Depresja milionerów – czy można kupić szczęście?

Dr Paul Hokemeyer, który często prowadził terapie ludzi z pierwszych stron gazet, próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy szczęście jest na sprzedaż. 

psychologia, szczęście, psycholog shutterstock.com

Jak mówi stare porzekadło, szczęścia nie można kupić za pieniądze. Dr Paul Hokemeyer, autor książki "Fragile Power", uważa, że jest to jednak zbytnie uproszczenie, a samo powiedzenie ma w sobie ziarnko prawdy. Jako psychoterapeuta kliniczny, który pracował z zamożnymi pacjentami w Stanach Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, posiada on unikalny wgląd w zniuansowane powiązania pomiędzy pieniędzmi a dobrostanem psychicznym.

REKLAMA

Według specjalisty łatwo dostrzec, jak posiadanie pieniędzy może szybko rozwiązać cały szereg bezpośrednich problemów życiowych: dostęp do wysokiej jakości żywności, opieki zdrowotnej, edukacji, mieszkania i w końcu zatrudnienia. Oczywiście fakt, że nie stresujesz się ciągle, jak zapłacić  za czynsz czy naprawić wiecznie szwankujący samochód, nie oznacza automatycznie, że nagle stajesz się całkowicie wolny od zmartwień. Twoje problemy nie znikają, one po prostu się zmieniają.

Hokemeyer wyjaśnia, że najczęściej problemów bogatych ludzi obracają się wokół trzech kwestii związanych z relacjami. Po pierwsze, jest to relacja pacjenta z samym sobą. "Pod tym względem cierpią oni na coś, co nazywa się syndromem oszusta" - twierdzi specjalista. "Przez dwadzieścia lat mojej praktyki psychoterapeutycznej wciąż jestem zdumiony tym, jak nawet bardzo pewni siebie ludzie mogą w głębi duszy czuć, że są niegodni swojego sukcesu i wkrótce zostaną odkryci jako oszuści". To może być szczególnie niebezpieczne, ponieważ życie w ciągłym poczuciu zagrożenia może powodować szereg innych problemów ze zdrowiem psychicznym i zaburzeń.

Po drugie, chodzi o relacje, jakie łączą ich z innymi ludźmi. "Problemy wynikają tu z pasożytniczych powiązań" - wyjaśnia Hokemeyer. "Zamożni ludzie mają tendencję do świadomego i nieświadomego otaczania się pijawkami. Ludzie oczekują od nich, że zapewnią im dobrobyt finansowy, a potem zachowują się wściekle lub obrażają się, gdy tego nie robią. Odejście od takich ludzi jest trudne, ponieważ kiedy próbują zakończyć niezdrową zależność, nagle okazuje się, że są karani za swoją hojność. Osoba, którą wspierali, staje się ofiarą, a z nich samych robi się wrednego, zimnego sukinsyna o zimnym sercu i egoistę".

Trzecia kwestia dotyczy tego, jak osoby zamożne postrzegane są w swoich społecznościach. "Ludzie uwielbiają nienawidzić bogatych ludzi i cieszą się, że czują się dobrze sami ze sobą, nienawidząc narcystycznych i popapranych postaci przedstawionych w serialach takich jak Sukcesja" - tłumaczy Hokemeyer. "Od niepamiętnych czasów bycie bogatym było kojarzone z niegodnością i negatywnymi założeniami. Jest fragment z Nowego Testamentu, który mówi, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu dostać się do nieba. Dość niekorzystne postrzeganie ludzi bogatych przez znaczną część społeczeństwa zmusza ich nierzadko do niezdrowej izolacji".

Ta izolacja może sprawić, że staną się bezbronni i źle przygotowani, gdy przyjdzie im stawić czoła jakimkolwiek przeciwnościom losu. Ostatnie dwa lata są tego najlepszym przykładem. Wszyscy zostaliśmy zmuszeni do dostosowania się, zmiany zachowań i przyjrzenia się naszym życiowym priorytetom. I chociaż posiadanie pieniędzy mogło ochronić niektórych ludzi przed zagrożeniami i skutkami pandemii, nie uchroniło ich przed wstrząsami emocjonalnymi.

"Na początku pandemii każdy, kto był choć trochę świadomy, naprawdę się bał" - wspomina Hokemeyer. "Każdy zobaczył na własne oczy, jak kruche są granice między zdrowiem a chorobą, porządkiem a chaosem. Ludzie o niezwykłym bogactwie dzwonili do mnie, przerażeni tym, co wydawało się apokaliptycznym końcem świata. To było tak, jakby Matka Natura się wściekła i zmusiła nas wszystkich do pójścia do swoich pokoi i zastanowienia się nad bałaganem, jaki zrobiliśmy z naszym światem, i nad tym, co zamierzamy zrobić, aby zadośćuczynić".

Dla niektórych z jego bogatych klientów uczucie przerażenia i bezsilności, na które ich przywileje nie pozwoliły im się przygotować, zaowocowało nieoczekiwanymi i pozytywnymi zmianami w ich relacjach - z samymi sobą, z innymi i z otaczającym ich światem.

"Ludzie, którzy przez całe życie skupiali się na budowaniu bogactwa, zdali sobie sprawę, że życie jest krótkie" - mówi. "Zaczęli pragnąć życia w mniejszym stresie i z większym spokojem umysłu. Ludzie obudzili się z myślą, że mają wystarczająco dużo pieniędzy. Aktywa, których teraz pożądają, są o wiele bardziej niematerialne; przyjaźń, relacje, przydatność dla świata".

Jak to jest więc z tym kupowaniem szczęścia? Da się dokonać takiej transakcji czy niezbyt? "Pieniądze zdecydowanie mogą kupić szczęście" - wyjaśnia terapeuta celebrytów. "Jedną z rzeczy, która mnie denerwuje, jest założenie, że bogaci ludzie są ipso facto popieprzeni i nieszczęśliwi. Jasne, niektórzy z moich bogatych pacjentów są. Ale wielu moich pacjentów z klasy średniej i biednych też jest popapranych i nieszczęśliwych".

"Prawda jest taka, że bogactwo jest neutralne" - dodaje. "Jest jak elektryczność. Kiedy jest właściwie wykorzystywana, sprawia, że ludzie są szczęśliwi. Ale kiedy jest wykorzystywana w destrukcyjny lub lekkomyślny sposób, czyni ludzi nieszczęśliwymi".

REKLAMA