Dlaczego ruch body positivity nie dotyczy mężczyzn?

Kiedyś podstawowym męskim kompleksem był problem rozczarowującego penisa. Obecnie niska samoocena obejmuje coraz to większe obszary ciała i staje się poważnym problemem. Czy tak dzisiaj popularny ruch body positivity, nawołujący do akceptacji siebie bez względu na rozmiar  i wygląd, będzie w końcu dotyczył także mężczyzn?

body positivity shutterstock.com
Na Netfliksie ostatnio rekordy popularności bije serial „Sex/Life”. To historia pewnego, wydawałoby się, idealnego amerykańskiego małżeństwa. Mamy piękną żonę Billie (Sarah Shahi), zajmującą się domem i dziećmi, oraz jej męża Coopera (Mike Vogel). Mąż jest po prostu ideałem: świetnie zarabia, świetnie wygląda, kocha dzieci, wspiera żonę, no po prostu nie ma się do czego przyczepić. Ale żona jest ogólnie bardzo niezadowolona z życia i cały czas wspomina swojego byłego, namiętnego, niegrzecznego, niewiernego Brada (Adam Demos).

REKLAMA

ZOBACZ: 6 głównych powodów tycia

W sumie nuda, ale jedna rzecz jest ciekawa: w trzecim odcinku mamy okazję dokładnie przyjrzeć się, za czym tęskni żona. Otóż okazuje się, że jej były kochanek jest niezwykle hojnie obdarzony przez naturę. Biedny mąż po prostu nie jest w stanie mu dorównać pod tym względem, choćby nie wiem jak się starał. I trzeba tu koniecznie dodać, że to jest serial robiony podobno przez kobiety dla kobiet. Wydawało mi się, że warto o tym wspomnieć, kiedy zabierałam sie za pisanie artykułu o ciałopozytywności wśród mężczyzn.

Ej, jesteś za gruby!

Mimo że ruch ciałopozytywności wśród kobiet przybiera na sile, to przeciętny facet musi odnosić wrażenie, że męskiej połowy ludzkości to nie dotyczy. Bo co widzimy w mediach? Otóż widzimy kobiecy bunt przeciwko wyśrubowanym standardom urody i sylwetki, walkę z ocenianiem przez pryzmat wyglądu, walkę z tzw. fatshamingiem itp. Celebrytki wrzucają na Instagram swoje zdjęcia bez makijażu i bez obróbki, aby pokazać, że naturalne jest piękne (pewnie, że jest piękne, jak jesteś znaną aktorką!).

Znane modowe marki angażują do sesji modelki plus size, różnych kształtów i kolorów, nawołując do tolerancji i akceptacji każdego ciała bez względu na rozmiar. A co w męskim świecie? Być może się mylę, ale mam wrażenie, że wciąż w najlepsze trwa wyśmiewanie facetów za piwny brzuch i ogólne zaniedbanie. W każdym razie istnieje większe przyzwolenie na negatywną ocenę wyglądu.

Osiem lat temu niejaki Kelvin Davis, mieszkaniec Columbii w Południowej Karolinie (USA), postanowił sobie kupić czerwoną marynarkę i spotkała go niemała przykrość. Kelvin ma 178 cm wzrostu, 100 cm w pasie i wcześniej własna sylwetka zupełnie nie spędzała mu snu z powiek. Dopiero w sklepie dowiedział się, że jest za gruby, żeby robić tam zakupy.

Był to punkt krytyczny w jego życiu, ale zamiast użalać się nad sobą, w iście amerykańskim stylu postanowił przekuć porażkę w sukces i założył blog Notorious Dapper. Blog był przeznaczony m.in. dla facetów, których przemysł modowy nie zauważa, bo ich rozmiary są, delikatnie rzecz ujmując, odbiegające od ideału i którzy mają z tego powodu kompleksy. Odniósł duży sukces, co oznacza, że takich mężczyzn jest więcej, niż wcześniej podejrzewano. Wkrótce temat męskiego poczucia nieadekwatności zyskał na popularności, bo włączyli się w to celebryci.

PRZECZYTAJ: Czy otyłość może być zdrowa?

Były angielski krykiecista Freddie Flintoff opowiedział publicznie o swojej bulimii, aktor Christopher Eccleston o swojej anoreksji, a Ed Sheeran o napadach obżerania się, z którymi się zmaga. Matt McGorry, aktor i były kulturysta (znany z „Orange is the New Black”), pokazał na Instagramie zdjęcia swojego dużego brzucha. Niektóre agencje modeli otworzyły się na osoby o większych rozmiarach niż do tej pory. Ale oczywiście to tylko kropla w morzu.

Muskularni faceci bez grama tłuszczu nadal dominują w mediach i popkulturze. To oni chodzą po wybiegach pokazów mody na całym świecie, to ich widzimy na okładkach magazynów (na przykład MH) i w kampaniach reklamowych luksusowych marek, to ich podziwiamy na dużych i małych ekranach – od reality show po filmowe hity z superbohaterami. Tacy faceci są postrzegani jako inspiracja i wzór do naśladowania dla wszystkich mężczyzn.

REKLAMA

REKLAMA

Kompletne szaleństwo

Ostatnie dwie, trzy dekady charakteryzuje nieznana wcześniej (przynajmniej nie w naszej cywilizacji) koncentracja na wyglądzie. Nie tylko kobiety chcą być piękne – mężczyźni też. Gdyby komuś za dowód nie wystarczyły obrazki w mediach, to istnieją również dane z rynków finansowych, pokazujące, jak rozwinęły się biznesy z branży beauty i fitness.

REKLAMA

Wydajemy (i mężczyźni, i kobiety) na to nie tylko nasze pieniądze, ale poświęcamy też mnóstwo czasu. Mężczyźni na całym świecie oblegają siłownie, w pocie czoła rzeźbiąc sylwetkę; często przybiera to rozmiary obsesji, bo wykracza poza zwykłą chęć dbania o zdrowie i dobrą kondycję.

Może się wydawać niektórym, że to tylko kobiety przez wieki podlegały surowej presji otoczenia. Ale to nieprawda: presja dotycząca mężczyzn była równie bezlitosna. Musieli być twardzi, silni, nie okazywać emocji, słabości, nie prosić o pomoc. W czasach gdy na każde pokolenie przypadała co najmniej jedna wojna, to było zrozumiałe: takich ludzi potrzebowano.

W okresie względnego spokoju i dobrobytu ów model nie jest zbyt przystosowawczy, a jednak stare wzorce umierają powoli. Polem bitwy stało się ciało, z którym mężczyzna nieustannie się zmaga. Ciało ma być odbiciem charakteru, męstwa, siły i samodyscypliny. Niektórzy twierdzą, że wyśrubowane wzorce męskiego ciała upowszechniły się wraz z popularnością superbohaterów Marvela. Superbohaterowie masowej wyobraźni sprzed pół wieku nie musieli mieć doskonałego ciała. Teraz wydaje się, że nie ma od tego wyjątków. Każdy aktor, biorący udział w superprodukcji, musi przejść morderczy trening i podlegać rygorystycznej diecie. Zrobiła na mnie wrażenie wypowiedź niejakiego Bobbiego H. Hantona, kaskadera Chrisa Hemswortha, który ujawnił, że aby upodobnić się do aktora, jadł 36 razy dziennie wysokobiałkowe posiłki i trenował dwa razy dziennie. To przecież kompletnie wyklucza robienie czegokolwiek innego w życiu.

Ludzie całkowicie oddani kultowi sylwetki przypominają mi umartwiających się średniowiecznych mnichów, wierzących, że za te posty i udręki spotka ich nagroda po śmierci. Czy uznanie ze strony innych jest wystarczającą nagrodą? I czy naprawdę sylwetka wypracowana w takim trudzie jest gwarancją powodzenia u kobiet? Śmiem wątpić.

REKLAMA

Problem z ciałem

Świadomość, że dobry wygląd jest tak istotny, a z drugiej strony tak trudno osiągalny, powoduje mnóstwo problemów. Przecież obrazy idealnie zbudowanych mężczyzn bombardują nas ze wszystkich stron – nie tylko z ekranów filmowych, ale też z mediów społecznościowych, i nie pozostają bez wpływu. Badania pokazują, że po obejrzeniu takich zdjęć normalnie zbudowani faceci postrzegali siebie jako słabszych, mniej atrakcyjnych i w gorszej kondycji.

REKLAMA

Inne badania, przeprowadzone przez naukowców z UCLA, wykazały, że mężczyźni są teraz o wiele bardziej krytyczni wobec własnego ciała, niż byli w latach 70. Z kolei raport brytyjskiej organizacji zajmującej się zapobieganiem samobójstwom – Campaign Against Living Miserably (CALM) – pokazuje, że 48% mężczyzn w wieku 16-40 lat boryka się z kompleksami na punkcie ciała i uważa, że negatywna samoocena pogorszyła ich zdrowie psychiczne.

Metaanaliza 23 badań, obejmujących młodych mężczyzn na zachodnich uniwersytetach, udowadnia, że ​​problemy z obrazem ciała są powiązane z lękiem i depresją. Do niedawna myślano, że zaburzenia w odżywianiu to problem wyłącznie kobiet. W rzeczywistości National Association for Males with Eating Disorders szacuje, że mężczyźni stanowią od 25 do 40 procent osób z zaburzeniami odżywiania.

Coraz częstszą przypadłością młodych facetów jest „dysmorfia mięśniowa”, znana również jako „bigoreksja” lub „kompleks Adonisa”. Mężczyźni tym dotknięci są maksymalnie skupieni na własnej sylwetce, poświęcają mnóstwo czasu ćwiczeniom i diecie, i nigdy nie są zadowoleni z efektów. Bywa, że dostrzegają urojone defekty. To zaburzenie wiąże się też z problemami w życiu prywatnym, powoduje też całkiem realne cierpienie i wymaga terapii.

Ale mięśnie to tylko element większej całości: faceci cierpią z powodu łysiny, rozmiaru penisa czy wzrostu. Ich problem jest tym poważniejszy, że trudniej im się do tego przyznać i zacząć coś z tym robić, bo to przecież „niemęskie”.

REKLAMA

REKLAMA

Zdrowy rozsądek

Czy ruch ciałopozytywności stanowi dobrą odpowiedź na te problemy? Tak, pod warunkiem że nie będzie zakłamywał rzeczywistości. Bo to, że dobrze wyglądającym ludziom żyje się lepiej, jest faktem. Przystojni, wysocy faceci zarabiają średnio lepiej, dostają w sądach niższe wyroki, mają większe powodzenie u kobiet itp. Musimy z tym żyć, chociaż pewnie nie jest to sprawiedliwe. Ale innym aspektem sprawy jest to, że umięśnione ciało świadczy o samodyscyplinie, co przecież jest pozytywną cechą. Kobiety to doceniają, aczkolwiek z pewnością nie cenią gości, którzy dbają o siebie bardziej niż o partnerkę.

REKLAMA

Naszym ratunkiem w tym świecie, który wciąż jedzie po bandzie, jest zdrowy rozsądek. Wysportowane ciało to godny szacunku cel, do którego warto dążyć niezależnie od płci. Niebezpiecznie robi się wtedy, jeśli zamienia się to w rujnującą zdrowie i relacje międzyludzkie obsesję. I jeszcze jedno. Skoro podobno dbacie o siebie dla kobiet, to pamiętajcie, że wygląd jest pociągający, ale to, co sprawia, że chcemy z kimś zostać na dłużej, to jego dobroć, wrażliwość, otwartość, ciekawość świata, poczucie humoru, ciepło, życzliwość i bezinteresowność.

Zobacz również:
Mniejszy nacisk na kręgosłup, większe zaangażowanie mięśni brzucha i mięśni czworogłowych ud. Właśnie dlatego powinieneś robić front squat. A rób to tak!
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA