[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Lee Phillips - zwyczajny bohater

Lee Phillips nie jest znanym aktorem, sportowcem czy trenerem. To 43-letni strażak z RPA, który ćwiczy nie po to, żeby lansować się na insta, ale by wykonywać swoją robotę najlepiej, jak się da. I dlatego pojawił się na naszej okładce.

Temperatura w płonącym budynku sięga nawet 500 °C, dlatego strażackie stroje mają być przede wszystkim ognioodporne. Lekkością nikt się nie przejmuje. A strażak od ogłoszenia alarmu ma 40 sekund, żeby przygotować się do wyjazdu z jednostki. I chociaż strój waży około 15 kg (a razem z butlą tlenową i maską – 20 kg), nikt nie narzeka na zadyszkę. Ci faceci nie dźwigają hantli dla chwili lansu na plaży. Od sprawności strażaków zależy życie ich samych oraz ludzi, których ratują. Ani ciężki sprzęt, ani piekielna temperatura nie mogą przeszkodzić im działać szybko i sprawnie. Lee Phillips panowania nad własnym ciałem nauczył się jeszcze długo przed wybraniem zawodu.

PRZECZYTAJ: Smukły, silny, szybki - popraw formę w 4 tygodnie

REKLAMA

W wieku 16 lat dostał pod choinkę sztangę i ławeczkę do ćwiczeń. Wtedy, w garażu ojca, na poważnie wkręcił się w trening siłowy. Internet – dziś niewyczerpane źródło wiedzy na każdy temat – wtedy nie był dostępny. Lee szukał ćwiczeń w książkach i naśladował je, jak umiał najlepiej. „Nie do końca wiedziałem, co robię, ale to był początek drogi” – mówi. Wczesny start zaprocentował w przyszłości. Kiedy zorientował się, że chce zawodowo ratować ludzi z pożarów, był już w formie, która mu to umożliwiała. Miał też we krwi dyscyplinę i szacunek do systematycznej pracy.

1. Szkoła przetrwania

Żeby dostać się do zawodowej jednostki straży pożarnej, trzeba przejść konkretne testy sprawnościowe. Kandydaci muszą dowieść, że wytrzymają w ekstremalnych warunkach. To zrozumiałe. Poziom ich sprawności przekłada się bezpośrednio na powodzenie akcji ratowniczej, a więc ludzkie życie. Lee trenuje sześć dni w tygodniu – czasem po dwa razy dziennie – żeby zawsze być w najlepszej możliwej formie. „Im sprawniejszy jesteś, tym jesteś bezpieczniejszy – zasada jest prosta” – mówi. Nigdy nie wie, co spotka go na kolejnej zmianie. Zdarza się, że spędza noc, wynosząc ludzi z płonącego budynku. A później przez kilka zmian z rzędu trenuje w pełnym osprzęcie albo prowadzi zajęcia z profilaktyki przeciwpożarowej. Ale gdy jest na służbie, zawsze daje z siebie wszystko – tak mu każe etyka pracy.

2. Nowe wyzwania

Chcąc się sprawdzić, Lee w 2007 roku wziął udział w London’s Fittest Firefi ghter – kozackich zawodach dla najbardziej wysportowanych strażaków. Poszło mu kiepsko, ale to zmobilizowało go do jeszcze ostrzejszych treningów. Kolejnego roku nie miał już sobie równych. Szukając nowych wyzwań, trafi ł na World Police and Fire Games – zawody, w których 10 000 facetów rywalizuje w ponad 50 konkurencjach. Wygrał w kategoriach Cross- Fit i Ultimate Firefighter.

3. Zmiany na lepsze

Trzy lata temu Lee przestał grać w rugby, które było jego ulubionym sportem od liceum. „To kontuzjogenna gra, a ja z wiekiem coraz wolniej się regeneruję” – wyjaśnia. Długo nie wytrzymał jednak bez rywalizacji z innymi, więc przerzucił się na CrossFit. Z wiekiem zrozumiał też, że nie tylko ciężary uczynią go sprawnym. Do treningowego reżimu postanowił włączyć mobility i jogę. „Wplatam do treningów naprawdę sporo jogi, bo pomaga mi lepiej wykonywać ćwiczenia siłowe. Dzięki temu jestem dziś w lepszej kondycji niż kiedykolwiek przedtem”.

PRZECZYTAJ: Jaki trening jest dla Ciebie najlepszy? [TEST]

4. Dietetyczne kompromisy

Zbilansowana dieta jest dla Lee tak samo ważna, jak regularne treningi. „Chcę być pewien, że dostarczam organizmowi wszystkich składników, których potrzebuje”. Ale przy tak nieregularnej i wyczerpującej pracy codzienne gotowanie zbilansowanych posiłków graniczy z cudem. „Jestem na diecie pudełkowej – przyznaje Lee. – Dzięki temu dostaję zdrowe jedzenie pod same drzwi i nie zapycham się śmieciami”.

5. Diabeł w szczegółach

Pierwsze odciski na dłoniach zrobiły mu się jeszcze gdy trenował w garażu ojca. Na początku po prostu je zrywał, ale szybko nauczył się, że poranionymi rękami nie podniesie sztangi. Dzisiaj nie rusza się nigdzie bez pilnika i specjalnego balsamu do rąk (takiego, jakiego używają skałkowcy). Dzięki zadbanej skórze dłoni nic nie osłabia jego chwytu, pozwalając mu dźwigać naprawdę ciężkie zestawy – jak ten obok, który wzmacnia i rzeźbi całe ciało.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij