Czy powinniśmy obawiać się nowych technologii? Rozmowa z Natalią Hatalską

Pomimo podłączenia do sieci ponad połowy populacji na świecie XXI wiek eksperci nazywają "epoką samotności". Superszybkie pojazdy pozwalają nam pokonywać długie dystanse w rekordowym czasie, tymczasem z powodu korków w centrach dużych miast samochody poruszają się ze średnią prędkością 20 km/h, czyli taką samą, z jaką przed wynalezieniem aut poruszały się wozy konne. A to jedynie dwie z wielu opisanych przez Natalię Hatalską w książce "Wiek paradoksów" sprzeczności związanych z technologią.

Natalia Hatalska fot. Renata Dąbrowska / MPP
Nowe technologie ułatwiają nam życie. To dzięki nim możemy pracować czy kontaktować się z najbliższymi z każdego miejsca na ziemi, a dostęp do informacji czy rozrywki jest praktycznie nieograniczony. Mimo to mamy z technologią coraz większy problem, bo nadmierne korzystanie z niej niesie ze sobą masę zagrożeń zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Na dodatek coraz więcej z nas obawia się utraty prywatności, cyberprzestępstw czy najbardziej zaawansowanych technologii jak AI, których rozwój może stanowić zagrożenie dla ludzkości. Natalia Hatalska w swojej najnowszej książce "Wiek paradoksów" przygląda się rozwojowi technologii, ukazując jego sprzeczności i odkrywając mechanizmy kierujące relacjami, technologią i polityką. Z nami rozmawiała o paradoksach i obawach związanych z postępem technologicznym.

REKLAMA

Men's Health: Co jest największym paradoksem związanym z technologią?

Natalia Hatalska: Każdy paradoks jest dla mnie zaskakujący, ale ten, który przychodzi mi jako pierwszy do głowy, to kwestia bycia połączonymi a jednocześnie osamotnionymi. Jak to się stało, że mając dostęp do technologii, która umożliwia i ułatwia nam kontakt z drugim człowiekiem, nagle staliśmy się samotnym społeczeństwem.

MH: A tej technologii jest przecież coraz więcej. Czy my musimy podążać za wszystkimi nowinkami?

Jak to się stało, że mając dostęp do technologii, która umożliwia i ułatwia nam kontakt z drugim człowiekiem, nagle staliśmy się samotnym społeczeństwem.

NH: Stawiam taką tezę, że być może to nasze hurraoptymistyczne podejście do wdrażania coraz to nowszych technologii nie do końca się sprawdza. To najlepiej widać na przykładzie mediów społecznościowych – najpierw mieliśmy Facebooka, potem Instagram, Snapchata, TikToka, Clubhouse’a... itd. Gdy tylko ukazuje się kolejne medium społecznościowe, my od razu do niego wchodzimy, nie zastanawiając się nawet, czy faktycznie to kolejne medium jest nam potrzebne. Czy musimy korzystać z aż tylu kanałów jednocześnie? Przecież każdy z nich pełni właściwie tę samą funkcję – bycia w kontakcie z drugą osobą. I to tylko teoretycznie, ponieważ przez to, że mamy tak dużo kanałów i osób, z którymi się kontaktujemy, te kontakty są bardzo szybkie i przez to bardzo płytkie. To jest właśnie jeden z powodów, dla którego stajemy się samotnym społeczeństwem – nie jesteśmy w stanie zbudować głębokiej więzi z drugą osobą, bo nie mamy na to czasu.

MH: W książce opisuje pani roboty społeczne, których celem jest dotrzymywanie nam towarzystwa. Dlaczego roboty nie są w stanie zastąpić nam drugiej osoby?

NH: Aktualnie mamy do czynienia ze starzejącym się społeczeństwem i ustaliliśmy, że nie ma wśród nas tylu osób, które mogłyby się zajmować osobami schorowanymi i starszymi, dlatego stawiamy na roboty społeczne, których głównym celem jest interakcja z ludźmi. Takie roboty oddawane są do użytku wśród bardzo wrażliwych grup, do których należą właśnie osoby starsze, schorowane lub dzieci. Wierzymy, że te roboty załatwiają sprawę i że osoba która dotychczas całe dnie spędzała sama, mając teraz takiego robota u boku, czuje się szczęśliwa. Tylko czy to jest faktycznie szczęśliwa relacja? Na podstawie badań wiemy, że wchodząc w relacje z takim robotem, człowiek faktycznie uruchamia swoje emocje i nie traktuje go jakby to było jakieś urządzenie typu czajnik albo toster, tylko zaczyna go traktować jak prawdziwą osobę, uruchamiając swoje własne emocjonalne oprogramowanie. My się do tego robota po prostu przywiązujemy. Problem polega na tym, że robot nie czuje nic, bo nie może czuć, a przynajmniej nie na tym etapie rozwoju technologicznego. Pojawia się kolejne pytanie – czy my naprawdę chcemy wchodzić w taką relację? I na ile może to doprowadzić do sytuacji, w której – mając takie iluzoryczne zaspokojenie osamotnienia – przestajemy wchodzić w relacje z innymi ludźmi i tym samym jeszcze bardziej pogłębiamy naszą samotność.

MH: Do grupy FAANG (skrót od: Facebook, Amazon, Apple, Netflix i Google) zaliczane są firmy, które gromadzą mnóstwo naszych danych, a to sprawia, że coraz więcej osób odczuwa przed nimi strach. Czy powinniśmy się obawiać także Netfliksa?

Życie w bańce informacyjnej ma konsekwencje społeczne, bo kiedy cały czas dostajemy treści, które już znamy, nie jesteśmy w stanie obiektywnie poznawać świata. 

NH: Myślę, że samego Netfliksa nie ma co się obawiać, bo to kolejne rozwiązanie serwujące nam pewną formę rozrywki, natomiast ważniejsza jest inna kwestia. Netflix, tak jak pozostali gracze technologiczni, bazuje na algorytmach, co oznacza, że treści, które oglądamy i wydaje się nam, że sami je wybraliśmy, tak naprawdę w 80% opierają się na rekomendacjach algorytmicznych. To z kolei oznacza, że wrzuca się nas w pewną bańkę, z której po pierwsze nie możemy się wydostać, bo cały czas algorytm pokazuje nam treści, które według niego powinny być dla nas ciekawe. A po drugie, odsiewa ogromną ilość treści, o których istnieniu my nie mamy pojęcia. Życie w takiej bańce ma konsekwencje społeczne, gdyż kiedy cały czas dostajemy treści, które już znamy, nie jesteśmy w stanie obiektywnie poznawać świata. Wydaje się nam, że wszyscy myślą tak samo jak my, zachowują się tak samo jak my i gdy czasami do naszej bańki przedostanie się jakaś inna informacja z równoległej bańki, to – jako coś nowego i nieznanego – budzi w nas strach, a nawet agresję. Dlatego mamy dziś postępującą polaryzację społeczeństwa, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.

MH: Czyli technologia, która miała nam służyć, zamyka nas w bańkach, polaryzuje społeczeństwo... Czy straciliśmy już nad nią kontrolę?

NH: Ja w ogóle nie wierzę w kontrolę i o tym jest cały osobny rozdział w mojej ostatniej książce. Nam cały czas wydaje się, że skoro to my stworzyliśmy technologię, to możemy nią sterować. Jednak posiadamy jedynie iluzoryczną kontrolę. Współczesne technologie są inne od technologii prostych, z którymi mieliśmy do czynienia wcześniej. Te dzisiejsze, tzw. technologie GRINN (czyli akronim od Geno, Robo, Info, Neuro, Nano) to technologie bardzo zaawansowane, które są autonomiczne i samoreplikujące się. Za tymi technologiami, czyli wielkimi skomplikowanymi systemami, stoją albo spółki technologiczne, albo rządy, albo jakieś grupy interesów i to nie jest tak, że my, jako społeczeństwo, możemy je w jakiś sposób kontrolować. Jedyne, co możemy robić, to  bardziej świadomie korzystać z technologii. Wracając do omawianych już mediów społecznościowych, które przyjmujemy jak bądź, namawiam raczej do tego, żeby w takich momentach postawić sobie pytanie: na ile te nowe medium wspiera wartości, które są dla mnie ważne? To wymaga zrobienia kroku w tył i zastanowienia się, jakie wyznajemy wartości, co jest dla nas w życiu cenne itp. Mogę opowiedzieć to na swoim przykładzie. Dla mnie niezwykle istotna jest relacja z moimi dziećmi, chcę by miały do mnie zaufanie i w momencie gdy wejdą w okres dojrzewania, którego naturalnym elementem jest przecięcie pępowiny, chciałabym, żebyśmy nie straciły tej wzajemnej relacji. Ponieważ to jest dla mnie niezwykle cenne, bardzo dbam o to, żeby nie korzystać z technologii w trakcie tego czasu, który spędzam z córkami. Staram się też ograniczać korzystanie z telefonu czy mediów społecznościowych w domu. Między innymi dlatego też zrobiłam eksperyment w lutym tego roku i na miesiąc przestałam w ogóle korzystać ze smartfona. Przeszłam na tzw. dumbphone, czyli telefon, który ma dostęp do internetu i z którego można dzwonić, ale nie ma w nim mediów społecznościowych. Po tym miesiącu oczywiście wróciłam do smartfona, głównie ze względu na większy ekran i moją wadę wzroku. Jednak po eksperymencie odinstalowałam wszystkie media społecznościowe i do dziś nie mam w telefonie żadnych. To jest właśnie zrobienie kroku w tył i ustalenie, co jest dla mnie ważne, na czym mi zależy.

ZOBACZ KONIECZNIE: Media społecznościowe – lekarstwo czy trucizna?

REKLAMA

REKLAMA

wiek paradoksów fot. Materiały prasowe Znak / MPP

MH: Media społecznościowe opierają się na mechanizmach przypominających działanie narkotyków i szacuje się, że w Polsce może być już 15 milionów osób, które mają problem z e-uzależnieniem...

NH: Od razu powiem, że wspomniane 15 milionów to zbyt mała liczba. Moim zdaniem wszystkie osoby, które korzystają ze smartfonów, są od nich uzależnione. Może nam się wydawać, że nie, że mamy to pod kontrolą, ale znając mechanizm działania mediów społecznościowych oparty o stałe wyrzuty dopaminy, myślę, że każdy z nas jest uzależniony. Wystarczy przyjrzeć się ludziom w komunikacji miejskiej. My w każdej wolnej chwili zamiast patrzeć w niebo albo robić coś innego, w pierwszym odruchu sięgamy po telefon, co wskazuje właśnie na uzależnienie od niego.

REKLAMA

MH: OK, zatem skoro skala problemu jest jeszcze większa, dlaczego korzystanie z social mediów nie jest w żaden sposób kontrolowane odgórnie?

NH: Częściowo jest. Np. z YouTube, Facebooka czy Instagrama według regulaminu mogą korzystać osoby dopiero od 13. roku życia. Inną kwestia jest to, że rodzice tych regulaminów nie przestrzegają. Wiemy, że siedmio-, ośmio- czy dziewięciolatki mają swoje profile na Facebooku. Tak samo jest z technologią VR, z której też nie można korzystać poniżej 13. roku życia, bo młodsze dziecko nie umie odróżnić rzeczywistości wirtualnej od fizycznej. Jeżeli takie dziecko ma w grze wejść na 35. piętro po kładce, to nie mamy gwarancji, że nie powtórzy tego w realnym świecie. W wirtualnej rzeczywistości nic mu się nie stanie, ale w fizycznym świecie, wiemy że grozi to śmiercią. W związku z tym istnieje zakaz stosowania tej technologii poniżej 13. r. ż., ale nie jest on przestrzegany. Dlatego, tak jak już wspominałam, nie do końca wierzę w kontrolę. Niby są pewne standardy, niby są pewne regulacje, ale są one po prostu omijane. Tak naprawdę ważniejsze są: świadomość i edukacja. Jeżeli my sami będziemy wiedzieć, jaki wpływ mają na nas i nasze dzieci media społecznościowe, to niepotrzebna jest nam kontrola, bo sami zdecydujemy, czy chcemy z tego korzystać albo czy chcemy, by korzystały z tego nasze dzieci. Trzeba też dodać, że jeżeli rodzic myśli, że zabezpieczy swoje dziecko przed całym złem, które jest w internecie, ustawiając mu blokadę rodzicielską czy w jakiś sposób je kontrolując, to jest to rodzic, który żyje w iluzji. Dziecko nie korzysta tylko z telefonu czy z komputera u siebie w domu, czyli tam, gdzie ma założone blokady, tylko korzysta z tych urządzeń w różnych miejscach, gdzie tych blokad nie ma. Dlatego ważna jest edukacja. Dzięki temu dziecko będzie umiało sobie poradzić w sytuacji, kiedy trafi na złe treści w internecie.

MH: Jak nasze społeczeństwo będzie wyglądało za 10 czy 20 lat, gdy te młode osoby, które nie znają świata bez internetu, będą już dorosłymi?

NH: Badania pokazują, że dzieci, które urodziły się w świecie cyfrowym, tęsknią za światem fizycznym. Gdy się zapyta dzieci, co jest fajniejsze: "bycie" w telefonie czy spędzanie czasu z przyjaciółmi, ponad 90% dzieci odpowiada, że lepsze jest spędzanie czasu z przyjaciółmi. W weekend rozmawiałam z moją starszą córką i jej koleżankami i zadałam właśnie to pytanie. One oczywiście odpowiedziały, że spotykanie się z ludźmi, więc dopytałam, dlaczego w takim razie korzystają z telefonu czy gier. Koleżanka mojej córki odpowiedziała, że to jest prostsze. Oznacza to, że dzieci mają świadomość tego, co jest dla nich ważne, ale często wybierają prostsze rozwiązania. Wszystko więc w naszych rękach. To jakim będziemy społeczeństwem w przyszłości, zależy od nas, od rodziców, od szkoły. Zakładam, że jednak zrozumiemy, jak wielką wartość ma bycia w kontakcie z drugą osobą i będziemy podejmować takie decyzję, żeby tę wartość wspierać.

MH: A co z inną wartością, jaką jest nasza prywatność? Korzysta pani ze smartwatcha, asystenta Google, Alexy. Czy pani, jako osoba świadoma, nie obawia się korzystania z tych gadżetów, które gromadzą o nas dane?

NH: Świadomie zgadzam się na udostępnianie tych danych, bo dzięki temu te urządzenia ułatwiają mi życie. Korzystam ze smartwatcha, który zbiera dane fizjologiczne na temat mojego organizmu, a ponieważ uprawiam triathlon i wspinaczkę, to dzięki temu i moja trenerka, i ja i widzimy np. postępy w treningach. Z jednej strony więc zbierane są dane na temat mojego ciała czy funkcjonowania mojego organizmu, ale z drugiej strony to spełnia pewną funkcję, która jest dla mnie pomocna. Podobnie z asystentem Google, który ma dostęp do mojego kalendarza, maila i mapy, więc gdy ostatnio wybrałam się do Pragi, sam podpowiedział mi, co mogę w tym czasie zobaczyć. Świadomie wyraziłam zgodę na udostępnianie tych danych, dzięki czemu zaoszczędziłam czas, bo Google zrobił coś za mnie. Natomiast ja bardzo dbam o moją i moich bliskich prywatność w sieci, dlatego np. od urodzenia moich córek, nigdy nie zamieściłam zdjęcia żadnej z nich w internecie. Uznałam, że moje dzieci nie są moją własnością i nie mam prawa zamieszczać tych zdjęć bez ich świadomej zgody, na którą są póki co za małe.

MH: Czy pani się zatem bardziej obawia technologii czy ma nastawienie, że ona rzeczywiście nam służy?

Technologia rozwija się jak organizm żywy i realizuje swoje cele, które są często rozbieżne z celami ludzi.

NH: Jeśli zakładamy, że technologia będzie nam służyć, to jednocześnie zakładamy też, że to my jesteśmy jakimiś panami, a technologia to narzędzie, które jest po to, by wykonywać nasze rozkazy. Tymczasem, tak jak już wspomniałam, technologia dzisiaj jest ultraskomplikowanym systemem, który część myślicieli technologicznych porównuje do organizmu żywego. Według tej koncepcji technologia rozwija się jak organizm żywy i realizuje swoje cele, które są często rozbieżne z celami ludzi (tutaj polecam książkę Kevina Kelly’ego "What Technology Wants"). W związku z tym raczej trzeba patrzeć na technologię jak na skomplikowany system, który jest jednocześnie i dobry, i zły. Nie można przecież zaprzeczyć, że media społecznościowe czy internet nam pomagają. Byłoby to niesprawiedliwe. Dlatego musimy do technologii podchodzić z większym namysłem. Musimy zarówno na poziomie indywidualnym, jak i na poziomie społecznym ustalić sobie, co jest dla nas ważne. I potem tak używać tej technologii, żeby ona wspierała to, co jest dla nas ważne.

REKLAMA

Natalia Hatalska fot. Renata Dąbrowska / MPP

MH: A czy jest dla nas ważne cyfrowe odtworzenie wszystkich zmysłów?

NH: Według mnie to naturalny krok. Skoro przenosimy się do świata cyfrowego, który opieramy na dwóch zmysłach, czyli na zmyśle wzroku i zmyśle słuchu, a jako ludzie jesteśmy multisensoryczni, to gdy wchodzimy do świata cyfrowego, nam tych zmysłów brakuje. My sobie może tego nawet nie uświadamiamy, ale na poziomie podświadomym ten brak jest odczuwalny. Mam taką teorię, że w czasach największego lockdownu mieliśmy wysyp morsowania właśnie w odpowiedzi na ten płaski, pozbawiony wszystkich zmysłów świat cyfrowy, do którego się przenieśliśmy. Mieliśmy wtedy intensywną potrzebę odczuwania swojego ciała, nawet w tak ekstremalny sposób jak wejście do lodowatej wody. Gdy idziemy do sklepu kupić pomidory, to nie wybieramy ich jedynie ze względu na wygląd, tylko musimy ich dotknąć, by sprawdzić ich sprężystość. Podobnie jest np. z kosmetykami – wąchamy je, sprawdzamy ich konsystencję itp. Gdy więc robimy zakupy online, tych zmysłów nam brakuje. Natomiast ja widzę w tym pewne zagrożenie. Ostatnio miałam spotkania autorskie w Gdyni i gdy mówiłam o przenoszeniu zmysłów, wszyscy czuliśmy morze, letni wiatr… Wśród osób słuchających był mój mąż i po tym spotkaniu powiedział mi, że uświadomił sobie, że w ogóle nie chciałby tych wszystkich zmysłów przenosić do świata cyfrowego. To pokazuje, że mamy pewną tęsknotę za tym, żeby w świecie fizycznym pozostać, a istnieje ryzyko, że całkowicie przeniesiemy się do świata cyfrowego. Kiedyś był taki film z Brucem Willisem, w którym ludzie leżeli w kapsułach, a wszystko działo się w wirtualnej rzeczywistości. Czy to jest szczęśliwy świat? Czy chcielibyśmy w takim świecie być? Ja osobiście nie i myślę, że nie jestem w tym myśleniu osamotniona.

REKLAMA

MH: Na koniec wrócę jeszcze do największego paradoksu, którym jest według pani samotność. Czy ma pani pomysł, jak korzystać z technologii, by tej epidemii przeciwdziałać?

NH: Trzeba rozróżnić osamotnienie i samotność. Samotność to taki stan w naszym życiu, kiedy jesteśmy w kontakcie sami ze sobą i jest to dla nas OK. Ja sobie często robię takie krótkie dawki samotności, bo one też są nam potrzebne, to jest czas na zanurzenie się w samym sobie, przemyślenie pewnych spraw. Potem po powrocie do świata jesteśmy lepsi w kontakcie z drugą osobą, bo lepiej znamy siebie. Natomiast osamotnienie, to jest taki subiektywny stan niewystarczających kontaktów z innymi ludźmi, poczucie izolacji, odrzucenia. Nie chciałabym nikomu dawać rad, ale w mojej ocenie, żeby nie czuć się osamotnionym, trzeba wyjść do drugiego człowieka, ale nie w świecie cyfrowym, tylko fizycznym, a w tym technologia nam nie pomoże. Kontakt przez technologię jest zawsze kontaktem zapożyczonym, wypłaszczonym. A jak się buduje kontakt? Pierwsza informacja, że ktoś jest nami zainteresowany, to kontakt wzrokowy. Tymczasem rozmawiając przez Zooma nie patrzymy sobie nawet w oczy, więc w mojej ocenie, technologia nam w zwalczaniu osamotnienia nie pomoże. Jeżeli naprawdę nie chcemy być osamotnieni, musimy – mimo strachu przed odrzuceniem – wychodzić do drugiego człowieka.

Ekspertka

NATALIA HATALSKA
analityczka trendów, autorka książki "Wiek paradoksów"
W 2016 roku powołała do życia instytut badań nad przyszłością – infuture.institute, który definiuje najważniejsze trendy i wskazuje ich konsekwencje dla gospodarki, kategorii rynkowych czy konkretnych marek. Zaliczana jest do dziesięciu najważniejszych autorytetów polskiego biznesu. Nagrodzona tytułem Digital Shaper w kategorii wizjoner – przyznawanym osobom, które mają ponadprzeciętny wkład w rozwój gospodarki cyfrowej w Polsce. Financial Times umieścił ją na liście New Europe 100 – stu osób z Europy Środkowo-Wschodniej, które zmieniają społeczeństwo, politykę i biznes, prezentując nowe podejście do dominujących problemów.
Zobacz również:
Kettlebell był używany w XVI wieku w Rosji do ważenia płodów rolnych. Dziś to jedno z najbardziej uniwersalnych narzędzi budujących formę na całym świecie. Zobacz, jak stać się mistrzem kettla.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA