[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Domowe obowiązki - rady ekspertów od zarządzania

Kiedy byliśmy jeszcze w takim niezobowiązującym studenckim związku, mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu, to jakoś nigdy nie kłóciliśmy się o obowiązki domowe. Potem przyszło dorosłe życie, poważna praca, kredyt mieszkaniowy, dziecko. I wszystko się zmieniło. Zobacz, jak sobie poradziliśmy.

Mamy sobotę wieczorem, moja żona usypia teraz nasze dziecko, a ja segreguję pranie. Nie jest to dla mnie czynność oczywista. Zwykle tego nie robię, ale teraz, w imię spokoju i całkiem możliwe, że ze względu na to, żeby nasza rodzina przetrwała, układam każdą sztukę na swoje miejsce albo odkładam do prasowania.

1. Męska beztroska „pomyśl o tym, co się może stać”.

Wszystko zaczęło się w chwili, gdy żona podała w wątpliwość moje umiejętności rodzicielskie. Otóż podobno wcześniej obserwowałem, jak nasz syn podnosi dwa słoiki wypełnione kredkami i z całej siły wali jeden o drugi. „Po prostu tak sobie stałeś spokojnie. Jakby ci w ogóle nie przyszło do głowy, że może je rozbić i się pokaleczyć”.

ZOBACZ: Jak się kłócić - nie walczcie jak wrogowie

Fakt, przyznałem, że nie przyszło mi to do głowy. Tak bywało i wcześniej, wtedy na przykład, kiedy pozwalałem naszemu synowi zbliżać się na niebezpieczną odległość do odsłoniętego gniazdka elektrycznego, a żona musiała biec, aby go ratować. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że zrzucam na barki żony zbyt dużą część specyfi cznych obowiązków domowych, tych, które można nazwać ogarnianiem całości, albo związanymi z odpowiedzialnością.

Wymagają one nieustannej czujności i umiejętności przewidywania. Skoro żona nie mogła mi zaufać, zostawiając mnie sam na sam z naszym dzieckiem, to najwyraźniej coś tu było bardzo nie fair. Chyba powinienem się bardziej przyłożyć do tych obowiązków dorosłych odpowiedzialnych ludzi.

2. Stres i frustracja „dlaczego to ja zawsze muszę myśleć o wszystkich?”

Niesprawiedliwy podział obowiązków rodzi całkiem realne zagrożenia dla związku. Kobiety, które mają poczucie, że są bardziej obciążone, częściej czują się sfrustrowane, zestresowane, przemęczone, wypalone. Chodzi tu szczególnie o te obowiązki, których nie widać tak wyraźnie, a które wymagają nieustannego myślenia o innych i o domu. Z ubiegłorocznych badań CBOS-u wiemy, że w polskim domu w dalszym ciągu na kobiecie spoczywa opieka nad dziećmi, osobami niepełnosprawnymi, starszymi i zwierzętami domowymi. Oprócz tego wciąż w ok. 80% domów to głównie kobieta wykonuje pranie, prasowanie i codzienne porządki.

Fakt, faceci mają na swoją obronę drobne i grubsze naprawy, bo w 90% domów to do nich należy wymiana uszczelki, naprawa gniazdka albo wykonanie telefonu do odpowiedniego fachowca. Ale usterki zdarzają się z rzadka, a kuchnia wymaga nieustannego sprzątania. Coś dziwnego i tajemniczego dzieje się po przyjściu na świat dziecka. Badanie z 2015 r., opublikowane w „Journal of Marriage and Family”, pokazało, że nawet w dotychczas bardzo partnerskich i sprawiedliwych układach udział facetów w obowiązkach domowych zmniejszał się po pojawieniu się bobasa.

Psychologowie tłumaczą to tak, że dziecko zmienia dynamikę związku i zaczynamy nieświadomie odgrywać role obserwowane przez nas w naszym rodzinnym domu. Na przykład jeśli nasi rodzice tworzyli klasyczny patriarchalny układ, to po urodzeniu dziecka będziemy mieli skłonność do wchodzenia w kapcie naszego starego. Dlatego dobrze mieć tego świadomość i starać się kontrolować nasze skłonności. .

REKLAMA

REKLAMA

3. Co jest tu do zrobienia „może byśmy się raz zamienili rolami?”.

Moja żona, która jest psychologiem, odkryła coś, co faktycznie może przywrócić równowagę w związku. Jest to mianowicie książka „Fair Play: A Game-Changing Solution for When You Have Too Much to Do (and More Life to Live)” i dotyczy generalnie tego, jak podzielić domowe obowiązki. System Fair Play został opracowany przez Eve Rodsky – specjalistkę od zarządzania.

Rodsky twierdzi, że jeśli chcemy mieć zdrowy, dobry związek, koniecznie powinniśmy stworzyć sprawiedliwy podział obowiązków i ról domowych. W przeciwnym wypadku ryzykujemy nieustanne kłótnie, niewypowiedziane pretensje, frustracje, a nawet rozwód. Aby osiągnąć pożądany stan, Rodsky stworzyła talię 100 kart, na których są wypisane nasze domowe obowiązki. Trzydzieści kart dotyczy tego, co jest dla nas oczywiste: zmywanie naczyń, wyrzucanie śmieci (i ogarnianie tej całej segregacji), załatwianie korespondencji.

Kolejne 54 karty są poświęcone obowiązkom, które występują rzadziej (na przekład ubezpieczenia, koszenie trawy czy zajmowanie się roślinami). Pozostałe 16 kart składa się z dziesięciu wyjątkowych przypadków (przeprowadzka, nowa praca, śmierć w rodzinie) i sześciu dotyczących dobrostanu psychicznego (przyjaźnie, opieka).

Celem nie jest podzielenie tych kart na dwie równe kupki, ale taki podział, który wydaje nam się sprawiedliwy i rozsądny. Wchodząc w to, miałem poczucie, że jestem mistrzem – przecież robię wszystko dla naszej rodziny, ogarniam ogródek i większość codziennego sprzątania, zmywania naczyń, zakupów spożywczych i tych wszystkich spraw związanych z wolnym czasem. Ponieważ pracuję przeważnie w domu, moje obowiązki dotyczą prac domowych.

Wydawało mi się, że jestem nimi bardziej obciążony. Ale kiedy podzieliliśmy się obowiązkami, które każde z nas wykona w nadchodzącym tygodniu, zauważyłem, że chociaż żona i ja mieliśmy mniej więcej taką samą liczbę kart, ich rodzaje były różne. Trzymałem w ręku większość kart, które wymagały pracy fizycznej. Żona wzięła większość kart, które wymagały pracy umysłowej – takie jak „pilnowanie kalendarza”, „zarządzanie pieniędzmi” oraz „opieka medyczna i pilnowanie zdrowego trybu życia”. Chcąc poprawić swoją pozycję, wziąłem kartę „pakowanie i rozpakowywanie”.

To wydawało się łatwe. Aż przyszła chwila próby. Mieliśmy pojechać na wycieczkę nad jezioro. Spakowałem wszystko, co potrzeba: krem z filtrem, jedzenie dla dziecka, zabawki, picie. Potem jeszcze dwa razy wracałem do domu po jakieś niezbędne rzeczy, a i tak w trakcie wycieczki zorientowałem się, że nie spakowałem ubrań na zmianę. Pieluch. Ręczników. Jak mogłem dać ciała, wykonując tak proste zadanie? Okazuje się, że wyobrażanie sobie, czego może potrzebować jeden dzieciak i dwoje dorosłych przez cztery godziny, jest wyzwaniem. Przygotowywanie się na wszystkie scenariusze, w tym najgorsze, jest emocjonalnie wyczerpujące, zwłaszcza jeśli jest to coś, czego nigdy nie ćwiczyłeś.

4. Zajmij się tym sam „nie, nie pomagaj mi. Zrób swoje”

 System Fair Play zmusza do trudnych rozmów. Na przykład o tym, co to znaczy naprawdę wykonać zadanie. O tym, na jaki standard oboje możemy się zgodzić. I o zaufaniu. I o tym, że tak naprawdę to chodzi o to, żeby w związku umówić się co do kilku rzeczy: przede wszystkim do tego, że mamy wspólny istotny dla nas cel, że jesteśmy gotowi pokonać pewne trudności, żeby go osiągnąć.

Ale, co ciekawe, w systemie Rodsky w obowiązkach domowych nie cenimy „pomagania”. Jeśli robimy pranie, ogarniamy całość. Obejmuje to podjęcie decyzji, kiedy zrobić pranie, zrobienie go, powieszenie i złożenie suchego prania na właściwe miejsce. „Kiedy wziąłeś kartę, decydujesz o wszystkim I kończysz zadanie. Planujesz i realizujesz. I nie oczekujesz na reakcję partnera” – mówi Rodsky.

I choć opisuje swój plan jako „zasadniczą zmianę w stosunku do tego, jak pary dzielą się obowiązkami”, twierdzi, że każdy, kto kiedykolwiek miał pracę, rozumie, co to znaczy podjąć się jakiegoś zadania i je wykonać. „Dlaczego w domu nie miałoby być tak jak w firmie? Bierzesz na siebie jakieś zadanie i jesteś za niego od początku do końca odpowiedzialny”.

Przed zapoznaniem się z metodą Fair Play regularnie złościłem się na żonę, że nie wyrzuca śmieci tak często, jak ja, albo że wrzuca karton od mleka do pojemnika na szkło. Moja żona złościła się na to, że nie jestem taki czujny, jeżeli chodzi o potrzeby dziecka. To jest właśnie kwestia odpowiedzialności.

Jeśli nie uważamy, że ponosimy za coś pełną odpowiedzialność, tylko „pomagamy”, to nigdy nie realizujemy zadania do końca. I jeśli nie zostanie do końca dopowiedziane, kto za co odpowiada, to zawsze będą kwasy. Przyjmijmy zasadę, że jesteśmy dorosłymi ludźmi i po prostu bądźmy odpowiedzialni.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA