Mark Wahlberg – facet, który wstaje na trening o 3.30

Tytuł najlepiej zarabiającego aktora zupełnie nie zmienił jego podejścia do pracy. Mark Wahlberg wciąż szuka kolejnych okazji, by stać się lepszą wersją siebie. pójdź jego ścieżką, a zaprowadzi Cię na sam szczyt.

Mark Wahlberg FOT. RAINER HOSCH

Mark Wahlberg i Los Angeles to całkiem zgrany duet. Ten wniosek wysnuwam zaledwie po kilku minutach obecności w Hollywood Hills, gdzie 46-letni aktor gości właśnie ekipę MH. Patrząc na ciemne, szerokie dżinsy, wysokie Jordany i 16-karatowy złoty łańcuch na jego karku, jestem też pewien, że Marky Mark nigdy nie porzuci pewnych przyzwyczajeń. Dzwoniący telefon przerywa jego opowieść o postępach prac przy budowie kolejnej knajpy sieci Wahlburgers. Mark uprzejmie przeprasza i kieruje w słuchawkę kilka poleceń. „Dobra, to nam się udało, ale nie zwalniajmy tempa. Ari (menedżer Wahlberga – przyp. red.), ten gość jest dobry, ale musisz go przycisnąć. Muszę kończyć, mam tu spotkanie. Zadzwoń, jak tylko będziesz wiedział”.

REKLAMA

Aktor wraca do nas i prosi o przypomnienie, w którym momencie opowieści przerwał mu smartfon. Rodzinny biznes Wahlbergów ma się dobrze, ale jest to robota 24/7. Dorzućmy do tego kolejne produkcje filmowe – najnowszy, czterdziesty trzeci w karierze Marka, to „Wszystkie pieniądze świata” w reżyserii Ridleya Scotta. Właśnie wchodzi do kin. Jeśli chodzi o Wahlberga – sprawia wrażenie, jakby ciągle było mu mało. Ten gość zupełnie nie myśli o tym, aby trochę zwolnić i zadowolić się tym, co już osiągnął. Jest jak czarna dziura nieprzerwanie pochłaniająca kolejne sukcesy. „To taka moja etyka zawodowa, mam tak, od kiedy sięgam pamięcią”. Bardzo szybko Mark przechodzi do opowieści o czwórce swoich pociech, które (moim skromnym zdaniem) mają zagwarantowany o wiele łatwiejszy start niż ich tata. „Nauczą się ciężko i uczciwie pracować tylko wtedy, gdy zobaczą to u mnie”.

Nauka jednak nie zawsze idzie śpiewająco. W zeszłym roku media obiegła wiadomość, że Mark Wahlberg opuścił Super Bowl jeszcze przed tym, jak jego ukochana drużyna (Patriots) odrobiła straty i zagwarantowała sobie historyczne zwycięstwo. Mark przekonywał wtedy reporterów, że musiał wrócić do hotelu z synem, który bardzo źle się poczuł. Prawda jest nieco inna. Rodzina Wahlbergów oglądała finałowy mecz w vip-owskiej loży stadionu, a zbierająca tęgie lanie drużyna New England Patriots zupełnie nie radziła sobie na boisku. A z tym faktem nie radził sobie najbardziej 6-letni Brendan, syn Marka. „Wyklinał i zachowywał się jak szalony. Było kiepsko – wspomina Wahlberg. – Chwilę później leżał na dywanie i był bardzo smutny”.

Pytam aktora, czy wynik meczu sprawił, że jego syn dostał dobrą, życiową lekcję pod tytułem „nie trać wiary, nigdy się nie poddawaj”. Głośny śmiech sugeruje mi odpowiedź. „W życiu! On nie potrafi przegrywać. To jeden z tych, którzy podczas wspólnej gry ciągle chcą mieć piłkę. Gdy ktoś mu jej nie poda, wariuje, rzuca kamieniami”. Starszy brat Brendana, Mikey, chyba nieco lepiej znosi stres. W weekend bierze udział w futbolowych play-offach. Ojciec jest cały w skowronkach. Na telefonie pokazuje nam filmik, na którym Mikey łapie wysoką piłkę, przebiega kilkanaście metrów i zalicza efektowne przyłożenie. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że to właśnie Mark przez długi czas próbował zaszczepić w synach miłość do… golfa.

„Mówiłem im, że w golfie i baseballu mają naprawdę największą szansę na długą i pełną sukcesów karierę. I tak wybrali futbol”. Miłość do najbardziej amerykańskiego sportu chłopcy po prostu wyssali z mlekiem matki. Rhea Durham jest wielką fanką futbolu. „Tu trochę się nie zgadzamy. Rhea wierzy, że chłopcy zostaną zawodowymi sportowcami. Ja uważam, że powinni mieć coś trochę pewniejszego w zanadrzu”.

Słuchanie o tym, jak ważna jest edukacja od gościa, który zakończył swoją w wieku czternastu lat, jest co najmniej intrygujące. Ostateczna decyzja o pozwoleniu chłopcom na trenowanie futbolu nie przyszła szybko i łatwo. Mark dwukrotnie zabrał synów na „Wstrząs” z Willem Smithem (film opowiada historię specjalisty, który powiązał mikrowstrząsy i urazy głowy zawodowych sportowców z ich późniejszymi samobójstwami) oraz zaprosił znajomych graczy NFL na krótką pogadankę o cieniach kontaktowego sportu. Koniec końców, pasja zwyciężyła. Całkiem jak Patriots. „Co mogę powiedzieć? Oni to kochają” – kwituje aktor, wzruszając ramionami. To pewnie dlatego ojcowska troska jest przez niego nieco tłumiona, a podczas meczów motywuje swoich graczy z całych sił.

Czysty zysk

Tydzień temu Mark odwiedził Nowy Jork, aby poszukać potencjalnej miejscówki na nową restaurację sieci Wahlburgers. Wspomina z satysfakcją, że miał całe 90 sekund, aby rozejrzeć się po znajdującym się na Times Square McDonald’s, zanim tłum rozpoznał w nim „tego Wahlberga” i otoczył szczelnym kordonem, proszącym o selfie. Mark dba o swoich fanów, ale jednocześnie nie ukrywa swoich starań o prywatność. Oczywiście na tyle, na ile może ją mieć gwiazda światowego kina.

„Nie szukam poklasku i błysku fleszy. Nie jest to dla mnie nowość, ale to trochę szalone, że nie możesz spokojnie pójść na spacer główną ulicą”. Marky Mark szybko wraca do wątku biznesowego. „Trzeba zestawić ze sobą plusy i minusy. Zanosi się, że to bardzo droga nieruchomość, ale nie mamy nic na Times Square” – mówi. Najważniejsze decyzje Mark podejmuje razem z dyrektorem generalnym sieci Rickiem Vanzurą.

„Do końca 2018 roku planujemy otworzyć jeszcze od 25 do 30 punktów sprzedaży”. Tak ogromnego sukcesu aktorowi (i biznesmenowi) nie wróżył raczej nikt. Zwłaszcza gdy był świadkiem jego ciężkich początków. Porzucenie nauki w liceum, drobne kradzieże, wreszcie handel narkotykami.

Jeśli ktokolwiek łączył wówczas Wahlberga z zarabianiem pieniędzy, to zdecydowanie nie w legalny sposób. Jako najmłodszy z dziewiątki pociech pielęgniarki i kierowcy ciężarówki Mark chyba zbyt mocno identyfikował się z postaciami odgrywanymi przez Jamesa Cagneya, ponieważ ostatecznie został skazany za pobicie dwóch Wietnamczyków. Co sprawiło, że postanowił się zmienić?

„Więzienie” – odpowiada bez namysłu. Szoku nie ma. „Tam, skąd pochodzę, trzeba było być twardym. Nie można było pokazać nawet cienia słabości. Nie tym ludziom. Na szczęście te czasy są już za mną”.

Wciąż na fali

Kolejne wcielone w życie pomysły Marka to tylko kwestia czasu. Skąd ta pewność? Podczas gdy my rozmawiamy w najlepsze, jego przedsiębiorstwa generują kolejne dochody. Coraz bardziej oczywiste staje się dla mnie, że nie jest to jednak zasługa skrupulatnego planowania i mądrych inwestycji. Wahlberg to maszynka do robienia pieniędzy. „Trzeba wiedzieć, z czego po prostu zrezygnować. Nie gram w kosza, bo skręcona kostka to ostatnie, czego potrzebuję, kręcąc film” – opowiada. Kolejny projekt na 2018 rok to thriller „Mile 22”, za którego reżyserię odpowiedzialny jest Peter Berg.

Mając w pamięci świetnego „Ocalonego” i całkiem solidne „Deepwater Horizon”, które obaj panowie współtworzyli, śmiało chyba możemy liczyć na kawałek dobrego kina. „Muszę jeszcze trochę poprawić formę. Na ekranie planuję mieć nie więcej niż 6-7% tłuszczu” – zdradza Mark. W międzyczasie przypomnę: czterdzieści sześć lat. „Sam zobacz: jeśli wstanę o, powiedzmy, 3:30, mogę zrobić trening, potem o 6:30 pograć w golfa i skończyć jakoś przed 8:30. Potem wracam do domu i mam mnóstwo czasu: krótki odpoczynek, pracę z fizjoterapeutą, kriokomorę. No i obowiązki”.

Umiłowanie ciężkiej harówki wydaje się być tym najważniejszym kluczem Wahlberga do jego naprawdę godnego pozazdroszczenia życia. „Aby być najlepszym, musisz pracować tak, jakbyś nie miał nic – stwierdza Mark. – Musisz za tym gonić. Chcieć tego tak mocno, jak nikt inny. Każdego dnia bądź skupiony na swoim celu. Tak naprawdę nawet nie wiem, z czego to się bierze. Mam więcej motywacji i ochoty do działania niż kiedykolwiek wcześniej. Jestem wdzięczny i korzystam z tego, że miałem tyle szczęścia”.

Ostatnie słowa wiszą jeszcze chwilę w powietrzu, jakby nieśpiesznie docierając do wszystkich, którzy byli przy naszej rozmowie. Tymczasem ich autor równie nieśpiesznie zbiera się do wyjścia. Nie chodzi o plan zdjęciowy ani też o załatwianie formalności z otwarciem nowej knajpy. To po prostu pora, aby odebrać dzieciaki ze szkoły. Niezależnie od tego, czy ostatecznie zostaną futbolistami, lekarzami czy dziennikarzami, mam wrażenie, że ich ojciec wiele razy powie im, żeby pracowały ciężej. Nawet jeśli nie do końca będzie to konieczne. Zrobi to z szacunku dla ciężkiej pracy, której zawdzięcza właściwie wszystko.

Trening Marka Wahlberga

Sekret długowieczności formy Marka Wahlberga? ciągła praca i wzmacnianie słabych ogniw w łańcuchu.

1. Wyciskanie gumami

Koryguje zgarbioną sylwetkę

Mark WahlbergFOT. RAINER HOSCH

Przymocuj gumę oporową lub taśmę treningową na wysokości barków. Złap za dwa końce i stań tak, abyś czuł lekkie napięcie. Przyciągnij dłonie nad barki. Wyciśnij gumy w górę. Powoli wróć.

2. Krążenia z kijkiem

Poprawiają mobilność barków

Mark WahlbergFOT. RAINER HOSCH

Złap szeroko kij - może być od miotły. Trzymaj go na wysokości pasa. Unieś go nad głowę, a następnie za głowę do momentu, gdy poczujesz ograniczenie mobilności. Łokcie proste przez cały czas trwania ćwiczenia. Bardzo powoli przenieś kij z powrotem do przodu.

3. Wyciskanie kettla

Zwiększy PR wyciskania sztangi

Mark WahlbergFOT. RAINER HOSCH

Głowę i barki oprzyj na ławeczce. Unieś biodra tak, aby uda i brzuch były równoległe do podłoża. Poproś kumpla, aby podał Ci niezbyt ciężki odważnik. Opuść ciężar do klatki i wypchnij go dynamicznie.

4. Wymachy z sandbagiem

Wzmacniają cały korpus

Mark WahlbergFOT. RAINER HOSCH

Uklęknij na prawym kolanie, trzymając worek z piaskiem na prawym biodrze. Unieś worek z piaskiem oburącz i skieruj go za lewy bark, mocno rotując tułów. Po ustalonej liczbie powtórzeń zmień stronę.

Zobacz również:
REKLAMA