REKLAMA

Czy ekologia jest niemęska?

Wyobrażasz sobie Bonda, który zamienia Aston Martina DB56 na rower, albo Batmana segregującego odpady? Trudno, prawda? Oni jednak są fikcyjni, a Ty nie.

ekologia shutterstock.com
Planetę ratuje się, jak ratuje się i dba o związek z kobietą – drobnym gestami na co dzień. I to jest męskie.

Zacznijmy od ciekawostki. Oto psychologowie z Pennsylvania State University przepytali 960 osób, które codzienne czynności są bardziej domeną kobiet, a które mężczyzn. Po kobiecej stronie znalazły się m.in. recykling i chodzenie na zakupy z torbą wielokrotnego użytku, by nie mnożyć plastikowych odpadów – tak odpowiadali faceci. Serio.

ZOBACZ: 7 plag współczesności

Wygląda na to, że niektórzy goście (przynajmniej w Pensylwanii) naprawdę wierzą, że Bond i Batman rzeczywiście istnieją. Zostawmy jednak te niedostatki rozumu na boku, bo nasze rozumienie męskości jest zupełnie inne. Jaki normalny facet będzie się zastanawiał, co pomyśli o nim kasjer w sklepie, gdy zobaczy, że pakuje zakupy do bawełnianej torby?

Wydaje mi się, że mężczyzna najbardziej szkodzi swojej męskości, gdy traci kontakt z rzeczywistością i wygaduje głupoty. A gdy wygaduje głupoty, to znaczy, że głupoty ma w głowie – trudno sobie wyobrazić coś bardziej niemęskiego. Żeby było jasne: nie mam ekologicznego fioła, lituję się nad histerią niektórych celebrytów, a nowa Joanna d’Arc ekologii, Greta Thunberg, nie jest z mojej bajki. Nie zamierzam przestać jeść awokado, bo urosło na polu, gdzie powinna rosnąć puszcza, nie zrezygnuję z whisky, bo destylarnie zużywają energię, i nadal będę latał samolotem.

PRZECZYTAJ: Żywność eko - czy warto ją kupować?

Niemniej uważam, że minimum dbałości o higienę otoczenia, w którym się żyje, jest wymogiem. Jeżeli faktycznie delfin ma się zadławić moją torbą z plastiku, którą wywaliłem do śmieci, chętnie wymienię ją na bawełnianą bez zadawania głupich pytań: skąd na zachodzie Polski delfiny? Nic mnie to nie kosztuje – niech sobie pływa, żywina.

Także nie wyrzucam śmieci w lesie, nie palę oponami w piecu i nie robię jeszcze wielu innych rzeczy, które mogłyby być uciążliwe dla innych. I nie ma to nic wspólnego z męskością czy kobiecością, ale bardziej z zasadami savoir-vivre’u. A jedna z najgłówniejszych mówi metaforycznie – podobnie jak w medycynie – „po pierwsze, nie szkodzić”.

I tego się trzymajmy, a wszyscy będą zadowoleni. No, może oprócz tych, co chcą odłączać elektrownie i zalewać kopalnie, ale trudno – wszystkich i tak nie da się zadowolić.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA