REKLAMA

Romans w pracy - czy to miłość czy molestowanie?

Czy romans w pracy to dobry pomysł? Różnie mówią. Często kończy się dość szybko, a później powoduje tylko niesnaski. Chociaż po świecie chodzi też mnóstwo szczęśliwych par, które właśnie w pracy się w sobie zakochało. Ale zanim dojdzie do romansu, musi być etap flirtu. Zobacz, na co możesz sobie pozwolić wobec koleżanki z pracy, która Ci się podoba, a co może Cię narazić na poważne kłopoty.

Romans w pracy Shutterstock.com
W pracy spędzamy obecnie tyle czasu, że siłą rzeczy nawiązujemy tam tak zwane romantyczne (albo po prostu seksualne) relacje. Przyznaje się do tego, jak wynika z rozlicznych badań, ok. 40% z nas. Od 25 do 35% par deklaruje, że poznało się w pracy. Ale w dzisiejszych czasach cały ten rytuał godowy, flirty, próby zwrócenia na siebie uwagi stał się trochę polem minowym. W końcu mamy 2020 rok. Czasy po akcji #MeToo, wzmożona czujność na zachowania seksistowskie czy molestowanie. Jak się w tym wszystkim poruszać?

W listopadzie ubiegłego roku niejaki Stephen Easterbrook (CEO McDonald’s) został zwolniony ze stanowiska za romans z pracownikiem (firma nie ujawniła ani płci, ani tożsamości tej osoby). Zarząd wydał oświadczenie, że Easterbrook „naruszył politykę firmy i wykazał się złym osądem”. Ten tajemniczy termin nie oznacza, że prezes kogoś wykorzystał czy molestował, bo relacja została nawiązana za zgodą obu stron.

ZOBACZ TEŻ: Romans w pracy - rozegraj to z klasą

Chodzi o to, że w związku z ruchem #MeToo McDonald’s wprowadził restrykcyjne zasady, zgodnie z którymi niedopuszczalne jest utrzymywanie intymnych relacji między przełożonymi a podwładnymi. Dla porządku dodajmy, że pracownicy w równorzędnej relacji mogą sobie romansować między sobą do woli. Jak wygląda to w Polsce? Mieliśmy kilka głośnych afer, jak np. oskarżenie Kamila Durczoka, ówczesnego szefa „Faktów” w TVN, o molestowanie i mobbing. Powołano wewnętrzną komisję do zbadania sprawy i w wyniku jej pracy Durczok rozstał się ze stacją, a poszkodowanym wypłacono odszkodowanie.

W listopadzie 2019 roku głośno było o sprawie dyrektora krakowskiego Teatru Bagatela, którego aktorki oskarżyły o molestowanie. Pan dyrektor najwyraźniej zupełnie nie zauważył, że czasy się zmieniły, bo w akcie oskarżenia były takie zarzuty, jak opowiadanie sprośnych żartów, składanie propozycji seksualnych czy obmacywanie pracownic. Sprawa trafiła do sądu. Afery były dość głośne, bo dotyczyły osób powszechnie znanych, ale do tej pory nie wiemy, ile takich historii dzieje się w zwykłych niemedialnych firmach.

Co jest zabronione w pracy?

Korporacje zachodnie mają przeważnie jasne procedury, które są po prostu przeniesione jeden do jeden na grunt polski. Ale często to tylko formalność, bo jak mówią specjaliści, jak na razie niewiele uwagi poświęca się rzeczywistym działaniom, a szkolenia antydyskryminacyjne traktuje się jak szkolenia BHP. Czyli trzeba je odfajkować i tyle.

W rezultacie większość z nas nie jest w pełni świadoma, jakie zachowania czy słowa mogą być uznane za molestowanie. Zdajemy się w tej sprawie na intuicję, a ta często zawodzi. Bo czy powiedzenie koleżance z pracy, że ładnie wygląda w tej sukience, jest przekroczeniem granic czy nie? A zwrócenie uwagi na jej nogi? A na dekolt? Opowiedzenie w jej obecności żartu z seksualnym podtekstem? Odpowiedź jest prosta: to zależy od kontekstu. Posłużmy się przykładem. Ania, lat 28, pracująca w dziale sprzedaży dużej firmy, opowiada: „Codziennie rano mój szef, lat 50+, uznawał za niezbędne skomentowanie mojego stroju i makijażu. Wstyd się przyznać, ale odpowiadałam na te jego komplementy w stylu wujka Cześka, głupkowatym chichotem, bo w sumie nie wiedziałam, jak się zachować. W końcu to szef, a w dodatku dużo starszy. Poza tym wydawało mi się, że nie miał złych intencji. Myślał, że robi mi przyjemność. Ale czułam się z tym okropnie i doprowadzało mnie to do szału.

15 minut później w moim pokoju moi koledzy mogli powiedzieć prawie to samo, choć innymi słowami, i nie czułam się z tego powodu źle. Zrozumiałam, jaka jest różnica. W sytuacji gdy swobodnie mogę komuś powiedzieć, żeby spie..., nie czuję się niekomfortowo”.

Co to jest molestowanie seksualne?

A jak to wygląda od strony przepisów? Molestowanie seksualne, będące przejawem dyskryminacji ze względu na płeć, to „każde niepożądane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci pracownika, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności pracownika, w szczególności stworzenie wobec niego zastraszającej, wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery; na zachowanie to mogą się składać fizyczne, werbalne lub pozawerbalne elementy” (art. 183a §6 pkt 2 Kodeksu pracy).

Tłumacząc to na ludzkie, chodzi tu o szerokie spektrum zachowań – od domagania się seksu (ale to chyba oczywiste, że to przestępstwo), przez niechciane dotknięcia, po wszelkie sugestie seksualne, sprośne aluzje, niestosowne uwagi na temat anatomii, ubioru, opowiadanie seksualnych dowcipów, pokazywanie treści o charakterze seksualnym. Nawet naruszanie przestrzeni osobistej też może być uznane za przemoc seksualną. Bo przemoc seksualna to wszelkie zachowania, które naruszają strefę komfortu, wzbudzają wstyd, stres, zagrożenie czy złość.

REKLAMA

REKLAMA

Jak odczytać kobiece sygnały, czyli mowa ciała w praktyce romansu

Naprawdę uważasz, że jesteś w tym mistrzem? Słowo klucz w odróżnieniu molestowania od flirtu brzmi: „niechciane”. Ale niektórzy faceci mają z tym problem, bo uważają, że do rytuałów męsko-damskich należy to, że kobieta zawsze stawia pewien opór. A inni z kolei są zupełnie beznadziejni w odczytywaniu sygnałów.

Swego czasu niezwykle popularne w mediach (Również u nas, na przykład ten tekst, albo ten poradnik) były artykuły w stylu: „7 sygnałów, że ona na Ciebie leci” czy „5 pewnych sygnałów, że tej nocy wylądujecie u Ciebie”. Czytelnik dowiadywał się z nich, że, na przykład, jeśli kobieta często poprawia w Twojej obecności fryzurę albo pokazuje nadgarstki, to pewnie na Ciebie leci. To, zdaniem autorów, oznaczało jej zgodę na dalszą śmielszą akcję z Twojej strony.

Uwaga, uwaga! To już nieaktualne, a już na pewno nie w pracy. W dzisiejszych czasach lepiej przyjąć następujące założenie: otóż nawet jeśli kobieta patrzy na Ciebie zalotnie, przygryza wargi, śmieje się z Twoich dowcipów, poprawia włosy, słowem wykonuje cały arsenał gestów opisanych w tych „poradnikach uwodziciela”, to wcale, ale to wcale nie oznacza zgody na zachowania seksualne. Nie oznacza również zgody na dotykanie jej, na komplementowanie ubioru czy anatomii, na wysyłanie seksualnych wiadomości ani nawet na seksualne żarty w jej obecności.

Zachowaj szczególną, podwójną, a nawet potrójną ostrożność, gdy ta osoba jest Twoją podwładną albo w jakiś sposób jej pozycja jest uzależniona od Twoich decyzji. Współczesna firma powinna być aseksualnym miejscem. Takie są oczekiwania, bo jak uczy doświadczenie, w miejscach, w których było przyzwolenie na swobodną seksualną atmosferę, zwykle dochodziło do przemocy seksualnej wobec osób psychicznie słabszych i znajdujących się na niższej pozycji w firmowym stadzie.

REKLAMA

Koniec flirtu?

Z analizy ośrodka badawczego PE dowiadujemy się, że ponad połowa kobiet w UE doświadczyła molestowania seksualnego przynajmniej raz w życiu. Sprawcami często byli szef i koledzy z pracy. Podobno po akcji #MeToo w wielkich amerykańskich korporacjach i na Wall Street przyjmuje się zasadę: unikaj kobiet za wszelką cenę.

ZOBACZ TEŻ: 5 typów kobiet, z którymi nie warto zaczynać

Faceci tak bardzo boją się oskarżeń o molestowanie, że unikają kontaktowania się z kobietami sam na sam. To chyba przesada. Ludzie nadal będą się spotykać, flirtować, zakochiwać się w sobie albo po prostu umawiać na seks. Ważne, aby nie naruszać granic drugiej osoby. I lepiej w tym wypadku dmuchać na zimne. Jeśli Twoje zachowanie nie spotyka się z entuzjastyczną aprobatą, to raczej sobie odpuść. Jeśli słyszysz coś w rodzaju: „Nie życzę sobie, żebyś tak do mnie mówił”, „Nie podoba mi się to, przestań natychmiast”, to jest to bardzo poważny dzwonek alarmowy i powinieneś się mocno zastanowić nad swoim zachowaniem. Najwyraźniej przegapiłeś jakieś wcześniejsze sygnały. Nadeszły czasy, w których za końskie zaloty mogą Cię spotkać poważne nieprzyjemności, łącznie ze sprawą w sądzie i wylaniem z roboty.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA