Justin Theroux – jak w końcu wyjść z cienia

Justin Theroux przez długie lata pracował na sukces i w końcu dopiął swego. Dziś Wygląda lepiej niż kiedykolwiek, gra w kasowych hitach („dziewczyna z pociągu”), a jego żoną jest Jennifer Aniston. oto nowy wymiar męskości.

Justin Theroux FOT. PATRIK GIARDINO

Najczęściej chodzi w wysokich, skórzanych butach, dżinsach z wąskimi nogawkami i prostym T-shircie. Jeśli temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza, zakłada tank top. Robi się chłodno? Wybiera czarną skórę.

REKLAMA

„Jedna rzecz nie zmienia się nigdy: nie noszę szortów – mówi z pewnością, którą daje fakt, że od wielu lat jest uważany za jednego z najlepiej ubranych mężczyzn w branży. – Po prostu w szortach nikt nie wygląda dobrze”. Po chwili przypomina sobie jeszcze o jednej rzeczy, którą powinieneś natychmiast wyrzucić ze swojej szafy, jeśli w jakiś sposób się tam znalazła.

„Podobnie jest z japonkami. Nikt nie powinien ich nosić, chyba że jest na odwyku, w szpitalu albo na plaży. Ja tam zawsze wolę swoje dżinsy i wysokie buty”. To, że Theroux zna się na modzie, potwierdzają zdjęcia paparazzi. Niezależnie, czy przyłapią go na przejażdżce jednym z czterech motorów, które posiada, czy na rowerze, stanowi doskonały przykład współczesnej miejskiej elegancji. Do tego wizerunku doskonale pasuje broda, choć aktor, gdyby mógł, natychmiast by jej się pozbył.

„Wkurza mnie niesamowicie – mówi ze śmiechem. – Nie wiem dlaczego, ale naprawdę uwielbiam się golić. Dobrze się wówczas czuję”. Na takie ekscesy będzie jednak mógł sobie pozwolić dopiero, gdy skończą się prace nad trzecim i jednocześnie ostatnim sezonem „Pozostawionych”. Ten serial sprawił, że o Justinie zaczęło się mówić nie tylko w kontekście znakomitego wyczucia mody czy ślubu ze znaną wszystkim Jennifer Aniston.

Droga do celu

„Szczerze mówiąc, istnieje balsam do brody, który lubię – mówi Justin, po czym znika na moment w łazience, żeby go pokazać. – Lawendowy, naprawdę dobrze pachnie”. Jest świetnym rozmówcą. Łatwo angażuje się w dyskusję i nigdy nie brakuje mu entuzjazmu. Tematy? Może być grooming („Naprawdę nie czujecie się lepiej po goleniu?”), miłość do psów (aktor adoptuje je ze schronisk i za pomocą mediów społecznościowych zachęca innych, aby robili podobnie) czy mieszkanie w Nowym Jorku (w którym odnajduje się jak ryba w wodzie). Czas dla Men’s Health znalazł, gdy akurat miał chwilę wolnego od kręcenia „Pozostawionych”.

To jeden z ciekawszych projektów ostatnich lat. Akcja zaczyna się w momencie, gdy 2% światowej populacji znika, a cała reszta musi w jakiś sposób zorganizować sobie życie na nowo. Niektórzy wariują, inni sięgają po używki, kolejni wstępują do sekt. Grany przez Theroux szeryf, Kevin Garvey, stara się zaprowadzić porządek i przy okazji nie zwariować. I jedno, i drugie wychodzi mu co najmniej słabo.

Serial został stworzony na podstawie książki Toma Perrotta przez autora słynnego „Lost” – Damona Lindelofa. Znów pojawiają się trudne do wytłumaczenia wydarzenia, z którymi muszą poradzić sobie główni bohaterowie. Jednak tym razem atmosfera jest zdecydowanie poważniejsza. Wiele osób skarżyło się, że serial nie nadaje się na leniwe, czwartkowe popołudnie, aby odstresować się po długim dniu pracy.

Justin całkowicie rozumie takie głosy. Sam przyznaje, że pierwsza seria mogła wstrząsnąć widzami. Ale ci, którym się to podoba, oglądają kolejne odcinki w jednym celu. „Chcą się zmierzyć z pytaniami egzystencjalnymi, które przez cały czas zadajemy. Co dzieje się z nami po śmierci? Dlaczego jesteśmy na Ziemi? Jaki jest sens życia?” – mówi aktor. Niecodzienne założenia jak na projekt, który ma przed telewizorami gromadzić szeroką publiczność.

Na świeczniku

„Pozostawieni” sprawili, że Theroux wskoczył na wyższy poziom po 20 latach sumiennej pracy. Gdy zgoli brodę, wygląda jak uosobienie bohatera filmów akcji. Wszystko dzięki włoskim korzeniom, zaangażowaniu i siłowni. Nie myślałeś chyba, że te tank topy i T-shirty wypełnią się same, prawda? Trzeba jednak przyznać, że Justin nie stawia na rzeźbę. Dużo bardziej interesuje go budowanie sylwetki, która sprawdzi się w działaniu. W końcu szeryf Garvey to silny facet, który w sytuacji zagrożenia potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. Sam aktor chyba nie znał takich typów w młodości. Jego matka była dziennikarką w „The Washington Post”.

Wujek, Paul Theroux, jest autorem książek. Kuzyn również pisze. Wreszcie ojciec, Eugene, wzięty prawnik. Gdzie nie spojrzeć, sami intelektualiści! Ale młody Theroux nigdy za bardzo nie garnął się do nau- ki. Może dlatego, że zdiagnozowano u niego dysleksję i ADHD. „W szkole miałem ciężko, ale co to za problem? Nie byłem przecież syryjskim uchodźcą” – mówi, od razu nadając swoim dawnym problemom odpowiednią perspektywę. Jako nastolatek wiedział jedno: „Chciałem za wszelką cenę opuścić moje rodzinne strony. Być sam, ale nie w taki melancholijny sposób, tylko żeby wszystkiego doświadczyć”. Dlatego po ukończeniu studiów aktorskich od razu ruszył w kierunku Nowego Jorku.

Słodka Jennifer

Jego życie na Manhattanie powoli nabierało rozpędu. Malował murale w legendarnych już klubach „Palladium” czy „The Limelight”, pracował w teatrze. Po pewnym czasie awansował do telewizji i zaczął grać w filmach. Znalazł sobie apartament w jednej z lepszych dzielnic, który urządził w tak oryginalnym stylu, że „New York Times” w swoim dodatku wnętrzarskim wspomniał o upodobaniu aktora do niecodziennych gadżetów. Mowa między innymi o przywołujących najgorsze skojarzenia instrumentach medycznych czy przezroczystej miseczce pełnej ludzkich zębów. Kuzyni uzupełniali ten niecodzienny zbiór, wręczając aktorowi m.in. książkę o syfilisie.

„To był taki przyjacielski upominek – uśmiecha się Justin. – Ale większość zebranych przeze mnie rzeczy nie jest odpychająca. Nie mam dwugłowych dzieci w szklanych słoikach. Mój dom w ogóle tak nie wygląda”. Jednak te niecodzienne zainteresowania wiele mówią o tym, jak interesującym facetem jest Theroux. I dlaczego mogła zainteresować się nim Jennifer Aniston.

Pani Aniston

Para poznała się w 2007 roku podczas pracy na planie paradokumentu „Tropic Thunder”. Niedługo później zaczęli się spotykać, co śledziły media plotkarskie na całym świecie, po czym wzięli kameralny ślub w swoim domu w 2015 roku. W ten sposób Theroux, chcąc nie chcąc, stał się obiektem plotek, a czasami nawet niewybrednych komentarzy. Sam nie ma zamiaru narzekać. „To naprawdę nie miałoby najmniejszego sensu” – mówi.

Ale zainteresowanie mediów jest tak duże, że kilku fotoreporterów regularnie czeka pod jego drzwiami. W trakcie wakacji prasa bulwarowa donosiła o tym, że Aniston jest najprawdopodobniej w ciąży, o czym świadczyć miały zdjęcia jej brzucha wykonane po… obiedzie. Jennifer wystosowała list otwarty, aby media dały jej w końcu spokój.

„Byłem bardzo dumny z tego, co napisała – zdradza aktor. – Ta sprawa to tylko mały przykład tego, jak ciągłe zainteresowanie bulwarówek może przybierać obrzydliwe formy. W pewnym momencie staje się ono zwykłym nękaniem”. Jednak Justin dobrze sobie z tym radzi. Jak sam mówi, dorastanie w międzynarodowym środowisku sprawiło, że jest otwarty na rozmaite doświadczenia i różnych ludzi. Być może dlatego reżyser David Lynch, który obsadził aktora w „Mulholland Drive”, nazwał go „nowoczesnym mężczyzną”.

„Wydaje mi się, że bycie nienowoczesnym jest po prostu nudne – zdradza Justin. – Bo to świadczy o zamknięciu w starych schematach bycia profesjonalistą, partnerem czy ojcem”. I pewnie właśnie to sprawia, że nie ma najmniejszego problemu z ogromną rozpoznawalnością swojej żony.

Kwestia ruchu

Dobre samopoczucie pomagają Justinowi zachować również ćwiczenia. Jeśli trenuje z ciężarami, korzysta z dużych obciążeń, ale robi niewiele powtórzeń. Poza tym skrupulatnie przestrzega planu. Na początku serwuje sobie sobie mocny sezon przygotowawczy, żeby potem już tylko podtrzymywać formę.

„Na planie musisz się pojawić w najlepszej możliwej dyspozycji. Z prostego powodu: po dniu zdjęciowym nie masz sił, aby wyskoczyć na siłownię i zrobić porządny trening” – przyznaje. Ale to nie znaczy, że w trakcie długich tygodni kręcenia całkowicie odpuszcza. „Niezależnie gdzie jadę, zawsze staram się znaleźć miejsce, w którym mogę się trochę poruszać – tłumaczy. – Na szczęście teraz wystarczy mieć taśmy lub kett- lebell, aby dać sobie niezły wycisk”.

Mimo że tak niewiele potrzeba do ćwiczeń, Theroux lubi trzymać rękę na pulsie, jeśli chodzi o fitnessowe nowości. W Nowym Jorku pewną popularność zdobyły ostatnio rowerki treningowe z dużymi ekranami, na których możesz oglądać lekcje spinningu prowadzone przez trenerów. Urządzenie jest estetycznie wykonane i w żaden sposób nie przypomina trzeszczących maszyn, na których trenowały nasze babcie.

„Po prostu je uwielbiam – zdradza aktor. – Sądziłem, że będzie stało i się kurzyło, ale wystarczy włączyć odpowiedni program i już po 15 minutach jesteś całkowicie spocony”. I na bieżąco możesz porównywać swoje wyniki z tymi, które osiągnęli inni użytkownicy. Czy to nie motywujące? patent na szczęście „Fitness to pożywka dla mózgu – mówi Theroux. – Dzięki niemu mój umysł sprawniej funkcjonuje, a ja mam dobry nastrój”.

Mimo to jemu również zdarzają się słabsze chwile. „Są momenty, w których trening mnie nie cieszy, ale nigdy nie żałuję wizyty w gymie. W końcu chodzi o to, aby sprężyna ciągle była napięta, prawda?”. W ogóle wygląda na to, że Justin nie żałuje zbyt wielu rzeczy w swoim życiu. Może nie zna przepisu na natychmiastową karierę, bo jego droga na szczyt była długa i wyboista, ale wie, jak się cieszyć podczas tej podróży.

„Jestem nieszczęśliwy tylko wówczas, gdy przestaję ufać swojemu instynktowi – przyznaje. – Jeżeli podejmuję jakąś decyzję tylko dlatego, że chcę się wspiąć wyżej, zazwyczaj kończę niezadowolony i to w miejscu, którego nie lubię. To bardzo prosta rada: rób to, co czyni Cię szczęśliwym. Dzięki takiemu podejściu mogę powiedzieć, że odnoszę sukces, przynajmniej jeśli chodzi o szczęście”.

REKLAMA