REKLAMA

Jason Momoa – facet po jasnej stronie mocy

Jason Momoa zawsze trochę odstawał. Hawajski Aquaman, który dorastał w stanie Iowa, gwiazda Hollywood, która woli stare samochody zamiast szpanerskich fur, no i sylwetka, która przeczy jego niechęci do dźwigania ciężarów i miłości do Guinnessa. Nam mówi, że czasem sukces bierze się z odejścia od schematów.

Jason Momoa Jason Momoa
Pewnego ranka, późnym latem, kierowcy jadący na północ drogą 101, niedaleko doliny San Fernando w Los Angeles, mogli natknąć się na nieco surrealistyczny – nawet jak na Hollywood – widok. Pasem autostrady przeznaczonym do wolniejszej jazdy jechał wielki mężczyzna z ogromną ilością włosów, warcząc silnikiem Forda modelu A Hot Rod z 1929 roku bez dachu i bocznych szyb.

Jego długa, lekko szpakowata grzywa smagała mu twarz na wietrze, a czerwony koc, który położył na swoim rozwalonym fotelu samochodowym, latał niczym peleryna wokół szyi. Ci, którzy podjeżdżali bliżej, by lepiej przyjrzeć się zjawisku, orientowali się, że oto mijają Aquamana w jego naturalnym i ukochanym środowisku: za kierownicą zabytkowego samochodu.

Gdy zbliżał się już do zjazdu, płyn z chłodnicy spryskał mu całą twarz i włosy, co wkurzyłoby każdego aktora w drodze na sesję zdjęciową Men’s Health. Każdego, który nie nazywa się Jason Momoa, a ten nie jest podobny do żadnego innego hollywoodzkiego celebryty. Po prostu zostawił w aucie kolegę z kluczem i młotkiem, a sam skorzystał z podwózki innego kumpla, który akurat transportował swoje motocykle na sesję zdjęciową, i dotarł na plan.

Nim przystąpił do pierwszego ujęcia, potrzebował zaledwie dwóch minut na zmianę koszuli i spryskanie brody odrobiną wodą. „Moja żona śmieje się ze mnie, bo ciągle coś mi się psuje – powiedział tytułem wstępu. – Ale ja po prostu lubię stare, piękne rzeczy.  Sprawiają, że czujesz się jak w kapsule czasu”.  Pod pewnymi względami wejście na kilka godzin do świata Momoy rzeczywiście ociera się o zakrzywienie czasoprzestrzeni.

Jego życie jest proste i często surowe. Kiedy nie pracuje, większość dni spędza na wspinaczce skałkowej z dziećmi i jeżdżeniu z kumplami przez Kanion Topanga na starych harleyach. On i jego żona, aktorka Lisa Bonet, jakimś cudem przetrwali miesiące lockdownu, nigdy nie czując potrzeby zakupu telewizora. Pojawił się na naszym planie w podartych bojówkach, które wyglądały, szczerze mówiąc, na piętnastoletnie – pewnie właśnie dlatego, że miały 15 lat.

Momoa to gość, który potrafi pomieszkiwać w samochodzie, ale też popłakać się ze wzruszenia na urodzinowej imprezie, gdy jego córka Lola na początku tego roku kończyła 13 lat. Ma imponujące 193 cm wzrostu, a jego szerokie ramiona i beczkowata klata w jakiś sposób sprawiają, że na żywo wydaje się jeszcze większy. Jednak jest na tyle oswojony ze swoim ogromem i męskością, że nie przeszkadza mu, gdy w trakcie rozmowy używa różowej gumki do związania włosów. „To moja, nie Loli” – mówi obojętnie.

REKLAMA

REKLAMA

Wewnętrzna przestrzeń

Z własnego wyboru, w wieku 41 lat, Momoa jest na rozdrożu kariery. Aktor jest w godnej pozazdroszczenia sytuacji, w której może zarobić miliony, grając charyzmatycznych, mitycznych wojowników, którzy pokonują wrogów na ekranie w sposób, który przemawia do nastoletnich chłopców, kobiet w średnim wieku i… wszystkich pomiędzy. Nadal może doprowadzać swoje ciało do skraju wytrzymałości, akceptując mordercze role He-Mana, bo propozycje wciąż napływają, a jego zreperowane chirurgicznie kolana jeszcze jakoś się trzymają.

Ale po dwóch dekadach w branży Momoa po raz pierwszy zasmakował pracy nad prestiżowym filmem z uznanym reżyserem i mnóstwem aktorów nominowanych do Oscara. I cóż, ma ochotę ugryźć  jeszcze większy kawałek tortu. Już niedługo będziemy mogli go zobaczyć w „Diunie”, pierwszej odsłonie długo oczekiwanej (drugiej) filmowej adaptacji powieści science-fiction autorstwa Franka Herberta, która od czasu jej wydania w 1965 roku sprzedała się w ponad 20 milionach egzemplarzy.

Momoa gra postać Duncana Idaho, mistrza miecza i mentora młodego bohatera Paula Atreidesa (granego przez Timothée Chalameta). Nad talerzem z mięsem i serami w małej, wyłożonej drewnem przyczepie na planie naszej sesji Momoa stara się opanować swoją ekscytację filmem. Przez cały czas trwania wywiadu stoi.

Aż podskakuje na palcach, gdy opowiada o swoich utalentowanych współpracownikach: o Chalamecie („młody człowiek równie piękny w środku, jak na zewnątrz”); Oscarze Isaacu („moje nowe męskie zauroczenie”); Joshu Brolinie („którego tak bardzo podziwiam”) i Javierze Bardemie („dla mnie jak bóg, szczyt”). Reżyser „Diuny”, Kanadyjczyk Denis Villeneuve (reżyser m.in. „Sicario”, „Nowego początku”, „Blade Runnera 2049”), przeczytał serię książek jako dziecko i nazwał zrobienie filmu urzeczywistnieniem życiowego marzenia.

Momoa mówi, że zgłoszenie się do roli Idaho w adaptacji Villeneuve’a było jedną z najłatwiejszych decyzji zawodowych, jakie kiedykolwiek podjął. Ale to nie znaczy, że nie robił z tego powodu w gacie. „Pakujesz się z buciorami w czyjeś marzenia i namawiasz, by wybrał mnie do tej roli – mówi Momoa z ustami pełnymi salami i cheddara. – Czułem się trochę jak mały krętacz”.

REKLAMA

Wzory do naśladowania

Może i mógł być żonaty z matką smoków, jako Khal Drogo w „Grze o tron”, ale mówi, że nic nie było w stanie przygotować go na kręcenie sceny w blasku Javiera Bardema podczas jednego z jego pierwszych dni na planie.

Siedzimy przy stole, a scena pokazuje wejście Javiera do pokoju. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś wchodził do pomieszczenia tak jak on, i od razu je wypełnił. Po prostu podchodzi do stołu i patrzy na wszystkich z góry. Na wszystkich spogląda, do mnie jakby trochę mruga, a ja chichoczę w środku, bo nie mogę uwierzyć, że oto stoję teraz przy tym samym stole. Następnie wypowiada swoją kwestię i rozwala nią system. Zaraz jednak podchodzi do niego Denis i zaczyna mu dawać wskazówki aktorskie, a ja jestem zaskoczony, bo jakie, do cholery, wskazówki można mu w ogóle dać? Jestem całkowicie skonsternowany. Ale dzięki nim jest coraz lepiej i lepiej, bo Denis jest naprawdę dobry. Więc stoję tam absolutnie przerażony, ponieważ musiałem wejść w całą tę charakterystykę science-fiction, która wcale nie jest moją broszką. A potem zagrałem scenę i nie dostałem żadnych uwag od reżysera. Byłem tak niewiarygodnie szczęśliwy, że mógłbym się rozpłakać”.

Aktorzy obsadzani w hollywoodzkich hitach nie zawsze umieją się ze sobą dogadać. Shia LaBeouf rzekomo (raczej nieprawdopodobne) znokautował Toma Hardy’ego na planie filmu „Gangster” (2012 r.). Policja musiała przerwać walkę między LL Cool J i Jamiem Foxxem podczas zdjęć do „Męskiej gry” (1999 r.). A Ryan Gosling i Rachel McAdams podobno musieli odbyć zorganizowaną dla nich na poczekaniu sesję terapeutyczną podczas kręcenia „Pamiętnika” (2004 r.).

Natomiast w wywiadach promocyjnych, towarzyszących „Diunie”, aktorzy tak wylewnie chwalą się nawzajem i do tego stopnia przerzucają się tylko dla nich zrozumiałymi żarcikami, że sprawiają wrażenie podróżującej trupy kumpli – komików, którzy od wielu lat jeżdżą razem po kraju. W dość posępnym, skądinąd, zwiastunie „Diuny” możemy zobaczyć, jak postać Momoy – Idaho – radośnie ryczy na Atrydę na powitanie (granego przez Chalameta), po czym podnosi młodego aktora w ciepłym, braterskim uścisku. Momoa mógłby się czuć w tej grupie nieswojo, ale ci, którzy z nim pracowali, mówili, że to jego bezpretensjonalny urok był kluczowy dla tworzenia się chemii między obsadą na planie. W e-mailu do Men’s Health Chalamet wyznał, że to Momoa w dużej mierze przyczynił się do tego, że grupa czołowych gwiazd występujących w filmie stała się sobie tak bliska.

„Jason inspiruje ducha grupy – napisał. – Jest kimś, kto każdego dnia wnosi na plan pierwotną radość z kręcenia filmów. Jest jednym z tych, którzy wzbogacają ludzi będących w pobliżu swoim koleżeństwem, co jest szczególnie ważne, gdy zaczynasz karierę jako aktor”.

REKLAMA

REKLAMA

Droga do Aquamana

Jason Momoa jeszcze w młodym wieku nauczył się znajdować radość i zachwycać małymi rzeczami. Urodził się na Hawajach, ale jedynaka wychowywała samotna matka w małym miasteczku Norwalk w stanie Iowa na Środkowym Zachodzie.

Momoa, wspominając dzieciństwo, mówi, że w miejscu, gdzie dorastał, nie było wiele do roboty, ale bawił się świetnie – przeżywał swoje dziecięce przygody na świeżym powietrzu i na zakurzonych polach. Rozwijał w sobie fascynację dla wszystkich starych, pięknych rzeczy, dziś opowiadających historię jego życia, w którym, już jako dorosły człowiek, w każdy weekend jeździ z własną mamą na targ antyków, bądź jedzie dziewięć godzin, żeby powspinać się na skałkach w Boulder, w Kolorado.

„Choć pracuję w Hollywood, w 100% pochodzę ze Środkowego Zachodu – mówi. – Ciężko pracuję i nie uważam, że coś mi się należy. Jestem wielkim, rodzinnym facetem”. Momoa interesował się ochroną oceanu na długo przed tym, zanim wcisnął się w skafander Aquamana. Dorastał, chcąc zostać naukowcem, i zanim porzucił naukę, studiował na kierunku biologia dzikiej przyrody Uniwersytetu Stanowego Kolorado. Mówi, że jednym z jego wielkich celów do osiągnięcia w 2021 roku jest ograniczenie jedzenia mięsa ze względów środowiskowych – co będzie trudne, ponieważ naprawdę uwielbia jeść mięso.

„Chciałbym także przejść od bycia największym fanem Guinnessa do bycia po prostu zwykłym, naprawdę dużym fanem Guinnessa” – dodaje. Jednym z jego pozostałych postanowień noworocznych jest więcej ćwiczyć. Serio. „Wcale tak dużo nie trenuję – wyznaje. – To po prostu genetyczne. Hawajczycy są duzi. Dużo wspinam się po skałach, ale podnoszenie ciężarów jest dla mnie wyzwaniem. Wolałabym po prostu robić piesze wędrówki oraz ćwiczenia z masą ciała: normalne pompki, podciągania, przysiady. Raz namówiła mnie żona i spróbowałem jogi. Powiem wam, że to była najtrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem”.

REKLAMA

Dystans do siebie

Im bardziej Momoa śmieje się z samego siebie, tym łatwiej go zobaczyć w rolach komediowych, podobnie jak John Cena czy Rock (Dwayne Johnson). To, co sprawiło, że jego występ w „Aquamanie” był tak dobry, to stworzenie superbohatera, który nie traktuje siebie zbyt poważnie. Gdy skończy kręcić „Aquamana 2” (jeżeli pandemia pozwoli), chciałby mieć szansę zagrania w komedii. „Głównego bohatera w komedii romantycznej, najlepszego przyjaciela – kujona, nerda, coś takiego – mówi. – Marzyłbym, żeby to zagrać, ale nikt mnie nie zatrudni do takich ról”. Ma nadzieję, że po „Diunie” otworzy się przed nim więcej możliwości.

ZOBACZ TEŻ: Jason Momoa - trening Conana

Mógłby wieść wygodne życie, grając wciąż tę samą postać, ale wygoda to nie jest jego bajka. W końcu mamy do czynienia z człowiekiem, który zebrał się na odwagę, by zaprosić na randkę swoją boginię żonę, gdy ta miała 38 lat, a on zaledwie 26. Choć teraz przyznaje, że nie radził sobie wtedy najlepiej. „Jednak kiedy ludzie mówią: »Nie możesz tego zrobić!«, ja robię. Poślubiłem Lisę Bonet” – mówi, najwyraźniej wciąż zdumiony, że nie tylko zgodziła się pójść z nim raz na randkę, ale 15 lat później wciąż trzyma się jego boku. „Mogę zrobić wszystko, co zechcę!” – zapewnia Momoa.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA