REKLAMA

Kim jest Chad?

Być może spotkałeś się z tym terminem gdzieś na Wykopie albo Twitterze. Często pojawia się wpleciony w dyskusje o współczesnych relacjach damsko-męskich. Tylko czym lub kim jest właściwie Chad?

shutterstock.com

Kim jest tajemniczy Chad?

Termin został wykuty w społeczności inceli, czyli wśród mężczyzn, głównie młodych, którzy żyją w stanie wymuszonej wstrzemięźliwości seksualnej, ponieważ nie potrafią znaleźć partnerki. O tym, że takie społeczności istnieją, choć niesamowicie różnorodne i rozsiane po wszystkich zakamarkach internetu, można się przekonać, czytając popularne wątki o tematyce erotycznej w dowolnym dużym serwisie społecznościowym. Wystarczy zajrzeć tam, gdzie szczere i kontrowersyjne opinie wygłasza się zza anonimowego nicku, bez krępującego towarzystwa własnych danych personalnych.

ZOBACZ: 10 rzeczy, na które zwracają uwagę kobiety

REKLAMA

No dobrze, ale czy rzeczywiście nie są w stanie? Czy facet w XXI wieku, w dobie Tindera i pochodnych, nie potrafi doprowadzić do powstania intymnej relacji z kobietą? Okazuje się, że tak. Pytanie tylko, dlaczego? Incele odpowiadają na to pytanie w sposób jednoznaczny: to wina kobiet i niektórych mężczyzn. Można więc napisać, pół-żartem, pół-serio, że z incelami jest trochę jak z tym kawałem o singlach, w którym singlem się jest z wyboru, tyle że nie swojego.

Początkowo w kulturze anglosaskiej termin incel nie był przypisany do żadnej z płci, ale współcześnie przylgnął już na stałe, nad czym szczerze ubolewamy, do mężczyzn. Incele charakteryzują się tym, że bardzo chcieliby mieć dobre relacje - na pewno seksualne - z kobietami, ale uważają, że panie nie zwracają na nich najmniejszej uwagi, a nawet jeśli już, to na pewno nie w celach nawiązania związku, choćby kilkugodzinnego. Ba, zwłaszcza w przypadku związku kilkugodzinnego, opartego jedynie na cielesnych doznaniach.

Postawa inceli wiąże się zatem z demonizowaniem kobiet, które, w ich mniemaniu, zwracają uwagę tylko na facetów ze szczeną jak kowadło, klatą jak u „The Rocka” i pewnością siebie godną Clinta Eastwooda. Słowem – Chada. Tak, tym właśnie jest Chad. Atrakcyjnym, bezczelnie uwodzicielskim i przebojowym facetem, któremu, w opinii inceli, nie oprze się żadna kobieta. I do których to Chadów kobiety lgną, całą resztę uważając za podludzi i mężczyzn gorszego sortu. Sorry, nie miało wyjść politycznie.

Innym ważnym elementem punktu widzenia inceli jest dość mocna seksualizacja kobiet. W ich narracji płeć piękna występuje zazwyczaj jako obiekt seksualny, przedmiot, rzadziej podmiot. Kobiety się zdobywa, zalicza, odhacza. Nie są one dla Chadów równorzędnymi partnerkami, a owieczkami, na których żerują złe chadowskie wilki, choć nie bez korzyści dla samych owiec. Incelskim marzeniem jest móc traktować w ten sposób kobiety, ale niestety nie jest im to dane.

„Incele są źli na życie i społeczeństwo za to, że nie dysponują zasobami, które usytuowałby ich bliżej szczytu drabiny hierarchii seksualnej, dlatego z archetypowego mężczyzny uwodziciela, który ich zdaniem zamieszkuje najwyższy szczebel, zrobili złoczyńcę i drania” - wyjaśnia Connor Beaton, założyciel podcastu ManTalks, który ma na celu rozwój osobisty świadomych siebie mężczyzn na całym świecie.

Można więc napisać, że społeczeństwo inceli ostrze swojej frustracji kieruje w dwóch kierunkach: w stronę kobiet, które nie chcą z nimi mieć nic wspólnego, oraz w stronę mężczyzn, którzy mogą tych kobiet mieć tyle, ile tylko zapragną. Ponadto incele uważają, że Chadzi uniemożliwiają im nawiązywanie relacji romantycznych i seksualnych, niejako „kradnąc” wszystkie kobiety.

PRZECZYTAJ: Tak w związkach manipulują kobiety

Według doktora Chrisa Haywooda z Newcastle University, autora książki „Men, Masculinity and Contemporary Dating”, incele często używają systemu ocen atrakcyjności, aby wyjaśnić i uzasadnić swój całkowity brak powodzenia u płci przeciwnej. Stosują, popularną skądinąd, skalę oceniania atrakcyjności seksualnej opartej na gradacji 1-10, na której zazwyczaj sytuują się poniżej 5. Na przeciwnym biegunie skali, przy wartościach 9-10, umieszczają Chadów, którzy są według nich prawdziwymi zwycięzcami na genetycznej loterii. To oczywiście tylko pogłębia ich niechęć do siebie, bo urodzie, pojęciu dość subiektywnemu, nadają teraz wymierne matematyczne wartości.

„Ponieważ to wyidealizowane ciało i aparycja Chadów wraz ze wszystkim, co się z nimi wiąże – seksem, powodzeniem, relacjami – jest, zdaniem inceli, poza ich zasięgiem, nienawidzą go” - dodaje dr Haywood.

Czy dobrze jest być Chadem?

Jeśli zatem usłyszysz lub przeczytasz, że ktoś nazwał Cię Chadem, oznacza to, że w jego oczach jesteś mężczyzną atrakcyjnym seksualnie, ale przy tym dupkiem, który zdaje sobie sprawę z własnej atrakcyjności i nie waha się jej wykorzystywać, by zdobywać coraz to nowe nacięcia na ramie swojego łóżka. Najprawdopodobniej masz też do czynienia z incelem.

Współcześnie termin ten wyzwolił się jednak ze swojego pierwotnego środowiska – społeczności inceli – i hula swobodnie po całej sieci, robiąc całkiem niezłą karierę w mediach społecznościowych. Tutaj warto podkreślić, że samo słowo incel także jest używane w dużo szerszym kontekście niż początkowo. Szczególnie pewne grono kobiet lubi posługiwać się tym pogardliwym hasłem w stosunku do mężczyzn, którzy nie zgadzają się z nimi w internetowych sporach światopoglądowych. Ot, taki znany szantażyk emocjonalny. Dawniej używano wobec mężczyzn bata w postaci „prawdziwego mężczyzny”, teraz jest to incel. Słówka się zmieniają, metody zostaję te same.

Czy warto używać słowa Chad?

Niezależnie od tego, skąd się ten nieszczęsny termin wywodzi i w jakich kręgach jest popularny, jego wykorzystywanie nie dość, że wzmacnia tak naprawdę nieistniejące podziały, to jeszcze uprzedmiotawia kobiety i wpisuje atrakcyjnych mężczyzn w rolę, z którą przecież nie wszyscy panowie o urodzie Adonisa chcieliby być powiązani. Dlatego lepiej go po prostu nie używać i nie podsycać żaru dyskusji o genetycznych półbogach i nieszczęśnikach.

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA