Dlaczego mężczyźni żyją krócej od kobiet?

Gdyby nie nasza męska skłonność do podejmowania ryzyka, świat prawdopodobnie wyglądałby inaczej. Być może nadal żylibyśmy w jaskiniach i tu, w Europie, nie mielibyśmy kawy  ani bananów, ale przynajmniej nie umieralibyśmy prawie  10 lat wcześniej niż kobiety.

wypadki, urazy shutterstock.com
Żyję. Chociaż to  raczej kwestia szczęścia niż  mojego rozsądku.  

REKLAMA

W podstawówce, nie potrafiąc pływać, wypłynąłem z kumplami na środek jeziora w znalezionej w szuwarach starej łodzi, która zaczęła oczywiście przeciekać. W liceum łaziłem kompletnie nieprzygotowany poza szlakiem po Orlej Perci i wychodziłem na zamarznięte morze tak daleko, że lód zaczynał już pękać. Na studiach po kilku piwach miałem obsesję włażenia na wszystko, co miało więcej niż 10 metrów wysokości, np. w ulewnym deszczu na pylon wrocławskiego mostu Grunwaldzkiego. 

ZOBACZ: 8 sposobów na długie życie i doskonała formę

W wieku 25 lat, jeżdżąc zabytkowym „ogórkiem”, przestawałem wciskać pedał gazu w podłogę, dopiero gdy na jezdni pojawiał się czarny lód. Miałem już syna, kiedy wstydząc się dopytać, jak się korzysta z przyrządu do asekuracji, prawie spadłem z trzydziestometrowej skałki w Jurze. Zdarzało mi się połykać tabletki wręczone przez zupełnie obcych ludzi, których języka nawet nie rozumiałem. To tylko część cudem ominiętych okazji do przedwczesnej śmierci.

A przecież wcale nie jestem chojrakiem. Należę raczej do tych ostrożnych i zawsze uważałem się za człowieka, który ma w miarę rozwinięty obszar mózgu odpowiedzialny za przewidywanie konsekwencji. Wielu moich kolegów miało ten obszar zdecydowanie mniej aktywny. Niektórzy już nie żyją. Kilku pożegnało się ze światem w przydrożnym rowie, kilku pochłonęła dziura twardych dragów, dwóch odsiaduje wyroki za zabicie człowieka. Nie jestem pewien, czy żyją.

Oni byli odważniejsi ode mnie. Mieli słabsze hamulce. Słabiej widzieli słupy graniczne oddzielające odwagę od głupoty. Żyli szybciej, umarli młodo. Wakacje szczególnie sprzyjają zupełnie zbędnej brawurze. Nie daj się jej ponieść i nie dawaj nikomu potrzymać swojego piwa, żeby nie wykluczyć swoich genów z puli ludzkości.

SPRAWDŹ TEŻ: Dlaczego mężczyźni unikają psychiatrów?

Sprawniejsi, ale bardziej śmiertelni

Według danych GUS statystyczny mężczyzna w Polsce żyje o około 8 lat krócej niż jego koleżanka z klasy w podstawówce. Jakoś tak się dzieje, że nie dożywamy późnej starości równie często, jak panie, chociaż – jak zauważa geriatra, prof. Katarzyna Wieczorowska-Tobis – „w porównywalnych grupach wiekowych kobiety są mniej sprawne od mężczyzn.

Dane amerykańskie pokazują, że w grupie wiekowej 70 i więcej lat (70+) problemy z wykonaniem co najmniej jednej podstawowej czynności życiowej (jedzenie, ubieranie, wstawanie z łóżka, toaleta, kąpiel i prawidłowa funkcja zwieraczy) ma 22% kobiet i tylko 17% mężczyzn, a nie jest w stanie wykonać co najmniej jednej czynności – odpowiednio 10% i 7%. W przypadku złożonych czynności życiowych, czyli tych warunkujących samodzielność w środowisku, różnice są jeszcze większe: 13% i 7% oraz 23% i 13%”. Teoretycznie, skoro jesteśmy sprawniejsi, powinniśmy też żyć dłużej. Jednak tylko teoretycznie. Bo gdy mowa o tych sprawniejszych starszych panach, bierze się pod uwagę tylko tych fuksiarzy, którzy podeszłego wieku dożyli.

Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni

Mężczyźni bowiem umierają częściej na choroby, które kobietom aż tak gwałtownie nie szkodzą. Gdy się np. weźmie pod uwagę udary mózgu – badania wykazały, że o ile udary u mężczyzn rzadziej powodują niesprawność, o tyle częściej po prostu zabijają. Najwyraźniej powiedzonko „Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” w tym przypadku niespecjalnie dotyczy kobiet.

SPRAWDŹ TEŻ: Co zabija mężczyzn?

Genetyczni ryzykanci

Największym zabójcą facetów jest prawdopodobnie... testosteron, czyli męski hormon płciowy. To głównie on bowiem odróżnia nas od kobiet, między innymi tym, że jesteśmy o wiele bardziej skłonni do podejmowania ryzyka. A ryzyko, jak wiadomo, polega na tym, że można coś wygrać, ale można też przegrać.

Na przykład życie. Oczywiście, kiedy mówimy o ryzyku, zaraz przychodzą nam do głowy wyczyny takich śmiałków, jak Kolumb, jak Sir Edmund Hillary, który jako pierwszy zdobył Mount Everest, czy Felix Baumgartner, który skoczył ze spadochronem z wysokości 36 km. Możemy też myśleć o bezimiennych bohaterach wojennych: pilotach, zwiadowcach, komandosach. Albo o sławnych przestępcach, takich jak Ronnie Biggs, jeden z autorów „napadu stulecia”. Jednak ci ryzykanci to tylko wierzchołek góry lodowej, celebryci, powszechnie znani i sowicie opłacani (w przypadku Biggsa cudzymi pieniędzmi).

Jednak skłonność do ryzyka ma większość mężczyzn. To właśnie ta napędzana testosteronem siła powoduje, że podejmujemy działania co najmniej nierozsądne. Tysiące facetów każdego lata skacze na główkę do nieznanej wody, tysiące puszcza kierownicę motocykla czy roweru, miliony przyglądają się sąsiadowi w barze, by zapytać, czy coś mu się nie podoba.

Dziesiątki milionów codziennie „zapomina” o ograniczeniu prędkości, a kolejne dziesiątki omijają przepisy BHP, żeby zarobić więcej i szybciej. Rezultatem takiej lekkomyślności jest dramatyczna dysproporcja w statystykach ofiar wypadków różnego typu: drogowych, w górach, nad wodą, w pracy, w domu, na boisku, w powietrzu i pod ziemią.

ZOBACZ TEŻ: Fatalne skutki życia w stresie

Najgorsze jest to, że nasza skłonność do brawury skutkuje nie tylko nagłymi zgonami i kalectwem. Mężczyźni podejmują też znacznie więcej ryzykownych działań, które nie zabijają wprawdzie od razu, ale są niemal równie skuteczne jak gilotyna – tyle że opadająca wiele lat. Palimy więcej, jemy mniej warzyw, więcej pijemy, popełniamy więcej przestępstw, bardziej się stresujemy i rzadziej chodzimy do lekarza prawdopodobnie właśnie dlatego, że mniej boimy się konsekwencji.

Przeżyj w wodzie

Badania wykazują, że faceci spędzają nad wodą dużo więcej czasu niż kobiety, a biorąc pod uwagę zachowania najbardziej ryzykowne, takie jak nurkowanie, surfing czy wędkowanie na lodzie, kobiety stanowią zdecydowaną mniejszość. Faceci mają również druzgocącą przewagę w pływaniu w naturalnych zbiornikach wodnych, czyli rzekach, jeziorach i morzu. A to właśnie takie wody są najniebezpieczniejsze. W 2020 roku w Polsce w rzekach utonęło 118 osób, w jeziorach 111, a w basenach kąpielowych nikt.

OK, w 2020 r. były zamknięte, ale w poprzednich latach to też były pojedyncze przypadki. Jeśli więc lubisz pływać, najlepiej wybieraj kąpieliska strzeżone. Wolisz otwarte wody? Proszę bardzo, tylko nie przeceniaj własnych umiejętności. Upał, wychłodzenie, nurt wody – to wszystko może Ci utrudnić powrót na brzeg, więc jeśli zamierzasz pływać daleko od brzegu, zawsze weź ze sobą bojkę asekuracyjną. I nigdy nie pływaj po alkoholu.

Według danych Komendy Głównej Policji co najmniej 117 z 460 ofiar utonięć w zeszłym roku spożywało wcześniej alkohol. Co najmniej, bo nie wszystkie ciała topielców poddaje się badaniom na obecność alkoholu. Uważaj też na rybach – statystyki policyjne są tu zaskakująco stałe: co roku z powodu nieostrożności podczas łowienia ryb tonie 30-36 wędkarzy.

To ci, którzy uznali, że lepiej kupić siódmy kołowrotek niż pierwszą kamizelkę asekuracyjną. Zważywszy na fakt, że aż 30% dorosłych Polaków nie potrafi pływać, a zaledwie 27% uczyło się pływać w szkole lub na kursie, Polska powinna być rajem dla sprzedawców kamizelek asekuracyjnych. A jakoś ich nie widać. Ty wyprzedź modę i jeśli wchodzisz na jakąkolwiek łódkę, kajak, ponton – zakładaj ją na siebie. Najtańsze kupisz już za kilkadziesiąt złotych. Niewygórowana cena za życie.

Przeżyj w górach

Jeśli popatrzeć na liczby bezwzględne, wypadki w górach są jakimś promilem zgonów. Jednak najczęściej dotyczą ludzi zdrowych i aktywnych, bo tylko tacy wybierają się w te partie gór, w których może być naprawdę niebezpiecznie. W samych tylko Tatrach co roku ginie kilkanaście osób i – jak mówi Andrzej Górka, ratownik TOPR  – w większości są to mężczyźni. Najczęściej na skutek upadku z wysokości – do tego wystarczy jeden nieostrożny krok, jedna oblodzona w czerwcu krawędź albo silniejszy podmuch wiatru. Wybierając się w góry, pamiętaj o kilku podstawowych zasadach.

Przede wszystkim daj sobie przynajmniej dwa dni na aklimatyzację. Zanim wyruszysz wysoko, przejdź się po łatwiejszych trasach, żeby ocenić, czy na pewno jesteś w tak dobrej formie, jak Ci się wydaje.

Po drugie – pamiętaj, że po wejściu na szczyt musisz jeszcze z niego wrócić, a to często jest nawet trudniejsze niż wejście. Mięśnie i stawy są już mocno zmęczone i łatwiej o potknięcie. Bierz to pod uwagę i wychodź na szlak wcześnie rano, żeby nie spieszyć się, wracając.

Po trzecie – zawsze dopasuj sprzęt do warunków. Jeśli w górnych partiach może być śnieg i lód, weź ze sobą raki i czekan. Jeśli świeci ostre słońce, weź kapelusz albo przynajmniej czapkę z daszkiem.

O tym, żeby zawsze mieć w plecaku jakąś bluzę i kurtkę przeciwdeszczową, nawet nie mówimy, bo to oczywistość. Pogoda w górach potrafi się gwałtownie zmienić. Po czwarte – nie przeceniaj sprzętu. Nawet jeśli masz buty za 1000 zł, kurtkę za 2000, bluzę, plecak i trochę szpeju za kolejne tysiące. Sprzęt nie zastąpi dobrej kondycji i rozwagi.

Po piąte wreszcie – nic na siłę. Jeśli widzisz chmury burzowe albo czujesz, że nie jesteś dziś w formie, nie upieraj się, że wykonasz plan. Bo w razie problemów, nawet jeśli Ty wyjdziesz z tego bez szwanku, możesz narazić niepotrzebnie życie ratowników. Ich akcje to czysta odwaga – niech Twoja brawura nie zmusza ich do bohaterstwa.

Przeżyj na drodze

Z raportu European Road Safety Observatory wynika, że na polskich drogach ginie niemal dokładnie trzy razy więcej mężczyzn niż kobiet. Konkretnie – w 2016 roku zginęło 757 kobiet i dziewczynek oraz 2269 mężczyzn i chłopców. W przedziale wiekowym 20-50 lat jest jeszcze gorzej, bo stanowimy ponad 80% ofiar śmiertelnych. Gdyby przyszło Ci do głowy, że to dlatego, że po prostu więcej facetów jeździ samochodami, musimy Cię rozczarować.

„Dane Instytutu Transportu Samochodowego wskazują, że kobiety powodują jeden wypadek na 6,7 mln przejechanych kilometrów, a mężczyźni raz na 4,7 mln km. Oznacza to, że mężczyźni są sprawcami wypadków 1,5 razy częściej niż kobiety” – mówi Anna Zielińska z Polskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ITS.

Tę naszą niefrasobliwość na drogach potwierdza jeszcze jeden parametr: wśród ofiar płci żeńskiej tylko 25% kierowało pojazdem. U mężczyzn kierujący to dokładnie 60%. My giniemy więc najczęściej wskutek własnych błędów i nieuwagi, kobiety najczęściej wskutek błędów kierowców. Jakie to błędy?

Kiedy zachować szczególną ostrożność? Według opracowanego przez policję raportu „Wypadki drogowe w Polsce w 2019 roku” do największej liczby wypadków dochodzi w okresie letnim i wczesną jesienią. W tygodniu najbardziej niebezpieczne są piątki, bo wtedy dochodzi do największej liczby zdarzeń, jednak to soboty przodują w ilości ofiar śmiertelnych – prawdopodobnie dlatego, że w soboty jeździmy szybciej.

Skoro już o szybkości mowa – jeśli nie chcesz pogorszyć statystyk, stosuj bardzo prostą zasadę: nie przekraczaj dozwolonej prędkości. Wg ekspertów z Polskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (POBR) „przy uderzeniu pojazdu z prędkością 30 km/h 9 na 10 pieszych przeżyje wypadek, przy prędkości 50 km/h – połowa z nich, a przy prędkości przekraczającej 60 km/h – 9 na 10 pieszych zginie”.

Interesuje Cię tylko Twoje życie? Tutaj też prędkość ma znaczenie. Wg POBR wzrost średniej prędkości przejazdu o 1% zwiększa ryzyko wypadków o 2%, a wypadków śmiertelnych o 4%. To nie jest niestety liniowa zależność, więc zdejmij tę nogę z gazu. Niewiele jest rzeczy wartych ryzykowania życia.

Dożyj wakacji

Jezioro, góry, prosta droga i wiatr we włosach... Żeby się na chwilę uwolnić od codziennych obowiązków, większość z nas musi wcześniej na taki wyjazd zapracować. A w pracy wcale nie jesteśmy tacy bezpieczni. Tutaj też przegrywamy z kobietami. Według danych Centralnego Instytutu Ochrony Pracy w ogólnej liczbie ofiar wypadków przy pracy mężczyźni stanowią większość, bo aż 64%. Jednak gdy weźmie się pod uwagę poważne wypadki lub wręcz wypadki śmiertelne, słupki wędrują w górę: w pracy ginie kilkukrotnie więcej facetów. Na ogólną liczbę 90 tysięcy wypadków przy pracy w ciągu roku aż 400 kończy się tragicznie.

Z tych 400 zabitych grubo ponad 90% stanowią mężczyźni. Na szczęście od kilkunastu lat liczba wypadków śmiertelnych maleje – prawdopodobnie to efekt coraz większej kultury pracy, lepszego sprzętu i większej świadomości, że przepisy BHP nie są po to, by przeszkadzać, tylko by chronić. Jeśli uważasz, że BHP jest dla innych, obejrzyj genialny niemiecki filmik o Klausie, który jeździł wózkiem widłowym niezgodnie z BHP (wpisz w wyszukiwarkę hasło „Klaus na sztaplarce”).

Przeżyjmy

W Polsce rodzi się co roku więcej chłopców niż dziewczynek: na każde 100 dziewczynek przypada 106 chłopców. Po 100 latach od tej daty stosunek ten jest radykalnie inny. Kobiet obchodzących setne urodziny jest 4-5 razy więcej niż facetów. Zachowuj się rozważnie, a za 40 lat jakiś inny redaktor Men’s Health nie będzie mógł napisać takiego artykułu. Bo jeśli będzie mógł, to ani Ty, ani ja prawdopodobnie już go nie przeczytamy.

Zobacz również:
Są trenerzy personalni, którzy sami potrzebują trenerów i tacy, którzy inspirują innych do działania na co dzień. Paweł Raczyński należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. W rozmowie z MH opowiada o kulisach pracy trenera, wyjaśnia, który system treningowy jest najlepszy i przekonuje, że dobry strój to już połowa sukcesu. 
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA