Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Jak odstawić kawę [Testujemy na sobie]

Od kubka mocnej kawy rozpoczynasz każdy dzień, a potem wypijasz kolejne aż do wieczora, bo bez jej kofeinowego kopa brakuje Ci energii. Ale czy naprawdę jest Ci niezbędna? Zobacz, jak się od niej odzwyczaić. A potem do niej wrócić, ale już na własnych zasadach.

Bez kawy, bez kofeiny Dasz radę ograniczyć kawę? Nasz redaktor spróbował.
Jest godz. 10.40 i jestem na nogach od prawie dwóch godzin. Jakiś głosik z tyłu głowy podpowiada mi, że zasłużyłem już sobie na drzemkę. Ale nie, nie dam się zwieść tym podszeptom. Powalczę jeszcze ze sobą. Co najmniej do południa. Od kilku dni towarzyszy mi ból głowy, rozkojarzenie, stan półletargu, który praktycznie uniemożliwia pracę. Co ja wyprawiam?!

Zacznijmy od tego, że ostatnio zdałem sobie sprawę, iż powoli i niepostrzeżenie uzależniłem się od kofeiny. Najpierw, dawno temu, kawę piłem tylko od wielkiego dzwonu. Pierwszą wypiłem bodajże ucząc się do matury. Potem sięgałem po nią jedynie gdy wiedziałem, że muszę zarwać noc. Następnie stopniowo zacząłem pić regularnie, przed śniadaniem. Potem dodałem jeszcze poobiednią. I na tym poziomie moje spożycie kawy ustabilizowało się na kilka lat.

Z kawą jest tak jak z narkotykami: aby osiągnąć pierwotny efekt pobudzenia, trzeba stopniowo przyjmować ją w coraz większych dawkach.

Kiedy w Polsce pojawiła się kawa rozpuszczalna, całkowicie zrezygnowałem z parzonej i przerzuciłem się na o wiele prostszy w obsłudze napój instant. Łatwość i szybkość przyrządzania okazała się dla mnie zgubna. Od kilku lat piję już niemal wyłącznie kawę. Pierwszą przed śniadaniem. Drugą zaraz po przyjściu do pracy. Potem w mniej lub bardziej regularnych odstępach jeszcze 2-3 w redakcji, po powrocie do domu kolejną, a potem jeszcze ze dwie. W sumie wypijam dziennie minimum 6-7 kubków całkiem mocnej kawy - z dwóch czubatych łyżeczek.

Z tymi łyżeczkami to właściwie przenośnia, bo w pewnym momencie zorientowałem się, że znacznie upraszcza sprawę, jeśli się kawę wsypuje do kubka prosto ze słoiczka. Rezultat jest taki, że kiedy kawę zalewa (bo już nie zaparza) mi żona, która jest zwolenniczką herbaty, zawsze czuję niedosyt mocy. Wolę samemu przyrządzić napój. Zresztą z wzajemnością.

Kilka dni temu, kiedy żona poprosiła mnie o herbatę, ze zdumieniem odkryłem, że nie wiem, gdzie w moim własnym domu jest herbata! I to właśnie był impuls. Zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno kawa sprawia mi jeszcze przyjemność, czy też piję ją tylko z obowiązku? Co gorsza, kawa przestała też na mnie działać tak jak kiedyś. Mogłem wypić kubek czarnej jak smoła, gorzkiej kawy i spokojnie położyć się do łóżka. Po kilku minutach spałem jak zabity.

Organizm przyzwyczai się do wszystkiego

To tak jak z narkotykami: aby osiągnąć pierwotny efekt, trzeba stopniowo przyjmować coraz większe dawki. Oczywiście, kawa nie jest narkotykiem, przynajmniej nie w tym znaczeniu, co heroina czy kokaina. Nie działa na te obszary mózgu, które odpowiadają za prawdziwe uzależnienie.

Mimo to, a może właśnie tylko dzięki temu, zdecydowałem się zafundować sobie miesięczną kurację odwykową i sprawdzić, czy oczyściwszy organizm z kofeiny, będę mógł znowu cieszyć się jedną filiżanką dziennie. I właśnie dlatego tak się męczę.

Słynne badanie Framingham Heart Study wykazało, że nie ma żadnej zależności między spożyciem kofeiny a częstością występowania zawałów serca czy wylewów.

Chociaż moje nawyki kawowe można chyba nazwać ekstremalnymi, nie jestem odosobnionym przypadkiem. Kofeina to najbardziej rozpowszechniona substancja psychoaktywna na świecie. Bardziej nawet niż tak popularne używki, jak alkohol i nikotyna. W Polsce jej spożycie stale rośnie od czasów, kiedy kawę można było kupić jedynie okazyjnie lub od znajomej pani sklepowej.

Ale i tak daleko nam do czołówki światowej. Statystyczny Polak spożywa w ciągu roku równowartość około 3 kilogramów surowej kawy, podczas gdy nasi zachodni sąsiedzi prawie 10 kg, a rekordziści - Skandynawowie - od 9 do 11 kilogramów. Ja ze swoim upodobaniem do kofeiny powinienem chyba przeprowadzić się do Szwecji. Tam znalazłbym się wśród swoich.

Ale kofeina to przecież nie tylko kawa

Wiele osób pije wprawdzie mało kawy, wypijają natomiast spore ilości herbaty czy napojów energetyzujących w rodzaju Red Bulla. Kofeina jest zresztą niemal wszędzie. Można ją znaleźć w batonach czekoladowych, środkach przeciwbólowych, lekarstwach na grypę i tabletkach odchudzających. W USA są nawet gumy do żucia z kofeiną. Ten wynalazek jest ostatnio bardzo popularny, ponieważ kofeina z gumy do żucia wchłania się kilkakrotnie szybciej niż podana tradycyjnie, w filiżance.

Wiele się zmieniło od czasów, gdy Arabowie po raz pierwszy pokazali Europejczykom, jak smakuje i działa napój przyrządzany z palonych ziaren Coffea arabica. Co zatem sprawiło, że kofeinę z małą przesadą można nazwać oficjalną używką ludzkości?

Wydaje się, że największą zaletą tej substancji jest jej wpływ na mózg. O tym, że kawa wpływa na stan naszej aktywności decyduje budowa molekularna kofeiny. W 1982 roku uczeni odkryli, że pod względem budowy cząsteczka kofeiny jest bardzo podobna do adenozyny - substancji występującej w mózgu człowieka.

"Badania na zwierzętach sugerują, że adenozyna może być czynnikiem decydującym o odczuwaniu senności - wyjaśnia dr Tom McLellan, który na zlecenie armii kanadyjskiej zajmuje się badaniami kofeiny. - Zauważyliśmy, że kiedy człowiek potrzebuje snu, poziom adenozyny jest wysoki, co pozwala przypuszczać, że to właśnie ona wysyła do mózgu sygnał - wyłącz się".

Im dłużej jesteś na nogach, tym więcej adenozyny

stopniowo gromadzi się w Twoim mózgu. Nadmiar adenozyny wiąże się z jej receptorami, zmniejszając aktywność układu nerwowego, w wyniku czego stajesz się senny. Jak dotychczas nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób, ale jeżeli porządnie się wyśpisz, zapasy adenozyny są usuwane z mózgu, dzięki czemu wstajesz rano wypoczęty i rześki. Dług wobec organizmu zaciągnięty poprzedniego dnia został spłacony w całości.

Wpływ adenozyny można zminimalizować

również w inny sposób. Dzięki kofeinie. To ona "podszywa się" pod adenozynę, przyłącza do receptorów adenozyny i blokuje do nich dostęp. To tak, jakbyś wetknął komuś zapałkę w zamek - właściciel nie dostanie się do domu. Jeżeli robimy to od czasu do czasu, w porządku, ale czy blokowanie dostępu adenozynie dzień po dniu przez wiele lat może odbywać się bezkarnie?

Przez wiele lat uczeni próbowali znaleźć zależność pomiędzy spożywaniem kofeiny a różnymi dolegliwościami - od chorób serca po nowotwory. Ale, o dziwo, bez skutku. Na przykład słynne badanie Framingham Heart Study wykazało, że nie ma żadnej zależności między spożyciem kofeiny a częstością występowania zawałów serca czy wylewów.

Inne badanie, przeprowadzone na grupie 45 tysięcy mężczyzn i opublikowane w renomowanym "New England Journal of Medicine", potwierdziło te wyniki. Z kolei, norwescy naukowcy badali zależność między spożyciem kofeiny a chorobami nowotworowymi. Również nie udało im się znaleźć istotnej korelacji.

A jednak kofeina jest potępiana

przez zwolenników zdrowego trybu życia, ponieważ nie ma wartości odżywczych i nie jest niezbędna do żadnych funkcji fizjologicznych organizmu. W rezultacie, ludzie niewyobrażający sobie poranka bez filiżanki kawy, obawiają się, że ten zwyczaj, przez innych zwany nałogiem, może mieć niekorzystny wpływ na ich zdrowie. Prawda jest natomiast taka, że umiarkowane spożycie kawy i innych produktów zawierających kofeinę nie ma negatywnego wpływu na nasz organizm.

Co więcej, w niektórych przypadkach kawa może mieć wręcz korzystny wpływ. Uczeni z Harvardu odkryli niedawno, że spożywanie kofeiny może zmniejszać ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2, a włoscy lekarze zauważyli, że kawa może też zmniejszać ryzyko zachorowania na raka jamy ustnej i przełyku.

Kofeina poprawia wydolność - rowerzyści, którzy ją stosowali, mogli pedałować znacznie dłużej niż ci, którzy brali placebo. Najlepsze rezultaty osiągnęli ci, którzy nie zażywali kofeiny regularnie.

Z drugiej strony, od dawna wiadomo, że u niektórych osób substancja ta może wywołać nieprzyjemne skutki, takie jak stany lękowe czy wręcz napady paniki. Jürgen Deckert, niemiecki genetyk, odkrył, że niektóre mutacje receptorów adenozynowych mogą być przyczyną napadów paniki.

Dr Harriet de Witt z Uniwersytetu w Chicago postanowiła sprawdzić, czy ta sama mutacja może mieć wpływ na reakcje ludzi na kofeinę. Podała więc 94 ochotnikom 150 mg kofeiny (równowartość mniej więcej dwóch filiżanek kawy) lub placebo. Następnie oceniała ich reakcje, tzn. nastrój, poziom czujności, tętno i ciśnienie krwi. Każdy z uczestników miał też zbadany genotyp. U niemal wszystkich skutki zażycia kofeiny były podobne: uczucie zmęczenia ustąpiło, badani byli bardziej rześcy. Jedynie ci uczestnicy eksperymentu, u których wystąpiła specyficzna mutacja genetyczna (około 30%) zgłaszali uczucie niepokoju.

A zatem, jeśli zauważysz u siebie niepokojące objawy po zażyciu kofeiny, prawdopodobnie mają one źródło w budowie Twojego organizmu. Z czego wniosek jest następujący: jeżeli nawet po wypiciu niewielkiej dawki kawy czujesz się dziwnie, najlepiej odstaw kofeinę zupełnie.

Po kawie lepiej się myśli

- to jedna z najczęściej powtarzanych opinii o działaniu kawy. Niestety, mamy złe wiadomości dla tych, którzy mieli nadzieję, że kawa zwiększa inteligencję. Choćbyś wypił dwa dzbanki kawy i popił to czterema Red Bullami, i tak nie będziesz mądrzejszy.

"To prawda, że kofeina zdecydowanie zwiększa poziom pobudzenia, ale jeśli chodzi o wyższe funkcje mózgu, takie jak wnioskowanie czy podejmowanie decyzji - nie ma na nie żadnego wpływu" - mówi dr McLellan.

Nie da się jednak ukryć, że większość zadań, jakie przed nami stawia życie, wymaga od nas odpowiedniego poziomu pobudzenia właśnie. Amerykanie przeprowadzili tutaj bardzo ciekawy eksperyment. Otóż 16 zdrowym pilotom wojskowym kazali przez miesiąc spać w następujących sekwencjach - 28 godzin czuwania i 14 godzin snu. W czasie czuwania, co godzinę wszyscy biorący udział w eksperymencie żołnierze dostawali tabletkę. Niektórzy zawierającą 20 mg kofeiny, pozostali zaś placebo. Grupa zażywająca kofeinę miała zdecydowanie lepsze wyniki w całej gamie testów komputerowych.

Badanie to wykazało jeszcze jedną zależność - nie ma sensu wypijać kawy rano, zaraz po przebudzeniu. Kofeina działa najskuteczniej, kiedy jest dostarczana regularnie w małych dawkach. Wynika to prawdopodobnie stąd, że zaraz po przebudzeniu poziom "nasennej" adenozyny jest najniższy. Picie kawy w tej chwili jest bez sensu, ponieważ jej działanie osiąga szczyt w momencie, kiedy jeszcze nie odczuwamy senności. Jest to więc trochę strzelanie z działa do wróbelka.

Jeżeli chcesz optymalnie wykorzystać pobudzającą moc kawy i rozłożyć ją równomiernie na cały dzień, wypijaj mniej więcej co godzinę małą filiżankę. Ważne jest też, żeby nie przesadzić z mocą kawy i przestać ją pić odpowiednio wcześniej przed udaniem się na spoczynek. Dla większości ludzi oznacza to mniej więcej 4 godziny przed snem. Ci, którzy regularnie śpią po 8-8,5 godziny dziennie, tak naprawdę nie mają powodu, by budzić się kawą.

Na kawowym dopingu

Jak wynika z badań opublikowanych w "Journal of Applied Psychology", kofeina działa nie tylko pobudzająco - poprawia też wydolność organizmu, naszą zdolność do długotrwałego wysiłku. Rowerzyści, którzy zażywali kofeinę, pedałowali znacznie dłużej niż ci, którzy brali placebo. Co ciekawe, najlepsze rezultaty osiągnęli ci, którzy nie zażywali kofeiny regularnie. Nie było też prostej zależności - im większa dawka, tym lepsze wyniki. Już dawka będąca ekwiwalentem kofeiny zawartej w dwóch filiżankach kawy znacząco zwiększała wydolność. Dalsze zwiększanie dawek nie zapewniało większego wzrostu formy.

Dlatego, jeżeli postanowisz wspomóc się kofeiną przed meczem tenisowym, pamiętaj, żeby nie przesadzić z ilością. Tym bardziej że kawa może spowodować dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Najlepiej wypij filiżankę mocnej kawy mniej więcej na godzinę przed rozpoczęciem pierwszego seta.

Po trzech tygodniach "odwyku",

mój organizm oczyścił się już z kofeiny. Prześladujące mnie przez pierwszy tydzień bóle głowy minęły, zniknął też lepki glut, który początkowo osiadł na moim mózgu. Wstaję rano, wypijam kakao (wprawdzie też zawiera kofeinę, ale zdecydowanie mniej) i mogę normalnie funkcjonować na takim samym poziomie aktywności jak niegdyś po wypiciu dwóch kubków kawy. Jak widać, można się obejść bez "wysokooktanowego" paliwa. Przynajmniej pod względem fizjologicznym.

Ale kawa to przecież nie tylko "kop energetyczny". To również pewien rytuał, który lubię. To na kawę zaprasza się przecież dopiero co poznaną panią. Na kawę wpada się z przypadkowo spotkanym przyjacielem. Kawą umila się sobie przerwę w pracy. Z tego nie chciałem zrezygnować i nie zrezygnuję. A dzięki niemal miesięcznej abstynencji każda filiżanka smakuje mi teraz bardziej i - choć może to subiektywne wrażenie - lepiej działa.

MH 02/2005

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij