Jak zostać bokserem w 8 miesięcy - wywiad z Piotrem Głowackim

Hollywodzcy aktorzy nie mają monopolu na niesamowite metamorfozy. Piotr Głowacki, żeby zagrać w filmie „Mistrz” pięściarza Tadeusza Pietrzykowskiego, musiał zrobić mistrzowską formę. Zmniejszył masę ciała o ponad 20%, jednocześnie budując mięśnie, a do tego nauczył się walczyć jak bokserski mistrz. Zapytaliśmy go, jak tego dokonał. 

Piotr Głowacki Rafał Masłow
Praca nad rolą była dwutorowa. Z jednej strony trening czysto bokserski, z drugiej trening aktora, który miał odegrać pięściarskiego mistrza. Fot. Rafał Masłow
 

REKLAMA

Za pierwszą walkę otrzymał pół bochenka chleba i kostkę margaryny. Po wygranym pojedynku z niemieckim kapo przyszły kolejne zwycięstwa, z wielokrotnie cięższymi i silniejszymi przeciwnikami. Głodujący, wyczerpany morderczą pracą, ważący ledwie 40 kg bokser raz po raz musiał stawać w obozowym ringu. I pięściami wywalczył sobie życie.

Mowa o przedwojennym mistrzu Tadeuszu Pietrzykowskim, zwanym „Teddy”. Na ekrany kin właśnie wchodzi „Mistrz” (premiera: 27.08.2021), film oparty na prawdziwych wydarzeniach, przedstawiający losy sportowca, który za drutami obozu koncentracyjnego Auschwitz stał się symbolem niezłomnej woli i pasji, pokonującej największe zło. W rolę „Teddy’ego” wcielił się Piotr Głowacki, który do tej roli przeszedł całkowitą metamorfozę. 

MH: Nie trenowałeś nigdy sportów walki, a Twoją poprzednią rolą był Marcel z „Planety Singli”, który uwielbiał słodycze i ważył 79 kg. I nagle dostajesz scenariusz filmu, w którym masz zagrać pięściarza i więźnia obozu Auschwitz. Nie przestraszyłeś się?

PG: Nie, wręcz przeciwnie. Im większe wyzwanie, tym finalnie większa radość. Wcielanie się w nowe postacie i uczenie coraz to innych umiejętności to przecież moja praca. Po przeczytaniu scenariusza szybko siedliśmy do stołu i ustaliliśmy, co jest do zrobienia. Wiadomo było, że walki są integralną częścią dramaturgii filmu i postaci, więc nie chcieliśmy posiłkować się dublerami.

Ta decyzja, którą odpowiedzialnie podjęliśmy z głównym koordynatorem kaskaderskim i mojego przygotowania Maciejem Maciejewskim ustawiła przebieg naszych prac. Musiałem skupić się na ciele, które będzie eksponowane w większości scen. Film jest obrazem i widza nie oszukasz. Zarówno sylwetka, jak i walki musiały być przekonujące.

Choć zdjęcia zostały ukończone ostatecznie po 14 miesiącach, to w punkcie wyjścia miałem tylko 8 miesięcy, by stać się przedwojennym pięściarzem z ciałem umięśnionym, a jednocześnie maksymalnie pozbawionym tkanki tłuszczowej.

Piotr GłowackiRafał Masłow
Piotr Głowacki miał w punkcie wyjścia zaledwie 8 miesięcy, by przemienić się w pięściarskiego mistrza. Żeby tego dokonać, musiał zaangażować się w projekt nie na 100%, ale 110%. Fot. Rafał Masłow

 

REKLAMA

MH: Współpracowałeś z profesjonalnym zespołem, który pomógł Ci zmienić się w bohatera. Musiało być intensywnie.

PG: Zacząłem od biegania. Chodziło głównie o to, by rozruszać ciało. Po miesiącu włączyliśmy systematyczne treningi siłowe. Mam z nich zdjęcia – zarośnięty brodacz z brzuszkiem w siłowni, gdzie trzy dni w tygodniu pod okiem trenera Michała Pluskoty przeplatałem trening obwodowy elementami pracy z ciężarem własnego ciała.

Pod względem kondycyjnym musiałem przygotować się tak, by za kilka miesięcy podołać trudom realizacji scen walk – 5 dni zdjęciowych po 12 godzin w ringu. Do tego dochodził trening pięściarski z Konradem Ostrowskim. Przeszedłem przyspieszone szkolenie od poziomu absolutnego zera. Zaczynaliśmy od kroku podstawowego, postawy i drabinki. Co trening dochodziły kolejne ciosy, a w końcu sparingi, których było potem więcej i więcej.

MH: Reżyserowi Maciejowi Barczewskiemu sugerowano, by postawił na młodego atletę o aparycji zabijaki. Odpowiadał, że szuka jego przeciwieństwa. Kogoś niepozornego, wręcz niegroźnego, ale w czyich oczach można dostrzec zaciśnięte pięści. Poczułeś je, zbliżyłeś się do mistrza?

PG: Cały czas walczyliśmy o lekkość, sprężystość i spontaniczność ruchową. Na pewno nauczyłem się, jak sprawiać wrażenie lepszego, niż jestem naprawdę. Praca była dwutorowa. Z jednej strony trening czysto pięściarski, a z drugiej trening aktora, który miał odegrać rolę mistrza. Zamiast jednego, musiałem zawsze robić dwa kroki, żeby w tak krótkim czasie dojść do imitacji mistrzostwa.

Nie mogłem być początkującym pięściarzem, musiałem ruszać się, reagować, zachowywać i mówić jak zwycięzca w ringu. Ogromną pomocą był dla mnie Sparta Gym z Danielem Prokuratem Mistrzem Świata Muay Thai 2013, w którym miałem szansę podglądać zawodników różnych sztuk walki w przygotowaniach do prawdziwych zawodów. Daniel po pewnym czasie zaakceptował moje zaangażowanie i mimochodem podrzucał różne drobne, ale znaczące uwagi, pomógł mi również dotrzeć do Rzeszowa.

MH: Odwiedziłeś tam jednego z najstarszych aktywnych trenerów pięściarstwa.

PG: Tak, na koniec przygotowań udało mi się nawiązać kontakt z panem Marianem Basiakiem [trener Łukasza Różańskiego], który pamięta przedwojenny boks i który nadal odnosi sukcesy w Stali Rzeszów. Ćwiczył, podobnie jak „Teddy”, u legendarnego Feliksa Stamma, wybitnego szkoleniowca, twórcy tzw. polskiej szkoły boksu. Pokazywał mi stare triki. Dzięki niemu miałem szansę dotknąć pięściarstwa, które już odeszło.

Piotr GłowackiRafał Masłow
Reżyser Maciej Barczewski szukał do roli kogoś niepozornego, wręcz niegroźnego, ale w czyich oczach można dostrzec zaciśnięte pięści. I znalazł. Fot. Rafał Masłow

 

REKLAMA

MH: Niemcy nazywali Tadeusza Pietrzykowskiego Weiss Nebel, „biała mgła”, bo przeciwnikom trudno było go trafić. Czy posiadłeś podobne umiejętności?

PG: Sparingi dały mi poczucie, że rzeczywiście istnieje taka możliwość, żeby być szybszym od pięści. W pięściarstwie patrzysz na człowieka i przewidujesz jego złożenia. Jest inteligentną rozgrywką, jak bardzo szybkie szachy. Mistrzowie wiedzą, gdzie ich przeciwnik będzie za 4 ruchy.

Tak działał Pietrzykowski, był wirtuozem uniku. Zwinność, uważność, błyskotliwość spojrzenia – tego szukaliśmy w choreografii, pracując z Jarosławem Golcem [kaskader koordynator, odpowiedzialny za choreografię wszystkich scen walki w filmie].

Tych cech wypatrywałem, oglądając walki prawdziwych pięściarzy, a których potem starałem się imitować. Obejrzałem masę filmów, od „Gladiatora”, przez wszystkie części „Rocky’ego”, po „Człowieka ringu”. Niestety, nie zachowały się zdjęcia ani nagrania potyczek „Teddy’ego”, musieliśmy odtworzyć je na bazie jego dziennika i wspomnień innych. A tak naprawdę stworzyć własny sposób walki zintegrowany ze sposobem jego pokazywania przez operatora Witka Płóciennika.

MH: Z 79 kg zszedłeś do 61 kg, straciłeś ponad 20% masy ciała.

PG: Przez 14 miesięcy byłem na diecie pudełkowej. Jadłem 5 posiłków, 1500 kcal dziennie. Jestem wegetarianinem, więc dania były bezmięsne – warzywa, kasze, soja. Najtrudniejszy był okres zdjęciowy. Mimo 12 h na planie kontynuowałem treningi i dietę, by nie stracić formy w kulminacyjnym momencie.

Piotr GłowackiRafał Masłow
Dzięki odpowiedniej diecie i treningowi Piotrowi Głowackiemu udało się przeprowadzić rekompozycję, czyli zwiększyć masę mięśniową w czasie redukcji masy ciała. Fot. Rafał Masłow

 

REKLAMA

Ostatecznie wyszło mi to na dobre. Na początku wiek metaboliczny wynosił w obliczeniach 46 lat, czyli ciało czuło się starsze niż wskazywał kalendarz. Ale dzięki diecie i treningowi zszedłem do realnego wieku, a w szczycie nieco poniżej. Cudowny prezent na 40. urodziny.

MH: Co było największym wyzwaniem podczas przygotowań i zdjęć do „Mistrza”?.

PG: Utrzymanie się w tym reżimie przez 14 miesięcy. Jestem aktorem, człowiekiem zmiany. A tu przez taki okres musiałem pozostawać w ściśle wyznaczonym harmonogramie żywieniowym i strukturze treningowej nałożonej na mój zwykły rozkład zajęć: planów filmowych, spektakli w teatrach, wykładów w Akademii i życia rodzinnego.

W każdym z tych miejsc, zdarzyło mi się nie raz mieć trening z Michałem, który dojeżdżał do mnie, żebym wykorzystał jedyną godzinną przerwę w dniu i nie wypadł z rytmu. Podczas wakacji byliśmy online.

Utrzymanie się w tej rutynie z wiarą, że film w ogóle dojdzie do skutku, było nie lada wyczynem. Drżenie o rozpoczęcie zdjęć towarzyszy każdemu filmowi, element ryzyka istnieje zawsze, choćby w kwestii warunków atmosferycznych - deszczowe lato lub bezśnieżna zima potrafi przenieść projekt o rok.

Trudność sprawiało też to, że nie decydowałem, co i kiedy jem. Celem było odchudzanie, a właściwie odtłuszczenie przy jednoczesnej budowie masy. Czułem, że jedzenie pozbawione wolności wyboru, staje się tuczeniem, czułem się jak zwierzę hodowlane.

Czasem pomijałem posiłki, bo mechaniczność i reżim zabijała w ogóle chęć jedzenia. Do tego dochodziło uczucie głodu, bo przecież 1500 kcal to niewiele przy tej aktywności. Ostatni posiłek jadłem o 19, a pracowałem do późnej nocy.

W chwilach kryzysu myśli cały czas krążyły wokół jedzenia. Podobnie jak myśli „Teddy’ego” w obozie. Oczywiście chodzi o skrajnie odmienne sytuacje, ale on też nie decydował o tym, co je, nim również kierował głód.

Co za porównanie, ktoś pomyśli. Ale moja praca polega na tym, by odnajdować w swoim życiu ślady życia granej postaci, by ją lepiej zrozumieć i odegrać. Tym trudniejsze były momenty, kiedy nie miałem sił lub nie zdążyłem z natłoku zajęć dojeść czegoś. To poczucie winy. No i patrzenie ludziom na talerz. Każdy kto był kiedyś na pudełkach wie o czym mówię.

MH: Skoro o tym mowa, jak przygotowywałeś się mentalnie do tej roli?

PG: Dopełnieniem był pobyt w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Przez kilka dni i nocy mieszkałem w budynku administracji z widokiem na druty. Miałem dostęp do wszystkich miejsc i olbrzymiej wiedzy pracujących tam osób. Chodziłem na obchody ze strażnikami, przewodnikami.

Te nocne opowieści były niezwykłe. Rozmawialiśmy też o sporcie w KL Auschwitz, temacie mało poruszanym przez historyków. Był to rodzaj wspólnego śledztwa i zdziwienia, gdy uświadamialiśmy sobie, jak dużo tego sportu było.

Dla przypomnienia, mówimy o obozie, do którego Tadeusz Pietrzykowski przybył w pierwszym transporcie w 1940 r. Wtedy Auschwitz funkcjonowało jako więzienie polityczne, byli tam też Niemcy i inne narodowości. To ci więźniowe narażeni na głód i śmierć, budowali pozostałą część obozu.

W niedzielę zazwyczaj zwalniano ich z pracy i osadzeni mimo wycieńczenia i przerażających warunków grali w piłkę, bądź urządzali walki. Boks rozwinął się tak bardzo, że w jednym z ostatnich sparingów, Polacy i Niemcy walczyli w 11 kategoriach wagowych.

MH: Czego jeszcze nauczyła Cię rola przedwojennego mistrza?

PG: Zależało nam, by film nie wywoływał jedynie ekscytacji zderzeniem sportu i obozu. Chodziło o to, by ludzie odnaleźli tam głębsze warstwy. Tadeusz Pietrzykowski trafił do straszliwego miejsca, w którym, by przetrwać, ludzie podejmowali różne wybory.

On wywalczył życie pasją. Swoimi zwycięstwami dawał nadzieję innym. Za walki dostawał dodatkowe racje żywności, którymi się dzielił. Wraz z Witoldem Pileckim działał w obozowym ruchu oporu. A po wojnie nie wrócił już do ringu tylko został trenerem i nauczycielem.

Cały film jest próbą postawienia pytania: Co to znaczy być mistrzem? W końcu każdy czas ma swoje wyzwania, my też podejmujemy różne życiowe wybory. To od nich zależy, jak wygląda obecny świat i jak będzie wyglądał świat naszych dzieci. Czy te wybory są na miarę mistrza?

Zobacz również:
Przestań biegać równym tempem, a zobaczysz, o ile łatwiej przebiegniesz nawet maraton.  
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA