Mateusz Damięcki w Furiozie – totalna metamorfoza aktora

Pojedynki na pięści i twardy świat  kiboli. To najnowsza kreacja aktorska Mateusza Damięckiego, który biorąc rolę w „Furiozie”, chciał coś udowodnić sobie i światu. Zobaczmy, czy mu się to udało.

Mateusz Damięcki, Furioza Motor Presse Polska/Kamil Majdański
Dużo energii i widoczna na twarzy determinacja. To pierwsze wrażenie, jakie zrobił facet, który ściskając mi dłoń, przedstawił się jako Mateusz Damięcki podczas sesji zdjęciowej do tego materiału. Chyba oczekiwałem kogoś innego, kogoś bardziej w typie kinowego amanta, czarusia. Bez tej ostrości w spojrzeniu. Ale ostrość była i nie może to dziwić, bo aktor właśnie skończył pracę przy swoim nowym filmie w reżyserii Cypriana Olenckiego pt. „Furioza”, który osadzony jest w tajemniczym światku polskich kiboli. Sam Damięcki wciela się w postać „Goldena” – gościa, naprzeciwko którego  nie chcielibyście  stanąć podczas  barowej zwady.  

REKLAMA

„»Golden« to zagorzały kibic, członek tytułowego, elitarnego klubu kiboli »Furioza«, dla którego najważniejsza jest przyjaźń, barwy klubowe, bracia po szalu i walka. Jego hierarchia jest jasna: klub ponad wszystko” – opowiada aktor. Premiera filmu przewidziana jest na  31 lipca 2020 roku. Obraz zapewne wywoła w polskim społeczeństwie sporo poruszenia – jak wszystko, co dotyczy kiboli. Jedni ich nienawidzą, inni patrzą przychylnym okiem, ale rzadko kto przechodzi obok nich obojętnie.

„Jestem pewien, że »Furioza« zdobędzie sympatyków, bo film zrobiony jest bardzo uczciwie. Cała ekipa włożyła w pracę mnóstwo serca. Projekt spełni oczekiwania widzów, ponieważ jest autentyczny w każdej sferze” – przekonuje Damięcki. Bardzo łatwo uwierzyć w te zapewnienia. Sam aktor w niczym nie przypomina czarującego ułana z „Jutro idziemy do kina” czy doktora z „Na dobre i na złe”. Jego bardzo przekonująca metamorfoza w ulicznego fightera daje nadzieję, że dzieło będzie aż kipiało od realizmu.

„Idea w głowie reżysera kiełkowała od bardzo dawna. Scenariusz powstawał ponad dwa lata, nie został napisany na kolanie, a u każdego z moich kolegów, którzy występują w »Furiozie«, dostrzegłem bardzo interesujące przemiany wymuszone przez niezwykle autentyczne podejście do odgrywanych ról” - konkluduje gwiazda „Furiozy”.  Jednak, mimo zapowiadanego autentyzmu, nie będzie to film socjologiczny, który za zadanie ma rozłożyć na czynniki pierwsze polską chuligankę piłkarską. To nadal przede wszystkim dobra rozrywka.

„Nie jest to film tylko o kibolach. Są oni tłem, środowiskiem. Ta opowieść jest o wiele bardziej pojemna. Mamy w niej do czynienia z niebywałą miłością między ludźmi z całkiem innych światów. Jest zdrada, zemsta, kara” - podsumowuje aktor. 

Mateusz Damięcki, FuriozaMotor Presse Polska/Kamil Majdański

 

Wyjście z szuflady

Mało kto wie, że za przyjemną dla damskiego oka (koleżanki mówiły) facjatą i sześciopakiem kryje się historia człowieka, który potrafi zawalczyć z przeciwnościami i uparcie dąży do celu. Jego kariera aktorska, choć bogata, jest w zasadzie ciągłą walką o zerwanie z wizerunkiem grzecznego chłopca. Jednowymiarowa łatka to rzecz szczególnie przykra w świecie filmowców i wielu aktorów nigdy się takich łatek nie pozbyło. Wielu nawet nigdy nie spróbowało. Ale Damięcki próbował i próbuje. I chyba o to w życiu chodzi: żeby być sprawczym, a nie brać, co los daje, prawda?

„Od czasów »Przedwiośnia«, które było krokiem milowym w moim zawodowym życiu, przylgnęła do mnie wizerunkowa łata: ładny amant. Pamiętam, że tuż po premierze tego filmu, odwiedzając babcię, Irenę Górską-Damięcką, wspaniałą aktorkę i doświadczoną reżyserkę, artystkę, mówiłem: »Babciu, wygląda na to, że jestem w szufladzie«. Na co ona odpowiadała: »I bardzo dobrze. Bo dzięki temu, że jesteś w szufladzie, będziesz cały czas starał się z niej wyjść. Cały czas będziesz musiał pracować  nad sobą i wychodzić przed szereg«”  – wspomina Mateusz. 

Przełom?

No i patrząc, jak prezentuje się Damięcki teraz, po zdjęciach do „Furiozy”, można śmiało stwierdzić,  że to wychodzenie przed szereg idzie mu nad wyraz dobrze, choć z ostatecznym werdyktem wstrzymamy się  do premiery. „»Golden« może stać się dla mnie punktem zwrotnym w kontekście postrzegania mojej osoby przez producentów. Dla mnie był to film przełomowy” – akcentuje aktor. I wymagający.

Do roli Damięcki musiał całkowicie zrekomponować swoją sylwetkę: zrzucić balast i nabrać masy mięśniowej godnej ulicznego wojownika. Miał przecież wyglądać jak ktoś, kto wzbudza respekt u innych kiboli. Zadanie nie było łatwe, ale producenci dobrze wiedzieli, komu je powierzają. Aktor już raz udowodnił swoją determinację, wracając do świetnej formy po dwukrotnym (!) zerwaniu więzadła w tym samym kolanie. Damięcki nie tylko wrócił do stanu sprzed urazów, ale też tak mocno wkręcił się w świat treningu, że został ambasadorem klubów Prime w rodzinnym mieście swojej żony Pauliny – Szczecinie. Szybki powrót na właściwe tory to duża zasługa trenera, Mateusza Twarowskiego, który miał też czuwać nad przygotowaniami aktora do roli „Goldena”. I czuwał skutecznie.

„Potrzebowaliśmy sylwetki umięśnionego fightera, ale bez przesady” – wspomina ekspert. Zdjęcia udowadniają, że cel został osiągnięty. Ale nie było prosto. W ramce obok znajdziesz jeden z treningów aktora. „Podczas naszej całej przygody trenowaliśmy z planem FBW, ponieważ, ze względu na intensywną pracę na planie, nie wiedzieliśmy, kiedy wypadnie następna okazja” – zauważa trener. Jeśli też narzekasz na brak czasu, może to jest Twoja metoda? Jednak prawdziwą tajemnicą sukcesu aktora jest... skakanka.

Mateusz Damięcki, FuriozaMotor Presse Polska/Kamil Majdański

 

„Mateusz korzystał regularnie ze skakanek o różnych ciężarach oraz z aplikacji Crossrope. Jest to apka skakankowa, zawierająca ciekawe programy oraz kombinacje ćwiczeń” – twierdzi Mateusz Twarowski. Łącznie Damięcki wykonał aż 348 treningów skakankowych! Nieźle, prawda? Aktor musiał też nauczyć się używać pięści. Od marca do maja przeszedł bardzo intensywny trening bokserski z elementami kaskaderskimi. Szlifował techniki boksu, kickboxingu i MMA. Było wszystko: praca nóg wzdłuż dwóch lin, nauka wyprowadzania ciosów, wykonywania uników. Całość pod czujnym okiem kaskaderów: Jarka Golca i Pawła Jusińskiego. Zero ściemy.

A Damięcki, choć jego aparycja może mylić, to już nie młodzieniaszek, a doświadczony aktor z prawie trzydziestoletnim stażem. Mógłby odpuścić, tymczasem ten gość ciągle wyznacza sobie nowe cele i próbuje sił w ciekawych projektach. Ponadto aktor ma cechę, która przydałaby się każdemu z nas: wie, że w życiu nie ma nic za darmo. I tę wiedzę przekuwa w realne efekty. „Mam 38 lat, nie 20. To nie jest tak, że wstaję rano z oponką po burgerach i po 10 dniach treningu mam sześciopak. To wszystko musi trwać i kosztować. Czas i pracę”  - przyznaje szczerze aktor.

Na koniec Damięcki dodaje: „Dzięki »Goldenowi« zdałem sobie sprawę, że nie ma takiego celu, którego nie jestem w stanie osiągnąć. W każdym aspekcie życia. I że nie powinno się niczego odkładać”. Warto to zapamiętać, bo każdy z nas ma szufladę, z której chce uciec, i „Goldena”, który może w tym pomóc.  

Zobacz również:
Totalny trening całego ciała, który da Ci siłę, jakiej potrzebujesz. A wyrzeźbiony core to efekt uboczny.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA