Efekt Mandeli, czyli jak zniekształcać rzeczywistość [Felieton]

Czy istnieją obok siebie równoległe rzeczywistości? Oglądając niektóre  stacje telewizyjne, można by tak sądzić,  ale – na szczęście – nie. Jest tylko jedna.

Nelson Mandela shutterstock.com
Nieco młodszym należy się kilka słów wprowadzenia. Nelson Mandela był politykiem i obrońcą praw człowieka w Republice Południowej Afryki, za co zresztą zapuszkowano go tam na 27 lat. Wyszedł, został prezydentem RPA i dostał Pokojową Nagrodę Nobla. Zmarł na zapalenie płuc w słusznym wieku 95 lat w 2013 roku. Piękna historia o nierychliwej sprawiedliwości i zadośćuczynieniu.

REKLAMA

ZOBACZ: Czy wolność słowa właśnie umiera?

No i jakieś 10 lat temu pewna amerykańska, poczytna blogerka wrzuciła wpis, że ona doskonale pamięta śmierć Mandeli w więzieniu w latach 80. Ba, nie tylko to: pamięta również transmisję z pogrzebu, nagłówki gazet i zamieszki czarnej ludności w RPA po jego śmierci. Można tutaj wzruszyć ramionami i ponarzekać na słabość amerykańskiego systemu edukacji, ale sprawa okazała się poważniejsza. Oto bowiem tysiące wpisów internautów z całego świata nie tylko potwierdziło tę relację, ale uzupełniło ją konkretnymi szczegółami. A to mowa żony była wzruszająca, a to niebo było wtedy zachmurzone itd.

Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem, gdy większa grupa osób pamięta coś, co nigdy nie miało miejsca, lub wspomina to zupełnie inaczej, niż było w rzeczywistości – i właśnie to zostało nazwane przez naukowców „syndromem Mandeli”. Odpuśćmy sobie spiskowe teorie (bo i takie natychmiast się pojawiły), że to Wielki Zderzacz Hadronów pod Genewą rozszczepia nam rzeczywistość na wiele alternatywnych światów, bo nikt mi nie wmówi, że hadrony mają coś wspólnego z Bogusławem Lindą.

PRZECZYTAJ: Konserwatyści vs liberałowie - czy świat oszalał?

Tak, tak, bo to jest syndrom Mandeli w stanie klinicznym, gdyż ja i pewnie miliony fanów dalibyśmy sobie uciąć obie ręce, że Franz Maurer wypowiada w „Psach” słynną kwestię: „Co ty wiesz o zabijaniu”. Otóż nie wypowiada. Nie ma w filmie takiej kwestii i nigdy nie było. Szok i niedowierzanie! A żeby już nas wszystkich dobić łopatą, to u Spielberga nie ma zdania „ET go home”, tylko „ET phone  home” – na ten zakład można w pubie niejedno piwo wygrać. Z tego syndromu, który nas coraz częściej dotyka (głównie przez polityków, którzy cynicznie sądzą, że wszyscy już potracili pamięć i można sobie bezkarnie bajdurzyć), należy jednak wyciągać korzystne dla nas wnioski.

Zalecałbym osobiście wprowadzić w życie maksymę redaktora naczelnego przedwojennych „Wiadomości” i „Skamandra”, Mieczysława Grydzewskiego: „Nawet jeżeli jesteś całkowicie pewien, że »Pana Tadeusza« napisał Juliusz Słowacki, to zawsze warto sprawdzić i się upewnić”. Czego nam wszystkim szczerze życzę.

Zobacz również:
Tego pewnie nie zobaczysz na Netfliksie,  ale już efekty Zarzutu kettla  z wiatrakiem w klęku jak najbardziej.  Bo to ulubione ćwiczenie trenera gwiazd.  
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA