Joel Edgerton – ten znany nieznany

Jest zwykłym gościem, który z niezwykłą pracowitością robi wszystko, za co się zabiera. Dlatego udało mu się uporać z uszkodzeniem kręgosłupa, zostać gwiazdą Hollywood i zbudować formę władcy Egiptu. Jego przepis na sukces jest prostszy niż myślisz.

Joel Edgerton FOT.DAVID CLERIHEW, Grooming: Emma white turle

Nie ma zbyt wielu hollywoodzkich aktorów, którzy pojawiają się na godzinę przed rozpoczęciem sesji zdjęciowej. Szczególnie gdy odbywa się ona w sobotę. Ale Joel Edgerton jest inny. Chce to mieć już za sobą. Może dlatego, że nie przepada za takim sposobem spędzania wolnego czasu. „Sesje to przeciwieństwo filmów, w których starasz się udawać, że kamer i ludzi za nimi w ogóle nie ma” – mówi.

REKLAMA

Jeden telefon

Jeśli chodzi o udawanie, to Joel jest w nim naprawdę świetny. Możesz się o tym przekonać, oglądając jego ostatni film „Exodus: Bogowie i królowie”. Wciela się w nim w Ramzesa i staje naprzeciwko Christiana Bale’a. Nad całością czuwa natomiast sir Ridley Scott, odpowiedzialny za sukces „Gladiatora”. Panowie opowiadają doskonale znaną historię Mojżesza i jego wyjścia z Egiptu w całkowicie nowy sposób i na niespotykaną wcześniej skalę.

„W pewnym momencie mieliśmy na planie 400 żab – mówi Joel. – Następnego dnia Ridley chciał, żeby znowu się pojawiły, ale one były już w Manchesterze. Wyobrażałem sobie, jak rozmawiają między sobą: »Wczoraj pracowałam z Ridleyem Scottem, a teraz znów jestem na planie serialu. To takie zawstydzające«”.

Jednak było blisko, a Edgerton sam skończyłby jak te biedne płazy. Gdy reżyser zaproponował mu rolę, nie miał nawet pewności, że chce zagrać w tym filmie. „Ridley do mnie zadzwonił, a ja byłem w dziwnym miejscu i robiłem dziwne rzeczy” – tłumaczy enigmatycznie. Chodzi o jego życie prywatne, o którym nie zawsze lubi mówić.

„Czułem się emocjonalnie wyczerpany. Miałem wrażenie, że muszę gdzieś uciec. Jestem pracoholikiem, rozwijam się, piszę, chcę reżyserować. Żongluję wieloma piłeczkami naraz i nie chciałbym, żeby nagle wszystkie wylądowały na ziemi”. W tym momencie Edgerton na chwilę przerywa. Bierze głęboki oddech i dodaje: „Wiem, że to może brzmieć jak bla, bla, bla. Problemy pierwszego świata. Ale chcę mieć życie prywatne, a nie tylko życie zawodowe”.

Mięczak? Nawet jeśli tak uważasz, to nie potrafiłbyś mu tego powiedzieć w twarz. Edgerton to samiec alfa, który w rzeczywistości jest znacznie większy niż na zdjęciach. Poza tym miał prawo być zmęczony. Przez ostatnie 4 lata robił kilka filmów rocznie, a wśród nich znalazły się prawdziwe perełki. Wszystko zaczęło się od australijskiego „Królestwa zwierząt”, które dostało Oscara. Potem był „Wojownik” i rola zawodnika MMA oraz głośny „Wróg numer jeden”, gdzie urządził sobie polowanie na bin Ladena. Jeśli oglądałeś „Wielkiego Gatsby’ego”, to widziałeś, jak walczy z Leonardo DiCaprio o kobietę. Jeden człowiek, wiele talentów.

Złe dobrego początki

Jednak dopiero po czasie można spojrzeć na przebytą drogę i powiedzieć, że prowadziła na szczyt. Edgerton dobrze pamięta czasy, w których po występie w „Królu Arturze” czy „Gwiezdnych wojnach” nikt nie dzwonił. Nie wymazał z pamięci również porażek. „Coś” miało zrobić furorę, a zebrało średnie recenzje. Joel chciał wystąpić w „Dziedzictwie Bourne’a”, ale główna rola przypadła Jeremiemu Rennerowi. Dlatego po telefonie Ridleya Scotta wziął się w garść. Stwierdził, że podejmie się tego wyzwania. Niezależnie od tego, jak układa mu się w życiu prywatnym i ile ma na głowie. „Scena była gotowa, czekała na mnie robota na takim poziomie, o jakim marzyłem od wielu lat. Byłem zmęczony, ale wiedziałem, że muszę walczyć!” – mówi Edgerton.

„Exodus” był także doskonałą okazją, żeby skrzyżować miecz z innym gwiazdorem z pierwszej ligi – Christianem Bale’em. „Jest niesamowicie oddany swojej pracy, ale potrafi być przy tym bardzo dowcipny – mówi Edgerton. – Od razu, gdy tylko dostał rolę, obejrzał jeszcze raz „Żywot Briana”, żeby nie traktować tego filmu zbyt poważnie. Im intensywniejsze jest kino, tym ważniejsza staje się odrobina humoru między poleceniem »cięcie« a hasłem »akcja«”.

Nie kojarzysz „Żywotu Briana”? To komedia grupy Monthy’ego Pythona opowiadająca o losach mężczyzny, który urodził się w Betlejem i przez przypadek został uznany za Mesjasza. Na szczęście reszta przygotowań przebiegła już śmiertelnie poważnie, szczególnie przygotowania fizyczne. „Utrzymuję niezłą formę od czasów »Wojownika« – mówi aktor. – Ale musiałem ogolić ramiona, klatę i nogi”.

Kwestie higieny faraonów były dla niego czymś nowym, ale tego samego nie można powiedzieć o bratobójczym pojedynku na ekranie. W końcu podobną historię opisywał wspomniany już „Wojownik” z Tomem Hardym.

„Tom i ja przez 2 miesiące spędzaliśmy na siłowni po 5-6 godzin dziennie – wspomina Joel. – Trening, dieta, wszystko niczym prawdziwi zawodnicy. Oprócz okładania się po pyskach, bo choć chciałbym przejść na poziom wyżej, to po prostu nie mogliśmy tego zrobić. Jesteśmy aktorami, musimy chronić nasze twarze”.

Wola walki

Gavin O’Connor, reżyser „Wojonika”, szukał kogoś, kto ma już doświadczenie, ale ciągle czeka na swoją szansę. Jest gotowy do walki o najwyższe cele. Edgerton był doskonałym wyborem. Do czasu. „W pierwszym tygodniu kręcenia naderwałem więzadło krzyżowe przednie – mówi. – Byłem kompletnie załamany. Martwiłem się, że nie uda mi się skończyć tego filmu”.

Zamiast przygotowywać się do kolejnej sceny, w której skopie komuś tyłek, on musiał siedzieć na tyłku. „Następnego dnia po zrobieniu rezonansu byłem już w basenie z 90-letnimi babciami. Unosiłem się na wodzie z pomocą makaronu do pływania”. Taka rehabilitacja. Okoliczności może demotywujące, ale efekt dobry, bo po kilku tygodniach aktor wrócił na plan.

Niezbyt zadowolony z tego faktu okazał się Kurt Angle, były olimpijczyk i wrestler WWE, który również wystąpił w „Wojowniku”. Dlaczego? „Kopnąłem Kurta w ramię i ten myślał, że jego łokieć nie wytrzymał – przyznaje Edgerton. – Spieprzyłem sprawę i mogłem wpłynąć na jego rolę. A poza tym, jeśli zranisz Kurta, to musisz go zabić. Inaczej on zabije ciebie”. Na szczęście nic takiego się nie stało, choć odpowiedź Angle musiała być ostra, skoro Joel przyznaje, że „wszyscy nieźle się okładaliśmy, ale nie było w tym żadnej ukrytej nienawiści. Tak samo było z Tomem Hardym. Raz ja biłem jego, raz on mnie”. Normalka.

Hardy, który wcielił się m.in. w postać Bane’a w „Batmanie”, to kolejny gość, któremu nie chciałbyś zajść za skórę. Jednak Edgerton dostrzega w nim coś jeszcze. „Tom to przerażający koleś, ale czasami wychodzi z niego delikatny szczeniaczek. To wielkie przeciwieństwo. Z jednej strony jest naprawdę twardy, a z drugiej potrafi się zachowywać jak mały chłopczyk. Dzięki temu tak świetnie gra”.

Niezależnie od tego, co widziałeś na ekranie, między panami nawiązała się nić porozumienia. „Byliśmy nowymi chłopakami na siłowni, dlatego polegaliśmy jeden na drugim. Pomagaliśmy sobie nawzajem, trenowaliśmy ramię w ramię. Nawet jeśli ostatecznie skończyliśmy naprzeciwko siebie w klatce”.

W tym momencie Edgerton zaczyna mówi o czymś, z czego każdy regularnie trenujący doskonale zdaje sobie sprawę: „W trakcie treningu było potwornie, ale po wszystkim czułem się świetnie. Gdy znika całkowite wyczerpanie, pojawia się uczucie głębokiej satysfakcji. Ale dieta? To niekończąca się historia. Połykasz ostatni kęs kurczaka z brokułami, a po godzinie pijesz obrzydliwego shake’a białkowego. Potem znów upływa godzina i jesz kurczaka z brokułami. Bez sosu, bez niczego. Pamiętam dzień, w którym ograniczałem kalorie, przygotowując się do scen bez koszulki. Szybko wkurzyłem się na coś, na co normalnie nawet nie zwróciłbym uwagi. Szef kaskaderów tylko pochylił się nade mną i powiedział: »Idź, zjedz trochę ryżu«. Gdy to zrobiłem, od razu poczułem się świetnie”.

Ciągłe utrzymywanie diety nie było Edgertonowi w smak, ale nie można tego samego powiedzieć o mieszanych sztukach walki. „Przyznam szczerze: mógłbym je trenować do końca świata”. Inna sprawa, że niedawno znów miał okazję poćwiczyć. „Razem z O’Connorem trenowałem krav magę u Amira Peretsa, który szkoli oddziały wojska i policji – mówi aktor. – Byliśmy tam z kilkoma innymi goścmi i Amir zwracał uwagę: »Uważajcie na Michaela, bo ma słabe plecy, i na Joela, bo ma sesję dla Men’s Health. Po prostu nie uderzajcie go po twarzy«. To było takie zawstydzające… Niemal błagałem ich, żeby mnie uderzyli”.

Edgerton poradziłby sobie i z tym. Tak jak wcześniej radził sobie z ciosami posyłanymi przez życie. „Gdy miałem 26 lat, uszkodziłem dysk, robiąc salto na plaży. Przez 6 miesięcy nie mogłem ruszyć ramieniem. Mój lekarz kazał mi się zainteresować pilatesem. To było prawie 15 lat temu, ale do dziś regularnie ćwiczę. I zawsze żartuję, żeby nikt nie mówił o tym moim kumplom – śmieje się Joel, po czym dodaje już zupełnie poważnie: – To popularny pogląd, że pilates nie jest męski, ale to jeden z najtrudniejszych i najlepszych reżimów treningowych, jakie stosowałem”.

Szczerość aż do bólu

„Podczas kręcenia »Wojownika« przekonałem się, jak jedzenie albo jego brak może wpłynąć na ciało i stan umysłu – przyznaje Edgerton. – I szczerze mówiąc, trenuję teraz wiele rzeczy, ale jem to, na co mam ochotę”. Co do samych ćwiczeń, tutaj też, zdaniem aktora, potrzebne jest urozmaicenie.

„W domu zawsze trzymam kettlebelle. Jeśli mam niedaleko do basenu, to wskakuję na rower, pływam i wracam. Gdy lecę do Australii, to staram się biegać po plaży i surfować. Wszystko zależy od tego, gdzie się aktualnie znajduję. Pewne jest jednak, że będę coś robił”. Ćwiczenia to jeden z nielicznych aspektów życia, w którym odrobina pracoholizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I Joel jest tego świadomy.

„Uzależnienie od treningu to jedyna rzecz, którą zupełnie się nie przejmuję. Dlatego nic dziwnego, że gdy mam jeden lub dwa dni przerwy, to zaczynam się czuć nieswojo”. Jednak jeśli myślicie, że gdy dostał propozycję pojawienia się na okładce Men’s Health, to od razu się zgodził – jesteście w błędzie.

„Moją pierwszą reakcją było powiedzieć »nie«. Nie czułem, że jestem odpowiednim gościem. Nie zawsze dbam o zdrowie tak jak powinienem. Ostatnio jednak zmieniłem podejście. Sądzę, że najwyższy czas rzucić palenie i kilka innych złych nawyków. Dlatego stwierdziłem: »Dobra, zrobię to«. To doskonała okazja, żeby wziąć się za siebie”. Jeśli Ty też tak pomyślałeś, to po prostu bierz się do roboty. Jesteśmy przekonani, że z nami i Joelem Edgertonem osiągniesz swój cel.

REKLAMA