REKLAMA

Mark Wahlberg: facet jakich mało

Mark Wahlberg mógł skończyć na dnie – jak wielu jego kolegów z ulicy. Na szczęście w odpowiednim momencie wyhamował. Dzisiaj ma miliony na koncie, kochającą partnerkę oraz pracę, która daje mu satysfakcję. Zrządzenie losu? Raczej odwaga, aby wziąć się za siebie i ruszyć w nieznane. 

Paramount Pictures
Aby w filmie "The Fighter" boks został przedstawiony maksymalnie realistycznie, Micky Ward został zatrudniony przez grającego go Marka Wahlberga jako konsultant. (fot. Paramount Pictures)
Gotowy na wszystko

George Clooney nie gra zbyt wielu komedii, a "The Rock" jak ognia unika dramatów psychologicznych. Wahlberg natomiast równie dobrze radzi sobie z bronią, co z ironią. Dzięki temu mogłeś go oglądać w "Ted 2".

"Myślę, że druga część jest jeszcze lepsza od pierwszej – mówi. – A to niełatwe, w końcu "Ted" był jak skok wiary. Przecież sam pomysł jest niedorzeczny. Facet rozmawia z pluszowym misiem, ale ten miś jest spoko, bo przeklina i pali trawę. To nie dla mnie. Jednak agent powiedział, żebym przeczytał scenariusz. Po 30 stronach zapomniałem, że chodzi o pluszaka. To po prostu jeden z najlepszych filmów o przyjaźni".

Z przygotowaniem do "Teda" nie miał żadnego problemu. Inaczej sprawa wyglądała w przypadku "Władzy". "Reżyser chciał, żebym był tak chudy, jak to możliwe. A potem wcielałem się w kulturystę w »Sztandze i cashu«, dlatego musiałem przypakować".

Wahlberg dobił do 91 kg, wypracowując tym samym prawie 18 kg masy mięśniowej w dwa miesiące. Ciskał żelastwem i jadł 12 razy dziennie. Wszystko pod opieką trenerów, lekarzy oraz dietetyków. Potem jeszcze kilka razy musiał na przemian zrzucać (doszedł do 62 kilogramów) i przybierać na wadze. Dzięki temu na jednym i na drugim zna się doskonale.

Myślisz o zrzuceniu kilku centymetrów w pasie? "Płynna dieta i skakanie na skakance – mówi aktor. – Przede wszystkim skakanie". 

REKLAMA

1 ... 2 3 4
STRONA 3 z 4

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA