[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.8

Koncert Jamiroquai w Krakowie już w maju!

Lata 90. miały swoje wady: szeleszczące ubrania z kreszu, fatalne fryzury i brzydkie budy na każdej ulicy. Ale miały też wielką zaletę - świetną muzykę. Tak dobrą, że można się było przy niej bujać całą noc bez żadnych pigułek. Dziś ta muzyka wraca i to w wielkim stylu. Chcesz się przekonać? Zapraszamy 23 maja do Krakowa na koncert megagwiazdy ostatniej dekady XX wieku - Jamiroquai.

Jamiroquai Kraków 2019 Jamiroquai w Rio de Janeiro
 

Dzielę muzykę na trzy kategorie: do pracy, do wsłuchiwania się i do zabawy. Do pierwszej grupy trafiają utwory, które dobrze znam i które nie przykuwają mojej uwagi tekstem: smooth jazz, muzyka klasyczna i dixie. W drugiej jest sporo wykonawców, których cenię albo za teksty, albo za wyjątkową muzykę. W folderze „zabawa” zaś upchane mam zaledwie kilka, ale za to starannie dobranych zespołów. Jamiroquai ma w tej kategorii przypisany tag „ulubione”. To była miłość od pierwszego wejrzenia, a dokładniej - usłyszenia.

Wehikuł czasu

Rok 1995. Wychodzę z zadymionego klubu, gdzie ponurzy heavymetalowcy w atmosferze ciężkiej od dymu i riffów Enter Sandman popijają piwo, rozglądając się za dziewczynami, których nie było tu od upadku komunizmu. Idę do drugiego, ale tam też jest trochę jak w koszarach, nawet bardziej, bo tu z kolei dominuje fryzura na zero i tylko na pozór wesołe rytmy ska. Też wychodzę, bo unoszący się w powietrzu zaduch testosteronu jest nie do zniesienia.

Około północy trafiam w końcu do trzeciego klubu. Podobno piekło ma siedem kręgów, ale ja już po przejściu przez dwa dotarłem do raju. Na malutkim parkiecie tłoczą i bujają się ludzie. Uśmiechnięte dziewczyny, zrelaksowani faceci – nikt nie patrzy na siebie wilkiem, wszyscy są życzliwi, jakby zażyli extasy (jakby, bo w 1995 MDMA nie było jeszcze w Polsce przesadnie popularne). Te kilkadziesiąt, góra sto osób kołysze się do dobiegającej z głośników funkowej, falującej muzyki i charakterystycznego wysokiego głosu wokalisty.

Od pierwszego wejrzenia

Wiecie, jak to jest – w zasadzie najbardziej lubimy te piosenki, które znamy, jednak w tym przypadku zasada się nie sprawdziła – tę muzykę polubiłem najbardziej, chociaż słyszałem ją po raz pierwszy w życiu. Oczywiście nie miałem pojęcia, kto gra, podszedłem więc do DJ-a, który wykrzyczał mi do ucha coś, co z grubsza brzmiało jak „Żamiroka”. Trochę mało informacji, żeby znaleźć wykonawcę. Przypominam, że w 1995 roku nie było jeszcze YouTube, Google ani Shazzam. Co mi pozostawało? MTV z satelity (Polski oddział MTV powstał dopiero kilka lat później).

Siedziałem więc przed telewizorem i czekałem aż usłyszę połamane rytmy, które tak mocno wbiły mi się w uszy tamtego wieczoru. W końcu się doczekałem. Nie pamiętam już, co to był za teledysk, wydaje mi się, że Space Cowboy, ale dziś nie dałbym już sobie uciąć głowy.

Teledysk do Space Cowboy Jamiroquai

 

REKLAMA

Prawdopodobnie impreza, która wdrukowała mi Jamiroquai w zwoje nerwowe, była zasilana płytą Return of the Sapce Cowboy z 1994. Do dziś zresztą jest to moja ulubiona płyta z repertuaru tego brytyjskiego zespołu. No właśnie... zespołu. Wstyd się przyznać, ale o tym, że Jamiroquai to zespół, a nie wokalista, dowiedziałem się dopiero z internetu, czyli kilka lat później. Długo miałem do dyspozycji jedynie pirackie kasety, na których opisy były słabo czytelne. O dziwo, nie jestem odosobnionym przypadkiem. Całkiem niedawno znalazłem pod jednym z klipów na YT komentarz internauty, zdziwionego, że ten drobny facet w kapeluszu to nie Jamiroquai tylko Jay Kay – założyciel, główny kompozytor i wokalista zespołu.

W niektórych teledyskach Jamiroquai w ogóle nie widać muzyków - nic dziwnego, że wydawało mi się, że Jamiroquai to ten facet poniżej.

Eliksir dobrej zabawy

Jak to się stało, że zespół, który powstał w 1992 roku do dziś jest w stanie zapełniać (i zapełnia!) największe areny świata? Co sprawia, że na koncerty przychodzą nie tylko weterani pierwszych rave'ów, ale także ich dzieci, które dotarły do Jamiroquai własnymi krętymi ścieżkami? Tajemnica sukcesu brytyjskich pionierów tzw. future funk tkwi w bezpretensjonalności ich muzyki. Jamiroquai są jak ABBA czy Bee Gees – ponadczasowi.

Mimo czasami zaangażowanych tekstów nie jest to muzyka buntu, która z definicji skazana jest na pożarcie przez mijające lata. Wykrzykujący do mikrofonu swoje oskarżenia dwudziestolatek jest autentyczny. Po pięćdziesiątce już trochę mniej.

Natomiast zabawa jest wieczna. Funk się nie starzeje i nie nudzi. Wystarczy popatrzeć na relacje z koncertów Jamiroquai w Londynie czy na festiwalu Coachella z 2018 roku, żeby się przekonać, że Jay Kay mimo pięćdziesiątki na karku wciąż porusza tłumy. Ludzie, którzy przyszli na koncert Jamiroquai, żeby się świetnie bawić, z pewnością wracają do domu, nucąc pod nosem wciąż jeszcze wibrujące w uszach kawałki. Spoceni, ale szczęśliwi.

Słuchaj, tańcz, baw się!

Lubisz czuć pulsujące basy nie tylko uszami ale i brzuchem? Dobre wibracje wprawiające Cię w nastrój tak dobry, że zapominasz całkowicie o codziennym stresie? Lubisz ten stan, kiedy z bananem na twarzy wychodzisz z tysiącami podobnych do Ciebie ludzi, którzy jak rzeka szczęścia wylewają się na chodniki wokół hali koncertowej? To właśnie masz okazję. Już 23 maja w TURON Arena Kraków o godzinie 20 Jamiroquai zagra właśnie dla Ciebie. Nie tylko stare hity, ale i te nowe. Przekonasz się, że Jay Kay i jego ekipa wciąż potrafią sprawić, że najbardziej polubisz te piosenki, których jeszcze nie słyszałeś. Tak jak po raz kolejny my - ekipa MH na pewno w TAURON Arena Kraków się zamelduje.

 

 

Bilety

Bilety są dostępne na: www.eventim.pl/goodtaste, www.ebilet.pl oraz w sklepach sieci Empik i Media Markt.

Ceny

Miejsca stojące: 269 zł (płyta); miejsca siedzące: 149 zł (strefa C), 229 zł (strefa B), 289 zł (strefa A), 899 zł (strefa VIP).

Uwaga! Organizator przestrzega, że zakup biletów poza autoryzowanymi punktami sprzedaży (np. na Facebooku, na aukcjach internetowych czy od tzw. koników) stwarza ryzyko zakupu biletów nieoryginalnych lub nieważnych, które nie umożliwią wejścia na koncert.

Regulamin Imprezy dostępny na: www.goodtaste.pl/regulamin

Artykuł powstał we współpracy z firmą Good Taste Production.

Komentarze

 (5)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij