Czy media społecznościowe mogą dobrych ludzi zmieniać w potwory?

Badania wskazują, że internauci połączeni szlachetnym, w ich mniemaniu, celem mogą stawać się niebezpiecznie radykalni.

social media, media społecznościowe shutterstock.com

Od czasu do czasu jesteśmy świadkami dyskusji ekspertów na temat zgubnego wpływu mediów społecznościowych na ludzi. Mówi się, że zwiększają one samotność, pobudzają lęki, niepewność, strach przed jutrem, mogą też wyzwalać agresję i inne gwałtowne emocje. Zazwyczaj wtedy pojawiają się osoby, które przekonują, że przecież właśnie w mediach społecznościowych ludzie dobrej woli mogą się łączyć w działaniu na rzecz jakichś wspaniałych celów.

REKLAMA

ZOBACZ: Media społecznościowe - lekarstwo czy trucizna?

Bez mediów społecznościowych wiele takich inicjatyw nigdy nie doszłoby do skutku. Ten argument ma powalić na łopatki oponentów, ale w Internecie jest tak, jak w życiu - z dobrych chęci często wychodzi coś przeciwnego do zamierzeń. Ludzie mający szlachetne zamierzenia często się niebezpiecznie radykalizują.

Moralne wzmożenie

Nie od dzisiaj wiadomo, że media społecznościowe poprzez swoje algorytmy stopniowo zamykają nas w bańkach, w których dzielimy podobny światopogląd i zainteresowania. Wymieniamy informacje, które albo skłaniają do polubień, albo do wyrażenia wspólnego gniewu. W tych bańkach są jeszcze mniejsze bańki, tworzone przez osoby szczególnie aktywne, które gromadzą się wokół jakiejś sprawy, reagują bardzo emocjonalnie na wiadomości do których przykładają miarę moralną.

Nowe badanie pokazuje, że wspólne oburzenie moralne, które może wystąpić w takich społecznościach, często prowadzi do radykalizacji. Im bardziej dana osoba czuje, że wszyscy w społeczności są zgodni, tym bardziej angażuje się w grupę. To poczucie wspólnoty może zachęcić ich do swobodnego wyrażania skrajnych poglądów.

Radykalizm zamiast dyskusji

Różnice w poglądach nie są niczym złym, w zasadzie istotą demokracji jest to, że ludzie o różnych poglądach spotykają się, dyskutują po to, aby znaleźć wspólną płaszczyznę, na której można zbudować kompromis, który będzie do zaakceptowania przez większość. Jednak badacze zaobserwowali, że dyskusje w mediach społecznościowych stopniowo zanikają, na rzecz zamykania się w gronie ludzi o podobnych poglądach. Tak dzieje się prawie na całym świecie, w Stanach Zjednoczonych, czy w Europie. Dochodzenie do jakiegoś kompromisu wydaje się coraz bardziej nieprawdopodobne ze względu na rosnący gniew i niepokojącą gotowość niektórych do przyjęcia przemocy jako akceptowalnej taktyki.

Eskalacja poglądów we własnej bańce

Niedawne badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Południowej Kalifornii (USC) prześledziło wpływ społeczności internetowych na powstawanie i eskalację radykalnych przekonań. Wykazano, że im wyższy poziom moralnej zgody w grupie, tym bardziej prawdopodobne jest, że jej członkowie będą swobodnie posługiwać się tzw. mową nienawiści. Badanie dotyczyło Amerykanów, ale wnioski płynące z niego można spokojnie przenieść na inne kraje, w tym nasz.

PRZECZYTAJ: Jak social media przejęły rolę cenzury...

Autor badania, dr Mohammad Atari z USC, cytowany przez Medical News Today mówi tak: „Mamy twarde dane sugerujące, że polaryzacja w społeczeństwie rośnie, co oznacza, że ​​Amerykanie coraz częściej postrzegają „innych”, jako moralnie skorumpowanych, ludzi „złej woli”. Problem ma częściowo swoje korzenie w platformach społecznościowych. Ludzie mają tendencję do osadzania się w środowiskach o podobnych postawach ideologicznych, datego nie widzą szerszego obrazu, czyli że po drugiej stronie są też dobrzy ludzie, mimo że maja odmienne poglądy”.

Od tweeta, do fizycznego ataku

W każdej bańce są ludzie bardziej i mniej radykalni. Ale nawet u tych „letnich” (mam na myśli siłę emocji) następuje proces wzmacniania idei, przekonań i wartości. Wzbudza się też poczucie zagrożenia przez środowiska o odmiennych poglądach. Dr Atari przemawiając do Towarzystwa Psychologii Osobowości i Psychologii Społecznej mówi: „W takich sytuacjach ludzie mogą angażować się w radykalne działania w obronie swojej grupy, od przepełnionego oburzeniem tweeta do ataku np. na budynki”.

Jasne jest, że nie wszystkie grupy są w podobnym stopniu radykalne - jeśli włączamy się w grupę hobbistyczną, np. miłośników starych samochodów, której główną osią są sprawy, które nie angażują nas moralnie i tożsamościowo, to raczej nie skłoni to nas do nienawiści do ludzi, którzy się tym nie interesują. Tym, co naprawdę wzbudza wściekłość są raczej sprawy związane z szeroko rozumianą polityką i ideologicznymi przekonaniami. Jak zauważył dr Atari: „Platformy społecznościowe nie przejmują się tym szczególnie; ich algorytmy mają na celu maksymalizację zysków, a nie nasze dobro”.

Żródło: medicalnewstoday.com

 

REKLAMA