Jak rozpoznać samochód po powodzi?

Ostatnie powodzie na zachodzie Europy spowodowały falę memów, na których auta po zalaniu jadą na lawetach do Polski, gdzie zostaną wystawione na sprzedaż z opisem „Niemiec płakał jak sprzedawał”. Czy warto kupować takie auto i jak rozpoznać, że samochód został zalany przez powódź?

Samochód po powodzi Shutterstock.com
Woda jest wyjątkowo sprawiedliwa - zalewa wszystko do pewnego poziomu, nie omija domów bogaczy, nie omija też komisów i salonów z nowymi autami.  Niemcy, Belgia, Austria, Włochy... te bogate kraje ucierpiały wskutek gwałtownych opadów deszczu w lipcu i wiele tysięcy aut zostało zalanych. Część z nich może trafić do Polski w ramach prywatnego importu. Zapewne nie wszystkie zostaną szczerze opisane jako auta popowodziowe. 

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: Jak przetrwać katastrofę?

Czym grozi zalanie samochodu?

Auto zalany przez wodę w zasadzie nie nadaje się do użytku, o ile nie zostanie natychmiast profesjonalnie rozebrane, osuszone, solidnie zakonserwowane i ponownie poskładane. Niestety jest to proces czasochłonny i drogi, więc wielu właścicieli zalanych samochodów poprzestaje na prowizorce - osuszeniu, wyczyszczeniu ze szlamu i wystawieniu na sprzedaż, żeby pozbyć się problemu. Profesjonalna naprawa auta zalanego jest możliwa, ale wymaga starannego osuszenia i wyczyszczanie silnika, skrzyni biegów, wszystkich silniczków, dokładnego wyczyszczenia całej elektryki i ponownego zabezpieczenia przed korozją całego auta - to da się zrobić, wymaga jednak znacznych nakładów i - przede wszystkim - wiedzy, że auto została zalane. 

Gdy auto zostaje zalane przez wodę, wdziera się ona w każdą najmniejszą szparę, wsiąka w tapicerkę, zalewa wszystkie styki w elektryce, wypłukuje różne płyny. Efekty zalania mogą pojawić się kilka lat później w postaci m.in. awarii elektryki i elektroniki, rozwoju grzyba i pleśni oraz, oczywiście - korozji. W zalanym aucie woda przedostaje się bowiem również tam, gdzie normalnie nikt się jej nie spodziewa, a więc do miejsc niekoniecznie zabezpieczonych solidnie przed korozją – pod deskę rozdzielczą, do mocowań foteli, do słupków... dosłownie wszędzie. 

Jak rozpoznać, że auto było zalane

Jeżeli samochód został sprytnie przygotowany do sprzedaży przez fachowców, rozpoznanie zalania z przeszłości nie będzie łatwe, bo nieuczciwi handlarze doskonale wiedzą, jak zakamuflować ślady zalania. Mimo wszystko jednak warto dokładnie sprawdzić przed zakupem, a nawet przed wyprawą do warsztatu, który będzie oceniał stan pojazdu - jeśli samochód był zatopiony, nawet ten wydatek jest niepotrzebny. Co powinno budzić Twoje wątpliwości?

  • Rejestracja w okolicach, w której była niedawno powódź. Koniecznie to sprawdź.
  • Idealnie czysta komora silnika - to ładnie wygląda, ale może świadczyć o chęci zatuszowania albo śladów po powodzi, albo jakichś wycieków. 
  • bardzo intensywny zapach odświeżaczy powietrza - w ten sposób maskuje się zapach stęchlizny w zalanych samochodach
  • pozwijane naklejki na drzwiach i pod maską
  • zupełnie nowa kartka z podejrzanie starą, albo podejrzanie świeżą datą wymiany oleju
  • nierówna praca silnika na wolnych obrotach - może świadczyć o zalaniu elektroniki albo/i katalizatora
  • osad w kloszach reflektorów - nierównomierne parowanie pozostawia na plastikach poziome kreski
  • zapach stęchlizny w bagażniku
  • niedokładnie osadzona lub plamy na tapicerce na suficie
  • źle działający system audio 
  • jeśli tylko się da, zobacz, jak wyglądają głośniki w drzwiach - nawet na impregnowanych membranach woda może pozostawić ślad. 

Historia prawdziwa

Jakieś 10 lat temu kupiłem Mazdę 323f w świetnym stanie za wcale nie takie okazyjne pieniądze. Silnik pracował równiutko, tapicerka była idealnie czysta, w środku pachniało. Nic nie pukało, nic nie stukało. Jednak już rok później na nadkolach pojawiły się bąble rdzy. No cóż, Mazda nie słynie z rewelacyjnego zabezpieczenia antykorozyjnego, więc mnie to nie zdziwiło. Potrem pojechałem na kolejny przegląd i diagnostyk zwrócił uwagę na rdzewiejące na potęgę podwozie. Wszystkie blachy podłogi, osłony, uchwyty i mocowanie były pokryte rdzą. POmyślałem, że po prostu muszę podjechać do warsztatu i zabezpieczyć podwozie. Hm, nie da się zrobić tego dobrze - usłyszałem. Za bardzo przeżarte rdzą.

Mechanik, który mi oczyścił podwozie zwrócił uwagę na bardzo poważną usterkę - na nadkolach, tam gdzie są kielichy mocujące amortyzatory, blacha była niemal na wylot przerdzewiała - trzeba było wspawać solidne łaty i blacharz, który to robił, mówił, żeby raczej unikać wybojów. Wyjaśnił też, że jego zdaniem samochód po prostu stał w wodzie, być może z jakimiś chemikaliami, która całkowicie wypłukała zabezpieczenie antykorozyjne z podwozia i dolnej części karoserii. Zdjął boczki z drzwi i pokazał mi we wnękach, dokąd jego zdaniem sięgała woda - mniej więcej 5 centymetrów powyżej dolnej krawędzi drzwi rdza była już wszędzie. 

Silnik najwyraźniej nie ucierpiał, elektronika także działała bez zarzutu, ale rdza wykończyła to super autko. Tym razem Polak prawie płakał, jak sprzedawał na złom - doskonały silnik z niewielkim przebiegiem obudowany przerdzewiałą blachą.  

Jeśli nie chcesz być autorem podobnej opowieści za kilka lat, zachowaj szczególną ostrożność, kupując w tym roku auto. 

 

Zobacz również:
Z rozciąganiem jest jak z treningiem siłowym – tylko systematyczna praca  daje widoczne rezultaty. Sam zobacz, na co możesz liczyć.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA