[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.6

Mężczyzna pod presją męskości

Wychowanie i stereotypy na temat męskości sprawiają, że mężczyźni są gorzej przygotowani do radzenia sobie z porażkami. Zobaczcie, jak nasze zafiksowanie na sile paradoksalnie nas osłabia.

Wszystko zaczyna się od proszenia o pomoc. Bo właściwie dlaczego tego nie robimy? To przecież takie proste: otwierasz usta i mówisz do kogoś: „czy mógłbyś mi pomóc?”. Tak po prostu. Oto kilka możliwych przyczyn, dla których nie chcemy prosić nikogo o pomoc:

  • ludzie mogą się z nas śmiać,
  • mogą nas źle ocenić,
  • nie chcemy okazywać słabości,
  • uważamy, że „nie jest ze mną tak źle”,
  • nie chcemy zawracać ludziom głowy,
  • chcemy chronić bliskich, nie martwić ich,
  • nie chcemy się przyznać nawet sami przed sobą, że mamy problem,
  • w ogóle nie dostrzegamy problemu.

Widzicie? Jednak proszenie o pomoc nie jest takie proste. Samo przyznanie się do tego, że potrzebujesz czegoś od innych, wywołuje uczucie wstydu. Powiedzenie głośno o problemie jest odsłonięciem się wobec świata, pokazaniem miękkiego podbrzusza. Więc wstyd zamyka nam usta. To on stoi za większością powyższych powodów unikania proszenia o pomoc.

Mężczyźni nie rozmawiają o emocjach

Jestem nietypowym mężczyzną, bo rozmawiam o emocjach. Często tych, które trudno kontrolować. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób uważa, że uczucia to nie jest męska sprawa. Ale uczucia nie są ani męskie, ani kobiece. Są po prostu ludzkie. Nie obchodzi mnie specjalnie to, czy jestem „prawdziwym mężczyzną” albo czy posiadam takie „męskie” przymioty, jak siła, pewność siebie, kontrola, a zwłaszcza kontrola emocji. Zdaję sobie sprawę, że wszystkie emocje, jakie kiedykolwiek odczuwałem, były też udziałem większości ludzi – zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Nie jest tak, że problemy psychiczne to tylko męski problem.

Przeczytaj też: Skuteczne sposoby na kryzys wieku średniego

W dzisiejszych czasach więcej kobiet niż mężczyzn dostaje diagnozę: depresja albo zaburzenia lękowe. Kobiety w wieku 16-24 lat trzy razy częściej niż ich męscy rówieśnicy mają problemy natury psychicznej. Częściej występują wśród nich samookaleczenia, choroba dwubiegunowa czy syndrom stresu pourazowego. Jednakże, mimo że myśli samobójcze również częściej nawiedzają kobiety, to wśród mężczyzn jest więcej przypadków samobójstw.

Luke Sullivan jest psychologiem pracującym w ośrodku interwencji kryzysowej w południowym Londynie i często ma do czynienia z samobójstwami. Oprócz tego prowadzi organizację non-profit pod nazwą Men’s Minds Matter (Męskie umysły się liczą), która zajmuje się propagowaniem wiedzy na temat męskiej psychologii i tendencji samobójczych. Kiedy odwiedziłem go w jego punkcie przyjęć w Peckham, jedną z pierwszych kwestii, jakie poruszyliśmy, był właśnie ten męski problem z uświadomieniem sobie, że jest jakiś problem.

Sullivan opowiadał, że często spotyka osoby w bardzo trudnych psychologicznie sytuacjach, takich jak poważne problemy w pracy, choroby czy konflikty rodzinne, które piętrzą się aż do momentu, w którym dosłownie przygniatają daną osobę. Rezultatem jest kryzys, w którym samobójstwo wydaje się kuszącą opcją. „Widzę, jak to przebiega – mówi. – I nie ma znaczenia, czy masz depresję czy nie. Jeżeli przez dłuższy czas znajdujesz się w sytuacji emocjonalnego stresu, który staje się nie do zniesienia, zrobisz wszystko, aby od tego uciec. Możesz tego stanu doświadczyć nagle, w momencie spiętrzenia różnych trudnych okoliczności. A często kryzys nadciąga powoli, niezauważalnie; po prostu stopniowo pogarsza ci się nastrój, aż dochodzisz do ściany”.

Sullivan zwraca uwagę, że mężczyźni mają tendencję do ignorowania sygnałów ostrzegawczych, a kiedy w końcu sytuacja staje się nie do zniesienia, to kryzys często ma przebieg dramatyczny. „Przede wszystkim musisz sobie uświadomić, że masz problem, a im dłużej zajmuję się tym tematem, tym bardziej staje się dla mnie jasne, że mnóstwo mężczyzn nie ma pojęcia, że coś dzieje się z nimi nie tak”. Mężczyźni mają trudności z wchodzeniem w swój świat wewnętrzny i nazywaniem tego, co czują. Po prostu czują się coraz gorzej i gorzej, aż w końcu ta ciemność, która pochłania ich od środka, może ich zabić.

 

REKLAMA

REKLAMA

Samobójstwa mężczyzn

Sullivan powiedział mi, że kryzysy, będące rezultatem nawarstwiających się problemów, są częstszym czynnikiem w etiologii samobójstw niż choroby psychiczne. 72% samobójców nigdy wcześniej nie korzystało z pomocy psychiatrycznej czy psychologicznej. „Tu nie chodzi o chorobę psychiczną, tylko o problemy życiowe. Dzieje się to wtedy, kiedy człowiek staje przed trudnościami, z którymi z braku odpowiednich narzędzi psychologicznych nie potrafi sobie poradzić”.

To wszystko sprawiło, że zacząłem wspominać własne życie w czasach, które poprzedzały mój własny kryzys. „Ciężki epizod depresyjny” – taka diagnoza widniała na mojej karcie medycznej. Pamiętam silny niepokój czy lęk, który związany był z depresją. Pamiętam też swoje przeświadczenie, że wszystko, co mogę zrobić, to mozolnie walczyć z trudnościami życiowymi: pracą, której nie mogłem już znieść, z chorobą (mononukleozą), z trudną relacją osobistą i ogromem trudnych pytań, na które nie znajdowałem odpowiedzi.

Sprawdź też: Jazda szybkim samochodem podnosi poziom testosteronu

Wtedy nagle pojawiła się w mojej głowie idea samobójstwa, myśli o sposobach pozbawienia siebie życia i przeświadczenie o tym, że śmierć jest oczywistym rozwiązaniem wszystkich moich problemów, które w tamtym momencie wydawały się nie do zniesienia. To był klasyczny kryzys. Rozmawialiśmy z Sullivanem przez półtorej godziny, drążąc głęboko ten problem, posiłkując się jego wiedzą kliniczną i moimi osobistymi doświadczeniami. Rozmawialiśmy też o tym, w jaki sposób socjalizacja mężczyzn może przyczynić się do ich autodestrukcyjnych myśli i działań.

W swojej publikacji Sullivan wymienił podstawowy zestaw norm i wartości, które definiują męskość. Wiele z nich jest związanych z siłą, jak „wojownik i zwycięzca”, „żywiciel i obrońca” lub z kontrolą. Idea siły w koncepcji męskości jest stara jak świat, ale leży u podłoża mnóstwa problemów. Sullivan zwraca uwagę na to, że mężczyźni w porównaniu z kobietami mają gorsze wyniki badań lekarskich, żyją krócej, więcej chorują i częściej doświadczają urazów.

Jest coś takiego w mężczyznach, co sprawia, że są bardziej podatni na rozmaite zagrożenia. Zanim Sullivan w 2014 roku założył Men’s Minds Matter, uderzyło go, jak niewiele uwagi poświęcano do tej pory tym zagadnieniom. „To tak jakby ignorować kwestię chorób serca – powiedział. – Wgląd w męską psychikę, emocjonalność i umiejętności społeczne to kluczowa sprawa. Kiedy prześledzimy drogę rozwoju młodego mężczyzny od dzieciństwa do dorosłości, to widzimy, że na ogół brakującymi elementami są rozwój emocjonalny, samoświadomość i umiejętność opisywania tych zjawisk. Jak zacząć o tym rozmawiać, jeśli nie postrzegamy tego jako nasz kapitał? Stąd się bierze powszechne męskie przekonanie, że pokazywanie emocji jest słabością, a mężczyzna powinien być tak opanowany, jak to tylko możliwe? To szaleństwo”.

Innym przykładem „szaleństwa” jest niechęć do proszenia o pomoc w obawie, że traci się przy tym „twarz”. „Szukanie pomocy jest przeciwieństwem męskości – mówi Sullivan. – Jak masz okazać, że masz jakieś słabości, skoro pokazywanie tego czyni cię jeszcze słabszym?”.

Męskość i siła

W swojej wydanej w 1990 roku książce „Mit urody” Naomi Wolf pisze, że życie kobiet jest poddane presji bycia piękną, tak jakby cała ich wartość sprowadzała się do kwestii wyglądu zgodnego z aktualnie obowiązującymi normami. Kiedy piękno jest walutą zarządzaną przez mężczyzn, staje się narzędziem represji i kontrolowania kobiet. Szczególnie jeśli kobiety przyjęły tę koncepcję za swoją i nieświadomie kolaborują ze stroną opresyjną.

 

REKLAMA

Trzy dekady później te same argumenty można zastosować wobec męskości i siły. Siła jest wyznacznikiem męskiego potencjału na seksualnym rynku, jego statusu społecznego, wartości na rynku pracy czy (co jest najbardziej niebezpieczne) jego stosunku do samego siebie. Żyjąc ze świadomością „Mitu siły” mężczyzna, który czuje się słaby – czy to fizycznie, psychicznie czy intelektualnie – automatycznie odczuwa rodzaj wstydu. I często ten wstyd jest tak trudny do zniesienia, że pozostaje mu tylko jedno: ukryć go.

Nie tak dawno temu wybrałem się ze znajomymi na zimową wycieczkę do South Downs (park narodowy znajdujący się w południowo-wschodniej Anglii). Poranek był przeraźliwie zimny i po kilku godzinach spaceru ktoś z grupy zaczął narzekać, że marzną mu ręce, bo nie zabrał rękawiczek. Ja na szczęście miałem drugą parę i zaoferowałem mu ją. „Nie, dzięki, wszystko w porządku” – powiedział, odrzucając moją ofertę. Wcisnął ręce do kieszeni i dalej brnął w śniegu w stronę horyzontu.

Uderzyła mnie dziwność jego zachowania, ale nie zapytałem, dlaczego właściwie nie chce rękawiczek, skoro mu zimno. Nie chciałem wprawiać go w zakłopotanie. Ale z drugiej strony zaraz przypomniały mi się sytuacje, w których sam zachowywałem się w podobny sposób: udawałem, że nie potrzebuję niczego od nikogo, ukrywając się za maską obojętności czy żartu. A to wszystko doprowadziło mnie do największego kryzysu w moim życiu, kiedy już naprawdę potrzebowałem pomocy.

Oto niektóre z rzeczy, których możesz potrzebować, ale boisz się o nie poprosić:

  • przytulenie,
  • porada w związku z decyzją, którą właśnie musisz podjąć,
  • pieniądze na ważny cel,
  • przyjazna przestrzeń, abyś mógł szczerze powiedzieć, że sobie nie radzisz, boisz się albo masz depresję,
  • przerwa w pracy, abyś mógł się uporać ze swoimi sprawami,
  • czyjaś gotowość, aby Cię wysłuchać,
  • możliwość wypowiedzenia dręczących myśli, pragnień czy sekretów,
  • spędzenia czasu z ludźmi, których znasz od wieków, przy których nie musisz nic udawać i tłumaczyć niczego,
  • lekarza, który z powagą podejdzie do Twoich problemów i znajdzie dla Ciebie odpowiednie lekarstwo albo terapię.

Nie chcę powiedzieć, że mój przyjaciel ze zmarzniętymi rękami jest jakimś typowym macho czy coś w tym stylu. Nie. To ciepły, miły, przyjazny człowiek. Ale ta historyjka dokładnie obrazuje nasz problem ze wstydem i proszeniem o pomoc. Nasze wewnętrzne przekonanie, że mężczyzna właśnie taki powinien być, że tego się od niego oczekuje.

 

REKLAMA

REKLAMA

Presja bycia „cool”

Pracując w mediach, byłem częścią tego systemu. Jako dwudziestoparolatek pracowałem jako dziennikarz w muzycznych i modowych magazynach. W tytułach skoncentrowanych na tym, co jest „cool” w danym momencie. Bycie „cool” to bardzo wartościujące określenie, chociaż trudne do zdefiniowania, dzielące ludzi na tych, którzy są „cool”, i całą gorszą resztę. Spędziłem wielki kawał życia, usiłując być „cool”, chodząc na „cool” imprezy, robiąc wywiady z zespołami, które były „cool” oraz nosząc „cool” ciuchy. Osiągnąłem w tym, zapewne, swego rodzaju mistrzostwo.

Po trzydziestce rozpocząłem współpracę z prestiżowym magazynem dla mężczyzn. Oprócz ekskluzywnych wywiadów z celebrytami i sesji mody, magazyn proponował pewien styl życia w pakiecie z poradami, jak zostać facetem sukcesu: jak poderwać kobietę, jak awansować w pracy, jak dobrać garnitur czy wiązać stylowy krawat. Zasady, które miały w założeniu pomagać, nawigować przez życie, akurat wtedy wywoływały u mnie pewnego rodzaju napięcie.

Gdy pisałem: bądź jak James Bond, szalej sportowymi samochodami, pokonuj rywali, sypiaj z supermodelkami albo – mówiąc inaczej – pozwól, aby pieniądze, siła i seks zdominowały Twoje życie, byłem akurat w momencie, w którym nie czułem się ani trochę jak James Bond (byłem singlem, freelancerem i wynajmowałem mieszkanie). Czułem, że jestem odwrotnością wartości lansowanych w moim magazynie i zastanawiałem się, jak mam dosięgnąć tej wysoko postawionej poprzeczki. Proszenie o pomoc czy radę wydawało mi się wówczas, powiedzmy, mało męskie. Tak właśnie „Mit siły” funkcjonował w moim świecie. Dopiero po czasie zrozumiałem, że problem nie leżał w poradach, których wraz z ekspertami udzielałem czytelnikom, tylko w moim sposobie ich postrzegania.

W ciągu ostatnich 20 lat bardzo zmieniała się definicja tego, co to znaczy być mężczyzną. Zmieniała się w mediach, na uniwersytetach, w pubach. W ostatnich latach dyskusja nad tym zyskała nowy wymiar wraz z pojawieniem się takich sformułowań, jak „toksyczna męskość”, ruchem #metoo czy powszechną krytyką patriarchatu. Niestety, ta debata nie ułatwia odpowiedzi na pytanie o psychologię męskości, tylko powiększa bagaż wstydu, który obciąża większość mężczyzn. A my przecież wciąż szukamy nowej definicji męskości – nowego modelu mężczyzny, który jest mniej macho, bardziej otwarty, mniej przywiązany do tradycyjnych kodów, empatyczny, świadomy, tolerancyjny.

Mężczyźni są zdezorientowani. Ten solidny gmach surowej męskości okazał się kruchy, mało odporny na presję. Poczucie, że nie wiem, co robić, nie wiem, jaki mam być, którego doświadczałem w wieku lat 17, wróciło do mnie z całą siłą w wieku 42 lat, kiedy to – zmagając się ze stresującą pracą, mononukleozą, trudnym związkiem, szukając odpowiedzi na zasadnicze życiowe kwestie – zsuwałem się powoli w stronę przepaści. Nie wiedziałem, co robić. Nie wiedziałem już, jak być sobą. Powinienem być silny i radzić sobie z życiem, ale czułem się słaby i zagubiony. Przyznanie się do tego sprawiłoby, że stałbym się jeszcze słabszy. Dlatego milczałem i walczyłem.

Ani playboy, ani metroseksualny

„Wiedzieć, co robić” jest wyrazem siły – przez wieki kardynalnej zasady męskości. Mężczyźni powinni wiedzieć, co robić, bo tego się od nich oczekuje, nieprawdaż? Myślę, że depresja dotyka mężczyzn w szczególnie okrutny sposób, ponieważ uderza dokładnie w ten czuły punkt, podmywając fundamenty siły i mocy, aż w końcu gmach się rozpada. Wydaje się, że najbardziej dramatyczny w tym wszystkim jest moment, w którym ta słabość męskości spotyka się z chorobą psychiczną.

Obecnie jestem doskonale świadomy, że żaden ze mnie James Bond czy samiec alfa. Nie jestem też playboy’em ani nie jestem metroseksualny. Nie mieszczę się w żadnej takiej szufladzie męskości. Nie jestem nawet pewien, czy tzw. męskość istnieje gdzieś w realnym świecie, poza uniwersyteckimi dyskursami. Po świecie chodzą miliony mężczyzn – każdy z nich obdarzony jest jakąś indywidualną konfiguracją cech, a ja jestem jednym z nich. Ale teraz, kiedy potrzebuję rady czy pomocy, już wiem, jak o nią poprosić. Bo wszystko się właśnie od tego zaczyna.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij