Mężczyźni nie mają lekko

Tak, wiemy, na pewno są grupy bardziej poszkodowane przez los niż współcześni faceci. Ale to  nie znaczy, że mamy lekceważyć problem. Bo właśnie udawanie, że wszystko jest OK, rodzi znacznie poważniejsze problemy. Po prostu pogadajmy o tym, jak jest.

Mężczyźni, problemy psychiczne, zdrowie Getty Images
Czy współcześni mężczyźni mają obecnie pod górkę? Czy mają więcej lęków i problemów z samym sobą? Niewątpliwie coś jest na rzeczy – regularnie pojawiają się doniesienia w mediach o kryzysie męskości. Najbardziej znany psycholog współczesności, Philip G. Zimbardo, napisał niedawno głośną książkę „Gdzie ci mężczyźni?”, w której prezentuje portret współczesnego faceta w nieciekawych barwach. Najogólniej rzecz ujmując, chodzi o totalne zagubienie młodych ludzi, którego przyczyną jest głównie brak atrakcyjnych i społecznie akceptowalnych wzorców męskości.

REKLAMA

Skoro nikt nie czeka na wojowników i jedynych żywicieli rodzin, to kim mam zostać? Zimbardo pisze o tym, że typowym męskim sposobem ucieczki od problemów, dylematów i prawdziwego życia stały się gry wideo i pornografia, co jeszcze pogłębia ich wyalienowanie.

Dominujący przekaz medialny też nie rozpieszcza facetów. Wpiszcie sobie w wyszukiwarkę frazę „współcześni mężczyźni” i zobaczcie, co wam wyskoczy – drugi wynik to „Dlaczego współcześni mężczyźni to ofermy”, a trzeci – „Jacy są współcześni mężczyźni? Nie wszyscy są źli...”.

No super, że nie wszyscy. Kolejne: „Współcześni mężczyźni nie nadają się na mężów” i jeszcze jeden: „Tchórze i egoiści, którzy dostali wszystko pod ryj”. Z jednej strony mężczyzna jest okładany po głowie symboliczną pałką za przynależność do tej opresyjnej połowy ludzkości, a z drugiej raczej nikt go nie głaszcze po głowie za okazywanie słabości.

A przecież mężczyźni bywają bezradni, miewają depresje, popełniają samobójstwa. Według danych Krajowej Komendy Policji stanowią aż 86% samobójców w Polsce. I wiecie co? Pandemia tylko wyolbrzymia wszystkie problemy.

REKLAMA

REKLAMA

Szukanie pomocy

Czy mężczyźni w dzisiejszych czasach już odważają się na korzystanie z pomocy psychologicznej?

REKLAMA

„Obserwując moją praktykę zawodową, zauważam, że w ostatnich latach ilość mężczyzn zgłaszających się na terapię systematycznie się zwiększa. Dziś około 40% moich pacjentów to mężczyźni” – mówi Michał Grasza, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny, prowadzący prywatną praktykę we Wrocławiu.

Jego zdaniem współczesny mężczyzna zgłaszający się na terapię to zwykle człowiek przepełniony lękiem o to, że nie okaże się wystarczająco dobry, aby otrzymać od świata miłość, akceptację i wsparcie. To ofiara modelu wychowania, w którym punktuje się błędy, niepowodzenia i porażki, a nie zauważa się postępów, rozwoju i osobistych sukcesów, modelu, w którym osiąganie najwyższych wyników jest standardem. Domów, w których nie rozmawia się o emocjach, a za ich doświadczanie czeka kara w postaci krzyku lub drwiny. To dziecko świata przepełnionego czarno-białym postrzeganiem, w którym albo jesteś najlepszy, albo bezwartościowy, oraz rodziców, którzy wyznają zasadę, że „chwalenie dziecka spowoduje, że spocznie ono na laurach” albo że „przestanie od siebie wymagać”.

Mężczyźni po takich doświadczeniach są przekonani, że na miłość muszą sobie zasłużyć, będąc bezbłędnymi, najlepszymi i niezawodnymi. Wierzą, że muszą być zawsze silni i radzić sobie z każdą trudnością. Nie radzą sobie z własnymi emocjami, nie pozwalają sobie na odczuwanie lęku, smutku i bezradności. Mają nieludzkie oczekiwania wobec siebie, które nieuchronnie prowadzą do kryzysu, zaburzeń lękowych i depresji. Okazuje się bowiem, że wysiłek, który wkładają w życie oprócz chwilowego poczucia bycia w porządku, pozostawia pustkę, brak satysfakcji, zmęczenie i perspektywę kolejnego dnia, w którym wczorajsze osiągnięcia już nie mają znaczenia, a walka o bycie najlepszym zaczyna się od początku.

Wpadają w błędne koło, ukrywając swoje uczucia i problemy  z lęku przed odrzuceniem, przez co nie mogą otrzymać pomocy,  a ich potrzeby emocjonalne nie mogą zostać zaspokojone.

REKLAMA

Gdzie jest to fajne życie?

Zaczynamy dostrzegać, że udane życie nie każdemu chcącemu przypada w udziale.

REKLAMA

Wiadomo już teraz, że millenialsi to będzie pierwsze od 70 lat pokolenie, które będzie żyło gorzej niż ich rodzice (patrząc globalnie). Już zbankrutowały hasła typu „chcieć to móc” i to całe radosne coachowanie. Coraz więcej młodych ludzi może liczyć tylko na słabo opłacaną pracę o wiele poniżej ich kwalifikacji. Jak sobie z tym radzić?

„Pułapka polega na przekonaniu, że jeśli osiągnięcie czegoś jest możliwe, to trzeba to zrobić, bo jeśli nam się nie uda, to będzie oznaczało, że jesteśmy gorsi lub słabsi od innych. Możliwość nie oznacza jednak konieczności” – mówi Michał Grasza.

Psychoterapeuta wyjaśnia, że zanim ślepo ruszymy za hasłem „chcieć to móc”, warto wcześniej odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tak naprawdę chcę – a więc nazwać swoje potrzeby, zrozumieć je i sprawdzić, czy sposób, w jaki żyjemy, przybliża nas do ich zaspokojenia. Często w trakcie psychoterapii okazuje się, że to, do czego tak zaciekle dążymy, to ciągła próba zaspokojenia potrzeb nie swoich, a cudzych, np. rodziców lub partnera.

Warto pamiętać, że psychoterapia oprócz podstawowego zadania, jakim jest leczenie zdrowia psychicznego, oferuje również możliwość zrozumienia, dlaczego w pewien charakterystyczny dla nas sposób zachowujemy się, myślimy i odczuwamy, jak te elementy wpływają na budowanie przez nas satysfakcjonującego życia, czy nasz sposób funkcjonowania przypadkiem nie oddala nas od tego, czego pragniemy. Dzięki temu możemy nauczyć się dużo bardziej świadomie sterować własnym życiem, a więc rozumieć własne potrzeby, cele, pragnienia i podejmować działania, które pomogą nam je realizować.

Nieudane życie to takie, w którym z powodu ilości obowiązków, pracy, realizacji kolejnych celów brakuje czasu na życie właśnie. Paradoksalnie, często bywa tak, że działania, które podejmujemy, aby nasze życie było udane, skutkują brakiem satysfakcji z życia. Najpierw spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, jaka emocjonalna potrzeba stoi za przymusem osiągnięcia sukcesu – może się okazać np., że musimy coś osiągnąć, aby móc poczuć się jak ktoś wartościowy, zasłużyć na czyjąś miłość lub uznanie albo pokazać komuś swoją wartość.

To skutkuje brakiem elastycznego podejścia do zmieniającej się rzeczywistości – na przykład niechęć do zmiany zawodu, gdy aktualne kompetencje nie pozwalają na godne wynagrodzenie, siłowe utrzymywanie poziomu życia, na który aktualnie nas nie stać, czy brak gotowości do odejścia z pracy, w której jesteśmy wykorzystywani. A to wszystko często z lęku przed tym, co pomyślą o nas inni.

„Moi pacjenci to często osoby, które nałożyły na siebie ogromne wymagania, dyscyplinę i wysokie cele, aby poczuć się dobrze, jednak często nie są w stanie temu sprostać i ich samopoczucie oraz samoocena jeszcze bardziej się obniżają. Terapeuta pracujący w moim nurcie raczej pokieruje pacjenta w taką stronę, aby czuł się dobrze bez konieczności bycia kimś ważnym, idealnym lub znanym. W terapii bardziej zrzucamy ciężary, niż je dokładamy. Jeśli pacjent czuje, że bez osiągnięcia tzw. sukcesu nie może  być szczęśliwy, to jest to obszar, któremu warto się przyjrzeć” – mówi Michał Grasza.

Samotność

To jest kolejny trend światowy i kolejny lęk, którego doświadcza mnóstwo młodych facetów: „A co będzie, jeśli nie znajdę odpowiedniej partnerki?”.

Patrząc na sytuację w najbardziej rozwiniętych krajach świata, można przypuszczać, że około 30% młodych ludzi w niedługim czasie będzie zmuszona wieść samotne życie. Twierdzi się, że młodzi są coraz bardziej egoistyczni, niezdolni do kompromisów, a kobiety są samodzielne i niezależne, i nie mają ochoty godzić się na życie z nieudacznikiem. Taki w każdym razie jest dominujący przekaz medialny. Mamy problem z dogadaniem się, a jeszcze do tego często inaczej widzimy świat, o czym świadczy nasz polski (a może nie tylko nasz) rozziew światopoglądowy. Badania wskazują, że mężczyźni w wieku 18-30 lat chętniej głosują na Konfederację, a kobiety na partie lewicowe. I jak tu ze sobą rozmawiać? I łączyć w pary? A potem  żyć razem długo i szczęśliwie.

 „Z moich obserwacji wynika, że duża część relacji budowana jest na siłę, w myśl zasady, że istotniejsze jest bycie w związku niż jego jakość. Stało się to kulturowym obowiązkiem, którego niespełnienie z automatu budzi pytanie: »Co jest ze mną nie tak?«. A przecież związek to jedna z wielu życiowych opcji, która oprócz korzyści niesie ze sobą także wiele kosztów, których możemy nie chcieć ponosić. Warto zatem zadać sobie pytanie, dlaczego tego szukam, czy tego chcę, czy może uważam że powinienem z kimś być, aby nie czuć się gorszy” – mówi Michał Grasza.

Psychoterapeuta przypomina, że największą szansę na zbudowanie zdrowej relacji mają ludzie, którzy rozumieją siebie, swoje preferencje, jeśli chodzi o wybór partnera, znają swoje potrzeby oraz potrafią je wyrażać. Mają przepracowane trudne doświadczenia z przeszłości, są świadomi swoich negatywnych reakcji i potrafią je kontrolować – słowem osoby, które wcześniej zadbały o swoje zdrowie psychiczne. Inaczej wchodzą w kolejne nieudane relacje, w których powtarzają się te same dramaty, a to rodzi frustrację.

„Musimy zrozumieć, że związek to nie jest coś, co przynosi szczęście tylko dlatego, że jesteśmy z kimś,. To nie jest cudowna maszynka do naprawy życia. Jeśli ktoś już wcześniej był nieszczęśliwy, samotny i pozbawiony poczucia wartości, to zabierze to wszystko ze sobą do następnej relacji”. To samo nie zniknie, a – co gorsza – może pojawić się oczekiwanie, że to partnerka wypełni te nasze braki, które nas unieszczęśliwiają. Ale druga osoba za nas niczego nie załatwi, to praca, którą sami musimy wykonać. Kiedy widzimy, że nasze kolejne związki, mimo fantastycznych początków, kończą tak samo źle, warto się zatrzymać i nie pchać się w kolejny z myślą, że „teraz na pewno będzie inaczej”.

Nie będzie, bo zadziałają te same schematy. Trzeba zrobić krok w tył, przyjrzeć się sobie w czasie psychoterapii i dopiero później, wykorzystując zdobytą wiedzę o samym sobie, próbować układać sobie życie z drugą osobą.

REKLAMA

REKLAMA

Pandemia

Ostatni rok może pogłębić wszystkie problemy, z jakimi się zmagamy.

REKLAMA

Zarówno codzienne doświadczenie, jak i badania wskazują, że kobiety lepiej radzą sobie z podtrzymywaniem relacji społecznych. W sytuacji przymusowej izolacji, pracy online, braku imprez itp. mężczyźni mogą silniej odczuć negatywne skutki samotności. Ale jeszcze nie mamy badań potwierdzających tę zależność, bo tak naprawdę dopiero zaczynamy dostrzegać prawdziwy wpływ COVID-19 na nasze samopoczucie psychiczne zarówno w przypadku osób, które już cierpiały na jakieś zaburzenia, jak i u tych, które dotąd czuły się dobrze.

Osoby z poważnymi problemami psychicznymi, z których wielu znajdowało się w trakcie leczenia, znalazły się w stanie zagubienia. Terapia została przerwana, a wizyty odwołane. Stanu tego na pewno nie poprawia sytuacja, w jakiej znalazła się polska psychiatria. Ale kiedy priorytetem jest COVID-19, to potrzeby psychologiczne wydają się drugoplanowe. W sytuacji ograniczonego dostępu do usług ludzie po prostu musieli radzić sobie sami najlepiej, jak potrafili.

Niestety, pojawiły się uzasadnione obawy, że pandemia może wywołać wzrost takich zjawisk, jak rozwody, nadużywanie alkoholu, przemoc domowa i bezrobocie, które, jak wiadomo, stanowią zapalnik problemów ze zdrowiem psychicznym. Badania, w których śledzono zjawiska pojawiające się w poprzednich pandemiach, wykazały, że osoby, które doświadczyły izolacji lub kwarantanny, pięć razy częściej potrzebowały później jakiejś formy opieki psychologicznej.

W Polsce tylko w I połowie 2020 roku liczba zwolnień lekarskich związanych z depresją wzrosła o 72%.Jednak nie tylko o sam lockdown chodzi. Jest jeszcze coś, co ma wpływ na zdrowie psychiczne i nikt tego nie przewidział: sam wirus. Lekarze obserwują obecnie wzrost problemów psychicznych wśród osób, które przechodzą bądź przeszły zakażenie. Duszności spowodowały u wielu osób ataki paniki lub paraliżującego lęku, które utrzymują się długo po ustąpieniu pierwszych objawów COVID-19.

Obserwuje się również wzrost wskaźników depresji u osób zakażonych. Może to być związane z wyżej opisanym lękiem, ale może być również bezpośrednio związane z wirusem. Mamy coraz więcej dowodów na to, że w niektórych przypadkach depresja ma związek ze stanem zapalnym. Badania wykazały, że markery stanu zapalnego – substancje chemiczne, które można wykryć we krwi – są ściśle powiązane z depresją. Inne badania wykazały istnienie stanu zapalnego w pośmiertnych próbkach mózgu osób z depresją.

Obecnie wiemy już ponad wszelką wątpliwość, że COVID ma bezpośredni wpływ na mózg. Jednym z głównych objawów jest utrata węchu i smaku. Dzieje się tak, ponieważ zakażenie wpływa na nerw czaszkowy, który znajduje się w górnej części nosa i jest bezpośrednim przedłużeniem tkanki mózgowej. Neurolodzy zaczęli spekulować, że COVID-19 może atakować mózg, wywołując reakcję zapalną i wyzwalając specyficzne objawy, w tym problemy ze zdrowiem psychicznym, takie jak depresja.

Ponieważ ten wirus jest relatywnie nowy, nie mamy pojęcia o jego długotrwałym wpływie na organizm, ani o tym, dlaczego wydaje się mieć tak radykalnie różne skutki dla różnych ludzi. Jeśli wirus rzeczywiście stanie się czymś, z czym musimy żyć na dłuższą metę, ta manifestacja choroby będzie stanowić wyzwanie dla lekarzy i psychoterapeutów. Dlatego tym bardziej uważajmy na siebie.

Zobacz również:
Seria 10 krokodylków, spalenie 10 kcal na ergometrze i 50 podskoków na skakance. To jeden obwód, a Twoim celem jest wykonanie siedmiu. Ćwicz w systemie EMOM, czyli na każdą serię przeznacz maksymalnie minutę. Jeśli wyrobiłeś się wcześniej, dokładnie tyle czasu zostało Ci na odpoczynek przed następną serią. Proste?  
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA