[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.7

Czy warto wydać prawie 150 złotych, żeby jeszcze raz zobaczyć Predatora?

Darujmy sobie spojler alert i od razu powiedzmy sobie, że tak, chociaż na pierwszy rzut oka pachnie to absurdem. Znaleźć przecież osobę, która nie zetknęła się z kultowym „Jeśli krwawi, możemy to zabić” raczej trudno. Klasyk kina akcji z 1987 roku widzieliśmy wszyscy (może poza tymi, którzy za całe Kino uznają tylko Felliniego) dziesiątki, może nawet setki razy. To co, jeszcze raz?

Predator American Films/Collection Christophel
Najpierw był VHS, później telewizja, eMule, torrenty, streamingowe serwisy (legalne i nie), znów telewizja, DVD, Blu-ray – okazji, żeby przypomnieć sobie „Predatora” było więc sporo. Teraz trafia się kolejna, bo chwilę temu w polskich sklepach pojawił się krążek Blu-ray 4K UHD HDR. Który swoje kosztuje (wróć do tytułu tego tekstu), a film przecież ten sam i historia specjalnej jednostki, która wysłana na prostą misję do dżungli gdzieś w Ameryce Środkowej, nagle staje się obiektem polowania łowcy z komsosu, też ta sama.

Tylko – Panowie! – jak to wygląda. Już ekran startowy powala. Zmiksowanych kilka scen z końcówki filmu z tym charakterystycznym tematem muzycznym zwiastują ucztę dla ciała i duszy. To, co kiedyś w paśmie Megahit Polsatu, na którym niejeden z nas się wychował, było po prostu ciemną plamą, teraz bogate jest w szczegóły. Czyli jednak film nie ten sam.

 

© 2018 TCFHE All Rights Reserved.

 

Później – a w zasadzie wcześniej – jest jeszcze lepiej. Całe dzieło reżysera, który ma na koncie również m.in. "Szklaną pułapkę" czy "Polowanie na Czerwony Październik", ogląda się tak, jakby nakręcono go w roku 2018, a nie ponad trzydzieści lat temu. „Predator” w ogóle się nie zestarzał. Nawet sceny kręcone z punktu widzenia przybysza z kosmosu mają swój urok, choć jako jedyne sugerują, że z dziełem najnowszym nie mamy mimo wszystko do czynienia.

Dżungla wygląda za to jak z kolejnego odcinka „Planet Earth”, a nie z filmu akcji sprzed lat. Krew łowcy na zielonych liściach mieni się kolorem, przerażone oczy Arnolda Schwarzeneggera na widok naprawdę zmyślnie zaprojektowanej bestii robią kolosalne wrażenie (tak, Arnold potrafi grać twarzą i oczyma, to oficjalne). Widz aż ma poczucie, że to dobrze, iż kolejne sceny zna w zasadzie na pamięć, bo może skupiać się na podziwianiu kolejnych kadrów, a nie na śledzeniu historii.

A kadry są to wybitne. Film Johna McTiernana ze zdjęciami Donalda McAlpine’a nakręcony jest świetnie, ocieka klimatem jak czoło Billa Duke’a ocieka potem, zanim trafi w nie Predator. W dodatku udźwiękowione to wszystko jest niesamowicie i na szczęście nie zagłusza nam całości żaden lektor.

No i jeszcze jedna sprawa – kiedy ogląda się „Predatora” w wersji 4K z HDR, automatycznie składa się hołd analogowym efektom specjalnym. Ten film nie wyglądałby tak dobrze, gdybyśmy w materiale wyjściowym do czynienia mieli z komputerową grafiką. Makiety, kostiumy, pukawki załadowane ślepakami, a nawet prawdziwe drzewa to makiety, kostiumy, pukawki załadowane ślepakami, a nawet prawdziwe drzewa. Które uwiecznione na taśmie zawsze będą makietami, kostiumami, pukawkami i tak dalej. A nie jakimiś tam teksturami, które już w momencie kinowego debiutu bywają przestarzałe (obejrzyjcie sobie jeszcze raz „Mroczne widmo”, Panowie).

 

© 2018 TCFHE All Rights Reserved.

 

Strzelaniny, wybuchy, sceny zastawiania pułapek – wszystko jest tu efektowne i podane z najlepszym smakiem. "Predator" nie ma słabszego momentu i właśnie dlatego nie bez powodu znalazł się na półce pod hasłem Klasyki/niemal arcydzieła. W każdej sekundzie tego filmu czuć, że za robotę zabrali się prawdziwi fachowcy.

No i sam łowca. Ach, kawał dobrej roboty. Arnie, który mówi do niego: „Ale jesteś brzydki”, wie, co mówi, bo ucharakteryzowaną postać ma przed sobą. Od teraz my, widzowie, też „Predatora” możemy zobaczyć z naprawdę bliska. Odpowiadając jeszcze raz na tytułowe pytanie – bardzo warto.

PS. Żeby cieszyć się „Predatorem” w jakości 4K, trzeba mieć odpowiedni odtwarzacz Blu-ray (albo Xboksa One X) oraz telewizor 4K z HDR.

PS2. Kopię filmu pozyskaliśmy we własnym zakresie.

REKLAMA

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij