REKLAMA

Czy żyjemy w erze narcyzów?

Czy XXI jest wiekiem narcyzów? Nie, oni byli zawsze, ale teraz dostali do ręki potężne narzędzia. Takim na przykład jest smartfon.

Narcyzm shutterstock.com

Bardzo ciekawe badania przeprowadzono na stanowym uniwersytecie w Ohio, w których wzięto pod lupę 800 mężczyzn w wieku 18-40 lat ze skłonnością do częstego wrzucania swoich zdjęć do sieci.

ZOBACZ TEŻ: Powiększanie piersi - czy sztuczne jest piękne?

Okazało się, że ci wrzucający selfie mają większą skłonność do patologicznych zachowań niż ci, którzy tego nie robili. Nie jest tak oczywiście, że każdy, kto ma selfie na swoim profilu, jest potencjalnym Andersem Breivikiem, ale wniosek, że ci lubiący się sami fotografować, są bardziej narcystyczni i zapatrzeni w siebie, jest raczej uprawniony.

Naukowcy prowadzący projekt idą nawet dalej z wnioskami, twierdząc, że mężczyźni robiący selfie mają wiele cech antyspołecznych i są bardziej skłonni do przedmiotowego traktowania swojej osoby. A to może skutkować depresją lub dysmorfofobią, czyli zaburzonym postrzeganiem swojego wyglądu. Cierpiący na to zaburzenie hipochondryczne nie akceptują całości swego ciała lub jego poszczególnych części: nosa, brody, uszu, policzków etc.

I tu jesteśmy w domu. Okazuje się bowiem, że na 100 wykonywanych operacji plastycznych 30 jest robionych na facetach (ciekawe skądinąd, czy naukowcy poszukali korelacji między ilością zrobionych selfie a ilością zrobionych operacji plastycznych u poszczególnych pacjentów). Czy jest coś złego w operacjach plastycznych? Nie. A jest coś złego w piciu alkoholu? Też nie.

Korygujemy sobie laserowo wzrok, ortodonta naprawia nam wady zgryzu, prostujemy sobie przegrodę nosową, bo utrudnia nam oddychanie – to wszystko jest rodzajem medycyny estetycznej i nikt nie widzi w tym nic złego. Tak samo, jak w wypiciu jednego lub dwóch drinków. Zło zaczyna się z braku umiaru i w przypadku operacji plastycznych nazywa się Mickey Rourke, a w przypadku wódy – alkoholizm.

PRZECZYTAJ: Życiowy wyścig szczurów - czy można się z niego wypisać?

Wprawdzie sam Rourke twierdzi: „Dwukrotnie złamano mi nos. Miałem pięć operacji plastycznych nosa i jedną, by uratować zmiażdżoną kość policzkową. Większość tych operacji miała na celu doprowadzenie mojej twarzy do porządku po walkach bokserskich”, jednak usta Kaczora Donalda same się nie nadmuchały.

O ile to, co sobie ktoś robi z własną twarzą, guzik mnie obchodzi, to moje czyste serce redaktora Men’s Health krwawi, gdy czytam o męskiej liposukcji, czyli odsysaniu tłuszczu z brzucha, kształtowaniu łydek i pośladków lub wszczepianiu sobie silikonowych implantów, by wyglądały jak mięśnie 6-paku.

Tak będzie wyglądał nasz przyszły świat? Z bezrobotnymi redaktorami MH, którzy będą trenować na tajnych kompletach w podziemiu, a reszta facetów będzie sobie wszczepiać udawane mięśnie i pstrykać selfie?

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA