[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.6

Kill’em all. Recenzja gry Man of Medan

Oglądając horror, wszyscy często łapiemy się za głowę. Mało kiedy bohaterowie (odpuśćmy jedynie nastolatkom, bo w ich wypadku jest to akurat, powiedzmy, rzecz naturalna) zachowują się racjonalnie – i lecą prosto pod kosę ponurego żniwiarza. Jesteśmy pewni, wciąż przed telewizorem, że my, na ich miejscu, podjęlibyśmy zupełnie inne decyzje i kostucha nie miałaby najmniejszych szans.

Man of Medan
Tutaj wchodzi studio Supermassive Games, całe na czarno, i mówi: Sprawdzam. I mówi to już drugi raz, bo kilka lat temu zachwyciło gamingowy (i nie tylko) świat produkcją Until Dawn, czyli interaktywnym horrorem, w którym podejmowane decyzje oraz zręczność w dynamicznych sekwencjach QTE decydowały o tym, który z bohaterów całą historię kończył wśród żywych, a który nie. I było to bardzo dobre, a może nawet świetne.

Na kolejną tak dużą grę musieliśmy chwilę poczekać (po drodze wyszły jeszcze m.in. Rush of Blood czy Ukryty plan), a w zasadzie wciąż poczekać musimy. Man of Medan to bowiem część antologii The Dark Pictures. Pierwsza z kilku gra, fabularnie niepowiązana z pozostałymi, ale osadzona w tym samym, strasznym świecie, w którym od pojedynczego, najmniejszego nawet wyboru zależy los każdej z postaci. Supermassive Games chce publikować kolejne odcinki nawet co pół roku, każda z gier ma być od Until Dawn zdecydowanie krótsza, taka w sam raz na, powiedzmy, jeden, dwa wieczory.

ZOBACZ TAKŻE: Jak się gra w Days Gone

To podejście może się podobać. Trochę mniej grania naraz, ale częściej – biorę w ciemno. Pod warunkiem jednak, że całość prezentować będzie poziom tego metra z Sèvres, za jaki uznać można Until Dawn właśnie. Tymczasem Man of Medan przez Sèvres nigdy nawet nie przejeżdżało.

Man of Medan – fabuła gry

Cała historia inspirowana jest legendą holenderskiego statku Ourang Medan, który w 1947 roku poszedł na dno. Zanim to nastąpiło, podobno ktoś z pokładu nadał sygnał SOS, informując, że wszyscy na pokładzie kolejno umierają. Podobno też któraś z przepływających nieopodal jednostek sygnał odebrała, a następnie ruszyła z pomocą. Widok, który tam zastała… Cóż, zobaczycie sami, gdy już tam dotrzecie. Według legendy, warto  zaznaczyć, statek chwilę po tym, gdy załoga ratunkowa zeszła z pokładu, eksplodował i poszedł na dno. W grze natomiast dryfuje wciąż po otwartych wodach, a trafia na niego grupka zafascynowanych wrakami dzieciaków. Oraz ktoś jeszcze…

Dzieciaków poznajemy, gdy jedno po drugim wchodzą na wynajętą łódź z panią kapitan (w podobnym wieku) na mostku. Jest ich wszystkich pięcioro i nie jest to wcale informacja pozbawiona znaczenia. Pięcioro może dotrzeć bowiem do finału, pięcioro może też po drodze zginąć. Okazji ku temu będzie więcej niż sporo, zwłaszcza że po morzach i oceanach kręcą się, a jakże, piraci. Współcześni, ale jednak. Więcej zdradzać nie ma sensu, bo przecież historią właśnie Man of Medan stoi. No i trochę gameplayem, rzecz jasna.

Man of Medan – rozgrywka

Każdy, kto grał w Until Dawn, odpalając Man of Medan poczuje się jak w domu. Steruje się kolejno każdą z postaci, każdą podejmuje się odpowiednie wybory, każda z postaci ma również po drodze sceny bardziej dynamiczne, w których to od refleksu gracza zależy ich powodzenie. Należy wówczas we właściwym momencie przycisnąć jeden z klawiszy, wyświetlony zresztą złowieszczo na ekranie. Albo, kiedy człowiek najmniej się tego spodziewa, przycelować i wystrzelić. Fajne, adrenalina skacze. Po drodze są jednak mniej fascynujące sceny, w których po prostu idzie się przed siebie, raz na jakiś czas przyglądając się jakiemuś przedmiotowi bądź czytając notatkę. Nuda, którą nazywa się zgrabnie eksploracją.

ZOBACZ, W CO GRAMY: Red Dead Redemption

REKLAMA

REKLAMA

Nowością jest tryb multiplayer. Można grać oczywiście, jak zawsze, solo, można jednak każdą z pozostałych postaci przydzielić znajomym – również tym, którzy siedzą z nami na kanapie. Należy wówczas co jakiś czas po prostu przekazać kolejnej osobie pada. To się sprawdza i jest przyjemne tym bardziej, gdy gra się z zupełnymi casualami, średnio ogarniającymi kontrolery. Robi się śmiesznie, napięcie co prawda trochę spada, ale całość zyskuje odrobinę bardziej losowy charakter.

Man of Medan – co poszło dobrze, a co nie tak?

O tym, że gra będzie krótka, wiedzieliśmy od początku, więc OK. Jednak o tym, że będzie sztucznie wydłużona, już niekoniecznie. Po sennym prologu (mechaniki trzeba się nauczyć albo ją sobie przypomnieć) jest już przyjemnie, coś zaczyna się dziać, aż całość nagle znów siada. Spora część gry to chodzenie po pokładzie. Trudno to nazwać nawet eksploracją, bo przecież przestrzenie są bardzo ograniczone, a znajdźki niemal same wpadają pod nogi. Sytuację dodatkowo komplikuje raczej średnia praca kamery i sposób prowadzenia postaci. Zamiast pompować więc więcej adrenaliny gra zaczyna usypiać. Jeśli gra się ze znajomymi, to jest ten moment, w którym na kanapie zostaje tylko osoba z padem; reszta ciągnie po drinki.

Kolejna sprawa – brak oddechu. Until Dawn było świetne, bo było czymś więcej niż kolejnym horrorem. Było, powiedzmy, wariacją na temat. W wypadku Man of Medan tego poziomu meta zabrakło. Tutaj wszystko jest dosłowne, przez co całość może jedynie albo straszyć, albo nie. Nie może za to bawić, śmieszyć, mówić czegoś „ważnego” o samym gatunku.

Tak sobie wypadają też postaci i relacje między nimi. Przez tak krótki czas raczej trudno się z nimi zaprzyjaźnić, ich los jest graczowi raczej obojętny, chyba że gra się w kilka osób i nie chce się po prostu zginąć przed innymi. W innym wypadku całość po prostu prowadzi do finału, który przychodzi zbyt gwałtownie i jest za mało spektakularny. Trochę szkoda zmarnowanego potencjału. Oby w kolejnym odcinku było lepiej. Supermassive potrafi.

Aha, gra w Polsce dostępna jest tylko po angielsku (dźwięk plus teksty).

REKLAMA

The Dark Pictures Anthology: Man of Medan – informacje o grze

  • Producent: Supermassive Games 
  • Wydawca: Bandai Namco
  • Polski dystrybutor: Cenega
  • Platformy: PC, PS4, Xbox One
  • Wersja językowa: Angielska

Grę testowaliśmy na konsoli PlayStation4 Pro. Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy bezpłatnie od polskiego dystrybutora.

Sprawdź też inne nasze recenzje gier

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij