Niepewność – jak żyć w niestabilnych czasach?

Co to w ogóle za pomysł, że szczęśliwe, satysfakcjonujące, pełne życie można wieść dopiero wtedy, kiedy świat się uspokoi? Stawiając światu takie warunki, możesz nigdy nie zacząć żyć naprawdę.

niepewność, stres shutterstock.com

Przewiń dalej:

Czy mamy na cokolwiek wpływ?

REKLAMA

Pewna jest tylko niepewność

Siedem strategii działania w warunkach niepewności

Kiedy w naszym świecie następuje kumulacja negatywnych zjawisk, na które kompletnie nie mamy wpływu, pojawia się zasadne pytanie: jak z tym żyć? Jak tu robić jakieś plany, cieszyć się życiem, kochać, budować dom, skoro jedna pandemia jeszcze nie przeminęła, już mówią o kolejnej, tuż obok trwa wojna, a do tego dochodzą jeszcze strachy globalne w postaci armagedonu klimatycznego? Czy w takich warunkach ma jeszcze sens dbanie o zdrowie, formę, dietę? Może lepiej oddać się przyjemnościom, dopóki nam starczy kasy, albo zamknąć się w buddyjskim klasztorze na końcu świata? Ale serio: myślicie, że dopiero teraz się popsuło?

W takim poczuciu, że teraz to się dopiero dzieje, utrzymuje nas chyba tylko krótka pamięć. Przecież w ciągu ostatnich 30 lat, niby spokojnych, też było sporo wydarzeń, które mocno nas niepokoiły. Na przykład chaos po rozpadzie Związku Radzieckiego, gdy to naprawdę nie było wiadomo, kto trzyma u nich palec na czerwonym guziku, wojna w byłej Jugosławii, wojna w Czeczenii, atak na WTC, kiedy mówiło się, że „świat już nigdy nie będzie taki sam”
(ha, ha), wojna w Iraku, w Syrii. To tylko kilka z nich, a przecież wiemy, że było ich o wiele, wiele więcej. Dzieje ludzkości to nieustanne pasmo chorób, głodu i wojen. Niemniej, statystycznie rzecz biorąc, bez względu na to, co myślicie, współczesny świat jest dla większości z nas nieporównanie bezpieczniejszym miejscem niż kiedykolwiek w znanej nam historii.

W głośnej książce „Homo Deus. Krótka historia jutra” izraelski profesor historii Y.N. Harrari pisze: „Dzisiaj po raz pierwszy w dziejach więcej ludzi umiera dlatego, że jedzą za dużo, a nie dlatego, że jedzą za mało; więcej ludzi umiera ze starości niż w wyniku chorób zakaźnych; więcej ludzi ginie wskutek samobójstwa niż z rąk żołnierzy, terrorystów i przestępców razem wziętych. O przeciętnym człowieku na początku XXI stulecia można powiedzieć, że z dużo większym prawdopodobieństwem umrze z powodu objadania się w McDonaldzie niż z powodu suszy, eboli czy ataku Al-Kaidy”.

Swoją książkę Harari napisał jeszcze przed pandemią i przed inwazją na Ukrainę, ale wiecie, co? Niewiele się zmieniło. Rzućmy okiem na Worldometer, publikujący światowe statystyki w czasie rzeczywistym. Dzisiaj, kiedy to piszę, czyli 3 marca, pokazuje takie dane: na świecie żyje 850 mln niedożywionych ludzi i 2,5 miliarda ludzi ważących zbyt dużo. W dalszym ciągu to wygląda na świat raczej syty niż głodny.

A pandemia? Nie umniejszając nic jej ofiarom, zastanówmy się na spokojnie: czy można ją porównać do epidemii „czarnej śmierci”, która w latach trzydziestych XIV wieku zabrała jedną czwartą ówczesnej populacji Eurazji? A wojny? Prawie każde pokolenie przeżywało jakąś mniejszą lub większą, która wywracała jego życie do góry nogami. Można powiedzieć, że dla istoty ludzkiej poczucie zagrożenia było nieodłącznym towarzyszem życia przez całe tysiąclecia. Praktycznie dopiero od kilku dekad w Europie panuje względny spokój, co dało nam nadzieję, że tak już będzie zawsze.

Czy mamy na cokolwiek wpływ?

Skąd się wzięło przekonanie, że do dobrego, szczęśliwego życia potrzebujemy bezpiecznego świata i dobrobytu? I dlaczego myślimy, że gdy już będzie dookoła spokojnie, to nasze życie będzie lepsze? Obserwacje nie potwierdzają tych przekonań. Zachodnia cywilizacja to oaza spokoju i dostatku, a liczba przypadków depresji, samotności, uzależnień przybiera rozmiary epidemii. A w tym czasie niezliczone tęgie umysły bezskutecznie głowią się nad tym, jak osiągnąć życiową satysfakcję i szczęście.

Jak pisze Oliver Burkeman w swojej książce „Szczęście. Poradnik dla pesymistów”: „Jedno z najlepiej znanych odkryć »nauki o szczęściu« głosi, że niezliczone zalety nowoczesnego życia niewiele zrobiły dla poprawy naszego nastroju społecznego. Niewygodna prawda wydaje się taka, że wzrost gospodarczy niekoniecznie oznacza szczęśliwszych ludzi, tak samo jak i osobiste dochody – gdy przekroczą pewien podstawowy poziom, szczęścia nie dają. Dotyczy to również lepszego wykształcenia, przynajmniej zgodnie z niektórymi wynikami badań, oraz zwiększonego wyboru towarów konsumpcyjnych. Nie wspominając już o większych i bardziej wyszukanych domach, które zamiast radości wydają się przede wszystkim dostarczać większej przestrzeni, w której nadal można czuć się przygnębionym”.

Prawdopodobnie cała koncepcja poszukiwania „szczęścia” jest z założenia wadliwa. Jako gatunek nie zostaliśmy przeznaczeni do „szczęśliwego życia” – najlepszy dowód to to, że ewolucja nie bardzo interesuje się naszym osobistym szczęściem. Ewolucji zależy najwyżej na tym, abyśmy nie wpadali w przygnębienie na tyle głębokie, by nie chciało nam się rozmnażać. W dążeniu do szczęścia jest jeszcze jeden problem. Mianowicie wydaje się, że im usilniej do niego dążymy, tym bardziej ono ucieka.

Warto zacytować tu zdanie brytyjskiego filozofa Alana Wattsa z książki „Mądrość niepewności”: „Fascynowało mnie prawo odwróconego wysiłku. Czasem nazywam je »prawem wstecznym«. Gdy próbujesz utrzymać się na powierzchni wody, toniesz, lecz kiedy starasz się zatonąć, wypływasz. Niepewność jest wynikiem zabiegania o pewność. I odwrotnie: ocalić i utrzymać przy zdrowych zmysłach może nas kategoryczne przyznanie, iż nie ma dla nas ratunku. Wielu rozsądnych ludzi zwraca uwagę, że to właśnie wysiłki, aby eliminować negatywne uczucia – brak pewności siebie, niepewność jutra, porażkę czy smutek – sprawiają, że czujemy się tak niepewni siebie, lękliwi, bezbronni czy nieszczęśliwi. Prawdopodobnie jedynym sensownym ratunkiem dla nas jest przyjęcie punktu widzenia stoików, starożytnych filozofów, którzy głosili, że aby osiągnąć harmonię w życiu, trzeba zaakceptować jego kruchość, niepewność i pamiętać o śmierci każdego dnia. Przekładając to na język współczesnej psychologii, musimy przestać uciekać przed negatywnymi emocjami. Uświadomić sobie, że życie bywa niebezpieczne, może się w każdej chwili skończyć, albo stać się bardzo nieprzyjemne.

Takie stanowisko stoi w sprzeczności z megaoptymistycznymi przekonaniami, że człowiek jest kowalem swojego losu i jeśli czegoś naprawdę pragnie, to jest w stanie to osiągnąć. Zamiast się oszukiwać, lepiej spojrzeć prawdzie w oczy: nie mamy wpływu na całe mnóstwo czynników kształtujących nasze życie i lepiej się z tym pogodzić, zamiast bezsilnie złościć się na Putina, rząd, kurs franka szwajcarskiego czy kogo tam jeszcze obarczamy winą za to, że życie nie jest takie, jakie według nas POWINNO być.

Pewna jest tylko niepewność

Ludzie bardzo źle znoszą niepewność i bezradność. Chcieliby wszystko kontrolować, zaplanować, mieć gotowe receptyna każdy kryzys. Zadziwia wiara w to, że jacyś mądrzy ludzie – eksperci, ekonomiści czy geopolitycy – umieją przewidywać przyszłość. Mimo że cyklicznie przekonujemy się, ile warte były przewidywania z ubiegłego roku, to w dalszym ciągu są zapraszani do mediów i słuchamy tego, co mówią, w nabożnym skupieniu.

Moim zdaniem nie różni się to wiele od popularności, jaką cieszy się w pewnych kręgach nasz rodzimy jasnowidz Krzysztof Jackowski, który od kilku dekad co chwila przewiduje straszliwe wydarzenia, zupełnie niezrażony niesprawdzeniem się poprzednich wizji. Prawda jest taka, że nikt, ale to nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy w najbliższej przyszłości. A naszą rzeczywistość kształtują przypadki, zdarzenia nieprzewidywalne, które amerykański ekonomista Nassim Nicholas Taleb nazwał czarnymi łabędziami.

W swojej książce „Czarny łabędź” pisze: „Zastanówcie się nad własną historią. Policzcie ważne wydarzenia, przemiany technologiczne i wynalazki, do których doszło w waszym otoczeniu od chwili, kiedy przyszliście na świat, i porównajcie je z wcześniejszymi przewidywaniami. Ile z tych zmian przebiegało zgodnie z jakimkolwiek harmonogramem?

Przyjrzyjcie się swojemu życiu prywatnemu, na przykład temu, jak wybraliście zawód albo poznaliście swoich partnerów; pomyślcie o decyzji o emigracji z ojczyzny, o wszystkich zdradach, które was spotkały, o sytuacjach, w których nagle się wzbogaciliście albo straciliście dużo pieniędzy. Jak często takie zdarzenia przebiegały zgodnie z planem? Tymczasem zachowujemy się tak, jakbyśmy umieli przewidywać przyszłość albo – co gorsza – jakbyśmy byli w stanie zmienić bieg historii.

Opracowujemy trzydziestoletnie prognozy deficytu systemu zabezpieczeń społecznych i cen ropy naftowej, nie zauważając, że nie potrafimy przewidzieć nawet tego, jaka będzie ich wartość następnego lata – błędy w naszych prognozach, dotyczących wydarzeń politycznych i gospodarczych, są łącznie tak monstrualne, że za każdym razem, kiedy sprawdzam dane empiryczne, muszę się uszczypnąć, by się upewnić, czy to nie sen. Zaskakuje nie tyle skala naszych błędów, ile fakt, że nie zdajemy sobie z nich sprawy.

Niepokoi to tym bardziej, gdy angażujemy się w śmiertelnie niebezpieczne konflikty: wojny cechuje fundamentalna nieprzewidywalność (o czym nie mamy pojęcia). Nie rozumiejąc zależności przyczynowo-skutkowej między obraną strategią a podejmowanymi działaniami, przez swoją agresywną ignorancję możemy z łatwością wywołać czarne łabędzie – jak dziecko, które bawi się zestawem małego chemika”.

Siedem strategii działania w warunkach niepewności

Jednak nawet jeśli przetłumaczymy sobie rozsądnie, że życie jest, jakie jest, i idealne nigdy nie będzie, to w dalszym ciągu pozostają emocje, które domagają się uspokojenia. Nasze mózgi postrzegają niepewność jako zagrożenie i starają się nas chronić, zmniejszając naszą zdolność
do skupienia się na czymkolwiek innym niż na tworzeniu jakiegoś złudzenia pewności. Dlatego, aby sprawniej funkcjonować, przydadzą nam się jakieś strategie. Christine Carter, socjolog i mówca (znajdziecie ją na TED) stworzyła 7 strategii działania w warunkach niepewności.

Po pierwsze: nie stawiaj oporu

Nie zaprzeczaj rzeczywistości, nie uciekaj przed nią, tylko zaakceptuj, że jest taka, jaka jest. Zaakceptuj też to, co czujesz i myślisz na dany temat. Akceptacja to nie to samo, co rezygnacja, i nie oznacza braku nadziei. Uwalnia Cię po prostu od gonitwy myśli, jałowej złości i rozpaczy.

Po drugie: zainwestuj w siebie

Jesteśmy dla siebie najcenniejszym zasobem, dzięki któremu możemy coś zmienić w naszym świecie. Jeśli zaniedbamy nasze ciała, umysły i psychikę, stracimy najważniejsze narzędzia do tego, aby prowadzić mimo wszystko satysfakcjonujące życie. I nie będzie to wina Putina czy światowego spisku. Musimy zadbać o nasze finanse, relacje, wysypiać się, dobrze odżywiać, a także wypoczywać i bawić się, bo to jest istocie ludzkiej niezbędne do życia.

Po trzecie: znajdź zdrowe sposoby na rozładowanie napięcia

Zamiast szukać szybkich strzałów dopaminy, takich jak alkohol czy fast foody, zrób listę zdrowych sposobów na stres. Nie będziemy tłumaczyć, jakie to sposoby, ale łatwo o nich zapomnieć, gdy trawi nas niepokój o jutro.

Po czwarte: nie wierz we wszystko, co podsuwają media

W niepewnych czasach szczególnie ważne jest, aby nie wierzyć najgorszym scenariuszom, które pojawiają się w mediach. Media żyją z podkręcania emocji. A poza tym, jak już pisaliśmy, nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości. Przeważnie rzeczywistość nas zaskakuje. Oczywiście pomocne może być rozważenie najgorszych scenariuszy, abyśmy mogli aktywnie zapobiegać katastrofie. Ale kiedy wkręcamy się w czarnowidztwo, nasze emocje reagują tak, jakby te wyobrażenia były faktem, a nie wizją.

Po piąte: bądź uważny

Nawet jeśli wydaje się, że wszystko jest poza naszą kontrolą, nadal możemy kontrolować to, na co zwracamy uwagę. Wyłączmy pewne powiadomienia, aby nie przejmowały kontroli nad naszym życiem.

Po szóste: przestań narzekać

Lepiej skupić się na tym, czego chcemy, a nie na tym, czego nie chcemy. Jak działać w tym chaosie? Co możemy zrobić, aby zminimalizować konsekwencje? Chodzi o to, żeby z trybu ofiary wejść w tryb działania.

Po siódme: odnajdź sens w tym chaosie

Ludzie potrzebują świadomości, że ich życie ma sens. A takie poczucie daje nam działanie na rzecz innych. Będziemy czuć się bardziej zadowoleni z pracy, gdy wiemy, że ktoś inny korzysta z naszego wysiłku. Gdy w chwilach kryzysu możemy być pomocni dla innych, to najlepiej łagodzi nasze lęki.

REKLAMA