Media społecznościowe – współczesna cenzura? [Felieton]

Hakerzy kradną hasła, loginy i nasze pieniądze, ale „społecznościówki” kradną nam życie. Sam zdecyduj, co jest gorsze.

social media, media społecznościowe shutterstock.com
Czy cyberwojny są przyszłością świata i tak już będą wyglądać czekające nas konflikty? Nie sądzę. Ta przedszkolna wersja świata, w której, jak w szachach, przeciwnik poddaje partię, gdy ten drugi zdobywa w niej zbyt dużą przewagę, jest mrzonką. W takim świecie nie ma krwi i bólu, nie ma cierpienia, a tylko niedogodności, ba, nie ma też śmierci – może z wyjątkiem kilku pechowych zawałowców, którzy nie dojadą do czasowo  (bo przecież zaraz dogadamy się z agresorem, prawda?) zamkniętych szpitali.

REKLAMA

ZOBACZ: Konserwatyści vs liberałowie - czy świat oszalał?

Uważam, że panowanie nad cyberprzestrzenią będzie tylko jednym z wykorzystywanych narzędzi, podobnych do tych wcześniejszych – jak pociski V1 i V2 czy bomba atomowa. Będzie się używać informatyków do paraliżowania systemów w państwie przeciwnika, blokowania gospodarki, odcinania od zasobów bankowych, elektryczności lub wody itd., ale istota wojny pozostanie taka sama, jak dotychczas.

A w niej zawsze chodziło o zniewolenie i wymordowanie wroga, zgwałcenie jego żon i córek, kradzież majątków, obrabowanie muzeów z dzieł sztuki i inne rozrywki, zarezerwowane dla najeźdźców.

W tym wszystkim będą mieli swój udział hakerzy, których przedstawia się nam zazwyczaj w filmach jako trochę niedopasowanych, ale dość sympatycznych, ekscentrycznych nerdów. Tymczasem jest to cały przemysł informatycznych cwaniaków, pracujący na trzy zmiany i suto opłacanych. Niestety, tych hakerów, którzy żonglują naszą wolnością, dzieli tylko cienka linia od mediów społecznościowych, które nam tę wolność reglamentują.

Coraz mocniejsze cenzorskie zapędy Facebooka i Marka Zuckerberga wkurzyły nawet, znanego z lewicowych poglądów, Rogera Watersa, lidera kapeli Pink Floyd i autora niezapomnianego numeru „Another Brick In The Wall”: „Jakim cudem ten nędzny dupek, który zaczął od »Ta laska jest ładna, dajmy jej 4 na 5«, »Ta laska jest brzydka, dajmy jej 1 na 5«, jakim, ku**a, cudem ma on kontrolę nad czymkolwiek? A jednak jest on jednym z najbardziej wpływowych idiotów na świecie”. Panie Waters, może takim cudem, że ludzie wzięli na serio legendarny refren z pańskiej, naprawdę świetnej, piosenki: „We don’t need no education”?

Świat, w którym wiedzę o nim czerpie się nie z książek, a z papierowo-telewizyjno-internetowej papki, musi tak wyglądać i mieć takich właśnie duchowych przywódców, jak gość z komputerowym programem do oceniania biustów i tyłków dziewczyn. Taka jest nieuchronna kolej rzeczy, że gorszy pieniądz wypiera lepszy i zamiast się dziwić, trzeba reagować.

Mój plan na początek jest taki, żeby pan Waters napisał kolejny hit na miarę swojego talentu, ale tym razem z refrenem: „We need education now!”. Zrobi się z niego oficjalny hymn Międzynarodówki Ludzi Mądrych i Wkurzonych (w skrócie MLMiW), której wprawdzie jeszcze nie ma, ale, jestem pewien, na pewno powstanie.

Zobacz również:
Od 6 do 13 czerwca w Stanach Zjednoczonych trwała ciekawa kampania o nazwie "7 to Strong", która miała na celu uzmysłowić mężczyznom, że nawet krótki trening jest w stanie sporo zdziałać w kontekście ich zdrowia i formy. 
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA