Emerytura Mata Frasera - co pocznie król CrossFitu?

W pierwszych dniach  po zszokowaniu świata swoim  przejściem  na emeryturę król CrossFitu Mat Fraser stał się nagle bardzo zajętym facetem. I taki był plan. W ekskluzywnym wywiadzie,  wciśniętym  między kolejne wideokonferencje, najsprawniejszy człowiek świata rozmawiał z Men’s Health o nowych przedsięwzięciach, które bez wątpienia wkrótce odniosą sukces. (Nie) umarł król. Niech żyje król!

Mat Fraser Mat Fraser
Pod koniec października Mat Fraser po raz piąty z rzędu wygrał CrossFit Games – elitarne zawody wyłaniające najbardziej wszechstronnie wysportowanego atletę. Przez pandemię termin i miejsce turnieju były wielokrotnie przekładane. Na dodatek, z rywalizujących w poprzednich edycjach 40 mężczyzn, 40 kobiet i 40 drużyn, do zawodów dopuszczono tym razem jedynie po 5 zawodników w kategori męskiej i żeńskiej. Zrezygnowano też z obecności widzów. CrossFit Games 2020 były inne pod każdym względem.

REKLAMA

Jednak na mistrzu te rewolucje wydawały się nie robić żadnego wrażenia. Fraser ustanowił nowy rekord, wygrywając 10 z 12 konkurencji podczas jednych zawodów (2 pozostałe przegrał minimalną różnicą). Zdobył łącznie 1150 punktów, co stanowiło niemal dwukrotność punktacji zawodnika z drugiego miejsca. Ustanowił też rekord w liczbie wygranych konkurencji w karierze, liczbie wygranych konkurencji z rzędu i jako pierwszy zawodnik w historii prowadził w turnieju nieprzerwanie od początku do końca. Zwyciężając swoje piąte CrossFit Games, ostatecznie zdetronizował Richa Fronninga, którego 4 wygrane turnieje z rzędu wydawały się nie do pobicia. Obronił też nieoficjalny tytuł „Najsprawniejszego człowieka świata”.

I nagle w lutym 2021 roku ogłosił, że przechodzi na emeryturę. Król CrossFitu opuścił tron. Dlaczego to zrobił? Czym zajmie się teraz? Kogo typuje na swojego następcę? Udało nam się nakłonić Jego Wysokość do zdradzenia sekretów dworu.

Men’s Health: Odstawiłeś już swoje metcony do szafy? Przyznaj: wskoczyłeś w ciepłe kapcie?

Mat Fraser: Ha! Nie. Wpadłem do domu na dokładnie 32 godziny i zaraz lecę dalej. Dzisiaj od 6 rano do 8 wieczorem mam jedną wideo-konferencję za drugą. Organizuję pewien projekt. Oczy mi krwawią od wgapiania się w ekran i zaraz zwariuję od gadania do maszyny w pustym pokoju. Jak ludzie mogą pracować tak na co dzień?

MH: Ogłoszenie Twojego przejścia na emeryturę było dla crossfitowej społeczności szokiem. Kiedy podjąłeś tę decyzję?

MF: Właściwie to chciałem przejść na emeryturę już po zakończeniu CrossFit Games 2019. Kiedy znajomi pytali: „Hej, Mat, kiedy wracasz do trenigów?”, już wtedy odpowiadałem, że kończę zabawę. Ale wszyscy bliscy mi ludzie ostrzegali, że będę tego żałował. Namawiali, żebym zaliczył jeszcze jeden sezon. Więc tak naprawdę od początku 2020 roku wiedziałem, że to raczej mój ostatni sezon. Chciałem go tylko zakończyć najlepiej, jak się da, zanim ogłoszę wielką nowinę.

Potem dałem sobie jeszcze czas na odsapnięcie. Nie lubię podejmować decyzji w środku zamieszania, kiedy nie jestem pewien, czy kieruje mną rozsądek czy zmęczenie. Kiedy podjąłem wreszcie ostateczną decyzję, pozostało mi jeszcze wykonać kilka telefonów do ludzi, których chciałem powiadomić osobiście, nie przez Instagram.

MH: Z oczywistych przyczyn 2020 nie był dla sportowców normalnym rokiem. Zawodnicy CrossFitu też musieli liczyć się z ciągłym odkładaniem rywalizacji. Trudno było utrzymać formę?

MF: O Boże, to była męka! Zazwyczaj przygotowujemy się do igrzysk przez 12-16 tygodni. Zaczynamy od budowania bazy, a następnie zwiększamy skalę trudności treningu, by przed samymi zawodami zmniejszyć objętość i intensywność treningu. A tu 4 tygodnie przed zawodami dostajemy informację, że zostają przełożone o trzy tygodnie. Nie pozostaje nam nic innego, jak zrobić krok w tył i znów trenować na maksa, a potem raz jeszcze lekko odpuścić przed turniejem...

Który znów nam przełożono! Początkowo o kolejne 3 tygodnie, poźniej na „jakiś dzień między tą a tą datą”, a wreszcie na „nie wiadomo kiedy”. Nie dość, że przygotowania były katorgą, to jeszcze z tyłu głowy miałem myśl, że to mój ostatni sezon w tym sporcie. Myślałem: „Co, jeśli igrzyska wcale się nie odbędą? Jeśli ten rok treningu pójdzie na marne? Mam wtedy przesuwać swój ostatni rok na kolejny rok?”.

MH: Linię mety konkurencji finałowej Twoich piątych zwycięskich CrossFit Games z rzędu przekraczałeś, trzymając za rękę partnerkę treningową, mistrzynię kobiet Tię-Clair Toomey. Wynagrodziło Ci to mozół tego długiego sezonu?

MF: Tak, wiedziałem, że to ostatnia chwila mojej rywalizacji i chciałem ten moment przeżyć z Tią. Później zobaczyłem O’Keefe’a [Matt O’Keefe – agent Frasera], którego wyściskałem. Wiesz, że przez całą moją karierę, przed i po zawodach, ten gość zawsze dawał mi przytulasa? Zawsze był przy mnie: od rozgrzewki po linię mety. W tym roku publiczność nie miała wstępu na trybuny CrossFit Games, to dotyczyło również Sammy [narzeczona Mata].

Ale na finał organizatorzy rozstawili na terenie igrzysk namiot, w którym była jedna bliska osoba każdego zawodnika. Kawał drogi od miejsca rozgrywek, więc nie mieliśmy kontaktu. Wtedy nie wiedziałem nawet, że ona tam jest. Kiedy wygrałem, O’Keefe wydarł się: „Sammy tam jest!”, więc zapytałem jednego z organizatorów, czy mogę do niej podejść. Pozwolił, „ale szybko i bez robienia wielkiej szopki”.

Dla mnie to było spełnienie marzeń: w takich czasach móc dzielić moją wielką chwilę ze wszystkimi ukochanymi ludźmi. Tymi, którzy byli ze mną nawet w najbardziej gów...nych momentach. Nie brakowało mi innej widowni, ona mnie nie napędza. Nawet podczas treningów lubię mieć obok tylko Tię i ciszę. Muzyka i gwar siłowni mnie męczą. Kiedy trenuję, chcę słyszeć swój oddech. I cierpienie.

MH: „Hard work pays off” (HWPO – Ciężka praca popłaca) to coś więcej niż Twój znak towarowy – to Twoje życiowe motto. I rzeczywiście, Tobie ciężka praca się opłaciła. Ale czy ta ciężka praca kończy się w tym momencie?

MF: Nieee, po prostu zmienia kierunek. Już mogę mówić o moim programie treningowym HWPO, który niedawno ujrzał światło dzienne. Sporo nad nim siedziałem, bo chciałem zmieścić swoje ćwiczenia w tygodniu ludzi, którzy nie mają, jak ja, 16 godzin dziennie na dbanie o formę. Mają normalną pracę, szkołę i inne priorytety, ale też chcą coś ze sobą zrobić. To było naprawdę trudne zadanie, ale siedzenie nad nim dało mi mnóstwo satysfakcji.

Mówiłem dzisiaj Patowi Sherwoodowi [analityk mediów w CrossFit], że miło ciężko popracować, ale dla odmiany – bez sapania jak lokomotywa. I chociaż nie jestem w cyklu ekstremalnych treningów, to nadal jest to naprawdę ciężka praca. Mam nadzieję, że nigdy nie odechce mi się tyrać. Że zawsze będę bał się porażki. I że zawsze znajdą się krytykanci, którzy zmotywują mnie do jeszcze cięższej pracy.

MH: Do jakiego typu sportowców kierujesz swój program?

MF: Chcę, żeby można było dopasować go do siebie. Nie celuję w 1 procent najsprawniejszych albo w zawodników CrossFit Games. To program dla ludzi, którzy chcą od podstaw zbudować solidną formę albo poprawić istniejącą. Subskrybenci dostaną sekwencje ćwiczeń i patenty, które sam stosowałem przez ostatnich 5 lat, ale nikomu ich nie udostępniałem, bo nie chciałem, by korzystali z nich moi rywale.

Dla mnie to dziwne, że tak wielu zawodników CrossFit Games wrzuca swoje treningi  na Instagram. Ja podczas gry wolę, żeby nikt nie zaglądał mi w karty. Mam w swojej siłowni zakamarki, których nigdy nie pokazałem przed kamerą.

MH: Czujesz, że teraz, po skończeniu dnia pracy, jest inaczej? Możesz się wyłączyć, zamiast wciąż myśleć o rywalizacji?

MF: Tak szczerze? Nie bardzo. Kiedy o 7 wieczorem zamykam laptopa i schodzę jeść, robię to z plikiem wydruków pod pachą. Przy kolacji jeszcze raz przeglądam program, a potem wysyłam znajomym sportowcom, którzy akurat nie są w innym cyklu treningowym. Każdą partię sprawdzam na sobie, ale chcę wiedzieć, ile poszczególne sekwencje zajmują innym ludziom. To, co ja robię w godzinę, innym może zająć dwie.

Niby staram się znaleźć balans, ale wciąż przed zaśnięciem mam ten sam problem, co zawsze. Mój mózg, kiedy tylko wyczuje bliskość poduszki, natychmiast przełącza się w tryb: „OK, Mat, przemyślmy teraz wszystkie Twoje problemy”. Ale i tak jest dobrze: tego ranka wstałem o 6, wyskoczyłem z łóżka i czułem się po prostu świetnie.

MH: Na naszych zdjęciach wyglądasz na totalnie zrelaksowanego. To przez emeryturę, czy zawsze masz taki luz po zakończeniu sezonu?

MF: Zawsze. Dla mnie po sezonie to po sezonie. Śmieszy mnie, kiedy ludzie robią sobie dzień przerwy, ale nazywają go „aktywnym wypoczynkiem”. Organizm musi odpocząć. Tak naprawdę, bez „relaksującej przebieżki na 5 km”.

Przez pierwszy tydzień po zawodach skupiam się na regeneracji ciała. CrossFit Games potrafią dokopać nawet największym twardzielom, ale po 6 dniach głębokiego odpoczynku ciało jest już w naprawdę niezłym stanie. Reszta czasu to przygotowywanie głowy do kolejnego sezonu. Ja między sezonami lubię sobie naprawdę pofolgować, nawet trochę się zapuścić: późno wstaję, jem, co chcę. Zazwyczaj robię się wtedy trochę pulchny, ale to działa na plus. Wiem, że przez 9 treningowych miesięcy będę się zarzynał, dlatego w przerwie chcę zatęsknić za tym reżimem. Później z każdym kolejnym treningiem nie tylko czuję, ale i widzę w lustrze, że wracam do formy. Na początku sezonu postępy na siłowni są największe i cieszą najbardziej. Nie wiem, czemu inni sportowcy tak nie robią.

MH: Czego jeszcze inni sportowcy nie robią, a powinni?

MF: Przez ostatnich 5 lat bardzo starałem się wynagradzać mojemu ciału wszystko, do czego je zmuszałem. I wiem, że po ostatnich zawodach CrossFit Games czułem się lepiej niż po tych w 2015 roku. Wtedy wymagałem od siebie wszystkiego, nie dając nic w zamian. Teraz wysiłki odsypiam, obolałe mięśnie rozmasowuję, a po serii treningów robię porządną regenerację.

MH: Brzmi nieźle. A jest coś, do czego nie mogłeś przywyknąć w tym sporcie?

MF: Czy jest coś, czego nie będzie mi brakować? Cała lista! Zrobiłem świetną karierę, ale oprócz dobrych, miała też słabe strony. Do wielu rzeczy jesteś po prostu zmuszany. Nie wybierasz sobie szefa ani nawet współpracowników. Przez ostatnich kilka lat spotkałem na swojej drodze sporo ludzi o nieczystych intencjach i nic nie mogłem z tym zrobić. Ale musiałem mocno zaciskać zęby, kiedy kolejny raz zmieniano strukturę zawodów: to, jak się kwalifikujesz, gdzie się kwalifikujesz, jak wielu zawodników przyjmą do CrossFit Games... Potem jeszcze zmiany w punktacji...

Istny cyrk. Nie będzie mi też brakowało tego, że jeśli nie przespałem pełnych 10 godzin, to kolejny dzień mogłem sobie wsadzić w d...ę. Ostatniej nocy spałem 6 godzin i rano byłem jak nowo narodzony. Ale gdybym w cyklu treningowym urwał choć godzinę z nocnej regeneracji, dwa kolejne dni miałbym wyjęte z życia.

MH: A będzie Ci brakowało rywalizacji?

MF: Bardzo. Właśnie miałem powiedzieć, że będzie mi brakowało zawartych znajomości, ale przecież one ze mną zostają. Myślę, że teraz nawet się zacieśnią. Jest cała grupa moich sportowych rywali, których uważam za świetnych ludzi. Kiedy ścigaliśmy się o zwycięstwo, nie o wszystkim mogłem z nimi szczerze rozmawiać. Nie chciałem, żeby znali moje taktyki treningowe czy nastawienie do konkretnych zawodów. Ale teraz mogę i chcę im pomóc.

MH: Po 8 latach, 7 podiach i 5 mistrzowskich tytułach, co powiedziałbyś Matowi Fraserowi wchodzącemu na pierwsze zajęcia CrossFitu?

MF: Jak ułożyć treningi, żeby codziennie nie skupiać się na tych samych grupach mięśni. Że nie warto doprowadzać organizmu do stanu skrajnego wyczerpania. I że nie z każdego treningu musisz wychodzić mokry jak szmata. Późno nauczyłem się szacunku do własnego ciała. Dzisiaj wiem, że dobry sen i szklanka czystej wody są nie do przecenienia.

MH: Sportowcy rzadko przechodzą na emeryturę, gdy wciąż zwyciężają. Od początku planowałeś odejść z samego szczytu?

MF: Szczęściarz ze mnie, że w ogóle miałem taką opcję. Pewnie gdybym zarabiał tyle, co zawodnicy NBA albo NFL, zostałbym w biznesie dłużej niż powinienem. Zresztą niepotrzebnie przeciągnąłem już moją karierę ciężarowca. W CrossFicie osiągnąłem to, co chciałem, ale zamierzam pozostać zaangażowany w sprawy tej społeczności. O ile mi pozwoli.

MH: A kogo chciałbyś zobaczyć zamiast siebie na najwyższym pudle podium?

MF: Jednym z pierwszych znajomych, z którymi rozmawiałem po opublikowaniu posta o przejściu na emeryturę, był Pat Vellner. Przez ostatnie 2 lata nie układało mu się tak jak sobie to wyobrażał. Ale jeżeli weźmie się w garść i wykorzysta wszystkie zalety, które ma, będzie najlepszy. Z przyjemnością oglądam też, jak daje sobie radę Justin Medeiros [debiutant roku i zdobywca 3. miejsca w CrossFit Games 2020].

Po ceremonii wręczenia medali dałem mu mój numer telefonu: może dzwonić, kiedy tylko będzie chciał o coś zapytać. Chłopak ma potencjał. Zawsze podziwiałem też Björgvina Karla Guðmundssona. Facet ma wszystko, czego potrzeba w tym sporcie. Jaram się, oglądając zawody, notując wyniki i obserwując postępy, jakie robią poszczególni zawodnicy. Będę miał fun jako fan, zwłaszcza gdy będę mógł już oglądać zawody na żywo, z prawdziwych trybun.

MH: Jakie masz plany na najbliższy czas?

MF: Musimy spakować cały ten dom, bo przeprowadzamy się z powrotem do Vermont. Zapowiada się epicka wyprzedaż garażowa, a po niej przenoszenie do ciężarówek ton żelastwa. Sztangi jadą pierwszym transportem!

MH: Pewnie sąsiadom już cieknie ślinka na myśl o wyposażeniu Twojej domowej siłowni…

MF: To niech ją wytrą. Nie ma szans, żebym oddał cokolwiek z mojego sprzętu. Mogą wykupić całą resztę domu!

Zobacz również:
Prawdziwa klasyka więziennych twardzieli, jednak w klubach fitness coraz rzadziej widywana. Że trudna? No trudna, ale opłaca się ją opanować.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA