REKLAMA

Miles Teller – czy uniesie sławę "TOP GUN"?

Pandemia zmusiła wielu z nas  do zamrożenia planów i przemyślenia wszystkiego na nowo: od pracy, przez związki, po zabawę. Dla Milesa Tellera, gwiazdy filmu „Top Gun: Maverick”, oznaczało to naukę cierpliwości  i czekania, czekania, czekania,  aby wystartować.

Miles Teller Miles Teller
Oto jesteśmy w rzeczywistości pandemicznej, a gwiazda filmu „Top Gun: Maverick”, którego premiera jest wciąż przesuwana (i ciągle nam obiecują, że tym razem się w końcu uda), rozmawia przez Zoom z marynarzami marynarki wojennej siedzącymi w bazach na Guam, w Bahrajnie i w Japonii. Jest marzec 2020 roku i wszyscy wciąż mają nadzieję, że film ukaże się latem (pamiętacie tę nadzieję?). Żołnierze są podekscytowani spotkaniem z gwiazdą.

REKLAMA

Nie można podróżować, więc zamiast tego Teller łączy się przez wideo-rozmowę. To w części kampania promocyjna filmu, a w części wirtualny pokaz współorganizowany przez USO (United Service Organisation) – organizację, zapewniającą żołnierzom i ich rodzinom kulturalną rozrywkę.

Mężczyźni i kobiety, przeważnie dwudziestokilkulatkowie, są trochę skrępowani, ale Teller próbuje ich rozluźnić, zadając pytania o ich chłopaków i dziewczyny. Sprawia, że się uśmiechają i trochę rozluźniają. Sceny lotnicze w „Top Gun: Maverick” zostały nakręcone na lotniskowcu o napędzie atomowym – USS Theodore Roosevelt. Nieśmiała dziewczyna odbywająca służbę zbiera się na odwagę, by zapytać Tellera o to, co widział na pokładzie startowym lotniskowca, bo słyszała, że ogląda się stamtąd najlepsze zachody słońca.

Co ciekawe, większość z początkujących marynarzy nie zdaje sobie sprawy z twardej rzeczywistości. A jest ona taka, że na około 5000 członków załogi na lotniskowcu może z 400 lub 500 osób regularnie widuje słońce i niebo. Reszta pracuje pod pokładami w labiryncie tuneli i reaktorów, oddychając obiegowym powietrzem z wentylacji. 33-letni Teller ma opadające kąciki oczu i uśmiech prawie superznanej gwiazdy filmowej, a jego twarz pokrywają lekkie blizny – ślady po niemal śmiertelnym wypadku samochodowym z czasów studenckich (pod skórą wciąż tkwią odłamki po tym zdarzeniu).

„Zachody słońca i gwiazdy – one istniały od zarania dziejów. Przypominają nam, że jest tak wielu ludzi na świecie, którzy patrzą na nie w tej samej chwili, co my. To niesamowicie uniwersalne” – odpowiada trochę nie na temat. Kilka głów na ekranie przytakuje mu. Moderator oddaje głos innej kobiecie, odbywającej służbę w Japonii, która mówi, że jej ulubionym miastem jest Hiroszima, a drugim Tokio. Teller przerywa jej podekscytowany.

„Byłem w Tokio – mówi. – I to był mój pierwszy raz, gdy skorzystałem z ubikacji Toto”. Wszyscy wydają się zdezorientowani. „Ludzie, czy wy wiecie, co to takiego jest? To podgrzewana ubikacja! Która cię podmywa, a potem osusza ciepłym powietrzem. Japończycy znają się na rzeczy”.

Inna żołnierka dodaje, że też ma ubikację Toto. Teller już jest całkowicie wkręcony. „Człowieku, moja żona podarowała mi ją w prezencie na święta. Umieściłem toaletę w łazience na parterze, żeby każdy mógł jej używać. Wszyscy absurdalnie dużo czasu w niej spędzają!”. Teraz wszyscy już kiwają głowami ze zrozumieniem. Ha, gwiazda filmowa cieszy się z dobrej ubikacji! Milesowi Tellerowi udało się nawiązać kontakt z fanami.

Najlepsze w historii z ubikacją jest to, że działa zupełnie wbrew wizerunkowi Milesa. Teller nie jest postrzegany jako brat łata i śmieszek – jest raczej tak poważny, jak skrupulatna kontrola podatkowa.

REKLAMA

REKLAMA

Miles Teller Miles Teller
Po 7 tygodniach treningów Miles dodał do swojej wagi 82 kg i 183 cm wzrostu prawie 10 kg masy mięśniowej.

W poczekalni do sławy

Od dziesięciu lat znajduje się u progu tego, co można nazwać statusem wielkiej gwiazdy. Po raz pierwszy został zauważony w „Między światami” (2010) jako przestraszony nastolatek, który rozjeżdża swoim samochodem czteroletniego syna Nicole Kidman. Potem był „Cudowne tu i teraz” (2013), w którym gra, jak powiedział marynarzom US Navy, „nastoletniego alkoholika – to były dobre czasy”.

REKLAMA

Jasne, zmieszał się trochę przy wspominaniu przeciętnych gniotów, takich jak remake filmu „Footloose” (2011) i „Fantastyczna czwórka” (2015), jednak we wszystkich jego występach jest intensywność, która sprawia, że zastanawiasz się, czy Teller zażartuje, czy strzeli cię w pysk. Według mnie najlepiej widać to w dramacie wojennym z 2017 roku.

„Chwała bohaterom”, w którym występuje jako żołnierz dochodzący do siebie po wstrząsającej misji w Iraku. W pewnym momencie postać grana przez Tellera – która niedawno wróciła do domu – myje zęby z taką wściekłością, że zachodzi obawa, iż zaraz połamie szczoteczkę. Teller dobrze się czuł w świecie swoich szorstkich postaci i unikał wcielania się w kultową, zmieniającą życie rolę, po której nagle widzisz wersję siebie zamienionego w plastikową figurkę w sklepie zabawkowym.

Klątwa „TOP GUN”

W przeszłości jego ocieranie się o sławę nie zawsze szło gładko. W wydaniu magazynu „Esquire” z 2015 roku ukazał się artykuł, którego autor po wyjściu na drinka z Tellerem w pierwszym zdaniu zastanawia się, czy Teller jest, no cóż, kutafonem. „To było dla mnie frustrujące, bo moi rodzice zawsze powtarzali, że jedyną rzeczą, którą bierzesz do grobu, jest twoja reputacja” – wspomina aktor, zarzekając się, że jego próby bycia zabawnym zostały źle zinterpretowane. W 2017 roku doszło również do aresztowania aktora za publiczne pijaństwo (został zwolniony po czterech godzinach). Mówi, że dramaty są już za nim.

W 2019 roku Teller ożenił się ze swoją wieloletnią dziewczyną Keleigh Sperry, modelką i wspomnianą powyżej osobą odpowiedzialną za kupno ubikacji. W 2017 roku oświadczył się jej na safari w RPA, zostawiając na sawannie różę i liścik na drzewie. „W pierwszej chwili myślała, że to oznaczenie miejsca, w którym ktoś zginął lub coś w tym stylu – opowiada Teller. – A potem przeczytała liścik i znalazłem tę osobę. Czuję się prawdziwym szczęściarzem”.

Potem jego szczęśliwa passa wyczerpała się wraz z passą reszty świata. 2020 miał być jego przełomowym rokiem. „Top Gun: Maverick” zaplanowany był na letni przebój: z pilotami latającymi do góry nogami, dzikimi walkami powietrznymi myśliwców, sportową rywalizacją facetów bez koszulek na plaży i z odrzutowcami prującymi przez złote niebo. „Top Gun” to film bez wielkich wymagań – to serie wywiadów przepytujących o to, „jaki naprawdę jest Tom Cruise”, i bilety za 20 dolarów, by obejrzeć film w IMAX-ie.

Ale to było w świecie przed pandemią. Jak u wszystkich innych, kolejny duży krok Tellera został przełożony z powodu COVID-19. Może zamierzałeś rozpocząć nową pracę? Może zamierzałeś przeprowadzić się do nowego miasta? Może była dziewczyna, którą chciałeś zaprosić na pierwszą randkę? Lub może, tylko może, jesteś Milesem Tellerem i miałeś właśnie zagrać w filmie, który mógł przynieść miliardowy zysk z kas kin na całym świecie.

Teraz czekasz i próbujesz znaleźć w tym wszystkim odrobinę sensu. Premiera „Top Gun: Maverick” była dwukrotnie przekładana i ma się odbyć 2 lipca tego roku, co oznacza, że film zadebiutuje dwa lata po ukończeniu zdjęć. Teller jest jak pilot z „Top Gun”, który po długiej misji chciałby wylądować swoim samolotem. Ale sygnalista na pasie startowym daje znać chorągiewkami, że ma odlecieć. Tankuje więc i krąży dalej.

REKLAMA

Być jak Tom Cruise?

Teller dokłada starań, żeby przekonać mnie, że nie był torturowany za młodu i pochodzi z dobrej rodziny. Z południowego Jersey przeniósł się na środkową Florydę, gdzie ganiał ze swoimi dwiema siostrami na Halloween – wszyscy troje przebrani za ulubione postaci z „Saturday Night Live”. Po ukończeniu gimnazjum spędził sześć tygodni na intensywnym kursie aktorskim w Nowym Jorku i zapisał się na New York University.

REKLAMA

Gdy miał 20 lat, kolega stracił kontrolę nad kierownicą i przekoziołkowali samochodem osiem razy. Tellera odrzuciło na 12 metrów. „Ratownik powiedział mi, że ludzie w tego rodzaju wypadkach giną w 99,9% przypadków” – mówi. Przetrwał niekończące się operacje laserowe i reżyserów, którzy z powodu blizn widzieli w nim materiał na role niekoniecznie pierwszoplanowe. Teller nie podskakiwał. Przeszedł szkolenie strażackie przy okazji roli w „Tylko dla odważnych” (2017) i obóz dla rekrutów przy kręceniu „Chwały bohaterom” (2017).

„Nie sądzę, aby cokolwiek łączyło ludzi tak, jak zbiorowe cierpienie” – mówił Teller podczas naszej pierwszej rozmowy na Zoomie. Nauczyło go to wytrwałości i odporności – cnót, które przydały mu się, gdy mierzył się fizycznie i emocjonalnie z wyczerpującymi rolami. Ale nastąpił moment zawahania się, gdy przyszło do przygotowań do „Top Gun: Maverick”. Nie zastanawiał się, czy wziąć tę robotę, ale zadał sobie pytanie, czy chce być wielką gwiazdą. Oryginał z Tomem Cruisem z 1986 roku pozostaje największym filmem promocyjnym marynarki wojennej USA. Teller nie był pewien, czy bycie na świeczniku, pod ciągłą obserwacją, jest dla niego, i zdaje sobie sprawę z tego, że to może brzmieć dziwnie.

„Nie chcę być źle zrozumiany, ale była jakaś część mnie, która nie do końca wiedziała, czy chce być częścią czegoś, co może przynieść mi tyle rozgłosu i taki sukces – mówi. – Każdy inaczej postrzega sukces. Dla mnie niekoniecznie oznaczało to bycie składową najbardziej kasowego filmu”. Ale Thomas Cruise Mapother IV potrafi być przekonujący. Wysłał scenariusz „Top Gun” kurierem do Tellera, gdy on i Sperry spędzali wakacje na Kauai. Miała też miejsce tajna wycieczka na Florydę, gdzie Cruise (wcielający się w postać Mavericka w obu filmach) przekonał Tellera, że idealnie nadaje się do roli Roostera – syna zmarłego, nieodżałowanego Goose’a, drugiego pilota partnerującego Maverickowi z oryginalnego filmu.

Była też i inna motywacja. Teller wywodzi się z rodziny żołnierzy. Jego dziadek służył w piechocie morskiej, a wujek walczył w Wietnamie. „Pod koniec życia zachorował na stwardnienie rozsiane i był przekonany, że to pokuta za to, co tam robił” – mówi cicho Teller o swoim wuju. Wielu jego przyjaciół z dzieciństwa odbywało służbę, a jeden z nich został wysłany za granicę. Opierając się na rozmowach z nimi i doświadczeniu zdobytym podczas kręcenia filmu „Chwała bohaterom”, Teller nabrał przekonania, że Ameryka trwoni część tego, co mogłoby nas ze sobą łączyć.

Czas na zdjęcia

Teller rozpoczął intensywne przygotowania do filmu na siedem tygodni przed rozpoczęciem zdjęć. Trenował z trenerem Jasonem Walshem, dodając w tym czasie prawie 10 kilo mięśni do swojej blisko 82-kilogramowej sylwetki i wzroście 183 cm. Siedział z tyłu samolotu Cessna, podczas gdy pilot pozwolił silnikowi zgasnąć, a wszyscy w środku modlili się, żeby, do cholery, zdołał go włączyć z powrotem, nim wyżłobią krater na kalifornijskiej pustyni. Przetrwał „dunker” – komnatę tortur marynarki morskiej, w której jesteś przywiązany do krzesła, z zawiązanymi oczami, odwrócony do góry nogami i zmuszony do znalezienia wyjścia, zanim dopadnie cię panika i zaczniesz się topić. Bez problemu przeszedł ten test.

„Nigdy nie zwymiotowałem” – chwali się. Odkrył też przy okazji, że bycie pilotem marynarki wojennej w XXI wieku nie oznacza bycia podniebnym wojownikiem, a bardziej bycie kujonem, geniuszem awiacji. Samolot F/A-18 Super Hornet, pilotowany w „Top Gun”, jest skomputeryzowaną, latającą maszyną śmierci, a piloci muszą w równym stopniu pilnować komputerów wyznaczających tor ich własnego lotu, jak tor lotu pocisków. „Nie ma tu nic z brawury samców alfa” – zapewnia Teller.

Lubiana przez Tellera myśl Jerry’ego Garcii (lidera zespołu „Grateful Dead”) brzmi tak: „Nie chcesz być tylko uważany za najlepszego z najlepszych. Chcesz być uważany za jedynego, który robi to, co robi”. Pytam, dlaczego tak bardzo lubi to zdanie. Długo się zastanawia.

„Nie wiem. Po prostu myślę, że wielu aktorów i sposobów aktorskiej ekspresji bardzo się ujednolica. Trudno odstawać”. Waha się jeszcze przez chwilę. Teller był już wcześniej oskarżany o napady manii wielkości, więc starannie dobiera słowa. „W młodym wieku zostało mi zaszczepione przez moją mamę, żeby dobrze czuć się we własnej skórze i nie porównywać się z innymi”. Pozwala sobie na szeroki uśmiech. „I szczerze: kogo to obchodzi, co myślą o tobie inni ludzie?”.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA