Milenę Lisiecką. Scenariusz do polskiej wersji napisali Łukasz Sychowicz, Jakub Rużyłło i Mateusz Zimnowodzki. Za The Office PL odpowiadają także: reżyser Maciej Bochniak oraz producenci Dorota Kośmicka-Gacke i Jan Kępiński. Zdjęcia zrealizował Paweł Chorzępa. Kierownikiem literackim jest Michał Oleszczyk.

Po objerzeniu przedpremierowego odcinka widać, że twórcy wzorowali się jednak raczej na wersji amerykańskiej. Wyliczanie jednak po kolei wszystkich podobieństw mija się z celem, bo w końcu adaptacja rządzi się swoimi prawami i podobieństwo do oryginału nie powinno stanowić wielkiego zarzutu. Niestety tych podobieństw, które dla widzów wersji brytyjskiej i amerykańskiej, są widoczne zarówno w scenariuszu, scenografii, jak i nawet w mimice głównego bohatera, jest po prostu trochę za dużo. Na dodatek zupełnie niepotrzebnie aktorzy na siłę starają się naśladować oryginalne postaci. Niepotrzebnie, bo o wiele zabawniej wypadają w momentach, gdy się od nich odrywają i dają bohaterom coś od siebie. Ponieważ jednak tych momentów jest niewiele, póki co polska wersja wypada blado, a zabawnie jest jedynie momentami (co jak na polski serial i tak jest sporym sukcesem). Mimo to fani The Office będą czerpać frajdę z polskiej produkcji, wyłapując smaczki i nawiązania do anglojęzycznych wersji.

Seriale komediowe mają to do siebie, że rozkręcają się z sezonu na sezon i naprawdę wiele zależy od talentu komediowego aktorów i tego jak zbudują graną przez siebie postać. To, że pierwszy sezon serialu może nie powalać, nie znaczy, że kolejny nas nie porwie. Problem w tym, że nie wiadomo, czy się go doczekamy. Nie nastawiajcie się więc na seans na miarę amerykańskiego czy brytyjskiego The Office i podejdźcie do polskiej wersji z dystansem i wyrozumiałością. Ale zobaczcie ten serial. Chociażby po to, by móc wyłapać, jak kultowe żarty zostały przeniesione na lokalny grunt.

Zobacz również:
Świat powoli wraca już do normy, ale niektóre pandemiczne rozwiązania, jak praca zdalna właśnie, zostaną z nami na dłużej. Wprowadź w życie taką rutynę dnia codziennego, żeby nie odbiło się to negatywnie na Twojej formie.
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA