Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Joe Manganiello, czyli facet, który żyje na maksa

Kolejne świeczki na torcie Joe Manganiello przypominają aktorowi tylko o tym, że znów odezwie się do niego MH z propozycją sesji okładkowej. Chcesz tak samo? Oto lekcja od faceta, który gra w życie wyłącznie na własnych zasadach. 

Joe Manganiello
To całkiem możliwe, że Joe Manganiello nigdy nie słyszał o powiedzeniu „walić głową w mur”. Bowiem krótko po tym, gdy dowiedział się, że nie będzie mógł wykonywać w domowej siłowni wszystkich ulubionych ćwiczeń, postanowił podnieść sufit o kilkadziesiąt centymetrów.

„Gdy się wprowadzaliśmy, sprawdziłem z wykonawcą, ile przestrzeni treningowej zaadaptowano – opowiada pochodzący z Pittsburgha aktor. – Okazało się, że można podnieść strop o jakieś 30 cm. Dokładnie tyle potrzebowałem, aby bezpiecznie robić wyciskanie żołnierskie”.

Manganiello nie pozostawił nic przypadkowi. Cała podłoga została wyłożona gumowymi matami. „Możesz robić podrzuty, przysiady i inne ciężkie wielostawy, a w razie czego bez obaw zrzucić sztangę na ziemię”. Opisując nam swoją bajkową krainę, Joe nie kryje zadowolenia z faktu posiadania prawdopodobnie najbardziej wypasionej domowej siłowni świata. „Mam klatkę treningową, zestaw kettlebelli, hantle, wioślarza i kilka innych gadżetów”. Wspomniane kilka gadżetów to między innymi wyciągi, maszyny typu hammer, rowerek treningowy, łańcuchy i gumy.

Do kompletu brakuje już tylko robiących furorę za oceanem maczug treningowych. Pełny arsenał. Pozostaje nam jeszcze kwestia ochrony ciężko wypracowanych mięśni. Do tego służy mu kamizelka taktyczna, która wygląda jak podebrana z szafki żołnierza jednostki specjalnej. Różni ją tylko to, że przegródki są wypełnione dodatkowym obciążeniem, a nie magazynkami z amunicją 7,62 mm. Typowy Joe.

TROCHĘ PRAKTYKI: Trening i dieta Joe Manganiello

Z tym sprzętem zaprzyjaźnił się wyjątkowo, trenując do roli, rzecz jasna, byłego komandosa w filmie „Rampage”, którego premierę zapowiedziano na marzec 2018 roku. Film jest oparty na znanej platformówce, w której, no cóż, ludzie toczą walkę ze zmutowanymi bestiami, które chcą zniszczyć naszą planetę.

Aby dobrze zobrazować sytuację, dodajmy do opisu fabuły fakt, że główną rolę (prymatologa Davisa Okoye) obsadził Dwayne „The Rock” Johnson. To prawie na pewno nie będzie film, na który powinieneś zabrać nowo poznaną dziewczynę. Za to jako napędzający produkcję testosteronu blockbuster „Rampage” powinien sprawdzić się całkiem dobrze, zwłaszcza że obsada się nie obija. Ostatnie miesiące Manganiello spędził, raczej nieprzypadkowo, podglądając w akcji żołnierzy Navy SEALs.

W przeszłości pracował już z nimi przy innych projektach, więc po prostu wystarczyło odezwać się do starych kumpli. „Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy. Byli specjalsi pokazali mi kilka sztuczek. Istnieje konkretny sposób poruszania się i posługiwania bronią. Staram się na maksa, aby opanować je do perfekcji, bo wiem, że ci goście patrzą i oceniają” – mówi z uśmiechem Manganiello.

Poza tym, nawet w filmie o potworach rozmiarów dojrzałej Godzilli wymagane są pewne pozory wiarygodności. „Gdy kręcisz film o wielkich bestiach niszczących miasta, warto jest mieć pewien fragment zarezerwowany dla widzów twardo stąpających po ziemi”.

Jak aktor wspomina współpracę z członkami elitarnej jednostki? „Miałem niezły ubaw. Ich robota jest cholernie ciężka i poważna, więc gdy nie są na służbie, śmieją się i żartują. Bawią się i choć na chwilę zapominają o stresie, który jest tak mocno związany z tym, co robią” – opowiada Joe.

Jemu również nie trzeba przypominać, że kręcenie filmu też powinno być dobrą zabawą. „Lubię, gdy coś się dzieje. Dorastałem na »Predatorze« i »Komando« z wielkim Arnoldem Schwarzeneggerem w rolach głównych”. Uwzględnienie w obsadzie „Rampage” Manganiello i Dwayne'a Johnsona sugeruje, że i tym razem wielki ekran spłynie testosteronem. 

Joe Manganiello

Ciało z żelaza

„Dzieciak w mojej głowie wciąż nie może ogarnąć, że teraz faktycznie jesteśmy z Arniem dobrymi kumplami”. Joe z radością wspomina współpracę nad „Sabotage” z 2014 roku i fakt, że to właśnie Terminator napisał przedmowę do jego książki („Evolution: The Cutting Edge Guide to Breaking Down Mental Walls and Building the Body You’ve Always Wanted”, łatwo zapamiętać).

Rok wcześniej Arnold zaprosił Manganiello do wygłoszenia mowy na pogrzebie Joe Weidera. Inspirujący obraz, który otrzymał w spadku po ojcu chrzestnym kulturystyki, motywuje Joe podczas każdego treningu w domowej siłowni. „Każdego ranka, gdy patrzę na to dzieło między seriami, zastanawiam się, jak znalazem się w tym miejscu” – opowiada. Jeśli uważasz, że to moment, w którym Manganiello spoczywa na laurach – nic bardziej mylnego.

„Potem myślę o tych wszystkich rzeczach, których nadal nie osiągnąłem. Dociera do mnie, że szczyt jest jeszcze daleko, a ja jestem może w połowie drogi”. Czy efekty codziennej walki o doskonałą sylwetkę mogą być problematyczne? „Wszyscy chcą, żebym w kółko grał tego samego faceta” – dzieli się przemyśleniami Joe. Pomimo ukończenia Carnegie Mellon School of Drama, gdzie studiował wiedzę o teatrze klasycznym, otrzymał od producentów łatkę idealnego kandydata do produkcji pokroju „Magic Mike” i „True Blood”.

Tysiące napalonych fanek kontra ambitne role. Hollywoodzki konflikt tragiczny. Tak się jednak składa, że w tym biznesie to oni dzwonią do Ciebie, a nie Ty do nich, więc postawa roszczeniowa teoretycznie nie jest najlepszym rozwiązaniem. Teoretycznie.

BUDOWANIE MASY: 10 złotych zasad

„Pewnie, możesz siedzieć i czekać, aż zadzwoni telefon. Ja wolę wiedzieć, na czym stoję, panować nad sytuacją, a nie jęczeć, że mam problem i dalej siedzieć na kanapie”. Z tego powodu czas, gdy akurat nie ma nic do roboty, Manganiello spędza raczej produktywnie. Owocem chociażby wspomniana wcześniej książka o treningu i motywacji.

„Gdy kręciliśmy »Rampage«, ludzie podchodzili, witali się ze mną i dziękowali, mówiąc, że »Evolution« zmieniła ich życie”. Niedługo później stanął za kamerą, aby wyreżyserować dokument o „La Bare Dallas” – najpopularniejszym na świecie klubie z męskim striptizem. Założył nawet własną wytwórnię filmową.

„Czytałem scenariusze i niektóre zrobiły na mnie wielkie wrażenie, byłem gotów walczyć o ich ekranizację”. Szczególnie do gustu przypadła mu historia Stano – 19-latka z Bronxu, którego obiecującą karierę w New York Yankees przerwał incydent, w wyniku którego trafił do więzienia. Jak w każdej robocie, Manganiello nie uznaje półśrodków. Bierze udział w castingach, przesłuchaniach i każdym kolejnym etapie, który poprzedza właściwe kręcenie filmu.

„Robię to, co kocham, ale czasem tej roboty jest cholernie dużo” – śmieje się. Przygotowania obejmowały również mocne zagłębienie się w środowisko. Joe odwiedził Arthur Avenue, główną arterię w sercu Bronxu, gdzie nad historycznymi miejscami góruje zakład karny o zaostrzonym rygorze. Dało mu to prawdziwy obraz tego, jak wrogo nastawione otoczenie może wpłynąć na człowieka i ukształtować jego charakter oraz poglądy.

„Stano zostaje osadzony i skazany na osiem lat, ale kończy z kolejnymi dziewięcioma przez to, co musiał zrobić, aby przeżyć w tym miejscu”. Resocjalizacja to temat stale powracający do Manganiello. „Gdy jesteśmy młodzi, robimy głupoty i bardzo często udaje nam się uniknąć odpowiedzialności. Stano to jeden z tych dzieciaków, którym ta sztuka się nie powiodła. Popełnił błąd, który zmienił całe jego życie”.

Manganiello nie potrzebował mocno wczuwać się w rolę. W młodzieńczych latach sam był jak tytułowy Stano. Dokonywał złych wyborów, nie radził sobie z alkoholem i popadł w depresję. „Gdy myślę o przeszłości, widzę, jak niewiele brakowalo, żebym poszedł w zupełnie innym kierunku”. My zaś widzimy, że to zagłębienie się w temat na potrzeby filmu tylko umocniło w nim wolę walki o lepsze jutro, bez oglądania się za siebie. 

Joe Manganiello

Siła w liczbach

Jak zaskakująco by to nie brzmiało: Joe Manganiello niedawno ofi cjalnie dołączył do grona czterdziestolatków. „Teraz jestem po drugiej stronie barykady – śmieje się aktor. – Kiedy to do mnie dotarło... To było interesujące doznanie. W tym samym momencie złapałem sztangę i zrobiłem świetny, ciężki trening. Jestem w najlepszej formie od lat, czuję się zdrowo i osiągam kolejne cele. Koniec końców nie narzekam”.

Manganiello jest też chyba na bieżąco z publikacjami naukowymi, ponieważ według opublikowanych niedawno rezultatów badań stopniowy spadek poziomu testosteronu nie jest (jak zawsze nam wmawiano) kwestią upływu lat, lecz faktu, że faceci w średnim wieku po prostu sobie odpuszczają. Regularny trening – zwłaszcza siłowy – może znacznie opóźnić ten niepożądany proces. Patrz: zdjęcia Joe.

„Zaczynam od przysiadów ze sztangą, zwiększając ciężar co serię. Potem kilka kompleksów EMOM (every minute on the minute, czyli określona liczba powtórzeń konkretnego ćwiczenia w ciągu minuty, czas pozostały do upływu pełnej minuty to odpoczynek)”. Podejrzewasz, że gość odnalazł fontannę młodości?

„Niestety, moja regeneracja nie jest już tak dobra. Na drugi dzień po treningu jestem cały obolały i muszę o tym pamiętać”. Niczym zabytkowe auto, mięśnie w pewnym wieku potrzebują odpowiedniej troski. Chociażby w postaci masaży i akupunktury. „Ten ból jest trochę inny. Gdy mija, czujesz, że coś zyskałeś i jesteś mocniejszy”. Trening siłowy, o którym wciąż gadamy, to jedna z niewielu stałych w życiu aktora. „Trenuję zawsze, nie tylko wtedy, gdy szykuję się do roli”.

Nie samą sztangą

W styczniu tego roku w hotelu w Hollywood miała miejsce „Joechella”, czyli przyjęcie urodzinowe Joe Manganiello. Impreza w klimacie lat 80. okazała się strzałem w dziesiątkę, a urywki z ciekawszych fragmentów przyjęcia nadal robią furorę w sieci. Jubilat, jego żona – zjawiskowa Sofia Vergara – i zaproszeni goście rozkręcili (jeśli wierzyć plotkom i postom na Instagramie) jedną z grubszych imprez w Los Angeles.

Jak się bawić, to się bawić. Od swojego dobrego kumpla, Tarana Killama, Joe otrzymał solidny zbiór komiksów. Ten pierwszy jeszcze wtedy nie mógł wiedzieć, że przekazuje aktorowi w prezencie całkiem przydatne materiały do pracy nad nową rolą. Od wielu miesięcy Manganiello jest często łączony z zapowiedzianym na 2018 rok filmem „The Batman” z Benem Affleckiem. Według plotek chodzi o rolę Deathstroke'a, jednego z głównych wrogów Nietoperza.

„Niestety, nie mam wam nic do powiedzenia na temat tego filmu. Nie wyciągniecie też niczego od innych członków ekipy” – zapewnił z uśmiechem Joe Manganiello. Przyjmujemy tę odpowiedź. Nie chodzi tu nawet o fakt, że w dyskusji z niemal dwumetrowym i ważącym ponad 100 kilogramów facetem nie warto być zbyt nachalnym. Manganiello to po prostu równy gość, który – gdyby tylko mógł – opowiedziałby o wszystkim ze szczegółami. To niewątpliwie również jego mocna strona. Gdy nad czymś pracuje – jest perfekcjonistą. Gdy trenuje – pokonuje kolejne bariery. Gdy się bawi – robi to głośno. To całkiem dobra definicja tego, jak powinien żyć facet – zawsze na maksa.  

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij